Właściciel
Taczka:
Tych akurat było kilka.
Bóbr:
- Zostaw go. - powiedział Twój syn. - Niech opowie to innym. - dodał, a po chwili ostrze zsunęło się z Twojego karku.
Więc podeszła do najbliższego.
Właściciel
Do zaoferowania była tam głównie broń myśliwska w postaci łuków, strzał, kusz, bełtów, noży i sztyletów.
Odeszła od straganu, gdyż akurat ten typ broni jej nie interesował i poszła do straganu z mieczami, jeśli taki był.
Konto usunięte
Chwycił za swój miecz i wstał jeśli miał taką możliwość .
Właściciel
Taczka:
Owszem, był, na dodatek obok.
Bóbr:
Wstałeś i zauważyłeś jedną rzecz: Jesteś sam. No, są też trupy, ale syna i tajemniczej osobistości, która go uwolniła brak.
Konto usunięte
- Ku*wa mać... - Ruszył szybko w stronę koszar.
// Mogę tak poprostu zwolnić się?//
Właściciel
Adrenalina i strach sprawiły, że trafiłeś tam dość szybko.
//W sensie, że odejść na stałe ze straży? Ta, zwłaszcza, że nie dopilnowałeś więźnia.//
Więc podeszła do niego.
-Dzień dobry. - Powiedziała z uśmiechem do sprzedawcy.
Właściciel
- Dobry, dobry. - mruknął Ork. - Co kupuje?
-Ma pan tutaj jakiś jednoręczny miecz ze stali? - Spytała się.
Właściciel
Zmierzył Cię wzrokiem, a później skinął głową i podniósł jeden z mieczy. Machnął nim kilka razy, ze świstem przecinając powietrze.
- Orkowa stal. - rzekł z zadowoleniem. - Przebić prawie każdy pancerz.
Konto usunięte
// Tak, o to mi chodziło.//
Pobiegł do przełożonego gdzie szybko mu przedstawił sytuację.
- Strażnicy nie żyją... Uciekł z jakimś człowiekiem....
Właściciel
- Gdzie? Kiedy? - spytał, najwyraźniej zdezorientowany. Cóż, ucieczka, i to taka, była tym, czego się najmniej spodziewał.
-A po ile ten miecz? - Spytała się zaciekawiona.
Właściciel
- Dwie dychy. - powiedział Ork po dłuższym zamyśleniu.
Położyła dwadzieścia monet i gestem poprosiła o miecz.
Właściciel
Porzucił go, złapał w locie za klingę i podał Ci rękojeść, drugą dłonią zgarniając złoto.
Złapała miecz.
-Dziękuję. - Uśmiechnęła się i poszła dalej, idąc przyglądała się mieczowi.
Właściciel
No to szłaś i przyglądałaś się.
Zaczęła szukać tablicy ogłoszeń.
Właściciel
Znalazła takową niedaleko.
Więc czytała ogłoszenia, może coś zaciekawiłoby ją.
Właściciel
Zależy co uznawała za ciekawe.
Za ciekawe uważała wszystko, gdzie mogłaby ciąć mieczem.
Właściciel
Miejscowa straż miała do zapłacenia dwadzieścia pięć sztuk złota za pozbycie się jakiegoś Krasnoluda, który terroryzował biedniejsze dzielnice.
Zdecydowała się przyjąć zadanie. Musiała tylko określić, gdzie ten krasnolud się znajduje dokładnie.
Właściciel
Skoro terroryzuje biedne dzielnice, to raczej nie popija wina w luksusowych karczmach.
Więc rozpoczęła poszukiwania biednej dzielnicy, w której terroryzować miał krasnolud.
Właściciel
//Jeśli nie chcesz tracić czasu i postów, to proponuję zapamiętać też jego wygląd.//
Byłaś tu pierwszy raz, więc wypada kogoś zapytać o drogę.
Właściwie to wróciła się do tablicy ogłoszeń i zerwała ogłoszenie o krasnoludzie.
Więc podeszła do losowego przechodnia i spytała się.
-Wie pan gdzie znajdę tego faceta? - Pokazała ogłoszenie. - Albo chociaż w którą stronę muszę pójść?
Właściciel
- Że Ponurego Opoja? - spytał. - Kręci się w biedniejszy dzielnicach, albo chleje w "Mordowni." - odparł jego pobratymiec, Krasnolud.
-W którą stronę muszę pójść?
Właściciel
- A gdzie chcesz go szukać?
//Podał dwie możliwe lokacje, więc...//
-Zacznę od tej "Mordowni". - Odpowiedziała.
Właściciel
- Pomalowana na czarno, brudna, waląca szczynami speluna przy bramie, ciężko ominąć.
-Dziękuję za informację. - Uśmiechnęła się i poszła w stronę bramy.
Konto usunięte
- To była zasadzka... Jakiś mężczyzna zabił strażników, łukiem. Nie wiedziałem gdzie jest. Potem mnie obezwładnił i uciekł z więźniem...
Właściciel
Taczka:
Brama się nie zmieniła.
Bóbr:
- Aha. - powiedział bez większego przekonania. - A czemu akurat Ty ocalałeś z całej piątki?
Rozejrzała się za "Mordownią", o której mówił krasnolud.
Właściciel
Śmierdzący, czarny budynek. Faktycznie, ciężko przegapić.
Dosyć mocno się bała tam wejść, jednak po chwili namysłu weszła.
Właściciel
Już z miejsca uderzył Cię smród, na który składał się dym z cygar, różne rodzaje alkoholów, smród potu i niemytych ciał oraz coś, co przypominało woń trupa. Karczma pełna była typów spod ciemnej gwiazdy z każdej rasy.
Podeszła do karczmarza, jeśli była możliwość.
Właściciel
Urząd ten piastował Goblin, który nudę oczekiwania zabijał, dłubiąc sobie miedzianym sztyletem między zębami.
- Czego? - zapytał, przerywając ową czynność. Pytanie zawisło w śmierdzącym powietrzu, a Ty prawie namacalnie czułaś na sobie wzrok większości bywalców "Mordowni."
-Podobno bywa tu Ponury Opój. - Powiedziała lekko zdenerwowana.
Konto usunięte
- Chętnie się dowiem. W sumie też prawie zginąłem, ale jeden z nich po prostu odszedł ode mnie i uciekł, a ja nic nie mogłem zrobić
Właściciel
Taczka:
- No, bywa. - potwierdził Goblin. - Dobry morda, nie ma co.
Bóbr:
- Brzmi wiarygodnie.