Właściciel
Bóbr:
- Lepiej o tym nie myśl.
Taczka:
- Pięć sztuk złota. - powiedział, a po chwili odszedł, zapewne po Twoje mięso.
Konto usunięte
- Miłego dnia. - Wyszedł z gabinetu nieco zdenerwowany i udal się do syna.
Właściciel
Pod celą było już czterech innych strażników.
Właściciel
- Mamy mu towarzyszyć w tej... ostatniej drodze. - wyjaśnił jeden, a reszta zachichotała.
Konto usunięte
- Możecie stąd iść. Musicie. Ja go odprowadzę. - Warknął i sprawdził się czy Cresen ma związane ręce.
Dziewczyna położyła 5 sztuk złota na ladzie i czekała.
Właściciel
Bóbr:
Ręce miał w kajdanach, a nogi w łańcuchach.
- Ta... Jasne. Szef kazał nam iść, więc pójdziemy i mamy głęboko gdzieś, że to Twój kochany synalek. - powiedział ten sam strażnik i ruszył do celi, by ją otworzyć. Dwaj inni przygotowali włócznie, a ostatni wycelował w więźnia kuszę.
Taczka:
Po chwili otrzymałaś talerz z wołowiną i dwiema kromkami chleba oraz szklankę wody.
-Dziękuję. - Uśmiechnęła się i odeszła z jedzeniem i piciem do stolika.
Właściciel
Udało Ci się znaleźć jakiś wolny.
Usiadła do stołu i zaczęła jeść powoli.
Konto usunięte
- Zmiana planów, pójdę sam. Tak powiedział szef, więc wypi***alać.
Właściciel
Bóbr:
Strażnik wywlókł Twego syna z celi. Najwidoczniej miał gdzieś te słowa, tak jak pozostali. Logiczne, że nie mogli zostawić mordercy z jednym tylko strażnikiem, dodatkowo ze swoim ojcem. Ucieczka murowana.
Taczka:
Powoli zjadłaś.
Konto usunięte
- No nic, skoro tak chcecie... Pójdę z wami.
Właściciel
Dwóch strażników z włóczniami poszło przodem, potem ruszył więzień i dwaj ostatni.
Kiedy już zjadła, rozejrzała się wzrokiem po karczmie.
Właściciel
Taczka:
Karczma identyczna, jak wiele innych w Elarid.
Bóbr:
Opuściliście koszary i szliście ku placowi, co chwila klucząc uliczkami.
Valeria wyszła z karczmy i spojrzała się w niebo, żeby określić porę dnia.
Ziewnęła i wróciła do karczmy w której była i spytała się karczmarza.
-Można tu wynająć pokój? - Spytała się. - Jeśli tak, to po ile?
Właściciel
- Pięć sztuk złota za noc.
Konto usunięte
A więc chodził za nimi w stronę placu.
Właściciel
Nagle zatrzymali się.
- Dobra, tutaj zrobimy postój. - rzekł dowódca pozostałych strażników i pociągnął z manierki.
Konto usunięte
On nie odzywał się i czekał na koniec postoju.
Więc położyła 5 monet na ladzie.
-Mogłabym teraz dostać klucze do pokoju? - Spytała się karczmarza.
Właściciel
Bóbr:
Gdy tak czekałeś, nagle manierka rozerwała się w dłoni strażnika.
- Co do kur... - chciał zapytać, ale nie dokończył, bo bełt (drugi, bo pewnie pierwszy zniszczył manierkę) przebił mu gardło. W tym samym momencie gdy upadł, drugi strażnik, kusznik, dostał bełtem prosto w serce.
Taczka:
Otrzymałaś klucze wraz z numerem pokoju, gdy karczmarz zwinął złoto z lady.
Poszła do swojego pokoju, zostawiła tam torbę i wyszła z karczmy.
Konto usunięte
- Cholera.... - Wyjął miecz i rozejrzał się. Trzymał się blisko Cresena.
Właściciel
Taczka:
Wyszłaś więc, słońce już prawie schowało się za horyzontem.
Bóbr:
Kolejny bełt zakończył życie następnego strażnika.
- Rzucam to w cholerę! - warknął i rzeczywiście rzucił włócznię, po czym zbiegł do jednej z uliczek. Zostałeś sam z synem, no i z tym tajemniczym kusznikiem.
Usiadła na krańcu drogi i patrzyła się na zachód słońca.
Właściciel
Na szczęście żaden wóz nie jechał i w Ciebie nie walnął, więc bez przeszkód obserwowałaś zachód.
-Pięknie... - Powiedziała zafascynowana odbiciem słońca od morza. Kiedy już słońce zaszło wróciła do karczmy.
Właściciel
Wróciłaś. Niezbyt się zmieniło, przez tę chwilę.
Więc wróciła swojego pokoju, ściągnęła miecz i poszła spać.
Właściciel
Nie zamknęłaś drzwi, poszłaś spać i zasnęłaś. Obudziłaś się następnego ranka. Na szczęście, nic Ci nie zginęło.
Wstała i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że nie zamknęła drzwi. Po chwili zabrała swoje rzeczy, zamknęła pokój na klucz, wzięła go i poszła na dół.
Konto usunięte
Przez chwilę zastanawiał się czy uwolnić syna czy jednak nie pozwolić na to. Mimo to pociągnął syna za kajdany w stronę najbliższej uliczki.
Właściciel
Taczka
Zrobiłaś to bez problemów.
Bóbr
Udało się i już do Was nie strzelają.
Podała klucz karczmarzowi.
-Dziękuję za nocleg. - Uśmiechnęła się i zaczęła się kierować do wyjścia.
Konto usunięte
- Wiesz, mógłbym Cię puścić ... Ale miałbym równie ch*jową sytuację jak ty. Możemy też się jakoś dogadać. Twój wybór. - Rzekł trzymając miecz bliski syna.
Właściciel
Taczka:
Jako, że nikt Cię nie zatrzymał, bez problemu trafiłaś do wyjścia.
Bóbr:
Nic nie mówił, za to Ty usłyszałeś, jakby ktoś cicho nucił. Po chwili zauważyłeś jak ostatni strażnik pada martwy, a z cienia zaułka ktoś wychodzi. Ktoś w czarnym płaszczu i z zakrwawionym mieczem.
Wyszła z karczmy pogwizdując, po wyjściu zaczęła się kierować do centrum miasta.
Konto usunięte
- Stój. - Powiedział stanowczo do nieznajomego i przygotował się na ewentualny cios.
Właściciel
Taczka:
Centrum zajmował wielki rynek, pełen różnych kramów i straganów. Panowała wielka wrzawa, gdyż każda sprzedawca z osobna zachwalał swój towar, albo kłócił się z innym, czy też klientem. Klientów było wielu. Jedni kupowali, inni oceniali, a jeszcze inni kręcili się bez celu. Nie brak było kilku kieszonkowców i uzbrojonych strażników.
Bóbr:
I cios nadszedł, ale nie ze strony przybysza z mieczem, ale od tyłu, gdy Twój syn rzucił się na Ciebie i obaj upadliście na bruk.
Konto usunięte
Spróbował go zrzucić z siebie i wstać.
Rozejrzała się po straganach, może coś by ją zaciekawiło.
Właściciel
Taczka:
Jedzenie, woda, alkohole, broń, futra, ubrania i wiele, wiele więcej.
Bóbr:
Udało Ci się go zrzucić, ale gdy zacząłeś wstawać, poczułeś zimne ostrze na karku.
Konto usunięte
Cóż, wiedział jaką miał pracę, zawsze mógł w niej zginąć. Nie chciał też zachować się jak głupiec więc leżał posłusznie.
Podeszła do straganu z brońmi.