Właściciel
Poczułeś ciepło w całym organizmie, a po chwili Mag wypowiedział ostatnią instrukcję:
- A teraz skoncentruj to w dłoni i daj upust swojemu ogniu.
Postanowił zebrać całe to ciepło zgromadzone w swoim ciele i wystrzelić je ze swojej dłoni właśnie w jedną z kukieł.
Właściciel
Początkowo strzeliła jedynie dobra iskra, ale po niej z dłoni wystrzelił Ci okazały płomień, który sformował się w kulę ognia i trafił kukłę prosto w głowę.
Przyjrzał się zatem jeszcze swojej dłoni nieco zdziwiony.
-To może być zawsze jakaś alternatywa od zabijania...- Zaczął tak myśleć dalej patrząc na dłoń.
Właściciel
- I jak wrażenia? - zapytał Mag, wyrywając Cię z zamyślenia.
-Cóż, są zdecydowanie pozytywne, skoro się udało.- Opuścił swoją dłoń i wrócił wzrokiem na mężczyznę.
Właściciel
- Cóż, czyli lekcję można uznać za zakończoną.
-W zasadzie teraz wystarczy tylko, że będę już dalej szlifował sam ten talent.
Właściciel
- Owszem, choć zawsze mógłbyś wpaść. Rozmową z Tobą była prawdziwą przyjemnością. - rzekł i się ukłonił.
-To ja dziękuję, rozmowa z kimś na taki temat była czymś czego potrzebowałem od długiego czasu. No, ale trzeba wracać w trasę i dalej szukać wrażeń, może jeszcze kiedyś tu przybędę, to będę miał o czym opowiadać.- Zaśmiał się nieco i skinął głową w stronę mężczyzny.
Konto usunięte
-Mam nadzieję że nie narobił sobie kłopotów...
Właściciel
FD_God:
- Komu, jak komu, ale Tobie życzę szerokiej drogi. Może niekoniecznie spokojnej, bo też chcę byś miał o czym opowiadać.
Bóbr:
- Jeśli tak, to będziesz wiedzieć o tym pierwszy.
Konto usunięte
-Mhm. Będę już iść. Do zobaczenia. - Dokończył jajecznicę, wstał i pocałował żonę w policzek. Udał się w kierunku koszar.
Właściciel
Po drodze jedynie kilku sąsiadów pozdrowiło Cię skinieniem głowy. Później miałeś już spokój, aż trafiłeś pod koszary. Tam już wypada nałożyć rynsztunek, wziąć broń i zacząć pełnić swój obowiązek.
Konto usunięte
Tak też uczynił, do pasa przypiął swój miecz, następnie zaczął ubierać zbroję. Gdy już miał na sobie pełny rynsztunek udał się na patrol.
-Wrócę z pewnością nabierając nowych doświadczeń.- Podszedł jeszcze do mężczyzny i uścisnął jego dłoń i drugą ręką poklepał go po ramieniu. Jakbyś jeszcze usłyszał o Lorenzo kiedyś o Lorenzo, to wiedz że będę to ja.
Właściciel
Najpierw jednak musiał odstać swoje przy bramie, gdyż dziś wypadał jego kolejka. Ale miał przynajmniej oparcie w swym znajomy, z którym rozmawiał ostatnio.
Właściciel
Pokiwał głową, zapamiętał informację i uścisnął dłoń, po czym ruszył w kierunku wyjścia.
Sam też musiał wyjść, jeszcze ostatni raz skinął do niego głową, po czym powoli zaczął ruszać za miasto, wciąż nieco zadziwiając się tym, że zwyczajna nauka mogła przywrócić mu moc.
-Może jednak nie będę zabijać przypadkowych magów... Pamiętam, że istnieje wiele innych sposobów na pozyskanie energii, może uda mi się jakieś odnaleźć.
Konto usunięte
A więc udał się pod bramę, podszedł do Barda.
- Cholercia, wczoraj mieliśmy iść na piwo, zapomniałem...
Właściciel
FD_God:
W rozmyślaniach nikt Ci nie przeszkadzał, ale przynajmniej były słuszne. No i uczenie się od Magów, a nie ich zabijanie, raczej nie sprowadzi na Ciebie wściekłego tłumu.
Bóbr:
- Nic nie szkodzi, ja też nie mogłem. - odparł i oparł się na włóczni.
Konto usunięte
-Czyli dzisiaj kolejny, nudny spokojny dzień...
Właściciel
Pewnie by tak było, gdyby nie fakt, że dwójka strażników wlekła jakiegoś typa.
Konto usunięte
- Hm... - Przyjrzał się człowiekowi, noszonego przez strażników, podszedł nieco bliżej.
Właściciel
Kaptur na głowie i długa szata nieco to utrudniały.
Konto usunięte
// Szli w kierunku bramy żeby wejść do miasta?//
- Kogo tam nosicie, co?
Właściciel
//Szli z miasta, żeby zaprowadzić delikwenta do koszar, które są przy bramie.//
- Młody rozbójnik. Dostaliśmy go w jednej z gorszych dzielnic, jak handlował bronią, używkami i alkoholami.
Postanowił rozejrzeć się za jakąś biblioteką, może tam odnajdzie natchnienie do dalszych działań.
Konto usunięte
-Rozumiem, w czymś pomóc?
Właściciel
Bóbr:
- Popilnuj go, idziemy do dowódcy. - odparł i od razu ruszył do koszar.
FD_God:
Niestety, w Gilgasz biblioteki brak.
Może znajdzie się jakaś gildia górnicza lub ktoś kto sprzedaje sprzęt górniczy na targu, najlepiej chyba jak byłby to krasnolud.
Konto usunięte
Stanął obok rozbójnika, po prostu go oobserwował.
Właściciel
Bóbr:
- Cześć. - wychrypiał, nieco znajomym głosem.
FD_God:
Gildii górniczej tu brak, był jedynie skromny stragan z takim sprzętem, oczywiście prowadzony przez Krasnala. Na nic więcej nie mogłeś liczyć z racji tego, że niewiele tu kopalni, a górnictwo w tych okolicach to mało opłacalny biznes.
Nie miej jednak postanowił porozmawiać z owym krasnoludem w jego skromnym straganie.
-Dobry panie, jak wysoce cenicie swoją wiedzę na temat wydobycia?
Konto usunięte
// Przewidziałem to :V //
Zdjął kaptur rozbójnikowi, był już niemal pewny kogo zobaczy, i nie był z tego ani trochę zadowolony.
Właściciel
- Byłem zwykłym górnikiem przez dwadzieścia lat, a dekadę dowodziłem całą sekcją. - odparł z dumą. - A co? - dopowiedział znacznie bardziej podejrzliwym tonem.
-Ponieważ mam kilka pytań wobec pańskiej wiedzy. Mianowicie interesuje mnie co pan konkretnie wydobywał. Nie interesuje mnie węgiel, żelazo czy złoto... Pragnę dowiedzieć się o naprawdę ciekawych rzeczach.
Właściciel
Bóbr:
//Przewidziałeś, ale ja dodałem tam o wiele więcej fajnych elementów.//
Owszem, był to Twój syn. Wyglądał tak jak wtedy, gdy ostatnio go widziałeś. Jedynie jego twarz pokrywał kilkudniowy, szorstki zarost, a oczy... Cóż, oczy miał zupełnie inne, ciemniejsze, tak jakby nie jego.
FD_God:
- Poza tym co pan wymienił, to głównie kamienie szlachetne, siarkę i w sumie tyle. Z jakimiś nieznanymi minerałami się jeszcze nie spotkałem.
-A słyszał pan chociaż może o wydobywaniu takowych? W kamieniach szlachetnych niestety nie ma zaklętej mocy.
Właściciel
- Cóż... Słyszałem, że niedawno odkopali skrzynkę z jakimiś artefaktami. Wie pan, pierścienie, naszyjniki i te sprawy. Ale jak dla mnie to tylko zwykła biżuteria, którą ktoś zabrał ze sobą do grobu.
-Nie warto nie doceniać takiej wiedzy, wie pan gdzie to się stało i kiedy?
Właściciel
- Dwa dni temu. Nie wiem gdzie, mój morda mi tak gadał. Niedawno wyjechał z miasta, może pan go złapie i się od niego czegoś więcej dowie, w końcu był przy tym.
-Ech... Chociaż dokąd wyjechał, cobym wiatru w polu nie szukał.
-Miasto krasnoludów... Czemu pan sam tam nie ruszy?
Właściciel
- Stary już jestem, na dobre tu osiadłem. Mam tu przyjaciół, rodzinę, handluję z tymi co statkami pływają. No i w górach ciężko o moje ulubione śledzie. - dodał z uśmiechem.
-Czyli widzę, że przywiązał się pan do tej okolicy, ważne że pan szczęśliwy. Nie miej jednak dziękuję za owe informację i życzę szczęścia w prowadzeniu kramu.- Skinął głową w stronę krasnoluda, po czym musiał właśnie ruszyć w stronę Axer, może dogoniłby znajomego handlarza.
Właściciel
Przy bramie nie napotkałeś trudności i ruszyłeś. Szczęście się do Ciebie uśmiechnęło, bo po zaledwie dwóch godzinach wędrówki spotkałeś stojący na poboczu wóz, przy kole którego majstrował jakiś Krasnolud. Obok stały dwa muły i skubały trawę.
-Wybieramy się do Axer, a zepsuło się koło?- Postanowił podejść bliżej i obejrzeć sytuację.