Właściciel
Grać w karty, zacząć opowiadać historie z wyprawy czy się schlać.
Historię to chyba każdy przy tym stoliku już dokładnie zna bowiem przy tym był, mógłby zawsze się przejść za dnia po ulicy i opowiadać o tych wyczynach. No to może by tak zagrać w karty, zawsze to jakieś zajęcie.
Właściciel
Co trzeźwiejsi marynarze, którzy nie byli zajęci piciem czy rozmową z miejscowymi damami, namiętnie oddawali się temu zajęciu, zarówno między sobą, jak i z miejscowymi, chcąc pomnożyć, lub stracić, swoją dolę z wyprawy.
Tak na złoto trochę ciężko zważywszy, że jego dolą były artefakty, ale zawsze czymś może zagrać, jeżeli ktoś z załogi był chętny na grę oczywiście, może ci nie chcieli za bardzo na kasę.
Właściciel
Właściwie to obstawiano niemal wszystko, więc spokojnie mógł spróbować grać nawet bez pieniędzy.
Za wiele też poza pieniędzmi to zaoferować nie mógł, a o artefakty nawet by nie próbował, może lepiej byłoby się przyjrzeć grze kilku zawodowców.
- Jeżeli tak bardzo chcesz, to możemy wyruszać już teraz
-Zależy czy ten twój zwiadowca w ogóle wróci, może tam być nawet zbyt niebezpiecznie, a samemu wracać stamtąd nie chcę.
- Co do jego powrotu jestem pewny ... Wychodził z gorszych miejsc ...
Właściciel
Najlepszym wyborem mogła być partyjka ośmiu graczy, a dokładniej pięciu marynarzy i trzech miejscowych.
Lorenzo:
-Czyli mówisz, że dokładnie wiesz co tam się znajduje?
Jin:
No to warto obserwować taką grę, może wyniknie z tego coś ciekawego.
Właściciel
Wynikło to, że jeden z miejscowych oskarżył marynarza o oszustwo i wbił mu nóż w dłoń na stole. Pozostali nie byli im dłużni i po chwili zaczęło się klasyczne mordobicie.
- Jeszcze nie, ale on miał sprawdzić to wszystko i czekać na spotkanie za murami miasta
Jin:
-Klasyka, karczemne mordobicie...- Nieco się zaśmiał oglądając bitkę.
Lorenzo:
-Zatem nie wiesz czy ktoś go tam nie złapie i czy w ogóle przyjdzie.
- Jak już mówiłem .. on wychodził bez szwanku z gorszych miejsc ... Takie coś to nie jest przeszkodą ... Często wychodzi z podobnych nawet niezauważony
-Coś z pozoru łatwego może się nie udać.
Właściciel
Przeciwnik marynarzy był słabszy i w mniejszości, więc po chwili całą trójka leżała jak długa na podłodze karczmy.
- To nie jest z pozoru łatwe ... Miałem się z nim spotkać już poza murami miasta ... Więc jeżeli chcesz iść na te ruiny, to powinniśmy już wyruszać
Lorenzo:
-Człowieku... Sporo ode mnie wymagasz... Prowadź.- Rzekł wstając ociężale od stolika, przy którym siedział.
Jin:
-No i po facecie!- Rzekł spoglądając na grupkę leżących mieszczuchów.
Wstaje od stolika i kieruje się ku wyjściu
Właściciel
Zero, FD_God:
Opuściliście zarówno karczmę, jak i miasto.
FD_God:
Barman zapukał miotłą w sufit i z piętra zwalił się Ork, który zaczął wyrzucać pobitych, lub martwych, na ulicę.
Lorenzo:
-No to teraz tutaj czekamy na tego twojego zwiadowcę.
Jin:
No to było na tyle z tego co mógł tutaj teraz zrobić, postanowił podejść do karczmarza.
-Dobry panie, macie tutaj jakiś nocleg, zmęczony jestem nieco.
Z cienia przy drzewie obok nich wyłania się Golbez
Cecil: - No i jest
//Można prosić o tymczasowe (do opisu tego, co widział) przejęcie mrocznego ?? (chyba, że po prostu napisać, co się wywiedział)
Właściciel
FD_God:
- Pokoje na górze, ale Twoi kompani chyba wszystko już wykupili...
Zero:
//Yyy... Że co? Jak to sobie wyobrażasz?//
-A to ci niefart... Trzeba będzie zatrzymać się niestety gdzie indziej.
//Wystarczy opisać to, co on mógł zobaczyć :/ Jednak mogłem nim pisać to aktywnie wtedy :/ //
Właściciel
FD_God:
- Karczm mamy sporo, polecę prowadzoną przez mojego zięcia "Pod Wesołym Opojem."
Zero, FD_God:
Więc opowiedział Wam o ruinach zamku na wzgórzu, jakieś trzy kilometry prosto i na rozwidleniu dróg kilometrem na lewo.
//Resztę opiszę później, jak już tam dojdziecie.//
Jin:
-Z pewnością skorzystam o ile znajdą się tam wolne miejsca, dziękuję.- Rzekł nieco się uśmiechając, po czym skinął głową do mężczyzny, a następnie opuścił karczmę szukając właśnie tej poleconej przez mężczyznę.
Lorenzo:
-No to co, warto by było tam ruszyć i zbadać to miejsce.
Właściciel
Trafiłeś na nią dość szybko.
Zatem warto było do niej zajść, tam pewnie też byli marynarze spod tej samej bandery.
Cecil: - Tak ... byłoby warto - No i poszli tam
Właściciel
FD_God:
Tak, byli tam, choć nie tak licznie, jak we wcześniejszej karczmie.
Zero, FD_God:
No i poszliście.
Jin:
Warto zatem było zajść do karczmarza.
-Dobry panie, macie może tutaj nocleg dla zmęczonego?
Lorenzo:
No to czekał aż tam dojdą czy coś.
Właściciel
- Pokój za dwie sztuki złota. Na noc. - wyjaśnił Ci karczmarz.
//Z drugą postacią czekam na Zero.//
-Oczywiście dobry człowieku.- Rzekł podając mężczyźnie dwie sztuki złota.
Sam szczegółowy opis drogi można pominąć :/ Chyba, że będzie coś o patrolach
Właściciel
FD_God:
//Powiedzieć "dobry człowieku." Do Goblina ._.
Nie, to nie jest zięć tego karczmarza :V Goblin robi tu tylko za barmana.//
Zabrał monety i wręczył Ci w zamian kluczyk.
FD_God, Zero:
//Myślałem, że będziecie chcieli pogadać, czy coś.//
Więc od zamku dzieli Was już niecałe pół kilometra drogi.
Cecil: - Teraz pozostało wybrać, którędy będziemy wchodzić
//No to dzięki za info o tym.//
Jin:
-Odebrał od goblina klucz, skinął w jego stronę głową, po czym udał się na górę szukać sobie pokoju.
Lorenzo:
-Ja mogę wejść skądkolwiek, dlatego wy nad tym możecie debatować.
Cecil: - Najlepiej byłoby zaatakować ich z zaskoczenia ... Atak od frontu byłby idiotyzmem ...
-To już wy sobie wybierajcie jak zaatakujecie, ja mam swój sposób na atak i tak.
Właściciel
FD_God:
Kawałek drewna przyczepiony do kluczyka miał wydrapaną cyfrę trzy, więc to był Twój pokój, który szybko znalazłeś.
FD_God, Zero:
//A Wy się namyślajcie, spoko.//
No to kluczyk do zamka, przekręcić i jazda. Wszedł do pokoju zamykając za sobą drzwi i położył się od razu na łóżku.
Właściciel
Łóżko nie było jakieś wybitnie wygodne, ale na pewno lepsze od koi na statku. Po kilku minutach przyszedł zasłużony sen.
Cecil: - Nawet, jeżeli wiemy dokładnie, ilu ich tam jest atak od frontu byłby samobójstwem
Lorenzo:
-Dobra, w kółko mówisz jedno i to samo. Mnie nie obchodzi jak wejdziecie.
Jin:
No to sobie smacznie spał.
Cecil: - Możnaby wejść którymś z tuneli, które normalnie służą do awaryjnej ewakuacji
Lorenzo:
-To idźcie, ja mam inny sposób.
- A jaki jest ten twój sposób ?
-Inny. Zobaczycie dopiero jak tam będziecie.