Właściciel
- Da się łatwo spieniężyć, ale mógłbyś jeszcze sypnąć kilkom monetami.
Jin:
-Tego nie ma co raczej sprzedawać, a prędzej idzie tylko tego używać. Niewiele i tak mam tego złota, 100 sztuk wyłącznie. Bym musiał kapitana o nieco akwamarynu poprosić.
Lorenzo:
-Pójście tam wiąże się i tak najwyżej z walką z paroma upiorami, szkieletami, zombie i co najwyżej jakimś słabym liszem. Nic trudnego, nawet dla mnie.
- Nie tylko ... Jest tam coś jeszcze .. Ale nie mogę mówić o tym w tym miejscu
Właściciel
- Starczy sto. - przystał szybko.
Jin:
-Niechaj tak będzie.- Rzekł wręczając mu mieszek ze złotem oraz wcześniej wspomniany szafir. Nie powiem co to trzyma za moc, bo możesz ją użyć w bardzo zły sposób, sam musisz się domyślić.
Lorenzo:
-No to powiedz to wystarczająco cicho, nie chce mi się łazić po kątach i słuchać co to tam nie siedzi.
lekko się zbliża i mówi szeptem - Orkowie
-To o tym już wiedziałem, przynajmniej tym, że zbierałeś wyprawę na nich... A co oni robią z trupami?
- Tego nie wiem ... Ale oni często współpracują z nekromantami lub innymi tego pokroju ... Może próbują zbierać dla takiego armie
Właściciel
- Świetnie. Więc ubiliśmy interes i obie strony są zadowolone. - rzekł i oddalił się.
Lorenzo:
-No to można się zabrać i ich się zaraz pozbyć, nie ma co się zastanawiać nad szukaniem budowniczego tego zamku, rosną przez ten czas tylko w siłę.
Jin:
Skinął zatem jeszcze głową i postanowił teraz udać się ponownie do portu by możliwie dołączyć do karczmy, w której był jego kapitan.
- To nie jest paru orków, tylko spora banda ... Lepiej przygotować atak z zaskoczenia, a nie atakować od frontu
-I myślisz może, że tak w dwójkę ich zajdziemy? Jak już chcesz się bawić w zasadzki to lepiej poszukaj strzelców.
- Nie o to chodzi ... Wystarczy element zaskoczenia .. Do tego znając orków mogą być pijani, ale taki atak daje nam przynajmniej pare minut czasu, kiedy oni nie będą przygotowani
Właściciel
Większość marynarzy zakwaterowała się w jednej z karczm, ale kapitan nadal przebywał na nadbrzeżu.
Lorenzo:
-No to szukaj kogoś kto przeprowadzi tam zwiad, ja się do tego chyba nie nadaję, co?
Jin:
-Kapitanie, udało mi się już wymienić jakieś artefakty, jest tu może coś jeszcze do roboty? Szybko widać wyszedłem z pomysłów.
Właściciel
- Napij się, pograj w karty, prześpij się, ogółem odpocznij. Czuję, że wiele okolicznych dam z chęcią posłucha o Twoich boskich wyczynach.
- W sumie ... Znam kogoś takiego ...
Czemu o tym od razu nie pomyślałem
Jin:
-To jest dobry pomysł kapitanie, to jest dobry pomysł. Zobaczę co tam idzie zrobić w karczmie.- Rzekł, po czym skinął w jego stronę głową, a następnie udał się do karczmy.
Lorenzo:
-No to co, bierz się za to. Wrogowie nie zabiją się sami.
- Ale on nie pokaże się w takim miejscu, jak to ... Trzebaby przejść gdzieś indziej
Właściciel
Karczma pełna była Twoich towarzyszy podróży, którzy pili, palili, jedli i romansowali na potęgę.
Lorenzo:
-To idź się z nim spotkaj, najwyżej powiesz mi tutaj, że jesteś gotowy do podróży.
Jin:
-Przyjemny widok, nie powiem- Udał się w stronę karczmarza. Macie tutaj może coś bezalkoholowego? Jakiś sok byłby dobry.
Właściciel
Barman był wyraźnie zdziwiony, ale po chwili wręczył Ci szklankę z fioletowym sokiem.
-Chociaż wiadomo z czego to?- Rzekł kładąc na ladzie kilka złotych monet.
Właściciel
- Z owoców ruik. - wyjaśnił krótko.
-Rozumiem... Ważne, że przynajmniej smakuje dobrze. Widzę teraz karczma dosyć dobrze zarabia jak marynarze wrócili z wyprawy.
Właściciel
- Jasne, rzadko trafia mi się tylu klientów na raz.
- Skoro tak wolisz ... - Wychodzi z karczmy i kieruje się do zaułka, w którym był wcześniej
Jin:
-No to przez jeszcze jakiś czas takowi będą zasilać panu sakwę, a potem znowu będą ruszać w drogę odkrywać cuda świata.
Lorenzo:
-Oczywiście...- Odrzekł, po czym zaczął szukać jakiegoś wolnego stolika przy którym by usiadł.
Właściciel
FD_God:
Znalazłeś taki stolik.
- Wiem, wiem. A dać coś poza sokiem?
Zero:
Trafiłeś tam bez problemów.
Lorenzo:
Zatem tak siedział do czasu aż nie wrócił ten paladyn czy nikt mu nie zaczął z nim gadać.
Jin:
-Jakie pełne posiłku tu serwujecie?
Właściciel
- Zupy, mięso, warzywa i wiele innych.
//Drugiej postaci nie ma co odpisywać, zacznij nim jak Zero wróci.//
//nie będę opisywał przebiegu spotkania//
Tak więc po dotarciu do zaułka Cecil spotkał się z bratem i omówił plan, a później Golbez wyruszył w stronę ruin (oczywiście większość czasu w postaci cienia), a Cecil wraca do karczmy
Właściciel
Zero:
Wróciłeś więc.
//Drugiej postaci też mam GM'ować?//
//niekoniecznie, bo on jest w cieniu przecież, to mało energii zużywa więc dopiero na koniec można opisać, co widział :) //
No to podchodzi do "znajomego"
-Jakaś polecana zupa dnia?
Właściciel
Zero:
Podszedłeś.
FD_God:
Paladyn powrócił.
- Dziś to będzie pomidorowa z ryżem, albo makaronem, do wyboru.
Lorenzo:
No to czekał aż ten zamierza podejść, przeto to jemu zależy.
Jin:
-No to proszę ten pierwszy wariant. Ile płacę?
-Oczywiście.- Rzekł wręczając mężczyźnie należyte złote monety, po czym znalazł sobie jakiś wolny stolik by przy nim móc zjeść.
Właściciel
Całkowicie wolnych nie było, w mniejszym lub większym stopniu, zajęte były przez marynarzy.
No to wypadało dosiąść się do swojej bandy marynarzy.
-Jak tam, ileście już zdążyli wypić?- Rzekł już.
Właściciel
Większość nie była w stanie wykrztusić słowa, albo sformułować go, więc jesteś pewien, że wystarczająco.
-No to widzę już się wstawiliście, dobrze.- Rzekł nieco się uśmiechając, a następnie czekał na swój posiłek.
Właściciel
Szybko otrzymałeś zupę oraz dolewkę soku.
Lorenzo:
-Usiądź, nie stój tak...- Poczekał aż ten usiądzie by zaraz przejść do meritum rozmowy. No to jak, wysłałeś już tego zwiadowcę? Bo raczej w tak krótkim czasie tam nie poszedł i już nie wrócił.
Jin:
No to teraz cieszyć się posiłkiem oraz sokiem.
Siada przy jego stoliku - Tak ... Powinien szybko się wszystkiego dowiedzieć ...
-Doskonale, ręce mnie świerzbią by jakoś poważniej powalczyć.
Właściciel
FD_God:
Cieszyłeś się nim, póki go nie zjadłeś.
//Wy sobie jeszcze gadajcie, braciak niedługo wróci.//
-Ach, syty posiłek to coś czego było mi trzeba... Tylko co teraz tu robić...- Powiedział tak do siebie zacząwszy się zastanawiać i dopijać sok.