Więc udaje się do "ciemniejszych" dzielnic
Właściciel
Zero:
Udałeś się tam.
FD_God:
I w trzech takich karczmach brak.
- A więc jak udowodnisz, że to nie bubel?
Lorenzo:
No to teraz trzeba wypytywać w tych obskurnych, niestety.
Jin:
-Zupełnie tak jak ty, musisz wierzyć na słowo.
No to szuka miejsca, które mogło wyglądać na "rynek informacji"
Właściciel
Zero:
Karczma mogłaby być dobrym wyborem, przynajmniej na początek.
FD_God:
- A ile byś chciał za taki sprzęt? - zapytał po chwili milczenia.
Pierwsza z brzegu była "Mordownia."
Lorenzo:
-Już nazwa sama w sobie potrafi człowieka udobruchać.- Rzekł do siebie wchodząc do środka by od razu skierować się do karczmarza, nie miał czasu bratać się z tutejszą fauną karczemną.
Jin:
-Złoto mnie nie interesuje, głównie wiedza, a za nią uważam właśnie artefakty. Działające.
No to niestety idzie do pierwszej lepszej
Właściciel
Zero:
Wszedłeś do takowej.
FD_God:
- Czego? - burknął, gdy tylko podszedłeś.
- No dobra. Dam Ci artefakt, który na pewno działa, dobra?
Lorenzo:
-Szukam paladyna, chodzi tu taki po mieście i zbiera ludzi na wyprawę, widział go karczmarz?
Jin:
-Najpierw powiedz jaki to artefakt, szczęśliwej podkowy mi nie potrzeba.
Właściciel
FD_God:
- Jasne, że widziałem. Chciał się do tych nawiedzonych ruin wybrać. Archeolog się znalazł! Paladyn zasrany.
- Takiego szajsu nie sprzedaję. - mruknął. - To rubinowy wisiorek, ma ciekawe właściwości.
Więc szybko "ogląda" wszystkich tutaj zebranych
Lorenzo:
-No i co? Zebrał już sobie ludzi i tam wyruszył czy nadal próbuje znaleźć kogoś do tego? W dodatku jakich ruin u licha?
Jin:
-Jeżeli możesz to wymień te właściwości, dobrze?
Właściciel
Zero:
Wszelkie typy spod ciemnej gwiazdy, zaczynając na karczemnych zabijakach i kieszonkowcach, a kończąc na mordercach i rasowych najemnikach.
FD_God:
- No nie zebrał, bo tylko debil by się tam pchał. - stwierdził karczmarz. - Jak nikt się nie zgodził to wyszedł, a ja posłałem za nim swojego człowieka, bo czułem, że ktoś będzie pytać.
- Póki co odkryłem jedną z jego właściwości. A mianowicie wystarczy, że pomajtasz nim komuś przed oczyma, albo zmusisz do wpatrywania się w rubin i możesz go kompletnie ogłupić, tak że będzie spełniał Twoje rozkazy.
Lorenzo:
-No to gdzie ten pański człowiek? Ja żadnych nawiedzonych miejsc się nie boję.
Jin:
-Oby nie spytali czemu im macham klejnotem przed twarzą... Skąd pewność, że ma to rzekomo więcej mocy?
Właściciel
- Czemu? Bo sam sprawdzałem i mogę Ci go dać, żebyś się przekonał, że to prawda.
- Nadal go śledzi. Jak coś to mogę o ruinach opowiedzieć.
Lorenzo:
-No to mów pan, najwidoczniej i tak trochę poczekamy aż wróci ten pański szpieg.
Jin:
-Na pewno nie użyję go na tobie... Może zaprezentujesz jak działa on jakimś przypadkowym przechodniu?
Właściciel
- Nie. - zaprzeczył. - Ja Ci dam wisiorek i sam go wykorzystasz na kimś. Będziesz miał pewność, że nie kłamię.
- No ruiny, na wzgórzu, jakieś pięć kilometrów od miasta. Żył tam raz taki zły szlachcic co ludzi napadał ze swoją bandą, ale dostało mu się i teraz nawiedza zamek, w środku słychać krzyki jego żołnierzy, szczęk oręża i inne takie odgłosy.
Lorenzo:
-Bardzo straszne jak to opowiadasz, boją się jakichś pseudo upiorów. To co ja widziałem potrafiłoby zmrozić krew w żyłach każdego w tym mieście.
Jin:
-No dobra... No to daj ten rubin, zobaczymy jak to działa.
Pie**olę ... Nie będę się z takimi zadawał ... Już wystarczy mu towarzystwo jednego ciemnego typa ... Wychodzi z karczmy i kieruje się w jakieś bardziej ustronne miejsce (znaczy się bez świadków)
Właściciel
Zero:
Najbardziej ustronna będzie ciemna uliczka.
FD_God:
- Ja tam w te bajdy nie wierzę, ale Ci co u mnie chleją to już tak.
Po chwili z mroku rozmówca wyciągnął dłoń w czarnej rękawiczce i podał Ci duży rubin o krwistoczerwonej barwie, na złotym łańcuszku, akurat by nosić na szyi.
Lorenzo:
-Z pewnością ciężko wierzyć w duchy, gdy mamy nieumarłych, demony i pełno magii.
Jin:
-Czy możliwe jest ogłupienie tym rubinem samego siebie?- Zapytał nie patrząc na rubin by go odebrać i przywdziać na szyję.
Właściciel
- To przecie przesądni ludzie. I głupi. Jakbyś im pan dobrze naopowiadał do by nawet gówno w papierku kupili.
- Jeśli jest się wystarczająco głupim by próbować i ma się słabą wolę, to teoretycznie tak.
Tak więc udaje się w jedną z takich uliczek
Właściciel
Udałeś się do niej, choć nie wiem po co.
Sprawdza, czy nikogo nie ma
Lorenzo:
-Może i tak, ale pewnie grasują tam jacyś nieumarli z nekromantą na czele, tego jednak nie wiemy, a korci mnie by sprawdzić.
Jin:
-Ciekawi mnie co by się wtedy stało... Nieważne, chodźmy zobaczyć jak zadziała ten rubin na jakichś przechodniach.
Właściciel
Zero:
Wygląda na to, że nie.
FD_God:
Gdy skończyłeś to mówić do karczmy wszedł jakiś podrostek i od razu podszedł do karczmarza, po czym zamienili kilka słów.
- Idź sam, ja... Powiedzmy, że wolę się nie wychylać.
Pojawia się jego brat
Golbez: - Gdybym to ja załatwiał wszystko ... Już pewnie byśmy wracali do tamtego gościa ...
Cecil: - Tak ... Bo ty od zawsze byłeś lepszy w pogróżkach
Golbez: - Jednak i tak przynajmniej wiemy, gdzie oni są ... Ale dobrze byłoby załatwić to szybko, bo jeszcze zwieją ...
Cecil: - Dobrze o tym wiem i nie musisz mi tego mówić ...
I w tej chwili mroczny rycerz ponownie zlał się z cieniem zostawiając brata samego, a on udał się do karczmy, w której był początkowo (tej, gdzie miał bardzo ciekawą rozmowę z barmanem)
Właściciel
Udałeś się więc do "Mordowni."
Ponownie szybko obserwuje, czy może nie doszli jacyś nowi "goście"
Właściciel
Ktoś przy ladzie z pewnością nie był stałym bywalcem.
Chwile się przygląda osobie
Lorenzo:
-Czy to pański szpieg? Gdzie ten paladyn?
Jin:
-No dobra, dobra...- Rzekł odchodząc w stronę targowiska by znaleźć jakąś ofiarę swojego amuletu.
Właściciel
Zero:
Czekasz.
FD_God:
W odpowiedzi wskazał głową na kogoś kto dopiero wszedł do karczmy.
Targowisko nadal było pełne ludzi i innych ras, więc możesz wybierać do woli.
Lorenzo:
No to teraz tylko jak wygląda i byłoby pięknie, bo nie wiem i nie chce mi się sprawdzać tych 10 tysięcy postaci.
Jin:
Ene due, rike fake, wyje**ne. Wybrał pierwszą lepszą wolną osobę podchodząc do niej by wypytać ją o jedną sprawę.
-Drogi panie, może mi pan powiedzieć z czego wykonany jest konkretnie mój amulet? Potrzebuję rady eksperta.
Właściciel
- A ja Ci wyglądam na eksperta? - zapyta zirytowany handlarz owocami, ale spojrzał w rubin.
//Niech już Zero się tym zajmie, to jego postać.//
Jin:
-Może ktoś próbował mi wcisnąć kit, z pewnością nie jest to trudne poznać po kolorze, nie wiem. To szafir czy może szmaragd?
Właściciel
- T-to rubin. - powiedział, a jego oczy były coraz bardziej szkliste.
Lorenzo:
-Czyli mówisz mi, że jeszcze ktoś kto ma mleko pod nosem zamierza wyruszyć walczyć z duchami, hm?- Rzekł zaśmiawszy się nieco.
Jin:
-Ach, rubin... A mam pytanie, potrafi pan może żonglować owocami? Chętnie bym to zobaczył.
Lorenzo:
-No to co młodziku, to ty tutaj potrzebujesz pomocy w pokonaniu jakichś upiorów? W sumie się nie dziwię.
Właściciel
//Rozmowę pozostawiam Wam.//
FD_God:
- Ja.. Nie... - oponował, ale dalsze wpatrywanie się w klejnot sprawiło, że po chwili chwycił sześć jabłek i porzucił je w powietrze, by żonglować, i to całkiem nieźle.
-No nieźle, naprawdę.- Poklaskiwał nieco, po czym dopowiedział. Pamiętaj, mnie tutaj nie było. Nie wiesz kim jestem.- Rzekł jeszcze na koniec licząc iż ten zapomni o tym co robił, a samemu wrócił do zaułka z podejrzanym gościem.
Właściciel
Podejrzany gość w nim był.
- I jak? Wierzysz mi?
-Rzadko kiedy widzę by ludzie od patrzenia się w drogie klejnoty nagle mieli taki brak wyrazu w swoich oczach.- Rzekł. No to za ten rubin mogę ci z przyjemnością oddać ten szafir.
- Pomocy przy upiorach ... Niekoniecznie .. Bardziej zależy mi na kimś, kto zna dobrze ten zamek
-No to już lepiej byś szukał kogoś kto to budował, ale pewnie takiego już znajdziesz tylko na cmentarzu.
- Wolę nie wchodzić tam nieprzygotowany ... Pośpiech nie jest dobrym towarzyszem podczas planowania ataku