- Więc mów, czego się dowiedziałeś
Właściciel
- Wiem gdzie obozują, ilu ich jest i jaką mają broń.
Właściciel
- Jest ich przynajmniej trzydziestu, może trochę więcej. Mają głównie topory, buławy, miecze i włócznie, ale nie brak im kusz.
- Czyli atak frontalny odpada ... Ale zawsze można użyć sposobu ... A gdzie aktualnie leży ich obóz >?
Właściciel
- Niedaleko, w ruinach starego zamku. Mają tam kryjówkę i niezłą bazę wypadową na kupców.
- Hmm ... Skoro to zamek, to jeszcze bardziej pogarsza sytuację ataku ... Trzeba sporo pokombinować, żeby wogóle się tam dostać
Właściciel
- To już Twój problem, ja ze swojej części umowy wywiązałem.
Bez słowa wychodzi z kuźni i myśli o najlepszych sposobach dostania się do ruin
Większość zamków posiada tajne przejścia, którymi możnaby się tam niepostrzeżenie zakraść, tylko przydałby się ktoś, kto zna to miejsce
Właściciel
To rozmyślania mogły mieć sens.
I tak poszedł w kierunku jednej z karczm, lecz nie do tej najbliższej, tylko do którejś, która wydawała się, że zbiera najgorszych typków z miasta
Właściciel
Brudna, ze śladami krwi i wiele mówiącym szyldem z napisem "Mordownia."
Tak, to chyba tu.
Lorenzo:
-No dawać, nie o takie walki nic nie robiłem...
Jin:
Ciężko witać kogokolwiek jako bohatera skoro to zwykły marynarz, ważne przynajmniej, że dotarło się tutaj przez utrudnione warunki atmosferyczne.
Wchodzi do środka i od razu kieruje się do baru nie patrząc na ludzi wokół
Właściciel
Zero:
Chyba dobrze, że nie patrzyłeś, bo pełno było tam typów co za patrzenie w oczy potrafiło zabić.
Barmanem okazał się czarno brody Krasnolud.
FD_God:
No dotarło, dotarło, a więc trzeba i coś z tym zrobić.
Tłum krzyknął entuzjastycznie, a po chwili zaczęli obstawiać. Nagle kilku krzyknęło ze strachu, gdy zobaczyli jak mały Goblin spadł na arenę, kilka metrów przed Jednookim.
Lorenzo:
No skądś musiał spaść to najpierw postanowił rozejrzeć się nieco wyżej patrząc czy ktoś go nie zrzucił, a następnie ewentualnie obejrzał się jakoś za sobą, bo raczej zauważyłby jakby to ktoś obok lub przed nim go rzucił.
Jin:
-Wyczuwam teraz lekką pustkę... Ciekawe ogólnie jak długo kapitan wraz z resztą marynarzy będą tu tkwić, tak to zdążę jeszcze się nieco przejść.- Myślał tak idąc właśnie w jego stronę.
Właściciel
Raczej to Goblin za bardzo się wychylił. Spadł i leżał na piasku, aż Raptor podszedł do niego, postawił stopę na jego piersi i postukał w nią swoim wielkim i zakrzywionym pazurem.
Goblin obudził się z krzykiem przerażenia, który szybko ucichł, gdy Jednooki najpierw wbił mu pazur w okolice serca, a później zacisnął szczęki na jego szyi.
Kapitana znalazłeś szybko, bo na nadbrzeżu.
Lorenzo:
-No i po facecie...- Rzekł nie wzruszając nawet ramionami czekając aż dostanie to za co zapłacił czyli walkę raptorów.
Jin:
-Kapitanie, jak widać udało nam się wrócić cało i zdrowo... To co teraz? Pić i jeść w okolicznych karczmach oraz sprzedać ten cały akwamaryn?- Spytał mężczyzny, gdy był już blisko.
Zanim zaczął mówić wyjmuje pięćdziesiąt monet - Szukam kogoś, kto dobrze zna się na starych ruinach ... Szczególnie ciekawią mnie te leżące w pobliżu miasta
Właściciel
FD_God"
- Najeść się, schlać i odpocząć. Cały ten szajs sprzedamy później.
- A teraz na arenę wchodzi młody pretendent, gwiazda tego sezonu, Krwawy Pazur! - powiedział znów komentator.
Z drugiej bramy wszedł zapowiedziany Raptor. O wiele mniejszy, młodszy, a do tego żółty w czarne cętki. Niespokojnie węszył, patrząc to na swojego przeciwnika, to na widownię.
Zero:
- O! Archeolog się znalazł. - zakpił. - Badacz zasrany.
- płacę, więc wymagam ... Do tego bez zbędnych żartów
Jin:
-Zależy teraz ile to wszystko zajmie, kapitanie... Sam może coś zrobię z tymi dwoma artefaktami, może wymienię na coś ciekawszego, kto wie.
Lorenzo:
-No niechaj się to zacznie, jak widzę teraz to jest to niezwykle nudne...
Właściciel
Zero:
- Tam podobno straszy, więc ludki boją się chodzić.
FD_God:
- Coś w tym jest, ale osobiście sądzę, że muszli szkoda.
Młodszy z gadów rzucił się prosto na Jednookiego, ale ten z łatwością wykonał unik. Po tej porażce zaczęła się seria podchodów, aż w końcu to obrońca tytułu zaatakował i zacisnął szczęki na grzbiecie rywala. Jednak pretendent się wyrwał, tracąc przy okazji sporo ciała i skóry, które drugi Raptor połknął od razu i zaatakował ponownie, z ociekającym krwią pyskiem. Młody dał radę zrobić unik, a nawet ugryźć go w ogon, co rozwścieczyło czerwonego. Natychmiast rzucił się na przeciwnika i poharatał go przednimi łapami, a na koniec podciął brzuch jednym z sierpowatych, tylnych. Młody padł na ziemię, a Jednooki wgryzł mu się w gardło. Wtedy pazur Krwawego Pazura (mieli nosa z tą nazwą) przebił brzuch mistrza. I tak oba padły, jak na razie nie dając oznak życia.
Jin:
-Może tę muszlę zostawię, zastanowię się jeszcze nad tym... Za to ten klejnot co tworzy wokół siebie golema... To raczej wolę sprzedać bądź wymienić, ciekawi mnie czy działa to też na inne otoczenie.
Lorenzo:
-Nie zazdroszczę teraz tym, którzy stawiali, że którykolwiek wygra.- Powiedział zaśmiawszy się nieco z widocznej sytuacji.
Właściciel
- Ten klejnot tworzy Piaskowego Olbrzyma, czy jakoś tak. - wyjaśnił kapitan. - W Nirgaldzie ludzie spieprzają za takimi, bo to istna plaga. Jak chcesz to komuś opchnąć to lepiej nie mów za wiele, albo zrób to tuż przed wyjazdem, bo jak ktoś zbliży to do piasku to stwór ożyje. I przy okazji zabije wszystko w okolicy.
Niektórzy pomyśleli tak samo i zaczęli kląć lub cicho łkać, ale po chwili przerodziło się to w wiwaty, gdy Stary Jednooki niepewnie wstał na tylne łapy i warknął tryumfalnie.
Jin:
-Raczej nie ma tu jakiegoś stoiska z artefaktami gdzie od tak ktoś sobie rozdaje czterolistne koniczyny czy szczęśliwe podkowy... Chociaż kto wie.
Lorenzo:
-Ciekawi mnie kto i tak postawiłby na młodego, zwykle mało kto potrafi zmieść mistrza z jego tronu.
- Duchy nie są straszne dla użytkowników magii światła ..
Właściciel
FD_God:
- Może i Cię to bawi, ale niektórzy ludzie wędrują ze wsi, do wsi i sprzedają takie rzeczy. A później uciekają.
Rozmyślania trafne. Niemniej, koniec pokazu. Jednooki odszedł do swojej celi, truchło Pazura sprzątnęli i z jego wnętrzności, pazurów, skóry, łusek, mięsa i całej reszty zrobią różne rzeczy, które opchnie się na targu, za godziwe pieniądze.
Zero:
- Ale nie każdy tu Magię Światła zna, jakbyś chciał wiedzieć. - burknął gniewnie, ale po chwili przyjrzał Ci się i załapał aluzję.
- Więc mów ... Czy są tutaj tacy
Jin:
-Wieśniakom jednak nietrudno cokolwiek wmówić, prosty lud... No to pozostaje mi odnaleźć jakiegoś handlarza artefaktów.
Lorenzo:
-Już od jutra do nabycia szczątki pretendenta do obalenia czempiona...- Rzekł sarkastycznie oglądając jak zbierane są części ciała z areny.
Właściciel
Zero:
- Ceny, od ceny, panie! Gdzieś się uchował?
FD_God:
- Czyli masz już zaplanowany dzień. - podsumował kapitan.
Truchła uprzątnięto i chyba już tu nic po Tobie.
Jin:
-Dokładnie, jak wszystko uda mi się wykonać to postaram się was odwiedzić.- Rzekł z uśmieszkiem na twarzy.
Lorenzo:
Oglądając się jeszcze ostatni raz po tym miejscu obrócił się na pięcie ruszając ku wyjściu by możliwie znaleźć dla siebie inny rodzaj rozrywki.
- Lepiej, żeby było warto ... Ale ile dokładnie ?
Właściciel
Zero:
- A ile proponujesz?
FD_God:
- Przez jakieś dwa, trzy dni nigdzie się nie wybieramy.
Nadal pozostaje chlanie do upadłego, gra w karty, solidne mordobicie, albo i coś jeszcze innego.
- Hmm ... Mogę podwoić kwotę, którą mam już naszykowaną
Właściciel
- A słownie to będzie...?
Właściciel
- Ja nie pójdę, bo trza interesu pilnować, ale rozgłoś to po karczmie, może ktoś się zabierze.
Rozgląda się po karczmie szukając kogoś wyglądającego, jak łowca skarbów
Właściciel
Nie było tu nikogo takiego, ale każdy byłby łasy na sto monet....
Jin:
-Zatem mam mnóstwo czasu by pochodzić po mieście i poszukać sobie jakiegoś zajęcia. Może nawet poszukam kolejnych artefaktów.
Lorenzo:
Niestety spijanie się dalej nie jest możliwą opcją, a gra w karty zwykle polega na zastawianiu sumy, on z posiadaniem jakichkolwiek miał problem. Mordobicie niby opcja, ale kto by walczył z żywą zbroją. Można zawsze poszukać jakiejś większej roboty, warto byłoby zacząć od karczmy.
Zabiera monety - czyli nikt nie chce ... - stoi przygotowany do ewentualnej obrony trzymając ręgę na rękojeści miecza
Właściciel
FD_God:
Karczm tu sporo, więc można wybrać jakąś. Zależy też czy ciągnie go do tych lepszych, które są, jak twierdzą właściciele, "Czyste jak tyłeczek elfickiej panienki," czy do tych, w których mordobicie to podstawa.
- Tylko nie rozpie**ol mi czegoś przy okazji, dobra? - powiedział kapitan ze śmiechem, wracają na statek.
Zero:
//Właściwie to nikomu, poza karczmarzem, nic nie zaproponowałeś, więc...//
//no, nikt nie wyglądał, jakby się na tym znał, więc //
Szuka osoby, która mogłaby być typowym "złodziejem grobowców"
Lorenzo:
Zależy też czy tyłeczek elfickiej panienki znajduje się w środku. Warto pierw rozejrzeć się po tej lepiej wyglądającej karczmie, pić przeto tam nie idzie, a tylko porozglądać się za robotą.
Jin:
-Ależ oczywiście kapitanie, postaram się by do tego czasu nic nie spłonęło z mojej winy, zatem miłej zabawy wam życzę.- Dodał na odchodne, po czym ruszył właśnie ku odnalezieniu jakiegoś porządnego targowiska.
Właściciel
Zero:
Zależy kogo uważał za typowego "złodzieja grobowców."
//Ocaniesz książkę po okładce?//
FD_God:
Karczma jak karczma, przy okazji niemal pełna.
Targowisko było w centrum, więc ciężko było Ci je przegapić. Różnorakie stoiska, kramy, bazary, a także wielu kupców i jeszcze więcej potencjalnych klientów. Trafi się jeszcze kilku kieszonkowców lub drobnych złodziei.
Lorenzo:
Postanowił zatem podejść do karczmarza rzecz jasna z miejsca pytając.
-Karczmarzu, wiadomo coś o jakiejś robocie w pobliżu? Może skarby czy coś?- Rzekł poprawiając nieco morgensztern na plecach.
Jin:
-No i gdzie te artefakty...- Począł rozglądać się za kimkolwiek kto mógłby przypominać maga, patrzył się też co takowy miałby na straganie. Warto też przysłuchać się temu co takowi cały czas wykrzykują o swoim stoisku.