Właściciel
FD_God:
Schlać się, obić komuś mordę, zobaczyć nielegalne walki Raptorów, albo załupać w karty i dzięki temu wygrać lub przegrać (choć raczej to drugie) sporą sumkę.
Zero:
Pokój nie był jakiś nadzwyczajny... Łóżko, stolik, krzesło, szafka nocna.
Chlanie w przypadku kogoś bez ciała jest raczej trudną sprawą, w sumie walki raptorów nie brzmią tak źle, chociaż ktoś taki może wyjątkowo rzucać się w oczy, ale co niby mu mogą inni zrobić. Postanowił, więc udać się właśnie na nie.
Właściciel
Wszedłeś do małego budynku, w którym nie było nic poza ladą i siedzącym za nią Goblinem.
-No to co tutaj macie, wewnątrz jak widzę dosyć pusto...
Siada na łóżku, a Golbez wychodzi z cienia
Golbez: - Więc jednak zachowałeś wszystkie cechy, które oni mają
Cecil: - Lepiej już mi nie mów ... Nie wiem, jak ale kiedyś obaj wrócimy i zajmiemy miejsce, na którym był nasz ojciec
Właściciel
FD_God:
- A Ty tu ku*wa czego? - zapytał Goblin zrywając się z miejsca.
Zero:
No więc rozmawiacie, a łózko jest całkiem miękkie.
-Walki obejrzeć, ot co.- Rzekł do goblina. I nie unoś się tak...
Właściciel
- Wpisowe. - rzucił Goblin, wyraźnie uspokojony, siadając na miejscu.
-A konkretniej? Chcę oglądać, a nie że przychodzę z własnym.
Golbez: - I tak nie ma co teraz o tym gadać ... Przynajmniej tyle, że odwróci to uwagę ... Chociaż na tyle, żebyśmy mogli znaleźć tych orków - Wtapia się w cień
Cecil: - Kiedyś jeszcze wrócimy do tej rozmowy, bracie ... - Próbuje zasnąć
Właściciel
FD_God:
- Za siebie pięć złota, a za zwierzaka pięć razy więcej czyli dwadzieścia złota. - wyliczył Ci Goblin, przy okazji chwaląc się swoimi zdolnościami matematycznymi.
Zero:
Zasnąłeś.
-Emm... Tak, to ja i tak tylko za siebie.- Rzekł, po czym schował rękę za plecami, wytworzył w nich nieco złotych monet i odłożył je na stół.
Właściciel
Goblin zabrał je i raczej nie kapnie się za szybko (jeśli w ogóle), że to fałszywki.
-No to którędy na te walki?
Właściciel
Wskazał na szafę stojącą za ladą.
Czekam, aż go coś obudzi (XDDD)
-Ciekawe przejście...- Rzekł udając się właśnie w jej stronę by otworzyć ją i najpewniej wejść przez jakiegoś rodzaju przejście.
Właściciel
Zero:
Obudził go głód, bo dawno nic w pysku nie miał.
FD_God:
Przeszedłeś przez korytarz, który był zaskakująco długi.
No to trzeba iść nim dalej skoro brak rozwidleń.
Właściciel
W końcu trafił do dużego pomieszczenia.
Przy ścianach, na drewnianych rusztowaniach wyłożonych deskami, stały stoły i krzesła zajmowane przez klientów różnych ras.
Nie zabrakło też baru z alkoholami i kelnerek.
Większość pomieszczenia zajmowała jednak wysypana piaskiem arena. Gdzieniegdzie widać było przebarwienia, pewnie od krwi. Przy barierkach już tłoczyli się niektórzy ludzie.
Zauważyłeś też dwa wrota na arenie, przez które pewnie wchodziły Raptory.
-Przytulne miejsce.- Pomyślał oglądając się jeszcze pierw za kelnerkami, nieco brakuje mu widać jeszcze zwykłego ciała.
Właściciel
Kelnerek sporo, głównie kobiety ludzie i Elfki.
Tymczasem do poru przybył okręt znany jako "Czarny Jastrząb."
Wychodzi z pokoju i kieruje się na dół
Właściciel
Na dole ta sama karczma, niezmienna od tych kilku godzin, kiedy ją opuściłeś.
Podchodzi do karczmarza - Co można u was dostać do jedzenia ?
-Ta... Ciało byłoby użyteczne...- Poprzypatrywał im się jeszcze, pozostało tylko westchnąć i poczekać możliwie na kolejną walkę.
Jin:
-Nareszcie cywilizacja ze stałym lądem!- Rzekł uśmiechając się by zaraz zejść ze statku.
Właściciel
Zero:
- Jakieś specjalne życzenia?
FD_God:
Marynarze również cieszyli się z powrotu, bo im też doskwierała tęsknota za pewnymi przyjemnościami, które można zaleźć tylko tutaj.
Niektórzy ledwo wytrzymali ten czas bez piwka.
W końcu rozległ się dzwon, a ludzie zaczęli zbierać się przy barierkach.
- Żadnych ... Daj po prostu coś do zjedzenia
Właściciel
- Na zimno i na szybko mogę dać chleba, kiełbasy i piwa. Dłużej można zaczekać to dam jakiejś zupy i smażonego mięsa.
Lorenzo:
Postanowił zatem jak i reszta ustawić się przy barierce.
Jin:
Wyskoczył czym prędzej na stały już kamienny ląd by zaczerpnąć tego specyficznego miejskiego zapachu.
Właściciel
Zero:
- Daj dziesięć minut i dwie sztuki złota.
FD_God:
Miasto niezbyt się zmieniło, a i Was nie witano jak bohaterów. Trudno, ale przynajmniej wróciliście.
Z jednych drzwi wyszedł wielki (nawet jak standardy swego gatunku) Raptor o czerwonych łuskach, czarnych pręgach, wielkich zębach i pazurach, a także o wielu bliznach i szramach. Największa przechodziła przez lewe oko.
- Przed Wami aktualny mistrz, rasowy zabójca, zwycięzca dwudziestu pięciu walk, Stary Jednooki! - krzyknął ktoś z trybun, pewnie komentator.
Kładzie złoto na ladzie i odchodzi do stolika
Właściciel
Znalazłeś wolny stolik, a po dziesięciu minutach karczmarz przyniósł Ci spory kawał pieczonego mięcha.
Co ma robić ... Zaczyna jeść //Chyba, że mógł rozmyślać o życiu nad tym mięchem//
Właściciel
Zjadł, a rozmyślać o życiu to powinien nad kilkom głębszymi, które mógł tu łatwo zakupić.
Kończy jeść i myśli
Chyba już czas ...
Właściciel
Bez dwóch zdań, był już późny wieczór.
Lepiej poczekać z tym do rana ...
Wstaje od stolika i wraca do pokoju
Właściciel
Wróciłeś, jakoś niespecjalnie się zmienił.
Siada chwilę na łóżku, lecz pod wpływem posiłku poczuł się lekko senny, więc zasnął
Właściciel
No i zasnął, a nie było to spektakularnym wyczynem.
Śpi, do momentu, aż się wybudzi a po przebudzeniu wygląda przez okno
Właściciel
Jest przedpołudnie, około dziesiątej, jeśli o to mu chodziło.
Wychodzi z karczmy i kieruje się do wcześniej "poznanego" kowala
Właściciel
Za dobra monetę mógł uznać to, że nadal jest na miejscu i jakoś nie spłoszył się na Twój widok.
Wchodzi do jego kuźni - I jak poszła "rozmowa"
Właściciel
- Mam trochę nowych informacji. - wyjaśnił spokojnie kowal, znad posiłku, na który składał się bochen chleba, sporo sera i pętko kiełbasy.
- Miejmy nadzieje, że będą one przydatne ...