Dałby radę z okolicznymi potworami?
Ouh, na szczęście tylko twierdził, że to odwiedziny, a nie korzystane z przysługi. Ruszył w głąb mieszkania.
A więc zabrał się za czytanie ogłoszeń.
Próbowała to jakoś zignorować, ale mimo to się zarumieniła. Raczej rzadko ktoś jej się tak przyglądał.
Właściciel
Wiewiur:
Zależy z jakimi, gdyż były tutaj pustynne wilki, piaskowe rekiny, Piaskowe Golemy, Giga Scorpio i pewnie jeszcze coś. Poza tym mogłeś wziąć udział w polowaniu albo samo, albo z grupą innych, mniej lub bardziej, profesjonalnych łowców.
Vader:
Drzwi, którymi ruszyłeś, prowadziły do jadalni, gdzie spotkałeś suto zastawiony najróżniejszymi potrawami i napojami, przy którym siedział Twój znajomy mieszczanin, a poza nim także dwóch synów, córka i żona. No i oczywiście wszędzie kręciła się służba, która zabierała puste i brudne naczynia oraz donosiła nowe smakołyki.
Na Twój widok mieszczanin przerwał posiłek, wytarł usta serwetką i wskazał na drzwi prowadzące do jakiegoś salonu lub tym podobnego miejsca, żebyście tam mogli porozmawiać.
Zohan:
Przede wszystkim tępienie potworów, których tutaj nie brakowało.
//Ogółem jak chcecie to mogę połączyć jakoś wątki Waszych postaci, co raczej trudne być nie powinno, bo stoicie przy jednej tablicy ogłoszeń :V//
Taczka:
Na szczęście z tej opresji wyciągnęła Cię kelnerka, stawiając przed Tobą posiłek, który zamówiłaś.
Lepsze będzie polowanie z profesjonalistami. Może czegoś się od nich nauczy? To, są gdzieś tu jakieś polowania z profesjonalistami? Obojętne na co, byle nagroda, zapłata czy cokolwiek innego było bardzo duże.
No to zaczęła powoli jeść swoje danie.
//Co ty na to, Wiewiur? :v
- Hm... Leif, znasz się coś na potworach?
Właściciel
Vader:
- Więc...? - spytał, siadając w fotelu przy kominku i nabijając fajkę tytoniem. - Co tym razem?
Taczka:
Powoli się z nim uporałaś.
Wiewiur:
//No właśnie, co Ty na to?//
No tak, były, ale musisz się liczyć z tym, że będziesz tam używany w roli mięsa armatniego.
Zohan:
- Zabiłem trochę pustynnych wilków. Liczy się?
//Teraz zobaczyłem pytanie Zohana ;-; Mi to obojętne :v //
No trudno, jeśli przeżyje to dostanie za to pieniądze. Jeśli dostanie pieniądze to to spełni wolę swego Pana. Więc, liczy się z tym że będzie mięsem armatnim.
-Nic poważnego, mógłbyś mnie wprowadzić do tej karczmy dla elit?
Pokazał mu na mapie lokalizację karczmy.
Oparła się wygodnie na krześle i po prostu czekała.
Właściciel
Wiewiur:
W takim razie pora udać się w odpowiednie miejsce, czyli na targ niewolników, gdyż to tam formowano grupę łowców.
Taczka:
Czekałaś tak kilka minut, dopóki nie przysiadł się do Ciebie pewien przystojny młodzieniec, który wyglądał jak przedstawiciel lokalnej szlachty, a jednocześnie w ogóle nie przypominał Nirgaldczyka, więc masz dość ciekawą osobę przed sobą, no i w końcu kogoś, z kim mogłabyś porozmawiać bez obaw o barierę językową, kulturową lub jakąkolwiek inną.
- Witaj. - powiedział, biorąc na siebie ciężar rozpoczęcia rozmowy. - Jestem Garaalt.
Vader:
- Nie oczekuj, że zdołasz znaleźć tam sobą samotną szlachciankę, która podniesie Twój status społeczny jeśli wskoczysz jej do łóżka. - powiedział i zaśmiał się, aby później zaciągnąć się fajką. - No dobrze... Po co mam Cię tam wprowadzić?
I tam właśnie się udał, uprzednio biorąc z tablicy zgłoszenie.
-Informacje, Smok się zagalopował i trzeba go skrócić. Zresztą, nawet Ogra i mieszkanie sobie niezłe załatwił, więc wszystko ze swojego życia już osiągnął.
//Zatem zobaczymy jak to pójdzie :D
- Coś tam się chyba liczy.
Udał się za owym osobnikiem, który przed chwilą zgarnął ogłoszenie.
-Jestem Jayna... Wiesz dlaczego ludzie się tak na mnie patrzą od kiedy tutaj weszłam?
Właściciel
Vader:
- Z tego co wiem, to nie jestem Ci już winny przysługi, ale mogę to zrobić po znajomości. Co Ty na to?
Taczka:
- Rzadko kiedy widujemy tu nowe twarze. - odparł i uśmiechnął się. - Zwłaszcza tak urodziwe.
Zohan, Wiewiur:
Wszyscy trafiliście na targ, a tam dość szybko odnaleźliście ośmiu innych łowców... Wszyscy byli ludźmi, ale tylko trzech wyglądało na łowców potworów: Dobrze odziani i wyekwipowani, uzbrojeni w najróżniejszą broń białą, miotającą, liczne pułapki, przynęty i tym podobne... Ciężko ukryć, że to pewnie im przypadnie zabijanie bestii, podczas gdy Wy będziecie robić za zwykłe mięso armatnie.
Właściciel
- Kiedy chcesz się tam wybrać?
-Im szybciej, tym lepiej.
- W sumie jest nas jedenastu, jeżeli policzymy z tym jegomościem co jest przed nami. Spróbuję coś utargować na nagrodzie. - Szepnał do Leifa.
Podszedł powoli do tej grupy łowców.
Zarumieniła się, ale próbowała zachować powagę.
-Czy ty mnie teraz próbujesz poderwać?
Właściciel
Vader:
- Zajmij się czymś przez godzinę, dobrze?
Taczka:
- Aż tak to widać? - spytał z uśmiechem. - Jeśli tak to powiesz chociaż jak mi idzie?
Zohan:
//Czekamy na Wiewiura, wybacz.//
// Sorry, czasami nie widzę tego tematu ;-; //
I on również podszedł do łowców.
- Kiedy wyruszamy?
-Spoko, mogę tutaj zostać?
-No słabiutko... Nie jesteś za bardzo przekonujący.
Właściciel
Taczka:
- Zyskuję przy bliższym poznaniu.
Vader:
- O ile pokryjesz szkody. - odparł i wyszedł z salonu, najpewniej wracając do rodziny w jadalni.
Zohan, Wiewiur:
- Skoro nie ma innych chętnych, to ruszamy natychmiast. Każdy z Was dostanie swoją część złota, dokładna ilość zależy od liczby tych, którzy wrócą i tego, co ubijemy. - wyjaśnił jeden z tych bardziej profesjonalnych łowców. - Pytania?
-Skoro uważasz, że jesteś aż tak ciekawy, żeby mnie zadowolić... To opowiedz mi trochę o sobie.
-Niczego nie zniszczę...
Czekał.
Właściciel
Wiewiur:
//Czekamy na Zohana.//
Vader:
Może tym razem, nie zawsze w końcu tak było. Niemniej, po mniej więcej półgodzinie mężczyzna wrócił.
- Nie zabawimy tam wiele, myślę że godzinę, więc ruszajmy od razu. - poinformował Cię i wyszedł, kierując się najpewniej do wyjścia.
Taczka:
- Cóż... Jestem Magiem Ognia i przyjacielem oraz prawą ręką Lorda Baryxa, jednego z rządzących w mieście... Pochodzę z Verden, tutaj trafiłem przypadkiem, ale postanowiłem osiąść. Dopóki Lord nie odkrył mojego potencjału, imałem się różnych zajęć, byleby przeżyć.
//Sorki za nieobecność
- Nie mam żadnych pytań.
-W tym mieście rządzi kilka osób?
Właściciel
Wiewiur, Zohan:
Jako iż z resztą było podobnie, natychmiast ruszyliście w kierunku bramy miasta, opuszczając je w ciągu kilku minut.
Vader:
Kierowaliście się tam, gdzie wcześniej, czyli do tej samej karczmy, ale tym razem wejście powinno być znacznie prostsze.
- Błagam, nie narób tym razem zbyt wielkich szkód, a tym bardziej wstydu. - szepnął mieszczanin, gdy zbliżaliście się do wejścia.
Taczka:
- Rada Lordów. Kiedyś był też Arcylord, ale jego funkcję usunięto i pozostała tylko rada.
Szedł gdzieś mniej więcej w środku grupy i swoim czułym słuchem przysłuchiwał się rozmowom licząc że wyłapie coś ciekawego...
-A więc tak to jest... Zimtarra właśnie mówił coś, że jest jednym z ważniejszych, czy coś...
-Tak jest szefie.
Ruszył z nim.
Właściciel
Vader:
- On jest ze mną. - wyjaśnił mieszczanin strażnikowi przy wejściu. - To mój... Ochroniarz. - dodał, a gdy ten pokiwał głową, drzwi karczmy stanęły przed Wami otworem.
Wiewiur:
//Czekamy na Zohana.//
Taczka:
- Podobnie jak i mój pan... Zwiedzałaś już miasto?
Ruszył za swym przyjacielem.
-Nie... Jak na razie widziałam tylko rynek.
Przyglądał się łowcom i próbował się dopatrzyć jak są wyposażeni. Oczywiście szedł za nimi.
Właściciel
Vader:
Wkroczyłeś do zdecydowanie najelegantszej karczmy i jednocześnie tej jedynej lub jednej z niewielu, gdzie nijak mogłeś wtopić się w tłum.
- Więc...?
Taczka:
- Co Ty na to, żebyśmy urządzili sobie małą wycieczkę? Znam miasto jak własną kieszeń, a przynajmniej te ciekawsze miejsca.
Zohan, Wiewiur:
Łowcy milczeli, jak to profesjonaliści, reszta w sumie też... Myśliwi uzbrojeni byli w łuki, kusze, noże, sztylety, jednoręczne topory, krótkie miecze, tarcze, oszczepy i włócznie.
-Szukasz Smoka panie, a następnie korzystasz z jego usług. Spokojnie, osłaniam cię.
-Rodo mówił, że mam czekać aż wróci po mnie. Ale chyba nie będzie zły, jeśli gdzieś pójdę... - Uśmiechnęła się.
Właściciel
Vader:
Dość sprawnie zniknął w tłumie, teraz pozostaje czekać i go, jak to ująłeś, osłaniać.
Wiewiur, Zohan:
W końcu idący na przedzie łowca wydał rozkaz i zatrzymał Waszą gromadkę.
Taczka:
Również się uśmiechnął, błyskając białymi i równymi zębami, aby później podać Ci rękę i skierować się do wyjścia z karczmy.