Poszukał na tej ulicy karczmę. Ile do zmroku?
Właściciel
Znalazłeś "Pijanego Wielbłąda," zaś Twoje fachowe oko oceniło, że do zmroku pozostało jeszcze sporo czasu, bo niedawno minęło południe.
Wkroczył więc do Pijanego Wielbłąda, gdyż musiał się jakoś zrelaksować. No i w sumie to nie jest jedna z tych karczm, do których ma zakaz wstępu.
Właściciel
Nawet gdyby była, ciężko byłoby komukolwiek wyłapać go w tym wielkim tłumie klienteli różnych ras i profesji.
Raj kieszonkowca! Są wolne miejsca?
Właściciel
Wiewiur:
Po długiej, acz stosunkowo bezpiecznej, wyprawie, dotarłeś w końcu do miasta, a właściwie w jego okolice. Oczywiście nie sam, a razem ze swym towarzyszem, który nie opuścił Cię przez całą podróż.
Korobov:
I rzeczywiście się opanował, podczas gdy drugi uczeń wrócił.
Vader:
Jeśli słowo "tłum" nic Ogórkowi nie mówi, to nie, nie ma wolnych miejsc.
-A więc co było przeszkodą?
Welp, pozostało jakoś skryć się w cieniu i tam czekać.
Właściciel
Korobov:
- Zwykłe, nic nie warte śmieci, panie. - odrzekł, a drugi wyraźnie posmutniał, gdyż zrozumiał, że omletu z tego nie będzie.
Vader:
No, to już Ci się udało, choć z każdą chwilą czekania coraz bardziej kusi Cię, aby wyjść stąd i udać się do Szczurzej Dzielnicy, w poszukiwaniu Szept.
Wiewiur:
- Najpewniej do miasta. Chyba że masz inny pomysł?
- Ale mi chodziło dokąd w mieście.
Zawsze może to zrobić, ale wolał czekać do zmierzchu. Nie dostał czasu operacyjnego, a z ciałem Smoka chciał coś jeszcze zrealizować. Chwilunia, miał linę?
Właściciel
Wiewiur:
- Jeśli nadal żyje tu mój stary przyjaciel, to do niego. A jeśli nie... W sumie nie wiem.
Vader:
Owszem. A na co?
Się zobaczy, byleby do zmierzchu.
- A wiesz gdzie on mieszka Panie? Znaczy, czy umiałbyś do niego trafić?
-Co Ci ludzie robią... A chociaż wyciągnąłeś?
Właściciel
Korobov:
- Oczywiście. - odrzekł, jakby nie było to oczywiste.
Wiewiur:
- Ostatni raz widzieliśmy się, chyba, ponad dekadę temu, ale myślę, że tak. O ile nadal tam mieszka i jeszcze żyje.
Vader:
No i w końcu nastała ta upragniona pora.
A więc wyruszył na ulicę. Jakiś punkt by powiesić Smoka głową w dół tak, by rano to widziano?
-Zabierajmy się do pracy... Mamy wyczarować eliksiry leczące... Nie wiem po co, anie dlaczego...
- To prowadź Panie. W międzyczasie będę wypatrywał niebezpieczeństw.- Rzekł, po czym zaczął szukać wzrokiem kogoś kto mógłby przypominać ich prześladowców. // Masz na nich jakiś pomysł? :V //
Właściciel
Vader:
Gdzieś w okolicach głównej bramy, głównego placu lub targu niewolników?
Korobov:
Z racji tego, że nie kazałeś im jeszcze nic zrobić, nie poruszyli się nawet o milimetr.
Wiewiur:
//Chyba tak.//
I ruszyliście, bez problemów trafiając pod główną bramę, gdzie też miejscy strażnicy zafundowali Wam klasyczną aż do bólu odprawę:
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, status społeczny i cel przybycia do miasta?
Milczał, licząc że jego Pan załatwi te wszystkie sprawy.
Tam,gdzie zrobi to niezauważony.
-Pilnujcie ognia, dajcie wody. Potrzebuję jeszcze liści ostrzyna, włosów konia koniecznie z zadu oraz kilka jajek.
Właściciel
Vader:
Z racji silnych straży w tych rejonach, raczej odpada.
Wiewiur:
No nie do końca, bo o ile on się wylegitymował za siebie, to Ty musisz zrobić podobnie.
Korobov:
Obaj asystenci natychmiast się rozeszli, aby dostarczyć Ci wszelkie potrzebne składniki. Co oczywiste, wkrótce je otrzymałeś, choć znalezienie liści trwało najdłużej.
A jakiś teren, gdzie straży mniej?
-Dziękuję uczniowie... Chociaż włos z zadu raczej to miał być żart... Dodaje się go, by lepiej smakowało.
- Em... Jestem... Asher, pochodzę z... Wioski ludzi... jestem podróżnikiem, chcącym odpocząć...- Próbował na szybko wymyślić cokolwiek sensownego.
Właściciel
Wiewiur:
- Poświadczysz za niego? - spytał strażnik Twego pana, unosząc brew.
- Tak. - odpowiedział bez wahania, tamten zaś wzruszył ramionami i pozwolił wejść Wam obu.
Korobov:
- A co ma włos z zadu do smaku? Jak niby ma go poprawić? - spytał jeden z akolitów, jednocześnie kładąc nacisk na słowa "zadu," "smaku" i "poprawić."
Vader:
Dzielnice mieszkalne, kupieckie lub rozrywkowe?
- Prowadź Panie.- Rzekł, po czym zacząłby podążać za swym Panem gdyby ten zechciałby ruszyć dupę i pójść do swojego znajomka.
-Ten eliksir smakuje tak ohydnie, że wszystko ma lepszy smak... A że tylko to nie powoduje zmian w eliksirze...
Właściciel
Vader:
No to właściwie prosto jak w mordę strzelił.
Korobov:
Pokiwał głową, dając do zrozumienia, że już wie, co masz na myśli i o co chodzi.
Wiewiur:
Ruszył, ale nie na długo, bo zatrzymał się i drapiąc się po głowie zaczął intensywnie rozmyślać.
Czekał cierpliwie aż sobie przypomni.
Właściciel
Wiewiur:
Cierpliwość rzeczywiście się przydała, bo trochę to trwało, ale w końcu ruszył.
Vader:
Trafiłeś tam bez problemu, mijając tylko jeden patrol straży, który nie zwrócił na Ciebie większej uwagi i po chwili zniknął za rogiem.
Zaczął przygotowywać.
-Włosy dodajemy pod koniec, a wodę należy zagotować do wrzenia.
Sprawdził, jak było jasno, ile straży, oraz gdzie mógłby zawiesić Smoka tak, żeby inni to widzieli nad ranem.
- Dobra Leif. Będziesz moim niewolnikiem. Nie będę ostry dla Ciebie ani nic z tych rzeczy. Jak to się stało, że zostałeś złapany?
Właściciel
Zohan:
//Na przyszłość: Cytuj stare posty, do których odpowiadasz, okej?//
- Nie do końca złapany... Po prostu w Minteled schwytała mnie miejska straż, ale postanowili mnie nie zabijać, ale dorobić na boku i sprzedać, więc w moim wypadku miałem lepiej niż w wypadku większości.
Vader:
Mógłbyś to zrobić na najwyższej kamienicy, jest ciemno, straży brak poza tym patrolem, który odszedł.
Korobov:
Jeden natychmiast zajął się wodą, drugi za to jedynie trzymał kępę włosia w dłoni, z racji braku lepszych zajęć.
A więc to zrobił. Bo to nadal był Smok, prawda?
//Oki doki!
- Schwytany, taa? A to dlaczego? Bez powodu raczej by nie złapali.
-A ty co tak stoisz? Zioła zmiażdżone w moździerzu?
Właściciel
Korobov:
Zaprzeczył równie intensywnie, co ucierał potem owe ziółka w moździerzu.
Zohan:
- Powiedzmy, że nie jestem przykładnym obywatelem i nigdy nie byłem.
Vader:
Nikt mu trupa nie podmienił.
Wiewiur:
Ruszyliście na przedmieścia, mijając po drodze targ niewolników.
No to go powiesił i tak zostawił. W sumie warto wracać do Szept?
Patrzył się przed siebie, nie zwracajądc uwagi na otoczenie, idąc oczywiście za swym ̶S̶e̶n̶s̶e̶i̶~̶ //Napisałbym coś gorszego, ale nie pasuje tu :< //Panem.
Zamknął oczy, pomyślał chwilę i powiedział:
- Pójdziemy do karczmy i znajdziemy jakiś nocleg. Rano trzeba będzie znaleźć jakąś robotę, bo w końcu złoto się skończy, a na ziołach się wyżyć nie da.
Ruszył w kierunku karczmy w której już był.
Właściciel
Zohan:
Jako że tam byłeś, to drogę znałeś, więc trafiłeś tam bez problemów. Nie zmieniła się od Twojego wyjścia praktycznie w ogóle.
Wiewiur:
- Zdaje się, że to było gdzieś tu. - mruknął, ponownie stając w miejscu.
Vader:
Jeśli chcesz usłyszeć miłe słówko oraz dostać wynagrodzenie to zdecydowanie tak.