Właściciel
Vader:
Nic nowego nie znalazłeś, więc dalsze próby są raczej bezcelowe.
Wiewiur:
Naczekałeś się tak kwadrans, dopóki Twój mistrz nie opuścił pomieszczenia, a zaraz i po nim domu cyrulika.
Próbowała jakoś to zieść.
Właściciel
Vader:
- Masz drugą szansę. - powiedziała cicho Szept i wręczyła Ci jedną z map. - Tym razem mnie nie zawiedź. - dodała, odchodząc.
Taczka:
Poszło zadziwiająco szybko i sprawnie, a i mięso było równie dobre, jak opisywał je Rodo.
Ruszył natychmiast za nim.
- I jak Panie?
Udał się w kierunek targu i przy okazji zaczął też szukać jakiegoś kowala, aby zakupić jakąś broń dla swojego towarzysza.
Właściciel
Wiewiur:
- To on. - potwierdził Wasze przypuszczenia i pokazał Ci obręcz z kilkoma kluczami. - Dał nam także klucze do swego domu na czas jego nieobecności, czyli dwóch lub trzech dni.
Zohan:
Kowali nie było, przez brak surowców posiadanie tu kuźni mija się z celem, gdyż więcej trzeba byłoby zapłacić za zakup surowców niż zyskałoby się na sprzedaży produktów. No, ale za to straganó oferujących najróżniejsza broń białą, miotającą i tym podobną było wiele.
Vader:
Bardziej był to plan miasta, niż mapa, choć opisywał skromną okolicę wokół miasta. Tak czy inaczej, zaznaczono tam kilka lokacji, między innymi dom, który już odwiedziłeś, jedną z karczm, inny dom nieopodal targu niewolników oraz jeden z rozlicznych pałaców któregoś z rządzących w mieście Lordów.
- I co szef zamierza? Zostać tutaj czy może gdzieś wyruszyć?
-Macie jakiś pomysł, gdzie moglibyśmy teraz pójść?
Pałac zbyt oczywisty i również czasu nie będzie miał zbyt dużo. Ruszył do jednej z karczm.
- Leif, jak ci wpadnie jakaś broń w oko, to powiedz. Przy okazji może jakiś pancerz by ci się przydał więc zrób, to samo.
Powoli przechadzał się między straganami z bronią.
Właściciel
Wiewiur:
- A gdzie niby mielibyśmy wyruszyć, hę...?
Vader:
Dzięki mapie dość szybko do niej trafiłeś, choć problem jest jeden: Wygląda na lokal dla elit. W sumie są dwa, bo Ty do żadnych elit nie należysz.
Zohan:
- Nie lubię pancerzy, zwłaszcza tutaj. - odparł i pośpieszył z wyjaśnieniem: - Człowiek może się pod taką blachą zagotować.
Taczka:
- Do jakiejś karczmy? Bo raczej targ niewolników odpada, prawda?
- Nie wiem jakie masz plany Mistrzu. Czy jest coś czym mógłbym się w międzyczasie zająć?
Czyli nie wejdzie od tak? Cholerka, sprawdził ten budynek, nie wszedł jednak do środka.
Kiwnęła głową.
-To wybierz jakąś, bo ty się chyba lepiej znasz.
- Skoro tak uważasz. Nie będę cie zmuszał.
I tak kontynuowali przechadzanie się po straganach. Przy okazji zaczął też wypatrywać jakiś tablic z ogłoszeniami.
Właściciel
Vader:
Duży i elegancki lokal, acz bez jakiegokolwiek innego wejścia poza tym głównym, jeśli o to w Twoich oględzinach chodziło.
Zohan:
Widziałeś jedną, lecz pójście tam od razu uniemożliwia Ci Twój towarzysz, gdyż zatrzymał się i zaczął lustrować broń wystawioną na sprzedaż na jednym ze straganów.
Wiewiur:
- Niezależnie od tego, co zrobimy, potrzeba nam będzie złota.
Taczka:
- Jest knajpa, do której raczej nie możemy Cię zabrać to taki... No... Lokal dla twierdzili, jak to mówią. Ale jest inna, całkiem przyjemna karczma, akurat dla osób z pochodzenia szlacheckiego lub jej towarzystwa, więc może zostawilibyśmy Cię tam na godzinkę lub dwie, a sami udalibyśmy się do swojej karczmy?
- I jak mógłbym je zdobyć?
Łe, czym charakteryzowali się goście?
-A gdzie jest ta "przyjemniejsza" karczma?
Właściciel
Vader:
Biżuterią, ubiorem, zapachem (w sensie perfumami i tak dalej), postawą, sposobem mówienia i innymi takimi, które jasno określały ich przynależność do stanu wyższego jakim była lokalna szlachta.
Taczka:
Tłumaczenie mijałoby się z celem, więc zwyczajnie zaprowadzili Cię pod ten lokal.
- Jak coś, to mów, z kim trzymasz, wtedy nikt Cię nie ruszy. - wyjaśnił Rodo. - I czekaj na nas, będziemy czekać przed wejściem za jakąś godzinę, góra dwie. - dodał jeszcze i wraz z Nordem odszedł, kierując się do swojego lokalu, najpewniej aby się w końcu porządnie urżnąć.
Wiewiur:
- W mieście nie powinno brakować pracy, a mnie nie obchodzi, czy zaczniesz zabijać pustynne rekiny czy inne potwory, zatrudnisz się jako ochroniarz na targu niewolników lub zaczniesz bawić się w kieszonkowca.
A szlachta wchodziła sama, czy mogła mieć gości ze sobą, będących nie do końca szlachtą?
No to podszedł do niego i zapytał:
- I co? Bierzesz jakiś?
Więc weszła do karczmy i rozejrzała się.
Właściciel
Vader:
Nikt nie wprowadzał byle kogo, chociaż niektórzy przychodzili z własnymi ochroniarzami. Możesz spróbować jakoś wykorzystać to na własną korzyść.
Zohan:
- Porządna klinga. - odparł, wskazując na jeden z mieczy długich, choć wzrok zawiesił też na leżących nieopodal nożach.
- Panie, to drogie rzeczy są! - krzyknął handlarz, widząc jego zainteresowanie i szansę na potencjalny zysk. - Za miecz to czterdzieści złota, pięć sztuk od noża. Bierzesz pan czy nie?
Taczka:
Drewniane stoły, krzesła i lada były czyste i błyszczące, wolne od pustynnego pyłu. Również podłoga była wypastowana. Za ladą stał barman, a za nim szafka najróżniejszych alkoholi. Między stołami kluczyły kelnerki, a przy nich siedzieli przedstawiciele różnych warstw społecznych, na bogatych mieszczanach zaczynając, a na szlachcie kończąc. Warto dodać, że grano tu muzykę, i to na żywo, ze sceny w kącie karczmy.
- Tak Mistrzu- rzekł do niego po czym zaczął szukać tablicy ogłoszeń.
Chyba tutaj nie pasuję... - Pomyślała, kiedy usiadła przy jakimś wolnym stole.
Byleby kogoś takowego znaleźć. Wisiał mu jakiś szlachcic jakąś przysługę?
Właściciel
Vader:
Nie, ale jeden z bogatszych mieszczan już tak, zwłaszcza, gdy ocaliłeś go przed kompromitacją w całym mieście oraz wygnaniem na okoliczne pustynie, co było wyrokiem śmierci.
Wiewiur:
Mijałeś takowa podczas wchodzenia do miasta, wiec Twój wybór, czy pójdziesz tam teraz, czy dopiero później.
Taczka:
Po zmianie stroju na pewno bardziej... Tak czy inaczej, jedna z kelnerek podeszła do Ciebie i wręczyła Ci kartę dań z prawdziwego zdarzenia, co było zupełną nowością, gdyż nigdy nie spotkałaś się z taką w jakiejkolwiek verdeńskiej gospodzie. Zauważyłaś też, że wielu z bywalców karczmy przypatruje Ci się badawczo... W sumie nic dziwnego, rzadko kiedy zjawiał się tu ktoś nowy.
TO podszedł do niej by przeczytać zgłoszenia na niej.
Czas spłacić dług, ruszył na odwiedziny.
Schowała twarz w karcie dań, żeby jakoś ukryć się przed oczami obserwatorów i jednocześnie sprawdzić, czy są jakieś ciekawe potrawy, których jeszcze nie jadła.
- Za ten miecz czterdzieści sztuk złota? Jak dobrze poszukam, to znajdę tańszy i może nawet i lepszy od tego co pan tutaj ma! To jak? Dwadzieścia sztuk złota za ten miecz i cztery sztuki złota od noża. Stoi?
Wyciągnął dłoń w kierunku handlarza, w celu dobicia targu.
Właściciel
Taczka:
Tak po prawdzie to nie jadłaś praktycznie nic z tej karty.
Zohan:
- Cztery za nóż? Może być, ale z miecza tak nie zejdę... Trzydzieści pięć i po sprawie.
Vader:
Trafiłeś pod jego dom bez większych problemów po drodze, dwóch gburowatych osiłków na warcie pod drzwiami może to zmienić.
Wiewiur:
Było ich dość dużo, więc szukał czegoś konkretnego?
Czegoś na czym mógłby zarobić i przydałyby mu się jego umiejętności.
-Ja do Salijoma Boddela. Jeżeli nie chcecie mnie przepuścić, to powiedźcie mu, że przybył ktoś, kogo zwą Ogórkiem.
Zamówiła więc jedno z nich na spróbowanie.
- Trzydzieści sztuk złota i ma pan to z głowy. To jak? Dobijamy targu?
Właściciel
Wiewiur:
//Nie załamuj mnie, już tyle tu siedzisz...//
Zohan:
- Pięćdziesiąt złota. - odparł i wyciągnął dłoń. Tak, zgodził się na cenę miecza, ale Twój kompan dobrał sobie jeszcze pięć noży, każdy za cztery sztuki złota.
Vader:
Obaj się co prawda zaśmiali, ale nie mieli żadnych oporów przed wpuszczeniem Cię do środka.
Taczka:
Za Twój posiłek, czyli pieczeń z wielbłąda z daktylami oraz lampkę słabego wina o smaku cytrusów przyszło Ci zapłacić sześćdziesiąt sztuk złota.
Zapłaciła więc i zaczęła powoli jeść.
- Stoi!
Wyciągnął pokaźny mieszek złota w którym było równo pięćdziesiąt sztuk złota i wręczył go handlarzowi.
Właściciel
Zohan:
Jak to handlarz, najpierw przeliczył, później zaś wręczył Twojemu kompanowi odpowiednią ilość broni, ciesząc się przy okazji z dobrego zarobku.
Vader:
Przedpokój taki sam jak zawsze, nic nowego.
Taczka:
No cóż, najpierw to musiałaś się nieco naczekać, bo taką potrawę pewnie się trochę robi... Czym zajmiesz się przez ten czas?
Po tym wszystkim podszedł do tablicy z ogłoszeniami, którą wcześniej zobaczył.
Właściciel
Zohan:
Była też druga, na targu niewolników, ale i tę odnalazłeś bez problemu.
Vader:
Podczas wykonywania dla niego tej przysługi? Kilkukrotnie, potem jeszcze raz lub dwa, gdy miałeś na karku bandę skorumpowanych strażników miejskich i handlarzy niewolników oraz wtedy, gdy za bardzo się zabawiłeś i wywalili Cię na zbity pysk z karczmy, w której mieszkałeś.
// Wiem że tyle tu siedzę, tylko chciałem tak jakoś z perspektywy postaci iw momencie kiedy to pisałem wydawało się to być ok :v //
Jakieś polowanie na bandytów?
Rozejrzała się, a może zobaczyłaby kogoś lub coś ciekawego.
Właściciel
Wiewiur:
Jak polowanie to na potwory, jeśli już.
Taczka:
Z ciekawszych rzeczy to właściwie nic, jednakże poza tym było tu dość wiele interesujących osób, w tym kilku młodzieńców, którzy także wlepili w Ciebie swój wzrok.