Właściciel
Niby jak dół miał się zapaść?
Ku*wa nie rzucał tego na dół, tylko na platformę po drugiej stronie by sprawdzić, czy jest stabilna.
Właściciel
Jeśli tak stawia sprawę to owszem, jest stabilna.
Właściciel
Nie, ale przed Tobą już tylko prosta, twarda, kamienna posadzka.
Właściciel
//Jezuuuu, to jest świetnie.
Ta, możesz. Przecież nie idziesz do piwnicy, prawda?//
///Rafael dobra morda wykonał, dymki są wolne dla mnie. I ten, to nie jest na poziomie piwnic?
Ruszył więc, mając na uwadze wszystkie niebezpieczeństwa.
Właściciel
//Nie.//
Jak an razie nic, może poza gniewem Szept, jeśli Twój cel Ci spie**oli.
Nom, słabo.
Przyśpieszył, ale pozostał czujny.
Właściciel
I w końcu go dostrzegłeś. Znaczy chyba, na pewno była tam jakaś sylwetka, spiesznie próbująca otworzyć skomplikowany zamek.
Podbiegł do niego, przeskakując niektóre płytki.
Właściciel
I dobiegłeś na odległość pozwalającą zadać cios.
Wystrzelił z kuszy, następnie z ostrza pod żebra.
Właściciel
Z pewnością nie mogłeś nawet śnić, że pójdzie tak łatwo, ale rzeczywiście poszło.
Właściciel
Zapewne to, że był martwy.
Właściciel
Na to wygląda. Może ten jeden raz los postanowił się do Ciebie uśmiechnąć?
Wpakował go do swojego plecaka i ruszył w drogę powrotną.
Właściciel
Droga powrotna była zdecydowanie łatwiejsza, choć czy ewakuacja głównym wejściem to na pewno dobry pomysł?
Później się o tym pomyśli, jak na razie na górę!
Właściciel
I trafiłeś w końcu na parter.
Właściciel
Nie, bo jest martwy. Straż miejska zrobiła swoje, choć straciła sporo ludzi, a większość cywilów tu obecnych zmieniło się w krwawą miazgę.
Jaka sytuacja przed budynkiem?
Właściciel
Wiele straży, więcej gapiów i jeszcze więcej krwi, trupów i resztek.
Oh, będzie trochę słabo, jeżeli teraz wyjdzie. Pierścień działa?
Właściciel
Niestety nie, więc lepiej poszukać inne drogi ucieczki.
A Smok dysponował innymi oknami na świat, oprócz tymi? Najlepiej z drugiej strony budynku?
Tak... To nie było łatwe pracować w tym zaduchu... Wielokrotnie okazywało się, że może to spowodować wiele złego... Czy istnieje coś, co dusi, ale nia ma smaku, zapachu ani niczego? Możliwe... Wir pracy był przeogromny. Sakhash czasem tracił przytomność.
-Geshirze... - Powiedział do jednego ucznia - podaj mi wodę, proszę. Nie wódę, jak ostatnio - powiedział i skarcił wzrokowo ucznia.
Właściciel
Vader:
A i owszem.
Korobov:
Spuścił on głowę, poniekąd rozpamiętując swoją porażkę, a później posłusznie odszedł i wrócił z dzbanem wody, tak jak chciałeś.
-A przegotowałeś wcześniej? Nie chcę znowu mieć zatęchłej wody i mieć po niej bóle ciała.
Ruszył ku nim i się rozejrzał.
Właściciel
Korobov:
Pokręcił przecząco głową i wskazał na dzbanek.
- Zimna i świeża, mistrzu.
Vader:
Nic, jedynie jakiś bezdomny kot przechadzał się po tylnym podwórzu.
-Przegotuj więc... I wyjdźmy na chwilę... Musi się przewietrzyć... Plus ktoś winien odetkać wentylację...
Wyszedł na nie, pogłaskał kota i sprawdził płot.
Właściciel
Vader:
No cóż, ładny płot i w ogóle, ale po co go sprawdzać, skoro jesteś już na twardym gruncie?
Korobov:
- Zapewne znów tam coś zdechło. Zajmę się tym, panie. - odrzekł i wyszedł, aby najpewniej się tym zająć i przegotować wodę, wedle Twojego polecenia.
Żeby przez niego przeskoczyć i popędzić uliczkami i dachami jak najdalej od tego śmierdzącego zadubia zwanego siedziba Smoka.
Zwrócił się do drugiego.
-Jeśli rzeczywiście coś zdechło, czmu nie czuć zapachu zgniłego zwierza?
Właściciel
Korobov:
Wzruszył ramionami, najwidoczniej nie mając odpowiedzi na Twoje pytanie.
Vader:
W ten sposób trafiłeś dość daleko od tegoż miejsca, czyli na targ niewolników.
-Gdyż nic nie zdechło. Prawdopodobnie jakiś ptak założył gniazdo.
Ceny raczej się nie zmieniły, prawda? Ruszył na główną ulicę miasta.
Właściciel
Korobov:
Pokiwał głową i mimowolnie oblizał się po pysku, zapewne na myśl o omlecie...
Vader:
Niezbyt, nie minęło wiele czasu. Z racji bliskości targu niewolników, który był w owym centrum, znalazłeś się na tej ulicy dość szybko.
-Spoój... Nigdy nic nie wiadomo niczego, aż do chwili, jak się okaże.