Właściciel
- A skąd miałabym wiedzieć? - spytała zdziwiona.
Łe, szkoda forsy. Wrócił do normalniejszych ulic miasta i poszukał Baru.
Właściciel
//Zacznijmy od tego, że powiesz mi, kim jest ten Baru.//
///Bar nosi wiele pseudonimów. Karczma, Gospoda, Lokal. Ma dużo trunków i jedzenia, i jest popularny na całym świecie.
- No nie wiem, zawsze dla pewności lepiej spytać.
Dokończył piwo, wstał i podszedł do barmana.
- Barmanie, wiecie może kim jest tamten jegomość?
Właściciel
Vader:
//Więc nie pisz z wielkiej litery, bo byłem pewien, że to jakieś imię, pod którym ukrywa się jakiś Twój ziomek-informator, czy coś.
A szuka jakiejś konkretnej karczmy czy wystarczy jakakolwiek?//
Zohan:
Barman rzucił tam szybkie spojrzenie.
- Przedstawił się jako Pustelnik, nic więcej o nim nie wiem.
Kiwnął lekko głową i odszedł od barmana. Szedł powolnym krokiem w stronę tajemniczego jegomościa. Gdy doszedł do niego, zapytał:
-Człowiek?
Właściciel
Zohan:
- A na co Ci to wiedzieć? - odparł tamten.
Vader:
I trafiłeś do "Pijanego Wielbłąda"
Właściciel
Typowa karczma, nic wielkiego.
- Cóż, tak pytam... hmm... Pustelniku. Skąd ta nazwa?
Właściciel
- Nie jestem zbyt towarzyski.
- Ale za to siedzisz w karczmie gdzie jest pełno ludzi.
Właściciel
- Zjeść, wypić i przespać się mogę tylko w karczmie.
- Co cię sprowadza do tego miasta?
Ilosć ludu?
Podszedł do barmana.
Właściciel
Zohan:
- Interesy.
Vader:
Karczma pełna prawie po brzegi, barman był obecnie zajęty innymi klientami.
- Można wiedzieć jakie? - zapytał z uśmiechem na ustach.
Właściciel
Vader:
Chyba nikt nie wie na co czekasz, ale czekasz.
Zohan:
- Nie. - odparł stanowczo.
Czekał kurna na tego chromolonego barmana.
Właściciel
W końcu oddalił on innych gości i możesz do niego podejść.
Właściciel
Podszedłeś.
- O co chodzi? - spytał barman, przecierając ladę.
-Ja ta inna sprawa. Widziano ostatnio Smoka?
Właściciel
- Gdzie tam, bydlaki nigdy się tu nie zapuszczają.
-Nie pytam o potwory, lecz o kogoś z takim pseudonimem.
- Albo jesteś wyjątkowo tajemniczy albo masz interes o którym inni nie powinni wiedzieć. Zatem, nic tu po mnie.
Zaczął powoli wstawać z krzesła.
Właściciel
Vader:
- To trzeba było tak od razu. A czego Ci potrzeba?
Zohan:
I powoli wstałeś.
Właściciel
- Tam gdzie zawsze. - odparł z przebiegłym uśmiechem.
Zaczął iść w kierunku wyjścia.
Właściciel
Vader:
- Pięćdziesiąt?
Zohan:
I wyszedłeś.
Właściciel
Karczmarz zgarnął pieniądze i zaklął pod nosem. Zapewne pożałował, że nie poprosił o więcej...
- Jest w swoim domu, niedaleko głównej bramy. Zawsze pilnuje go uzbrojony Ogr, ciężko więc przegapić sam dom.
,,Teraz trzeba pójść na rynek i kupić jakieś rzeczy." pomyślał. Zaczął iść w stronę rynku.
-Dobrze. Kufel piwa poproszę.
Właściciel
Zohan:
Trafiłeś tam bez problemu. Rynek jak rynek: Różnorakie kramy i stragany, gdzie kupcy głośno reklamowali swe towary, wielu nabywców, nieco najemników, garść kieszonkowców i strażnicy miejscy. Nieco dalej widziałeś chlubę miasta Ur - największy w Elarid targ niewolników.
Vader:
Skinął głową i podał Ci takowy, żądając w zamian dwóch sztuk złota.
I tyle mu dał, a on sam się napił.
Właściciel
Piwo jak piwo, jest się nad czym rozdrabniać?
Nie, nie ma. Wyszedł z karczmy i ruszył w kierunku celu.
Właściciel
Faktycznie, ciężko było przegapić Ogra z maczugą w łapie, w skórzanej zbroi, który sterczał pod bramą domu i powarkiwał na każdego, kto przeszedł obok niego.
Postarał się znaleźć pustą ślepą uliczkę.
Zaczął iść w stronę targu niewolników. Idąc w tym kierunku również oglądał stragany, które mijał po drodze.
Właściciel
Zohan:
Stragany oferowały różne towary, a więc dywany, broń wszelkiej maści, ceramikę, jedzenie i wiele, wiele więcej.
Targ niewolników był zupełnie inny. Tutaj widziałeś już setki, a może i tysiące, stoisk, na których sprzedawano nawet kilkanaście tysięcy niewolników. Poza nimi pełno tu było klientów i nabywców, a także uzbrojonych po zęby strażników. Swoim okiem mogłeś wypatrzeć tutaj chyba każdego przedstawiciela większości ras.
Vader:
Była takowa, siedział w niej jakiś włóczęga, ale zmył się na sam Twój widok.
Bóbr:
Nareszcie wróciłeś do Ur, które po tylu eskapadach powoli zaczynasz nazywać domem.
Konto usunięte
Zmęczony poszedł na targ, gdzie miał zamiar kupić jakiś owoc, na przekąskę.