Wreście kurna. Zabrał się za ten chromolony posiłek od tego chromolonego kucharza z tej chromolonej karczmy w tym chromolonym mieście. Stanowczo przesadza z chromoleniem.
Właściciel
No niestety, z nałogu chromolenia ciężko się wydostać. Niemniej, zjadłeś posiłek. Co dalej?
Opuszczenie tego chromolonego miejsca w celu udania się do nowego klienta.
A teraz niczym chromolony koń wyścigowy pędem do klienta! Czyli szybkim chodem turysty.
Właściciel
//A kim ten klient jest?//
///Wymyśl sobie. Dałbym kobietę ze względu na charakter Ogórka, ale to do ciebie zawsze należy ostatnie słowo. Uczniu.
Właściciel
//Uczniu, uczniu....//
Klient zapewne czekał w Szczurzej Dzielnicy, jak to wcześniej zostało ustalone.
I tam się udał.
//Pamiętam cię za czasów braku avatara, twoje pierwsze grupy, twój start w Marmoladach...
Właściciel
//Wiem ._.//
I tam się udałeś. Wedle nazwy, była to biedna dzielnica pełna szczurów, bezdomnych i włóczęgów. Ale też była tu pewna informatorka, niejaka Szept, do której miałeś się udać.
Właściciel
Swoim zwyczajem to prędzej ona znajdzie Ciebie.
No cóż, pozostało być czujnym.
Właściciel
Czujność niewiele dała, gdy poczułeś jakąś obecność za sobą i cichy szept w uchu:
- A jednak przyszedłeś.
-Ja chromolę, zejdę kiedyś na zawał serca przez ciebie.
Właściciel
- Och, przecież wiesz, że nie dopuściłabym do tego...
Właściciel
- A więc jesteś gotów na nowe zadanie?
-Ja chromolę
-Inaczej bym się tutaj nie zjawił, jestem gotowy.
Właściciel
- W takim razie potrzeba mi pomocy z pewnym Smokiem.
-Pogrzeb w cenie? Czy po prostu wspominałaś o smoczych ludziach?
Kaan wchodzi do miasta główną bramą.
Właściciel
Vader:
Roześmiała się dźwięcznie.
- Smok jest człowiekiem, to tylko pseudonim. - wyjaśniła. - Ale byłam ciekawa Twojej reakcji.
Zohan:
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, status społeczny i cel przybycia do miasta? - spytał jeden ze strażników, legitymując Cię jak każdego innego przybywającego do miasta.
-To już brzmi lepiej. Co wiadomo o Smoku?
-Ja chromolę, 664 dla niej, 1 dla mnie. I ten jeden punkt jest tylko dlatego, że miałem urodziny
Kaan odwrócił się w stronę strażnika i powiedział spokojnym głosem:
-Nazywam się Kaan Tuan. Pochodzę z Verden i od kilku lat podróżuję.. A przybyłem tu gdyż chciałbym zostać tu na noc i sprzedać trochę ziół.
Właściciel
Vader:
- Ma wielu ochroniarzy, handluje informacjami, więc jest moim, że tak powiem, konkurentem. A ja nie lubię konkurencji.
Zohan:
Strażnik kiwnął głową, drugi spisał Twoje dane i brama stanęła przed Tobą otworem.
Poszedł kilka kroków do przodu. Stanął i się odwrócił do strażnika, który go legitymował i zapytał:
- Jakąś karczmę polecacie, panie?
Właściciel
- Pod Pustynnym Rekinem dają świetne piwo.
-Dobrze, rozumiem. Eliminacja?
Kaan po rozmowie ze strażnikiem udał się do Pustynnego Rekina
Właściciel
Vader:
- Dokładnie.
Zohan:
Karczmę znalazłeś dość łatwo, głównie dzięki rzeczonemu pustynnemu rekinowi o długości blisko trzech metrów, który wisiał nad wejściem.
Popatrzył przez chwile na drzwi, otworzyl je i wszedl do srodka.
Właściciel
Vader:
- Tego sam się musisz dowiedzieć.
Zohan:
Goście najróżniejszych ras i profesji siedzieli przy stolikach, jedząc, pijąc, grając w karty lub kości albo też zwyczajnie rozmawiając. Do tego między nimi krążyły skąpo odziane kelnerki, trio muzyków grało swe melodie na żywo na małej scenie, a karczmarz rasy ludzkiej siedział za barem, polerując jakiś kufel.
Szedł spokojnym krokiem i rozglądał się dookoła. Podszedł do stolika przy oknie i tam usiadł.
- Kufel piwa, proszę!
Właściciel
Szczęśliwie jeden taki stolik był wolny, więc zająłeś miejsce, a kelnerka zaraz pognała do lady, by przynieść Ci stamtąd piwa.
Rozsiadł się na krześle, zdjął kaptur z głowy i zaczął stukać palcami w stół.
Właściciel
Po chwili otrzymałeś swoje piwo, a kelnerka w zamian zażądała dwóch sztuk złota.
Wygrzebał z torby trzy sztuki złota, dał jej kelnerce i rzekł:
- Dwie sztuki za piwo i jedno w napiwku.
Po chwili zaczął powoli żłopać piwo z kufla.
-Mam zapłacić, czy po prostu szukać?
Właściciel
Vader:
- Szukaj.
Zohan:
Zgarnęła złoto, uprzednio chowają jedną nadprogramową monetę, i wróciła do swych zajęć. Ty natomiast mogłeś żłopać swe piwsko, które jest bardzo dobre, tak jak mówił strażnik i, na przykład, rozejrzeć się po lokalu, tudzież jego gościach.
Zaczął rozglądać się po lokalu i raz za razem brał łyk piwa.
-No to ruszam.
Opuścił dzielnicę.
-Teraz, do chromolonego pana, gdzie mam iść?
Ruszył w prawo.
Właściciel
Vader:
I trafiłeś na targ niewolników.
Zohan:
Przeważnie byli tu rodzimi ludzie odziani w turbany i szarawary, choć zauważyłeś też Orków, Drakonidów, Goblinów i garść Krasnoludów. Jednak Twój wzrok przykuł jedynie jakiś tajemniczy jegomość w płaszczu z kapturem, który siedział w kącie karczmy.
Oups. A w sumie sprawdził, po jakich cenach schodzą.
Właściciel
To zależało od wieku, rasy, płci, miejsca schwytania i handlarza.
Popatrzył się chwilę na niego.
- Kelnerka!
Właściciel
Vader:
Najniższe to kilkanaście sztuk złota, a najwyższe to nawet kilkaset.
Zohan:
Po kilku minutach podeszła do Ciebie Elfka, która akurat nie miała nic na głowie.
Wskazał palcem na tajemniczego człowieka i zapytał:
- Kim jest ten, hm, zakapturzony osobnik?