Właściciel
Nie dał nabrać się, ani na tę słabą wymówkę, ani na uśmiech.
- Jeśli chcesz zachować nędzną namiastkę tego co nazywasz życiem zejdź mi z oczu. Natychmiast. - powiedział i tym razem nawet nie próbował kryć wzburzenia czy gniewu.
Konto usunięte
-Oczywiście, oczywiście... - Wyszedł z pomieszczenia.
Konto usunięte
Poszedł na targ niewolników rozglądajac się za znajomym handlarzem. Jeśli go tu nie było szukał go w jego domu.
Właściciel
Akurat był na targu i zawzięcie negocjował z jakimś Krasnoludem cenę kilku całkiem ładnych Elfek.
Konto usunięte
Stanął obok słuchając rozmowy.
Właściciel
Rozmowa sprowadzała się głównie do wykrzykiwania liczb. Po jednej stronie coraz wyższych, a po drugiej coraz niższych.
Konto usunięte
Nie wtrącał się do rozmowy, poczekal na jej koniec.
Właściciel
W końcu handlarz otrzymał kilka sakiewek złota, a klient odszedł z towarem, ale niezbyt zadowolony, to trzeba przyznać.
Konto usunięte
-Witaj. Mogę u Ciebie przenocować?
Właściciel
Zdziwił się i chwilę się namyślał.
- A co się stało? - zapytał wreszcie.
Konto usunięte
-Nic takiego. Po prostu chcę tu przenocować.
Właściciel
- W sumie to nie mam żadnych gości i raczej nie będę mieć, więc wolny pokój zawsze się znajdzie.
Konto usunięte
-Świetnie. Potrzebujesz może jakiejś pomocy?
Właściciel
- Biznes się kręci, więc raczej nie. Ale dzięki za chęci.
Konto usunięte
-A, jak skończysz już pracować to musimy pogadac. - WsZedł do domu wampira, poszedl do swojego pokoju i czekał na handlarza.
Właściciel
I czekałeś tak aż do zmierzchu, bo dopiero wtedy wrócił.
Konto usunięte
Wyszedł z pokoju szukając po domu handlarza.
Właściciel
Od razu zasiadł do spóźnionego posiłku, jak mogłeś się spodziewać.
Znait pojawił się daleko od murów, na jednej z bocznych - jednak często uczęszczanych dróg. Wolnym krokiem szedł wzdłuż jej długości, powoli kierując się do miasta.
Właściciel
Powoli się do niego kierowałeś.
Tak więc robił to dalej, dopóki nie trafi przed bramę miasta lub kogoś nie napotka.
Właściciel
Nie napotkałeś, ale pod bramę trafiłeś, owszem.
Wiedział że strażnicy go zatrzymają.. więc teleportował się do wnętrza miasta. Do jakiejś dzielnicy biedoty.
Właściciel
Dzielnica biedoty była... No cóż, biedna. No i brudna, pełna śmieci, szczurów, bezdomnych ludzi i psów oraz biednych mieszkańców miasta.
Szedł więc ową ulicą, wprost przed siebie tylko czekając aż ktoś przez przypadek stanie mu na drodze.
Właściciel
Wręcz przeciwnie, wszyscy Ci z drogi schodzili.
Tak więc skierował się ku bogatszej dzielnicy..gdzie z lekka rozglądał się za jakąś karczmą.
Właściciel
W Ur karczm było wiele, więc miał w czym przebierać.
Korzystając że jest ich tak wiele wybrał iście kunsztowanym gustem byle którą.
Właściciel
Więc "Pijany Wielbłąd" wita!
Ruszył więc do piany wielbłąda, zaraz gdy to zrobił ruszył do baru.
Właściciel
//Autokoretka... Zuo... ;-;//
Za barem stał Goblin, pucując brudną szklankę.
Czekał więc spokojnie aż do niego podejdzie.
Właściciel
Żaden karczmarz nie ma w zwyczaju podchodzić do klienta, bo to na ogół on podchodzi do niego.
Zaskakiwało to zważywszy iż klient siedział przy barze i wyglądał na oczekującego
Właściciel
Minęło pięć minut, nim w końcu zapytał:
- Czego?
Krótko i na temat, nie?
Odpowiedź doszła goblina w głowie, była tak jak wcześniej głośnym, metalicznym szeptem.
Najzacniejszy trunek jaki tu macie pomiocie Melkisa- odparł wpatrzony w niego z góry -.
Właściciel
Mrugał przez jakiś czas, wyraźnie zdziwiony. Dobrą chwilę zajęło mu skojarzenie głosu z Tobą.
- Kosa Śmierć. - wyjąkał przerażonym szeptem.
Brzmi zacnie, jednak śmierć nie ma kosy - jest ona o wiele bardziej subtelna w swym działaniu- odparł-. Daj zatem owy napój
Właściciel
Nie miał pojęcia o czym gadasz, ale posłusznie nalał popularnego bimbru Orków.
- Na koszt firmy. - wydukał.
Tak więc Upiór sięgnął ku swemu hełmu i zdjął go..ukazując pustkę w której zaczął formować coś na kształt widmowej ludzkiej twarzy bez wyrazu, a gdy to zrobił podniósł ów trunek i wypił..a raczej wchłonął bo gdy tylko ten znalazł się w jego ustach znikł.
Wspaniały napój, powiedz mi no sługo Melkisa. Cóż się dzieje w świecie bo niewiele ja sam słyszę- stwierdził zakładając hełm -.
Właściciel
Zanim odpowiedział, zemdlał, a może i zszedł na zawał. Gobliny nigdy zbyt odważne nie były, a coś takiego to przesada.
W takim razie sam wybiorę coś ciekawego..- przeszła mu myśl przez głowę gdy był wpatrzony w nieruchome ciało, chwilę tak zastygł po czym podniósł się i ruszył w stronę drzwi nie zwracając uwagi na ruch w karczmie, jeśli ktoś by na niego wpadł - miałby pecha.
Właściciel
Każdy doskonale zdawał sobie z tego sprawę i nie wchodził Ci w drogę. Natomiast Ty opuściłeś karczmę.
Tak więc pozbawiony celu w tym mieście cofnął się do jakiejś dzielniczki i teleportował do.. Miasta Battlehammer.
Właściciel
//Mówisz, że znałby lokalizację podziemnego, zapomnianego miasta Szarych Krasnoludów, tak?//
//Jest tu 24 k lat, mógł wiedzieć o wyprawie krasnoludów do podziemi i wszystkim podążać ;vv//
Właściciel
//Szczerze, to raczej by nie wiedział o wyprawie Krasnoludów, ani tym, że założyli sobie miasto w podziemiach, ale dobra, zacznij.//
Właściciel
Mutant i jego towarzyszka znaleźli się w końcu przed osławioną pustynną metropolią, jaką było Ur.