Właścicielka
Ubierając się zauważył, że jego ubrania wyglądały świeżej i nawet przyjemnie pachniały. Na dole Deus jeszcze spał, a z kuchni słychać było postukiwania.
- Ciepło... i przyjemnie... śniło mi się, że już było po wszystkim... i mieliśmy już święty spokój. Ale teraz też jestem szczęśliwy. - jednak przebrałbym się w świeższe ciuchy...
-Mhm..-spojrzał na swoje ubrania.-Ale skąd weźmiemy świeże i czyste ubrania?-mruknął cicho i uśmiechnął się szeroko.
Ciekawe kto był taki miły?
Zanim zszedł wstąpił jeszcze do łazienki i poprawił włosy. Po tym wszedł do kuchni.
Właścicielka
- Elfki potrafią prać w pół godziny jakimiś swoimi dziwnymi rzeczami, wiesz? Trzeba iść do pralni, a obok są łaźnie i się można umyć. To tak dla przyjezdnych, bo z reguły w innych są w domach takie dziwne pralki.
W kuchni Shani właśnie układał talerze do śniadania. Mimo wczesnej godziny, elfka śmigała, zapewne porządnie wypoczęta. W sumie nie zauważyła Lawrenca.
-Mhm.. To trzeba się ubrać, co nie?-zaśmiał się cicho i wziął swoje ubrania. Ziewnął cicho i przeciągnął się.
Właścicielka
Sully ubrał się szybko i nawet całkiem dobrze zawiązał sobie buty. W międzyczasie Psotka wbiegła mu na głowę, więc we dwójkę czekali na Shina.
- Jest szansa na śniadanko?
Zapytał wchodząc do kuchni.
Właścicielka
- No a dla kogo je robię, co? Rafi tyle nie zje. Siadaj, Lawrence. Chcesz kawy? - Shani niemal tańczyła po kuchni, to z dzbankiem z kawą, to z talerzami.
Shin ubrał się równie szybko i stanął obok nich zakładając kurtkę.
-Możemy iść..-uśmiechnął się szeroko i przeczesał włosy.
- Z chęcią.
Powiedział i usiadł przy stole.
Właścicielka
Shani nalała mu do kubka kawy, po czym zalała sobie herbatę.
- Mmm... uwielbiam tą poranną ciszę... Za to zastanawia mnie, jak bardzo mocny sen może mieć Deus. Kwadrans temu spadł mi garnek, o czwartej robiłam pranie przy otwartych drzwiach od łazienki, a ten śpi dalej, jak gdyby nigdy nic.
- Jej, uśmiechaj się tak częściej. - zaśmiał się Sully i ruszył do wyjścia.
W recepcji elf tym razem nie spał, układał sobie pasjansa na na biurku.
-Dzień dobry..-Szatyn uśmiechnął się do elfa. Nie powiedział tego zbyt głośno, nie chciał go rozproszyć.
- Pewnie śnią mu się interesujące rzeczy...
Zaśmiał się pod nosem pijąc kawę.
Właścicielka
- Tobie też się chyba coś ciekawego śniło, co? - mruknęła Shani, popijając herbatę.
- A, dzień dobry. Czegoś wam potrzeba, czy się zbieracie do swoich zajęć? - zapytał odrywając się od gry.
-A idziemy do pralni a potem do łaźni.-Shin był w doskonałym nastroju. Zdawał się promieniować pozytywną energią.
- W sumie, Kizuka mnie odwiedziła.
Powiedział pijąc napój.
Właścicielka
- Hm? U niej też masz takie powodzenie? Ło choinka... - westchnęła, cicho się śmiejąc.
- Aha, to miłego... pobytu. - westchnął elf.
- Chodź, idziemy. - uśmiechnął się Sully, ciągnąc go na podwórze.
Czarnowłosy najwyraźniej z pamięci znał drogę, gdyż szybko dotarli przed budynek opisany "Pralnia i Łaźnia". Psotka zeskoczyła Sullyemu z ramienia i wbiegła na pobliskie drzewo.
- Powodzenie? Spotkaliśmy się tylko pogadać w śnie ze dwa razy raz podczas próby złapania Blackwooda. Ciężko to nazwać powodzeniem.
Właścicielka
- Dobra, przesadzam. Mówiła coś ciekawego? Była sama?
Shani jakoś nie potrafiła ukryć zainteresowania.
- Gadaliśmy o Fallen i trochę o świecie, a Deus plótł jej włosy. - Zaśmiał się pod nosem. - No przecież, to dlatego nie chce się budzić. Playboy jeden....
Shin spojrzał na wiewiórkę.
-Hmm.. Niekiedy zachowuje się jak normalny człowiek..-mruknął cicho i wszedł do budynku.
Właścicielka
- Pamiętam, kiedyś mi powiedział, że zaplecie mi włosy na wesele, ale kawalera mam sobie sama szukać, skoro go nie chcę.
Drzwi zaskrzypiały, a do kuchni wszedł Deus.
- Oferta nadal jest aktualna, Shani. Tylko szykuj szybko to wesele, chcę popatrzeć jak zatańczysz z Lawrencem, bo się założę, że lepiej tańczy od Rafiego.
Sully wszedł tuż za nim. Przed nimi była prosta lada i dwa przejścia - dla mężczyzn i kobiet. Elfka siedziała przy ladzie u uśmiechnęła się do nich.
- Zapraszam!
-Dzień dobry..-szatyn uśmiechnął się szeroko i ruszył przejściem dla mężczyzn. Zaczął nucić coś pod nosem.
Właścicielka
Elfka gwizdnęła i czymś rzuciła. Sully złapał coś, co okazało się kluczykiem.
- No, zapomnielibyśmy o tym, heh. - mruknął Sully.
Spojrzał na kluczyk i zatrzymał się przed jedną z szatni, po czym otworzył ją.
- Chodź. - złapał Shina za rękę i wciągnął go do środka.
- Z grzeczności nie zaprzeczę. Jak się spało?
Zapytał kompana jedząc śniadanie.
Shin uśmiechnął się lekko i wszedł za Sullym.
-Hmm.. Nigdy nie byłem w łaźni..-mruknął cicho rozglądając się dookoła.
Właścicielka
- No, to trzymam cię za słowo. Dobrze mi się spało, tylko chyba zasnąłem sobie na palcach, bo mnie bolą...
Deus od razu usiadł przy stole i zatopił zęby w kanapce.
- Co, nastrój Kamy ci się udzielił? - zaśmiała się Shani. - Smacznego wam obu.
- Działa podobnie jak basen. Z rana jest tu pusto, więc nikt nam nie przeszkodzi w wypoczynku. - zaśmiał się chłopak.
Szatnia była niewielka, miała dwie ławki i koszyk podpisany "Do prania". Sully uśmiechnął się i powoli zaczął się rozbierać.
- Dzięki. - powiedział zajmując się jedzeniem. - To jaki jest plan podróży? Na razie mamy tylko cel.
-Basen? Brzmi zachęcająco..-zaśmiał się i również zaczął ściągać z siebie ubrania. Wrzucił je do kosza i usiadł nagi na ławeczce.
Właścicielka
Deus wyjął mapę i rozłożył ją na wolnym kawałku stołu.
- Jedziemy do Milanu, gdzie robimy postój, a potem nad Ziąbnicę - wskazał drobną rzeczkę. - gdzie po jej pokonaniu jesteśmy w chłodniejszych klimatach. Następnie załapujemy się na nocleg w Colder. Potem skombinujemy jakieś graty do biwaku, bo raczej w Fallen dłużej połazimy. Kapedewu?
Sully zrobił to samo, po czym otworzył drugie drzwi szatni, które zaprowadziły ich pod prysznice. Chłopaczek od razu puścił wodę i wskoczył pod strumień, nieco chlapiąc Shina.
- Idziesz?
-Już idę, idę.-zaśmiał się i wszedł za Sullym, odwdzięczając mu się wodą na twarz. Uśmiechnął się promiennie i zarzucił mokre już włosy, do tyłu. Spojrzał na czarnowłosego i schylił się, by pocałować go w czubek nosa.
Właścicielka
- Jakoś nigdy sobie nie wyobrażałem, że kiedykolwiek będę pod jednym prysznicem z takim uroczym chłopakiem... - zamruczał Sully, kręcąc pasmo włosów na palcu i śmiejąc się. - Ale chyba nie ma co tu stać, chcemy się dalej pobawić, co? - rzucił, po czym ślizgnął się w głąb korytarza.
Shin skinął lekko głową i ruszył spokojnym krokiem za chłopakiem. Patrzył na jego plecy i wsłuchiwał sie w jego śmiech, który było wyraźnie słychać pomimo tego, że Sully był daleko od szatyna. Shin westchnął cicho a kąciki jego ust uniosły się ku górze.
Właścicielka
Szybko pojawił się przed sporym basenem. W pomieszczeniu było trochę parno, ale przyjemnie. Poza chlupotem wody nic nie hałasowało. Gdy Shin stał przy brzegu basenu, nie mógł dostrzec w pobliżu Sullyego. Jednak szybko zlokalizował czarnowłosego, gdy poczuł, że ktoś go wciąga do basenu. Woda sięgała Shinowi w tym miejscu do obojczyków, a Sully po chwili się wynurzył, śmiejąc się i stojąc na palcach.
- Bu! Ale masz minę~
- Oczywiście. Ktoś oprócz tamtych dzieciaków jedzie z nami?
Właścicielka
- Wątpię. Chyba, że Kama nagle się dołączy. Skoczę się dowiedzieć, gdzie się zatrzymali i kiedy będą gotowi. O której chcesz jechać? Jest jeszcze dosyć wcześnie... okaże się, że jeszcze śpią...
Szatyn zaśmiał się głośno.
-Też byś taką miał, gdyby ktoś nagle wciągnął do basenu..-uśmiechnął się i dal pstryczka w nos czarnowłosemu. Rozejrzał się i westchnął cicho.-Jak w niebie..-spojrzał na Sulllyego.-Hmm.. Woda jesst wyższa niż ty..-poczochrał jego włosy z czułością.-Tylko żebyś się nie utopił Sulluś-dodał to cicho pod nosem powstrzymując się pod parsknięcia śmiechem.
- Daj mi zjeść i możemy ruszać.
Powiedział i dokończył śniadanie zapijając je resztkami kawy.
Właścicielka
- No, nie jestem pewien, czy to tak od razu się uda. - mruknął Deus, po czym wyszedł z kanapką w zębach.
- Oj, ja się nie topię! Ja fajnie pływam. - parsknął śmiechem, po czym zanurkował pod wodę, łaskocząc Shina w nogę, po czym wynurzył się tuż za nim. - Świetna woda, szkoda, że rzadko tu chodzę... A podobno w każdym mieście takie budują. Płyniemy?
Wstał i odłożył brudne naczynia do zlewu. Zwrócił się też do Shani
- A ty nie chcesz jechać?
Właścicielka
- Ja muszę się zająć Rafim. On... ma coś, no lekarz mówił, że potrzebuje nie być sam. A przez bibliotekę średnio ma czas na takie wyjazdy. Biblioteka to jednak coś, czego nie można od tak zostawić, by sobie stało.
- Niby tak... No nic, trudno dzięki za śniadanie. - Prawie wyszedł z kuchni, lecz coś sobie przypomniał - Chciałem się iść spakować, ale zapomniałem że nie mam nic.
Właścicielka
- Potocznie to Jokerowy odruch. Zwykle nie bierzemy bagaży, bo pierzemy wszystko na bieżąco. A szpargałów też mało zabieramy. I co, czekasz na Deusa? Chyba innycj opcji za bardzo nie ma.
- Na to wygląda. -Westchnął i usiadł ponownie.
Właścicielka
//Cóż, czekam na Creepy, nie ma co się rozpisywać... chyba pójdę spać, dobranoc
//sorki.. Mój Internet znowu miał pogrzeb [*]
Shin skrzywił się nieznacznie.
-Tylko, że jest jeden mały problem.. Ja nie za bardzo umiem pływać..-uśmiechnął się lekko.
Właścicielka
- Kurcze, muszę sobie znaleźć jakieś zajęcie... - westchnęła Shani. - Jednak przez moją mamę zawsze mam ten sam odruch. Za długo pracowałam w jej restauracji.
- No to cię nauczę! - zachichotał Sully. - Po prostu mi zaufaj, Shin. - wymruczał, po czym podskoczył i pocałował go w usta.
Szatyn zaśmiał się cicho.
-Niech ci będzie Sulluś..-objął go i delikatnie uniósł, by czarnowłosy nie musiał stać na palcach.
- Ciężko się pozbyć starych przyzwyczajeń, co? - Zapytał żartobliwie.