Również się gotuje do ataku, trzymając się w spokoju.
Jak się durniu ruszysz, to będzie gorzej niż tragicznie...
Kuba:
Pustynia jak to pustynia, była dość pusta. Jedynymi wartymi jakiejkolwiek uwagi obiektami były krzewy, które jakimś cudem rosły w takich warunkach. Gdy nadeszło południe, wszyscy padali już z nóg.
No więc teraz wypadało poszukać jakiejś osłony, co niezwłocznie uczynił.
Creepy
Leżący miał na sobie lniane spodnie i zabarwioną krwią koszulę. Ku zdziwieniu Marca wciąż powoli oddychał, choć sądząc po krwi i krążących wokół sępach nie powodziło mu się najlepiej.
Kuba
Słońce było w zenicie, więc cienia brakowało. Mogli co najwyżej schować głowy w krzakach albo usiąść pod wydmą i poczekać, aż słońce zmieni nieco położenie.
Abbei
Gdy większość przybyszy zeszła już na piasek, ktoś wydał okrzyk:
- Walczcie, ludzie pustyni!
Wędrowcy wyskoczyli z kryjówek i rzucili się na zaskoczonych przeciwników z mieczami i nożami. Dwóch stanęło w miejscu i zaczęło napinać łuki.
Mężczyzna skrzywił się i stanął nad rannym człowiekiem. Jego uśmiech poszerzył się, bowiem zastanawiał się czy nie dobić mężczyzny i oszczędzić mu cierpienia. Ale w sumie.. Może zna się na tym miejscu.. Pomógłby mi.. Marco westchnął i ukucnął przy człowieku. Lekko dotknął jego ramienia.
Robi to samo, od razu biegnąc z wyciągniętymi nożami ku najbliższemu wrogowi.
Tak.. Wydmy brzmią całkiem obiecująco.
Creepy
Ten lekko drgnął, ale nic poza tym.
Kuba
Wydmy dawały jakiś cień, choć temperatura wciąż była niezbyt dogodna.Słońce zaczynało powoli wracać w stronę horyzontu.
Abbe
Wróg ten był wyraźnie zdezorientowany, nawet bardziej niż reszta. Gdy sięgnął po miecz, Alice była już tylko parę kroków od niego.
Naskakuje w jego stronę, jednym nożem celując w twarz, a drugim w rękę, by wytrącić mu miecz.
Poczekał jeszcze jakiś czas, a później ruszył wraz z oddziałem we wcześniej ustalonym kierunku.
Usiadł przy nim i wyjął butelkę wody. Skrzywił się lekko i nalał odrobinę wody do ust człowieka, podnosząc jego głowę, by nie uronił żadnej kropli.
Abbei
Nie wyszło to najlepiej. Ledwo udało jej się zablokować miecz, a do twarzy nie doskoczyła. Wojownik odsunął się, po czym podniósł miecz do uderzenia.
Kuba
Niemcy z umiarkowanym entuzjazmem szli dalej. Teren cały czas był nieprzyjazny, brakowało nawet wszechobecnych krzaków. Gdy słońce zachodziło wciąż byli na środku pustyni, z piaskiem w butach i suchymi ustami.
creepy
Ten zachłysnął się wodą i zakaszlał. Po chwili rozchylił nieco powieki.
Morco zaśmiał się cicho lekko przekrzywiając głowę.
-Wszystko w porządku?
- Kim ty jesteś? - wymamrotał, wciąż ledwo przytomny
-Ja jestem Morco Khan.. A pan?-mruknął przypatrując się mu. Wyglądał na niepewnego aczkolwiek skrywał to pod szerokim uśmiechem.
Nikomu nie uśmiechała się dalsza podróż, więc zarządził rozbicie obozowiska i odpoczynek w chłodzie nocy.
Kuba
Chłód nocy miał zaraz nadejść, choć na razie nagrzany piasek wciąż emanował ciepłem. Żołnierze zaczęli się wypakowywać.
Creepy
- Że ja? Man... Manfred na mnie mówią - wyjąkał, próbując wstać.
Mężczyzna skinął głową. Pomógł mu wstać i pozwolił mu podeprzeć się o siebie.
-Jak się tutaj znalazłeś..?-mruknął po ciszy milczenia.
Kuba
//Dać wam namiot?//
Creepy
- Ja z północy, z oazy świętego Piotra - odpowiedział - Ostatnio źle się tam dzieje, dlatego jestem na pustyni
-Rozumiem..-zmusił się na uśmiech.-Nigdzie nie jest spokojnie w tych czasach..-westchnął nadal podpierając mężczyznę.
- Nigdzie - potwierdził mężczyzna - A ty skąd jesteś?
-Ja z Anglii..-przeczesał wolną dłonią włosy.-Ty też tutaj trafiłeś przez śmierć czy byłeś tu od samego początku ?-rzekł po chwili namysłu.
Kuba
Więc sprawnie rozłożyli namiot. Jednym z nielicznych pozytywów tej sytuacji była fakt, że pośród wydm i mroku nocy nikt nie powinien ich znaleźć.
Creepy
- Przez śmierć, tak jak wszyscy - wyjaśnił Manfred, jakby to było oczywiste - Ja pochodzę z Burgundii, pracowałem jako szewc. Powodziło mi się całkiem nieźle, ale musiałem się czymś narazić Suwerenowi i trafiłem tutaj.
Skinął ponownie głową na znak, że zrozumiał.
-Jeżeli na północy też nie jest bezpiecznie to co mam ze sobą zrobić..?-mruknął z uśmiechem, jakby nie za bardzo interesował go swój własny los.
Nie pozostało im nic więcej jak zjeść kolację złożoną ze skromnych zapasów, napić się wody, wystawić wartę i iść spać.
Kuba
Wyjedli więc resztę zapasów i czworo z sześciu, łącznie z Wernerem poszło na zasłużony odpoczynek. Chyba, że miał zamiar wziąć pierwszą wartę.
Creepy
- W sumie możesz spróbować dostać się do oazy... o ile nie będziesz w żaden kwestionował władzy patriarchów. I o ile zdołasz dam dotrzeć, bo to nie takie znowu proste.
-Raz kozie śmierć..-zaśmiał się.-Najwyżej mi pomożesz.. Czy chcesz tu zostać i patrzeć jak zjadają cię sępy? Choć.. Ciekawy byłby to widok..
Tym razem pora swoje odsiedzieć, więc to on został na czatach.
creepy
- Lepiej będzie, jeśli nie zobaczą cie ze mną. Nie jestem tam zbyt lubiany - mężczyzna cicho się zaśmiał - Ale mogę pomóc ci przejść przez pustynię, jeśli potrzebujesz.
Kuba
Po paru godzinach walki z sennością dwóch żołnierzy wyszło z namiotu, aby przejąć obowiązek.
Więc teraz on udał się na zasłużony odpoczynek.
-Każda pomoc będzie mi potrzebna..-uśmiechnął się. -Dasz rady sam iść Manfredzie?
Kuba
Spało się dość dobrze, aczkolwiek niezbyt długo. Nastał świt i trzeba było się znowu zbierać.
Creepy
- Tak... sądzę - Manfed zrobił krok do przodu omal się nie potykając, ale utrzymał się na nogach
Tak też zrobił i udał się z resztą we wcześniej obranym kierunku.
-To dobrze. -rzekł i przeciągnął się. -Którędy idziemy? Dalej przed siebie?
Kuba
Bez szczególnego entuzjazmu ruszyli dalej. Teren powoli przeistaczał się z pustyni piaszczystej w skalistą, choć piasku wciąż nie brakowało. Nad ich głowami zaczął krążyć jakiś ptak, pewnie sęp, może jakiś drapieżnik.
creepy
- Zależy, w którą stronę ty szedłeś. Oaza znajduje się na północnym wschodzie.
-Ja szedłem na północ.. Ale jeżeli oaza jest na północnym wschodzie to tam się skierujemy.
Kuba
//Małe raczej nie jest//
Creepy
- Obyśmy tylko nie zginęli po drodze. Masz ze sobą jakieś zapasy?
Wycelował z pistoletu i postarał się jednym strzałem ustrzelić ptaka. Jeśli się uda to będą mieć nieco mięsa.
Szansa na celny strzał z takiej odległości i przy rażącym w oczy słońcu nie była zbyt wielka, więc mógłby przemyśleć ów decyzję.
Więc zaniechał próby, czekają na bardziej sprzyjające okoliczności.
Kuba
Człapali więc dalej. piasku było coraz mniej, więc nie zostawiali już tak widocznych śladów. Jeśli ktoś ich wcześniej tropił, powinien szybko zgubić trop. Coraz więcej pojawiało się też wysokich skał, które w razie czego mogłyby zapewnić odrobinę cienia. Wypadało zadecydować kiedy, jeśli w ogóle mają się zatrzymać.
Lux
Berserk stał na dnie jakiegoś skalistego wąwozu. Słońce znajdowało się w najwyższym punkcie, ogrzewając mocno suche powietrze. Miecz w niewyjaśniony sposób zniknął mu z rąk.
Kuba
Człapali więc dalej. piasku było coraz mniej, więc nie zostawiali już tak widocznych śladów. Jeśli ktoś ich wcześniej tropił, powinien szybko zgubić trop. Coraz więcej pojawiało się też wysokich skał, które w razie czego mogłyby zapewnić odrobinę cienia. Wypadało zadecydować kiedy, jeśli w ogóle mają się zatrzymać.
Lux
Berserk stał na dnie jakiegoś skalistego wąwozu. Słońce znajdowało się w najwyższym punkcie, ogrzewając mocno suche powietrze. Miecz w niewyjaśniony sposób zniknął mu z rąk.
-Niestety nie.. Tylko butelkę wody, kilka noży i bandaż.. -przygryzł lekko wargę.
Zarządził postój i krótką przerwę, w trakcie której rozglądał się za głazem wystarczająco dużym by można było rozbić obok niego namiot i chroniłby przed żarem.
Konto usunięte
Postanowił więc przygotować swoją standardową broń. Nie wiedział jednak, co może tutaj robić.
Creepy
- Hmm... może nam się mimo wszystko uda. Ja mam tylko parę sucharów, których i tak lepiej nie jeść. Wiesz w ogóle, jak przetrwać na pustyni?
Lux
Nic nie zamierzało go zaatakować. Mógł stać w miejscu, iść wąwozem lub spróbować wspinaczki.
Kuba
W pobliżu było kilka odpowiednich głazów, obok których szybko ułożyli się żołnierze.