Właściciel
Ze zdobytych broni miał parę pistoletów różnego typu, miotach plazmowy i dwa w miarę porządne karabiny kinetyczne.
Na sprzedaż przeznaczył wszystkie pistolety i jeden karabin kinetyczny. I właśnie z tym ruszył do sprzedawcy, by zamienić giwery na gotówkę.
Właściciel
W drodze do sklepu przyciągał sporo ciekawskich spojrzeń, ale nikt nie miał odwagi zapytać go po co nosi tyle pukawek, ani tym bardziej na niego napaść. W końcu doniósł towary na miejsce
- Wszystkie wydają się być w miarę sprawne - stwierdził właściciel po obejrzeniu broni - Choć nie ufam za bardzo temu karabinowi. Ale to nic, w końcu to nie ja będę tego używał. Za cały komplet dam, powiedzmy, tysiąc dwieście kredytów.
//To dużo, czy gość robi mnie w ch*ja?//
Właściciel
//Niezbyt dużo jak na taką transakcję, ale z drugiej strony nabywca nie ma żadnej gwarancji jakości, więc raczej nie będzie zbytnio ryzykował//
- Dorzuć jeszcze z dwieście i stoi.
Właściciel
- Jakoś mi się to nie widzi. Tysiąc dwieście osiemdziesiąt - potencjalny nabywca najwyraźniej był skłonny się nieco potargować
- Tysiąc trzysta pięćdziesiąt. - podbił cenę Siergiej.
Właściciel
- Tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt - handlarz najwyraźniej nie miał szczególnej ochoty wchodzić powyżej trzynastu setek.
- Niech będzie. - odparł zrezygnowany, bo on w sumie też nie miał ochoty na dalsze negocjacje.
Właściciel
- Całkiem miło się robi z panem interesy - właściciel sklepu wyciągnął rękę, zapewne w celu zapieczętowania transakcji uściskiem dłoni
A on mu ją podał, by mieć ową transakcję za sobą.
Właściciel
Po chwili jego pragnienie się spełniło. Nabywca zgarnął pukawki, po czym uiścił umówioną sumę.
Skoro interesy ma za sobą, to postanawia zrobić to, co powinien zrobić każdy pirat: Iść się nachlać. A żeby to zrobić musiałby znaleźć jakiś bar, więc szybko takowego poszukał.
Właściciel
Był wciąż w strefie siódmej, więc miał dość szeroki wybór. Przy jednej tylko ulicy dopatrzył się dwóch spelun i sklepu monopolowego.
Ocenił wzrokiem obie speluny i wybrał się do tej okazalszej lub elegantszej.
Właściciel
Określenia "okazała" i "elegancka" nie odnosiły się za bardzo do którejkolwiek ze spelun, ale jedna była przynajmniej w większości czysta. Siedziało tam parę osób, ale wciąż były wolne siedzenia.
Od razu ruszył do baru i postanowił coś kupić, więc zapytał barmana:
- Jaki macie wybór alkoholi?
Właściciel
- Mamy Sake w dość przystępnej cenie, Marsjańską Whisky oraz aromatyczny Arak - odpowiedział obecny akurat barman, ze słyszalną dumą w głosie, po czym dodał nieco niechętnie - No i piętnastoprocentowe piwo, jeśli nie odpowiada panu żadne z tamtych.
- Whisky. - rzekł krótko i zaczekał, aż tamten naleje, by zapłacić.
Właściciel
Barman z wyjątkową zręcznością wyjął z szuflady kielich, położył go na blacie po czym chwycił stojącą obok butelkę i nalał z niej whisky.
Dobrał się więc do kieliszka i wysączył nieco cieczy. Później odstawił go na ladzie i zagadał do barmana:
- A w ogóle to co słychać w mieście?
Właściciel
- Dużo jest zamieszania z tym całym zakazem posiadania broni. Jedni kupują je na potęgę, inni sprzedają, jeszcze inni opuszczają miasto... spory bajzel się zrobił. Ostatnio odwiedził nas marsjański dyplomata, oficjalnie aby wynegocjować kontrakt handlowy, ale znając życie chodzi o coś więcej. Sojusz wojskowy, nałożenie embarga na Ziemię czy coś w tym stylu. Poza tym wszystko we względnej normie.
- Śmierdzi mi to wojną. - odparł, biorąc kolejny łyk.
Właściciel
- Nie jest pan odosobniony. Ale ja tam nie wierzę, że będzie kolejna wojna na ogromną skalę. Pewnie, zrobił się niezły burdel, ale koniec końców komu zależałoby na rozpętaniu wojny? Sytuacja prędzej czy później się uspokoi.
- Oby tak, oby tak. - rzekł i dopił napój. - Do zobaczenie. - dodał jeszcze, wstał od lady, zapłacił za drinka i opuścił lokal.
Właściciel
Wyszedł więc, nieco pijany i z nieco szczuplejszym portfelem. Nie pamiętał dokładnie, jak długo chodził już po mieście, ale chyba wypadało mu się zabierać z powrotem na statek.
I właśnie to uczynił, kierując się ku swojej bryce.
Właściciel
Ta stała wciąż w hangarze.
No więc postanowił do niej wejść. Jego załoga nie zdążyła się raczej tak schlać, żeby spróbować do niego strzelać. Tak... To były pamiętne dni na Ceresie...
Właściciel
//Ceres jest nieodmienne
Załoganci wpuścili go na statek. Na pokładzie zauważył jedną czy dwie wyraźnie pijane osoby, ale większość była zaskakująco trzeźwa, w tym Archer, który z poważnym wyrazem twarzy podszedł do Siergieja
- Kapitanie - powiedział salutując - Ośmieliłem się dokładniej zbadać ów... rzecz którą zdobyliśmy podczas napadu. Powinienem zdać raport teraz, czy zaczekać z tym na lepszy moment?
//Dobrze wiedzieć.//
- Wal teraz, mam wyjątkowo dobry humor. - odparł, czując że ta wiadomość raczej mu go nie polepszy.
Właściciel
- Użyłem prostego urządzenia rentgenowskiego aby mieć jakiś obraz wnętrza tego urządzenia - zaczął - Jak można się było spodziewać, jest to jakiegoś rodzaju komora hibernacyjna. I to w stanie działania.
- A w związku z tym...? - zapytał, starając się dojść, o co chodzi.
Właściciel
- We wnętrzu tej komory znajduje się coś. Ktoś. Szczerze nie jestem pewien - oficer zdawał się być nadzwyczaj nerwowy - Może to jakiś android, ale anatomię ma w większości ludzką. Nie mam bladego pojęcia, po co ci przemytnicy to wieźli, ani skąd to wzięli. Najprawdopodobniej sami nie wiedzieli co ze sobą tachają.
- Nie powiem, intryguje mnie to. Ale mam nieodpartą chęć by wywalić to coś w kosmos przy pierwszej okazji.
Właściciel
- Moje odczucia są podobne. Takie coś może być sporo warte, ale równie dobrze może wstać i nas pozabijać.
- Więc najlepiej zamknąć to i trzymać pod kluczem, aż do odwołania. Proponuję też nie stawiać uzbrojonej straży, reszta może się tym niepokoić, a buntu mi tu nie potrzeba.
Właściciel
- A co planujemy z tym zrobić potem? Dalej będziemy szukać kupca, czy to zbyt ryzykowne? Przeprowadzić dalsze badania? - dopytywał się rozmówca
- Żadnego kupca. - powiedział. - Już badania będą lepsze.
Właściciel
- Rozumiem. Czy to znaczy, że jesteśmy gotowi do wylotu?
- Jesteśmy gotowi w każdej chwili, ale nie znaczy to, że mamy lecieć już teraz.
Właściciel
- Tak więc wstrzymam się z wydawaniem rozkazów i pójdę odizolować tę trumnę - odparł Archer, po czym odszedł w swoją stronę
A on ruszył sobie na obchód statku.
Właściciel
Na statku panował względny porządek. Większość obecnych załogantów grała w karty albo wykonywała codzienne obowiązki.
A on udał się w poszukiwaniu jakiegoś przekaźnika, czy czegoś innego, by móc sprawdzić aktualne wiadomości z układu i dowiedzieć się co w układzie piszczy.
Właściciel
Na pokładzie mieli zainstalowany teleodbiornik - przy którym siedziała już trójka piratów - więc nic mu nie przeszkadzało dosiąść się i pooglądać. Alternatywnie mógł wyjść znowu na miasto i poszukać jakiejś kafejki ekstranetowej, albo poprosić kogoś z mostka o nastawienie radia na frekwencje informacyjne.
Owszem, miał w planie pójść na miasto i schlać się tak porządniej, ewentualnie odwiedzić jakiś burdel. Ale, póki co, dosiadł się do innych piratów i zaczął wsłuchiwać się w wiadomości i wlepił wzrok w ekran odbiornika.
//A w ogóle to ktoś z załogi zszedł do miasta, czy tylko moja postać się tam wybrała?//
Właściciel
//Jak już pisałem, paru wyszło, ale większość została na okręcie//
Piraci oglądali jakiś międzyplanetarny kanał informacyjny. Obecna transmisja dotyczyła najwyraźniej jakiś wydarzeń na ziemskim księżycu.
...jednakże ostatecznie udało się obejść bez żadnych strat w cywilach - komentowała reporterka na tle typowego lunarnego rynku - Żołnierze OEG wykazali się niesłychanym profesjonalizmem w starciu z terrorystyczną grupą Artemis, która ostatnimi czasy urosła do statutu poważnego zagrożenia. Po akcji doszło co prawda do awantury pomiędzy młodym żołnierzem OEG a lunarną policją, jednak ów incydent nie zdołał zaćmić sukcesu operacji. To z pewnością nie był udany dzień dla terrorystów
- Juhu! Brawo, dobrzy panowie w mundurach! - mruknął cicho i z krzywym uśmieszkiem, a później wrócił do oglądania, a nuż trafi się coś jeszcze.