Właściciel
- Właściwie tylko po akwamaryn.
-No to warto zagarnąć parę rąk do pracy i czym prędzej się za to zabrać.
Właściciel
- Nie wiem czy nadawałbyś się na górnika, bohaterze. - powiedział kapitan śmiejąc się.
-Pewnie nie, ale zawsze mógłbym użyć rąk.- Zaśmiał się nieco wraz z kapitanem.
Właściciel
- Albo muszli. - stwierdził z uśmiechem.
-Lub właśnie muszli, ciekawe czy pomogłaby przetrwać ten sztorm, gdyby pojawił się wcześniej.
Właściciel
- Jak na razie wiemy, że zapewnia kontrolę nad morskimi stworami, ale czy nad samym morzem? Nie wiadomo...
-Nawet jak gdyby tylko nad morskimi stworzeniami to może kilka morskich węży poniosłoby nas na swoich grzbietach.
Właściciel
- Nie, że Ci nie ufam, ale jakoś nie przemawia do mnie bratanie się z takimi wielkimi sku*wielami.
-Sam już myślałem, że ta ośmiornica z jaskini nas zabije, na szczęście się tak nie stało.
Właściciel
- No właśnie. Szczęście. Skąd pewność, że i tym razem będziemy je mieli?
-Coś w końcu ta muszla musi robić.
Właściciel
- Masz ją ledwie kilak godzin. Najpierw trzeba by ją rozpracować, ale bez pomocy króla trzeba będzie bawić się w samouka.
-Król to i tak jest wyjątkowo gnuśny, zawsze po drodze będą jakieś zbiorniki wodne gdzie będzie można to i owo przećwiczyć.
Właściciel
- To i owo, mówisz? Czyli masz już jakiś plan, żeby coś z tym artefaktem zrobić?
-Najlepiej będzie go badać pod kątem działania na jakichś zbiornikach wodnych pokroju jezior, może nawet dzięki temu odnajdzie się jakieś podwodne skarby, kto wie.
Właściciel
- Poszukiwacz przygód się znalazł. - zaśmiał się kapitan kierując się z plaży w stronę sporego nawiasu skalnego.
-Badanie świata jest jak widać moją pasją.- Nieco się uśmiechnął idąc zaraz za mężczyzną.
Właściciel
Pod nawiasem znajdowała się mała zatoczka i spora, a na dodatek już działająca, kopalnia akwamarynu.
-No i mamy po co przyszliśmy, ciekawe ile tu tego może być.
Właściciel
- Znaleźliśmy dziesiątki ton, ale pewnie jest tam tego więcej. Za coś takiego można ustawić się na całe życie.
-Owszem, można... Tylko czy to wszystko kiedyś się nie zawali to inna sprawa.
Właściciel
- Dlatego wykorzystujemy miejscowych. Ale zapewniamy im odszkodowanie i podstawowe bezpieczeństwo w czasie pracy.
-O ile rzecz jasna wyszliby z tego cało.
Właściciel
- Większość, z pewnością, przeżyje.
-Zatem bierzmy się za to, im szybciej się stąd zabierzemy tym lepiej.
Właściciel
- My? Chcesz się bawić w górnika? - zapytał z lekkim rozbawieniem.
-Jest przeto praca nadzorcy kopalni, wystarczy patrzeć gdzie kopią i czy robią to dobrze.
Właściciel
- Nikt nie pchał się na to stanowisko, więc jeśli chcesz to możesz się tym zająć.
-Zawsze to jakieś zajęcie.- Nieco się uśmiechnął, po czym obserwował pracę górników.
Właściciel
Kilofami łupali kryształ na mniejsze części, które wywozili wózkami i taczkami poza kopalnię. Stamtąd akwamaryn wędrował do ładowni galery.
-Póki co wszystko wygląda normalnie.- Postanowił dalej przyglądać się robocie górników.
Właściciel
Nadal robili swoje i nic nie przerywa im monotonnej roboty.
Ważne, że nic złego się nie dzieje i wszyscy pracują z miarę bezpieczny sposób.
Właściciel
Stan taki trwał, aż Słońce zaczęło chować się za horyzontem. Wtedy robotnicy odebrali nikłą gażę i wrócili do domostw na wyspie. Załoga natomiast skierowała się na galerę.
Raczej nie miał powodu by zostawać dlatego też samemu załadował się na statek.
Właściciel
Na kolacji nie było kapitana, więc załoga skorzystała z okazji i zaczęła otwierać butelki alkoholu z przemyconej kontrabandy.
Zatem niechaj pijmy, bo warto z jakiego powodu, mamy pełno akwamarynu wartego fortunę, samemu też postanowił nieco się napić.
Właściciel
Wino, piwo, miód i bimber lały się strumieniami i z kulturalnej popijawy zmieniła się w chlanie do upadłego. Część padła, inni twardo stoją przy swoich kuflach, a reszta gra w karty, choć ciężko im przez upojenie alkoholowe godne Krasnoluda.
Jin postanowił nie pić aż tyle by paść nieprzytomny, wypił tylko nieco miodu, a następnie wyszedł na zewnątrz nieco się przewietrzyć.
Właściciel
Ciepło po alkoholanach roznosiło się po organizmie. Morska bryza była chłodna i pachniała tropikalnymi roślinami z wyspy.
-A gdzież to jest kapitan...- Powiedział do siebie rozglądając się po pokładzie.
Właściciel
Pewnie znów błądził po wyspie.
Jak chce to niech błądzi, on tak odpoczywał nieco na świeżym powietrzu.
Właściciel
Odpoczywałeś. Nic dodać, nic ująć.
Skoro szefa nie było to ten postanowił wzruszyć ramionami i udać się do swojej kajuty gdzie zaraz by zasnął.
Właściciel
Jak można było się spodziewać zasnąłeś i obudziłeś się rano.
Może teraz kapitan pojawi się na statku, wyszedł z kajuty z zamiarem odszukania kapitana.
Właściciel
Zapewne był w swojej kwaterze.
Skoro w niej siedzi to nie raczył mu przeszkadzać, udał się zaś do bocianiego gniazda obserwować okolicę.