Właściciel
Bóbr:
- Nic więcej nie wiem! Nie wypytuję klientów! Ona dała mi dwieście złota za pokój i za to, żebym nie pytał, to nie pytałem!
Taczka:
Poczułaś ogromny ból, gdy płyn zaczął wypalać Ci gardło, przełyk, a później żołądek. Na szczęście było to uczucie złudne i nic się takiego nie działo, jednak boli jak cholera.
FD_God:
Zrobiłeś to bez problemów, spóźnieni maruderzy wrócili na pokład, a kapitan pozostał jeszcze jakiś czas na nadbrzeżu.
Nie mieli żadnych pytań, a do Was dołączył trzeci członek wyprawy. Cóż, był to człowiek w poszarpanym płaszczu z kapturem, wyposażony w ochronne nakolanniki, nagolenniki, naramienniki i pancerz chroniący tułów oraz plecy. Nie chronił niczym głowy. Przy jego pasie zwisał miecz półtoraręczny oraz długi sztylet. W każdej z cholew buta widziałeś po jednym nożu. Jego twarz była także nieco dziwna, bo wydawała się podzielona na pół. Dosłownie. Prawa część była zwykła, żeby nie rzecz: przeciętna, oraz z niebieskim okiem. Druga posiadała już czerwone oko oraz wiele blizn. Człowiek bez zbędnych ceregieli wsiadł na konia, a jego niscy kamraci zrobili to samo.
Jin:
Postanowił, więc do czasu odpłynięcia czy jakiegoś ważnego wydarzenia obejrzeć dokładnie ten jeszcze jeden raz port.
Lorenzo:
-Ten to chyba dostał gorącym żelazem po jednej stronie twarzy...- Pomyślał tak sobie czekając, aż ci się ruszą. Prowadźcie zatem gdziekolwiek to miejsce jest.- Tym razem już powiedział, kierując to głównie do osoby, która teraz przybyła.
Właściciel
Cóż, niewiele się zmienił. Wiele alkoholu tu przepiłeś, wiele przyjemnych nocy spędziłeś i wiele razy dostałeś w mordę, ale i tak czułeś pewną nostalgię, gdy zdałeś sobie sprawę, że zobaczysz go najwcześniej za kilka tygodni, a może i wcale.
Osobnik odezwał się dopiero, gdy byliście jakieś dwa kilometry za miastem.
- Słyszałeś może o Dzikich Polach? - zapytał.
Jin:
-Ciekawe jak to miejsce się zmieni do następnego powrotu, najlepiej wcale, a jak już to tylko na lepsze.- Powiedział sobie opierając się o słup w bocianim gnieździe.
Lorenzo:
-Jak przez mgłę, a właśnie tam się wybieramy?
Właściciel
Wreszcie poczułeś znajome szarpnięcie, gdy statek ruszył.
//Zmiana tematu. Możesz zacząć.//
- A i owszem, właśnie tam. - przytaknął człowiek. - Jeśli raz tam byłeś, to powiem, że sporo się zmieniło. Jak rozumiem, chcesz wiedzieć, jak się obecnie sprawy mają?
Moderator
- Ale trzepie - Rafael miał to wymówić szeptem, lecz doznające fetyszystycznych katuszy gardło Łaka odmówiło współpracy, podobnie jak pracujące na granicach wytrzymałości receptory bólu. W głowie Rexwenta zatliła się teraz myśl, czy nie zamówić drugiej lufy.
Lorenzo:
-Mów, odświeżenie pamięci nieco mi się przyda. A co tam też konkretnie znaleźliście?
Właściciel
Rafael:
- Pali suka, nie? - zapytał Ork, który pojawił się nagle obok Ciebie i klepnął Cię mocno po plecach. - Spokojnie, po piątym kieliszku wchodzą już bez problemów.
FD_God:
- Nie wiem, czy wiesz, ale kiedyś było to pełno starych wież, zamków, fortec i świątyń, z których biła dziwna aura. Były to miejsca, w których pozostało wiele mocy po Pradawnych. Większość z nich zniszczył jednak czas lub obecni mieszkańcy, a jedna z ostatnich, i przy tym największa, świątynia znajduje się właśnie na Dzikich Polach. Ale żebyś mógł do niej wejść i nasycić się energią musisz nam najpierw pomóc.
-No to przekonałeś mnie do tej współpracy, zamieniam się w słuch. Wiecie coś więcej o tej świątyni? Przykładowo czy jest ona jakoś chroniona...
//O nie, zapomniałam odpisać ;-;//
Klepnęła się pięścią w klatkę piersiową.
-Nalej pan jeszcze kufel piwa. - Powiedziała zachrypniętym głosem.
Właściciel
Taczka:
Karczmarz pokiwał głową i wykonał zamówienie.
FD_God:
- No więc Dzikie Pola to nadal głównie wrzosowiska, rozległe łąki i pastwiska, a tam gdzie sąsiadują z Mroczną Puszczą lasy, gdzie z Głazogarbami to góry, a tam gdzie z Martwymi Bagnami to rzeki, jeziora i bagna. Ostatnio zaczęli spraszać się tam ludzie, a osadników chronią najemnicy i Stalowi Ludzie. Pewnie też chcą dobrać się do świątyni. Ale i tak Dzikie Pola zamieszkane są przez cztery rasy: Gobliny, Krasnoludy, Wampiry i Wilkołaki. Nie są to jednak jednorodne grupy, tylko małe grupki, które dzielą się na tak zwane Klany. Klany naszej trójki zawarły przymierze i jeśli pomożesz pozbyć się nam wrogich klanów Wilkołaków, Goblinów i Krasnoludów, wybić Wampiry i zastopować nieco ludzi to dostaniesz energię ze świątyni plus kilka artefaktów, które wykradły ze świątyni Wampiry.
-Więc... Ile płacę? - Zapytała się łapiąc za kufel.
Właściciel
- Za wszystko będzie łącznie z dwanaście złota.
Położyła na ladzie 12 sztuk złota, zabrała kufel i zaczęła szukać wzrokiem wolnego stolika.
Właściciel
Niestety, karczma nadal była pełna, więc takowego brak.
-A ile jest łącznie tych wrogich klanów? W dodatku zawsze jeszcze pożywię się energią życiową pokonanych... No i przy okazji ilu sami macie sprzymierzeńców? Raczej nie będzie nas tylko czwórka na każdy pojedynczy klan, co?
Właściciel
- Każdy ma swój klan, owszem. Ale wystarczy zabić przywódcę, na przykład, Klanu Goblinów i one niemalże automatycznie dołączą do nas.
-Gobliny to najmniejsze z moich zmartwień, bardziej obawiam się tych wampirów czy wilkołaków... W dodatku czy te wrogie klany między sobą nie prowadzą walk?
Właściciel
- Prowadzą, czego nie omieszkam się wykorzystać. O Wilkołaki też nie musisz się martwić, wszystkie są mi podległe.
-No to jak, mamy mieć jakieś wsparcie tych podległych klanów czy walczy tylko nasza czwórka? No i najważniejsze, czemu zależy wam tak na władzy w tym rejonie skoro nie ma tam nic poza tą świątynią?
Właściciel
- Nie na każde pytanie mogę CI odpowiedzieć teraz, a na niektóre nie mam zamiaru odpowiadać w ogóle.
-Widać każdy ma swoje tajemnice...- Powiedział, po czym już tak w ciszy leciał dalej za nimi.
Wypiła więc szybko kufel piwa i wyszła z karczmy, wracając do miejsca, gdzie ostatni raz widziała się z Nilgardczykiem.
Właściciel
Taczka:
Cóż, tam go nie było.
FD_God:
//Jak rozumiem dać znać, gdy będziecie na miejscu?//
Rozejrzała się za karczmą, w której szlachcic zostawił konie.
Więc weszła do karczmy, od razu rozejrzała się wzrokiem za znanym już jej Nilgardczykiem.
Właściciel
Jedynie siedział w kącie, obserwując bójkę, w której jego dwaj przyjaciele walczyli z pozostałymi kilkunastoma gośćmi karczmy. Co najlepsze, to ta para wygrywała. Pchanie się tam teraz nie będzie chyba zbyt rozsądne.
Konto usunięte
- Jako karczmarz znasz dużo osób w mieście. Kto może wiedzieć coś więcej?
Właściciel
- Twoi kumple spod bramy? Burmistrz? Właściciele innych karczm, sklepów i straganów?
Oparła się więc o ścianę i oglądała walkę.
Właściciel
Cóż, przewaga liczebna nie zawsze dawała zwycięstwo. Bywalcy karczmy przekonali się o tym, gdy każdy skończył pobity. Co ciekawe, ich dwaj oponenci byli ledwo draśnięci.
Moderator
- A czy to nie jest tak, że po piątym kieliszku masz już tak wypalony przełyk, że nawet jakbyś pił lawę, to byś nic nie poczuł? - Rafael nieco sarkastycznie zapytał Orka, w międzyczasie pokazując gestem barmanowi, by dał jeszcze dwa napoje. Zawczasu położył równowartość ceny obu kieliszków na ladzie i gdy tylko otrzymał zamówienie złapał oba naczynia i jedno podał Orkowi mówiąc:
- Na mój koszt.
Właściciel
- Już Cię, ku*wa, lubię, tygrysia mordo! - rzekł entuzjastycznie Ork, klepnął Cię z całej siły po plecach i jednym haustem wypił zawartość kieliszka.
Podeszła do Nilgardczyka i spytała się.
-Co tu się działo pod moją nieobecność?
Właściciel
- Podpici bywalcy karczmy zadarli nie z tymi, co trzeba.
-Ty nie walczyłeś? - Spytała się zdziwiona.
Właściciel
- Cóż, nie jestem ekspertem od walki wręcz, ale od szermierki. Moje bułaty mogłyby pozbawić ich życia, a tego nie chciałem. Za to pięści moich towarzyszy zabrały im jedynie kilka godzin z życiorysu, który spędzą na mocnym śnie.
-Satysfakcjonuje Cię zabijanie ludzi? - Zapytała się.
Właściciel
- Nigdy nie uważałem,że to konieczne. Z wyjątkiem, oczywiście, jakichś szczególnych przypadków.
-Zabiłeś już pewnie wiele osób... - Powiedziała, po czym się uśmiechnęła. - Ja nawet miecza nie umiem trzymać.
Konto usunięte
- No, trzeba było tak od razu. - Strażnik wyszedł z karczmy i udał się do ratusza. Resztę strażników zostawił przed wejściem. Avenal poszedł do wejścia do biura burmistrza.
Właściciel
Taczka:
- A co stoi na przeszkodzie, by to zmienić?
Bóbr:
Tam jak zwykle stało dwóch już znanych CI najemnych drabów, każdy uzbrojony w halabardę oraz po mieczu i buławie przy pasie. Oczywiście mieli też tarcze i pancerze. Skrzyżowali swoją broń drzewcową przy wejściu, aby uniemożliwić Ci, no cóż, wejście.
- Czego? - warknął jeden z nich. - Burmistrz jest teraz zajęty.
Konto usunięte
Cień po zakończeniu długiej wyprawy zaczął iść w losową stronę świata. Miał nadzieję, że za zdobyte w ostatnim czasie złoto kupi wreszcie porządny ekwipunek, bo ile można podróżować z zardzewiałą bronią? W dodatku stracił wszystkie bełty. Gdy jego oczom ukazały się bramy miasta, bez wahania udał się w ich kierunku.
Konto usunięte
- To bardzo ważna sprawa dotycząca mordercy z miasta. Przepuścić mnie, natychmiast!
-Nie wiem... Może moje tchórzostwo, a może lenistwo...
Właściciel
Bóbr:
- Morderców tu pełno. - powiedział strażnik.
- Jak burmistrz chce, żeby nie wchodzić, to znaczy, że masz, ku*wa, nie wchodzić, typie. Jasne?!
Taczka:
- Cóż, mógłbym udzielić Ci kilku prywatnych lekcji, choć nie jestem najlepszym nauczycielem. Rozumiesz, miecz i bułat może i wyglądają podobnie, ale różnią się jeśli chodzi o styl i sposób walki.
Advcośtam:
Gdyby nie zatrzymano Cię pod bramą, to znaczy, że na świecie dzieje się coś grubszego. Ale na szczęście nic takiego nie ma, gdyż zatrzymała Cię trójka strażników.
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, stan społeczny i cel przybycia do miasta? - zapytał jeden z nich, trudno ukryć, że w jego słowa wkradła się spora dawka rutyny.
Konto usunięte
Zwrócił wzrok na strażników - Od kiedy pamiętam zwracano się do mnie per 'Cień', wygwizdowie na północy kontynentu, najemny szpieg, strażnik, od biedy ubiję jakieś pomniejsze monstrum albo będę robić za aptekarza tudzież innego alchemika, celem jest zarobek i wydanie trochę grosza - odpowiedział, a w jego głosie wyczuć można było nie mniejszą rutynę niż w głosie strażnika o to pytającego.
Właściciel
Legendy głoszą, że straż kiedyś nie wpuściła kogoś do miasta. Ale nie tym razem i Tobie udało się wejść. Tylko co teraz?