Siedział i czekał aż dojadą na miejsce
Właściciel
Jechaliście, a ty zacząłeś odczuwać pewną monotonność miasta. Można powiedzieć, że po życiu na innych kontynentach po prostu przyzwyczaiłeś się do świata po apokalipsie.
-To miasto jest zawsze takie monotonne i nudne poza pracą?-
Właściciel
-Chyba tak. Nie wiem, mi się nie nudzi. Wychowałem się tu.
-A więc jesteś rodowitym australijczykiem?-
Właściciel
-Bingo. Znaczy się, rodzicie nie mówili, skąd są.
-Australijczyków łatwo można poznać po charakterystycznym dialekcie.-
Zaczął nasłuchiwać czy rzeczywiście jego kompan brzmi jak australijczyk
Właściciel
Ten natomiast zaczął milczeć jak grób.
Zignorował swój '' test'' po czym powiedział
-Ja jestem amerykaninem. Przebyłem cała drogę z Nowego Jorku do Australii-
-Nie wiem czy to ma teraz znaczenie, kiedy kraju de facto nie ma, ale tak. Dalej jakoś czuje się przywiązany do kraju.-
Właściciel
-Yhm... Każdy Patriota, którego znam jest sk*rwysynem.
-Nie wiem. Nikt mnie jeszcze tak nie nazwał. Chyba.-
Właściciel
-No właśnie, niczego nie można być pewnym.
-Racja.-
Zamyślił się trochę po czym powiedział
-A ty, ile pracujesz w ochronie miasta?-
Właściciel
-Od dawna. Sam nie liczę.
-Walczyłeś gdzieś podczas wojny, czy...?-
Właściciel
-Chyba nie. Wojna tutaj nie dotarła.
-Ale oberwaliście, prawda? Czy to co łazi za murami to wyniki eksperymentów OHS?-
Właściciel
-Nie wiem, ja tu tylko sprzątam.
Czekał aż dojadą na miejsce
Właściciel
Dojechaliście do Parku Wodnego. Co tutaj dużo mówić... ogromny park, który oferuje zarówno odpoczynek, jak i ekstremalne skoki z coraz to wyższych wysokości do wody.
-Jak myślisz jest on gdzieś tutaj?-
Wysiadł z ciężarówki
Zaczął się rozglądać, szukając jakiegokolwiek śmigłowca
Właściciel
Stąd żadnego nie widziałeś.
-To na pewno tutaj? Żadnego śmigłowca tu nie widzę.-
Właściciel
-Ten park jest ogromny, możemy wejść albo wyżej, albo udać się gdzie indziej.
-Raczej wyżej, prędzej usłyszymy lub zobaczymy ten śmigłowiec.-
Zaczął iść wyżej, patrząc w niebo, wypatrując śmigłowca
Szedł tak dalej, wypatrując i nasłuchując jakichkolwiek nadlatujących śmigłowców
Właściciel
Usłyszałeś coś, co go przypominało. Gdzieś po zachodniej stronie parku.
-Tam-
Wskazał ręką na zachód
-Chyba tam gdzieś go słyszałem-
Właściciel
-Ehhh. Dobra, niech ci będzie.
Szedł za dźwiękami śmigłowca
Właściciel
I tym samym sposobem coraz bliżej się do niego zbliżałeś, byłeś jakieś 500 metrów od niego, ale po budowie terenu go nie widziałeś.
Dalej biegł, rozglądając się po niebie
Właściciel
Nadal śmigłowiec był za nisko, by go widzieć, ale z pewnością go słyszałeś. Jakieś 300 metrów od niego byłeś.
-Myślisz że wystrzał teraz to dobry pomysł?-
Biegł dalej w stronę śmigłowca