Czekał aż dojadą na miejsce
Właściciel
Droga się niesamowicie dłużyła.
-I z tego co widzę, to płacą bardzo dobrze.-
-Nie po to pakujemy się w największe gówno, aby nam źle płacili, prawda?-
Czekał aż dotrą do doków/portu.
Właściciel
Dojechaliście do nich, a ostatni kilometr Marty podsumował jako "trzeba skonfiskować prawko tym wolnym idiotom".
Wyszedł z samochodu i jeszcze raz sprawdził broń
Właściciel
Broń jest dobra, nie zawiedzie cię. Możesz na to liczyć.
Właściciel
-Za mną. I tak wyglądamy wystarczająco niepokojąco.
Udał się prosto, przez port.
Szedł za nim, wypatrując czegokolwiek podejrzanego
Właściciel
Dustyy
Nikt nie zamierzał się nawet do was zbliżać, byli to prości ludzie.
-Broń trzymaj w gotowości do strzału, pilnuj wszystkiego, co może mu posłużyć jako droga do ucieczki.
Szukał czegoś, co rzeczywiście mogłoby posłużyć jako droga ucieczki
Właściciel
W obecnym miejscu takowego czegoś nie było, ale i tak raczej chodziło nie o waszą drogę ucieczki, ale waszego celu.
Właściciel
Dotarliście do małej łodzi rybackiej, przy której uwijało się kilka osób.
Właściciel
-Yhm. Czekaj tutaj, znajdę "kapitana".
Właściciel
Marty zaś wszedł na pokład, zagadał do kogoś, a następnie zszedł drabinką na dół.
Właściciel
Tymczasem ktoś podjechał rowerem, który postawił na stopce.
Właściciel
Wyglądał jak wasz cel i chyba niczego się nie domyślał.
-O cholera.-
Wymamroał sam do siebie i powoli wszedł na pokład i podszedł do Marty'ego
Właściciel
Ten akurat wychodził.
-Nie ma go.
-Bo dopiero co przyjechał.-
Powiedział do niego cicho
Właściciel
Marty zerknął w tamtą stronę.
-To jak? Tak po prostu?
-Bo ja wiem? Nie chcemy chyba zwracać na siebię aż tyle uwagi, prawda?-
Właściciel
-I tak ci cywile nam nic nie zrobią, więc?
-Jest też opcja,że może nam się przydać żywy.Przecież, musi coś wiedzieć, prawda?-
Właściciel
-Tja, czyli strzelamy w kończyny?
-Ty strzelaj, bo ja wiem nie wiem co to coś może mu z tymi nogami zrobić.-
Odsunął się, dając mu czystą linię strzału
Właściciel
Ten natomiast wyjął rewolwer i strzelił mu w kolano. Następnie ignorując wrzask ofiary podszedł do niego i założył mu knebel, a następnie worek na głowę.
-Weź go i do pojazdu.
Złapał go i zaciągnął do samochodu
Właściciel
Marty cię osłaniał z tyłu i odganiał gapiów.
Właściciel
Zanim to zrobiłeś, zostałeś poinformowany, że w bagażniku jest miejsce.
Wpakował go bo bagażnika po czym wszedł do samochodu
Właściciel
Marty również wsiadł, razem pojechaliście w kierunku bazy.
-Przesłuchamy go w piwnicy.
Właściciel
Dojechaliście po 10 minutach.
-Dobra, bierz go i za mną.
Wyciągął go z bagażnika i poszedł za Martym