Właściciel
Michalros
Ten nawet do tego zachęcał ruchem dłoni.
Spróbował wstać i ruszyć ku nim by wspomóc swojego kompana.
Właściciel
Dotarłeś na tyle blisko, by móc zadać cios.
Konto usunięte
Widząc swojego towarzysza także podszedł do Jack'a nadal mając na celu jego wątrobę.
Właściciel
Michalros, Kuba
Ten stał pomiędzy wami i widocznie nie miał zamiaru odpuścić.
Konto usunięte
Spróbował uderzyć go w wątrobę, którą od dłuższej chwili miał na oku.
Ponownie zaatakował jego głowę, a dokładnie szczękę.
Właściciel
Michalros, Kuba
Wlecieliście na siebie. I to z błahego powodu-Jack odskoczył.
Podniósł się i przyjął postawę obronną.
Właściciel
Kuba
Przyjąłeś ją, a Jack czekał. Na ruch twój, albo twojego towarzysza.
On również czekał w pełnej gotowości.
Właściciel
Kuba
Czekaliście więc obaj.
Konto usunięte
Wstał wycierając twarz.
-Może lepiej było nie pić...
Ściągnął kamizelkę, hełm i maskę odsłaniając swoje bandaże i strzelił barkami. Spróbował szybko podbiec do Jack'a i spróbować kopniaka z pełnego obrotu.
Właściciel
Michalros
Ten zareagował błyskawicznie, chwycił cię za nogę i pomógł ci wykonać przymusowego fikołka w tył.
Konto usunięte
Zdziwiony, że był w stanie wykonać taki ruch postanowił zostać na ziemi.
Właściciel
Michlaros
Zostałeś więc, Jack postanowił nie kopać leżącego.
- To nie był dobry pomysł. - mruknął, ale powoli szedł w jego kierunku z uniesioną gardą.
Właściciel
Jack odpowiedział szczerze, lecz prawdziwie.
-To nie tak, że jesteście słabi. Jesteście tragiczni.
Konto usunięte
-Mam wstać?!
Nie odrywając głowy od podłoża wskazał palcem gdzieś gdzie myślał, że Jack stoi.
Właściciel
Michalros
Tak średnio się udało.
-A myślisz, że ustasz na nogach?
Konto usunięte
Parsknął opluwając ziemię i zaczął się podnosić z użyciem rąk i nóg.
Właściciel
Michalros
Ledwo, ledwo, ale się udało.
Konto usunięte
Ruchem dłoni pokazał mu, że to on ma podejść.
Właściciel
Michalros
Ten natomiast pokazał ci środkowy palec.
Konto usunięte
Wyszczerzył się przez bandaże wpadając na dość ohydny pomysł. Ściągnął koszulkę i zaczął ściągać bandaże cały czas mają ten sam uśmieszek na ustach. Miało to chyba na celu obrzydzenie przeciwnika, chyba. Następnie zaczął iść w jego stronę bez gardy, zatrzymał się dopiero kiedy był mniej więcej metr od niego. O ile udało mu się tyle przejść.
Właściciel
Jack natomiast wyciągnął zapalniczkę i aerozol. I to był moment, kiedy po raz pierwszy w trakcie tej walki zacząłeś myśleć trzeźwo. Myśl brzmiała "uciekaj".
Konto usunięte
Dalej z tym samym uśmieszkiem szedł w jego stronę niezbyt bojąc się utraty włosów czy kolejnej blizny.
Właściciel
Jack natomiast... rzucił ci zapalniczkę i aerozol.
Konto usunięte
Złapał je, a raczej spróbował. Spojrzał na niego pytająco.
Właściciel
Ten następnie się ustawił się niczym Andy na plakacie "Skazani na Shawshank".
Konto usunięte
-Poje**ło Cię.
Uśmiech zniknął mu z twarzy, gdyż domyślił się o co mu chodzi.
Konto usunięte
-Ty tak...na serio?
Czkając pomiędzy zdaniem zaczął lekko podnosić ręce mając w lewej grabie butlę, a w prawej zapalniczkę.
Konto usunięte
-Jak coś to nie był mój pomysł...
Odpalił jednym ruchem zapalniczkę i wypuścił aerozol z butelki, wprost na ogień.
Właściciel
A ogień prosto na Jacka. Ten zdążył w międzyczasie ochlapać się benzyną. No cóż, efekt wiadomy.
Problemem jest tylko to, że Yates płonął, ale nie umierał.
Konto usunięte
Westchnął odrzucając spray na bok, zapalniczkę spokojnie położył na ziemi by Jack później mógł ją odebrać. Czekał z założonymi rękoma już w miarę trzeźwy.
Właściciel
-Ym... wspominałem o tym, że pancerz jest ognioodporny?
Konto usunięte
Przestał w końcu ziać ogniem.
-Potrzebuje dłuższej przerwy od tego szajsu...
Westchnął.
Właściciel
-Dlatego jesteśmy w ośrodku turystycznym. Idź trzeźwieć na plaży.
Konto usunięte
Machnął na niego ręką rozglądając się za ową plażą.
Konto usunięte
Wpierw zabrał swoje ubranie, a potem się tam udał.
Właściciel
Michalros
Udałeś się tam, woda była czysta, co z pewnością było plusem.
Kuba
--'
- Tooo.. Co teraz? - zapytał chorego poje**.
- Pie**olę to. - mruknął. - Wygrywasz walkowerem, czy coś.
Właściciel
-Doskonale! To... zajmę się Luisem.