Właściciel
FD_God:
- Więc to wszystko?
Bilo:
To się jednak nie stało, większość gotowała się do starcia na broń białą, a pozostali szykowali łuki i kusze.
Teleportował się więc po prostu ku środkowi obozowiska i tam rozejrzał wokoło.
-Mam jeszcze pytanie co do tej taktyki jak długo mamy tutaj utrzymywać status quo czy też mamy jakąś taktykę na przełamanie ich obrony?
Właściciel
FD_God:
Nie odpowiedzieli, gdyż chyba wyczuli coś w tym samym momencie. Amhiranta dobył swoich podwójnych ostrzy, a Uther odpiął od pasa okazały młot bojowy. Obaj wyszli z namiotu.
Bilo:
Teleportowałeś się przed okazałym namiotem, którego strzegli dwaj wartownicy w białych płaszczach z kapturami, pokrytymi żółtymi malunkami, w których rozpoznałeś Glify Ochrony, zaklęcie równie stare, co potężne, a teraz dość rzadko spotykane.
Po chwili z namiotu wyszło dwóch kolejnych ludzi:
Pierwszy nosił identyczny płaszcz co wartownicy, a w dłoniach dzierżył dwa bliźniacze, i prawdopodobnie zaklęte, ostrza.
Drugi miał na sobie ciężki pancerz płytowy, wyglądający jak wykonany z czystego srebra. W prawicy dzierżył młot dwuręczny, również zaklęty, bo jakoś nie sprawiał mu trudności, by trzymać go w jednej dłoni.
Żaden z tej czwórki nie wykonał ruchu, który mógłbyś uznać za wrogi, może poza wyciągnięciem broni, ale też jakoś nikt nie palił się do rozmowy. Ci z namiotu nie wydawali się tak zaskoczeni Twoim widokiem jak inni, więc pewnie się Ciebie spodziewali, albo chociaż o Tobie słyszeli.
Znait oparłszy się o młot przemówił do nich swym potężnym tonem, do każdego z osobna prosto, od siebie. Jednak nie pozwolił na usłyszenie tego wartownikom czy innym otaczającym ich ludziom. Jego oczy zazwyczaj czerwone błyszczały teraz niebiesko.
Dzierżycie potężne bronie i potężne zaklęcia które sprawiłyby mi problem gdyby doszło do walki, ale do niej nie dojdzie, a przynajmniej na razie. Jako że jestem jedynie obserwatorem wydarzeń i rzadko kiedy walczę po jakiejś stronie barykady to dzisiaj otrzymałem ofertę która doprowadzić może do zakończenia mojej misji. Wolę jednak wysłuchać waszej kontroferty, jeśli zamierzacie mi taką przedstawić.
Nie stał sam jak głupi w namiocie tylko postanowił wyjść i ruszyć za nimi, aż w końcu natrafił i na tego samego jegomościa co oni.
-Och, to on.- Rzekł krzyżując dłonie na plecach, samemu też nie rwał się do walki.
Właściciel
FD_God, Bilo:
- A czemu mielibyśmy negocjować? - spytał ten w płaszczu, Amhiranta z Sanyburii.
Przeniósł na niego spojrzenie ponownie zmieniając kolor oczu, tym razem na czerwony.
-Jeśli nie macie zamiaru wrócę do twierdzy i stanę z wami do walki a dwadzieścia tysięcy lat doświadczenia to naprawdę długi czas żeby owej się nauczyć
-Twierdzę, że lepiej mieć takiego jako sojusznika, chociaż tam w twierdzy to pewnie dostał złote góry.
Właściciel
- Zaczekaj! - krzyknął Uther. - A co zaproponował Ci Gadeon?
Stwierdził przenosząc na niego wzrok, oczy ponownie zaświeciły na niebiesko.
Jak powiedziałem zakończenie mojej misji oraz stwierdził że istnieje możliwość mojego spotkania z osobą która powodem owej jest.
Nie miał raczej nic do wniesienia w tej sprawie, więc pozostało mu stać w ciszy.
Właściciel
- Łatwiej byłoby mi odpowiedzieć, gdybyś wyjaśnił, kim jest osoba związana z tą misją.
Ową osobą jest ten który utworzył wszystkie wasze problemy, Bóg Ciemności.- stwierdził tak żeby usłyszał tylko Uther-.
Właściciel
- I uważasz, że w zamian za pomoc, pozwolimy, a nawet pomożemy Ci go wypuścić? - zapytał, cedząc każde słowo.
Nie, liczę że pozwolicie mi się do niego dostać lub.. zaoferujecie coś ciekawszego.
Właściciel
- Nie jestem pewien, czego mógłbyś chcieć, jeśli istotą Twojej egzystencji jest poszukiwanie tego, którego nie możemy uwolnić.
W takim razie wycofam się do fortu i tam stanę do walki.- stwierdził tym razem do każdego kto stał obok-.
-Niby czemu, cokolwiek ci tam obiecali pewnie i tak będzie jedynie kłamstwem, osoba pod toporem powie cokolwiek będzie trzeba by uratować łeb.
Przeniósł wzrok na owego mówiącego Paladyna.
Jeśli mnie okłamie po prostu zginie.- odparł
-Czyli zakładasz, że zwyciężysz... A co jeśli ci się zwyczajnie nie powiedzie, zginiesz przy tym i my otrzymamy na tyle duże straty, by nie móc iść dalej. Żaden z nas wtedy nie wykona swojej misji.
Tym razem postanowił, ot dla odmiany że przemówi głosem paladyna z którym rozmawia.
-Nigdy nie zakładam że porażka może zajść, a jeśli chodzi o wasze straty.. to no cóż. Gdy upadnę trafię do miejsca w którym znalazłem się na początku i sprawy śmiertelnych już nie będą się mnie tyczyć
-Ale chyba wolisz wykonać tę swoją misję, co? Pomyślmy nad tym... Skoro osoba z tego fortu coś ci obiecała, uwolnienie kogoś tam, nie wiadomo co z tym zrobimy. To ta osoba z fortu od tak miałaby cię do niego zaprowadzić? Powiedz mi tylko kogo bardziej się boi, ciebie czy tej osoby? Są czasem znacznie gorsze rzeczy niż śmierć.
Przez dłuższą chwilę przyglądał się w milczeniu owemu Paladynowi, a jego oczy zmieniły swój odcień bardzo powoli do momentu gdy już niemalże były całkowicie białe, połyskiwała w nich już tylko cząstka owego niebieskiego koloru. Po czym przemówił, a jego głos miał dotrzeć do uszu każdego.
Twe słowa są przekonujące wojowniku światła. Nie mogę ufać osobie w forcie..mimo to jednak nie stanę po waszej stronie. Chcę pewnej rzeczy która znajduje się w posiadaniu waszego wroga.
-Zatem jaka to rzecz, może wspólnymi siłami jakoś ją zdobędziemy, co?
Jest to kamień z Ruhn, chcę go zabrać do pewnego..starego znajomego.
-Raczej na wiele i tak się już nie zda zniszczonemu miastu, pewnie też stracił już swą dawną moc skoro gdzieś jest w tym zamku.
W tym właśnie rzecz że ów znajomy ma innego znajomego który może przywrócić mu moc..a może i nawet ją zwiększyć, Mógłbym go nawet ponownie tu dostarczyć. Ale zanim to by się stało wykorzystałbym go do pewnego celu
-Cóż, w tym wypadku decydujący głos mają Mistrz Uther oraz Mistrz Amhiranta.
Właściciel
- A gdzie trzymają Kamień? - spytał Paladyn.
- No i kim jest ten Twój "znajomy"? - dodał Inkwizytor. - Znaczy się, ten znajomy znajomego, czy jak żeś to określił.
Obydwu tożsamości nie chcę wyjawić. A kamień, tego już może dowiedzieć się dla was magia światła od lidera waszego wroga
Właściciel
- A czemuż to nie chcesz wyjawić ich imion? - spytał ponownie Inkwizytor.
Oba imiona są tak stare że żaden z was nie będzie wiedział kim są.
Właściciel
- Skoro tak, to nie będziesz musiał się bać, że domyślimy się kto to.
Jedną z owych osobowości jest X'ting, a drugą jeden z jego Marenów. Oczywiście jeśli uda mi się odszukać tego drugiego bowiem widziałem jednego z nich przeszło trzy tysiące lat temu. O tyle dobrze że zostawia za sobą wyraźne ślady..
Właściciel
- Pierwszy jest jednym z naszych bóstw, ciężko żebyśmy o nim nie słyszeli. Ale z drugim rzeczywiście Ci nie pomożemy. - odparł Uther. - A więc jeśli teraz odejdziesz, to spotkamy się po dwóch przeciwnych stronach barykady?
Tak, jednak nie mam zamiaru odejść. Zdobycie tego kamienia może..być o wiele zabawniejsze.- stwierdził chociaż sam nie wiedział co to radość.-.
Właściciel
- A więc możesz odejść. - odparł Uther.
- Powiedziałbym "do zobaczenia," ale nie chcę Cię znów zobaczyć, bo walka z Tobą byłaby ciężka, więc powiem tylko: Żegnaj.
-Już uprzedzam, że walka z tobą ramię w ramię będzie czystą przyjemnością. Nie każdego dnia walczy się razem z kimś takim.- Uśmiechnął się nieco.
Ukłonił się i teleportował, z dala od obozu ale do miejsca z którego miałby ładny widok na okolicę.
Właściciel
FD_God:
Przybysz zniknął, a pozostali zaczęli się powoli rozchodzić.
Bilo:
I tak teleportowałeś się na wzgórze, ni to duże, ni to małe. Zwykłe wzgórze.
I to na nim przysiadł sobie żeby dać Paladynom czas na przygotowania.
-Miejmy nadzieję, że posiadanie takiego sojusznika zdecydowanie ułatwi nam oblężenie tego zamku. Skoro potrafi tak szybko się przemieszczać to ciekawe czy może też zabrać ze sobą kogoś.
Właściciel
Bilo:
Więc siedzisz.
FD_God:
Rzekłeś to, lecz nikt nie odpowiedział. Każdy był zajęty swoimi własnymi sprawami czy przemyśleniami.
-Trzeba naostrzyć broń, jakoś trzeba przeczekać czas do kolejnego szturmu...- Rzekł do siebie udając się na jakiś pieniek by wyjąć osełkę i jak wiadomo - ostrzyć broń.
Właściciel
Osełek było pod dostatkiem i nic nie stało na przeszkodzie, byś mógł ostrzyć swoją broń.
Postanowił zatem spędzić czas na ostrzeniu broni, jeżeli czekania miało być więcej niż ta maksymalnie godzina to postanowił potrenować zarówno walkę bronią jak i tężyznę.
Właściciel
FD_God:
I ćwiczyłeś tak do zmroku, a wtedy wypada coś zjeść i odpocząć, bo na szturm już się nie zanosi. Chyba, że planują jakąś nocną potyczkę, lecz jest to mało prawdopodobne, z racji posiadania przez wroga Wampirów.
Bilo:
Zdrajca - usłyszałeś jakby zza pleców, gdy siedziałeś na swym pagórku.
Nigdy nie staje po jednej ze stron bez dyskusji z obiema.- stwierdził nawet nie odwracając się, wciąż wpatrzony w przód.
-Nocna eskapada nie wchodzi w grę...- Wzruszył ramionami i postanowił się udać do stołówki polowej by tam wrzucić coś na ząb.