Właściciel
Bilo:
Udało Ci się to, pewnie ku zdziwieniu, i złości, wszystkich tam obecnych.
FD_God:
Oni również odpoczywali, a Ty zauważyłeś jak w Waszym kierunku biegną żołnierze Cesarstwa. Najwidoczniej trafili na oczyszczony przez Was wyłom i postanowili skorzystać z okazji.
Zirytowany owym wydarzeniem przejrzał jeszcze raz obronę żeby upewnić się czy gdzieś nie jest potrzebna pomoc
-No to widzę wszyscy zgadzają się z moim planem.- Parsknął śmiechem, po czym spojrzał po nadchodzących ludziach cesarstwa. W samą porę, przydacie się.- Powiedział jak byli wystarczająco blisko.
Właściciel
Bilo:
Wszędzie dobrze sobie radzą, lub zaczną sobie radzić, gdyż co rusz są tu dosyłane nowe posiłki.
FD_God:
Jeden z nich oparł się na włóczni i zasalutował.
- Komandor Llanmore, mam tu dwudziestu gotowych do walki ludzi. Nasze natarcie na pozostałych wyłomach chyba się załamało.
-Dobrze komandorze Lianmore, potrzeba nam tutaj pana i pańskich ludzi, by móc otworzyć bramę wroga. Ostatnim razem nam się udało, ale teraz planujemy dodatkowo uszkodzić mechanizm zamykający ją przez co już jej nie zamkną. Ruszajmy już do niej powoli i miejmy to zadanie z głowy.- Skinął głową do mężczyzny, po czym ruszył przodem ku bramie zamkowej.
Właściciel
Ruszyłeś pierwszy, za Tobą Paladyni i żołnierze. Jedynie Vikar został z tyłu, by zabezpieczać idących żołnierzy przed czymś, z kim nie mogliby sobie poradzić.
Udali się w stronę bramy z zamiarem jej otwarcia. Rozglądał się też za tym czy nie było gdzieś w pobliżu jakiegoś znaczącego zagrożenia.
Właściciel
Przed samą brał spotkałeś już pół tuzina Upiorów, cztery razy więcej Wampirów i przynajmniej kilka dziesiątek najlepszych Szkieletów i Nieumarłych, a w ich tłumie przewinął się chyba nawet widok bandaży, co może świadczyć, że wróg ma też Mumię.
-Komandorze, nałożę panu i pańskim żołnierzom błogosławieństwo na broń, bo to zdecydowanie nie będzie łatwa walka, te upiory mogą nas poważnie przetrzebić.- Powiedział, po czym zaczął nakładać magię światła na broń żołnierzy cesarstwa jak i ponownie na własną, znowu wykonał też ostrze światła po drugiej stronie glewii.
Właściciel
Przygotowałeś ich najlepiej, jak mogłeś, ale nawet nie będąc Paladynem mogłeś wyczuć ich strach, przeogromny strach.
-Walczcie najwytrwalej jak tylko możecie, postaram się załatwić ich jak najwięcej nim zaczniemy prawdziwą walkę.- Powiedział, po czym ponownie w lewej ręce zaczął gromadzić magię światła, by móc wypuścić promień w stronę upiorów i wampirów, co też wykonał jak zebrał dość energii. Nie martwił się tym, że może na tym jej sporo stracić, jego tajna broń nadal tylko czekała na okazję.
Właściciel
Skróciłeś dwójkę Wampirów o głowę, pozostałe zniknęły przy użyciu Magii Cienia. Natomiast na Upiorach nie zrobiło to wrażania, no może poza tym, że ruszyły teraz w Waszym kierunku, prezentując kosy, a wysuszone, nagie, czaszki, które miały przypięte do pasa, złowrogo o siebie stukały.
-Do walki!- Powiedział, po czym ruszył do przodu, nałożył jeszcze błogosławieństwo na swój pancerz, by ten mógł lepiej wytrzymać uderzenia przeciwnika.
Właściciel
Po pierwszym ciosie Upiora odleciałeś kilka metrów w tył i padłeś na plecy. Ale błogosławieństwo musi działać, bo gdyby nie ono, kosa z łatwością rozorałaby pancerz, skórę i mięśnie.
-Dobra, mam tego dość...- Powiedział i przyklęknął, po czym skupił się na swoim wnętrzu, napiął swoje mięśnie. Robiąc tak przez kilka sekund jego oczy zaczęły płonąć biało-żółtym światłem, a on sam zaczął się powiększać, a wraz z nim jego glewia oraz pancerz. U jego pleców zaczęły rysować się skrzydła utkane jakoby z samego światła, te też po chwili utworzyły się w pełni, a on wstał z pozycji klęczącej na jednym kolanie. Był mniej więcej wzrostu takiego samego lub nawet nieco większego co Strażnik. Zacisnął on swoją glewię, po czym wzleciał w powietrze i otaczając się dodatkowo magią światła zanurkował w tych kilku upiorów, chcąc sprawić pomiędzy nimi okrągłą falę uderzeniową wykonaną właśnie z tej magii.
Właściciel
//Teraz to już tylko Bilo może się z Tobą równać, więc zaczekamy na niego.//
Strażnik widząc to wszystko otoczył się magią mroku tak że biła od niego przerażająca aura, a gdy i to zrobił teleportował się w stronę walczących z młotem w ręce i płomieniem w oczach. Gdy się tam znalazł spojrzał w stronę walczących i używając magii bólu spróbował wywołać u nich cierpienie. Jakoby sama jego obecność ją wywoływała.
Właściciel
FD_God:
Zniszczyłeś dwa, pozostałe się wycofały. Wszyscy się wycofali. Zanim zrozumiałeś czemu, poczułeś ogromny ból, a sądząc po krzykach, to nie tylko Ty. Wtedy pojawił się sam Strażnik.
Bilo:
Paladyni poczuli ból, lecz tylko zgięli się w pół. Natomiast zwykli żołnierze padli na ziemię, wijąc się jak robaki, którymi zresztą byli, przynajmniej z Twojego punktu widzenia.
Nie dał im czasu na reakcję, teleportował się od razu do Paladynów aby potężnymi ciosami młota zmieść każdego z nich. Jeśli próbowali odpowiedzieć walką teleportował się za nich i kontynuował swoje ataki nieuchwytny.
Podczas, gdy tak nieco otrzymywał bólu postanowił czym prędzej otoczyć się barierą z magii światła, która miałaby ograniczyć działanie złej magii do minimum na jego osobie. Starał się też blokować ataki przeciwnika oraz bronić siebie swoimi skrzydłami, które wykorzystywał zarówno jako tarczę, ale za ich pomocą strzelał także pociskami z magii światła w Strażnika.
-Wybrałeś złą stronę barykady, Strażniku!- Powiedział starając się go jakoś zaatakować swoją glewią.
Właściciel
Na razie związaliście się walką, a nikt inny Wam nie przeszkadzał. Ciosy strażnika rzadko pudłowały, więc trafiał, ale w tarcze czy skrzydła, a pozostałe były blokowane przez broń Paladyna. Ten też osłonił się Magią Światła, dzięki czemu zyskiwał przewagę, gdyż niwelował ból, jaki na niego spuściłeś.
Strażnik postanowił wykonać zuchwały ruch, teleportował się za dwóch swoich przeciwników i cisnął młot w Paladyna który pomagał owemu z którym walczył, a gdy to zrobił dobył mieczy i uderzył..potężną magią mroku, koncentrując ją na ataku od dołu licząc że jak większość wojowników ciosu właśnie stamtąd się nie spodziewał. A jeśli nawet to zrobił, uderzył ponownie gdy ten skupiał się na obronie, jednym mieczem od góry a drugim od boku.
Stanąłem po stronie która była mi przeznaczona.- miał usłyszeć jego przeciwnik
Gdy ten postanowił atakować jego towarzyszy to on posłał promień magii światła z wolnej ręki w Strażnika.
-Każdy jest kowalem własnego losu!
Właściciel
//Ale Wy walczycie jeden na jednego ;-;
Żaden Nieumarły nie pomaga Strażnikowi, a żaden Paladyn naszemu Awatarowi Światła.//
W takim razie rzucił młotem w Awatara i resztę robił tak samo ;v
Młot raczej nie jest tak szybki jak strzała czy bełt, więc postanowił uniknąć uderzenia uchylając się na bok, a następnie wzleciał w powietrze, by uniknąć jego kolejnych ataków. Stamtąd mógł wykorzystać chwilę na strzelanie do niego pociskami świetlnymi.
Gdy pierwsze ataki nadeszły Strażnik teleportował się nad swego przeciwnika i spróbował wbić w niego oba miecze spadając.
Mój los został wykuty zanim powstały góry i wybuchły pierwsze wojny..
Właściciel
Owszem, Paladyn uniknął ciosu młota. Strażnik nie miał tyle szczęścia, bo dostał kilka razy, ale pociski były za słabe, albo było ich za mało, żeby zrobić na nim wrażenie. Niemniej, dał radę się też teleportować i zmaterializować tuż nad Awatarem, z pewnością go zaskakując i przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Tak też złapał się za skrzydło awatara spadając i postarał się odrąbać je swoim legendarnym mieczem. Drugi z kolei wbił w jego plecy żeby tak czy siak go zranić.
Skoro i tak miałby spadać to postanowił wykorzystać jedno skrzydło do zasłonięcia się przed atakiem, a drugie do zaatakowania przeciwnika, każda końcówka miała być jak świetlne ostrze, które miało się wbić w bok Strażnika.
Właściciel
Skrzydło przebiło strażnika w tym samym momencie, gdy jego ostrze znalazło lukę w zbroi Paladyna, lub po prostu pokonało Magię ją otaczającą. Jednak, w obu przypadkach, rany nie są śmiertelne, bo Paladyna chroni Magia, a Strażnik... No cóż, zwyczajnie ciężko go zabić.
Strażnikowi i tak nie uda się odciąć jego skrzydeł, więc to nie jest żaden problem. Postanowił użyć swojej glewii w celu chociażby przebicia przeciwnika. Jednym ze skrzydeł starał się utrzymywać w powietrzu, a drugim głębiej wbijać te świetlne ostrza oraz go zrzucić z siebie.
Zmienił teraz swoje położenie teleportując się mimo ran przed swego przeciwnika aby ciąć go wielokrotnie ostrzami zanim ponownie teleportuje się na ziemie.
Właściciel
Atak Paladyna się nie udał, bo Strażnik zniknął i zmaterializował się przed nim zaciekle siekąc mieczami i robiąc mniejsze i większe rysy czy wgłębienia.
Zanim jeszcze teleportował się na ziemie uderzył w Paladyna magią bólu, licząc że taka odległość sprawi iż nie będzie w stanie się zbyt dobrze obronić, ból miał ścisnąć jego żołądek i wywołać wymioty tak że straciłby równowagę.
Postarał się zablokować uderzenie magią swoją świetlną barierą jak najbardziej tylko mógł, tak samo preferował szybkie oddalenie się od przeciwnika i wystrzelenie w niego promieniem światła, znacznie silniejszym niż te poprzednie.
-To dlaczego w ogóle myślałeś nad tym co warto wybrać, wtedy gdy byłeś w naszym obozie?!
Właściciel
Paladyn niestety spudłował, ale i cios Strażnika nie był doskonały: Poskutkował tylko lekkimi mdłościami, ale nie tak poważnymi, by utrudniać walkę.
Zostałem przekonany że powrót na tą stronę okaże się dla mnie o wiele lepszy..- odparł dźwięk miał dobiec Paladyna ze wszystkich stron tak aby ten nie mógł wywnioskować gdzie pojawi się jego przeciwnik, kolejnym razem teleportował się na wysokości jego kolana od razu owe atakując mieczami.
Starając się bez przerwy wyczuwać odór magii mroku bijących od Strażnika starał się w szybkim tempie reagować na jego ataki unikami oraz blokami glewią, czasem nawet starał się łączyć oba.
-I tak wiesz, że nie uda wam się obronić tego zamku! Wasze mury wkrótce się wykruszą, a po tym przyjdzie czas na jego wnętrze.- Jego ofensywa opierała się głównie na atakowaniu magią światła czy swoimi skrzydłami.
Właściciel
Awatarowi ciężko było atakować, gdyż nie widział przeciwnika. Wiedział jednak, że pojawi się przed nim. I pojawił, ale na wysokości kolana. Jego refleks odbił jeden z mieczy Strażnika, ale ten miał dwa, a więc następne ostrze ominęło broń, przebiło pancerz i zagłębiło się w ciało.
Wydał z siebie krzyk bólu, po czym wykorzystał oba swoje skrzydła do wbicia się w ciało przeciwnika tak jak ostatnim razem, takim sposobem skrzydła w miarę dobrze otaczały go przed kolejnym ciosem.
Gdy dostrzegł wyrwę w pancerzu i to że trafił postanowił wykorzystać magię bólu i obiema rękoma zawisł na mieczu, (drugi szybko chowając) przepuszczając przez niego moc miała ona sprawić Paladynowi uczucie jakoby ów miecz ważył wiele ton a on nie mógł utrzymać się w powietrzu.
Gdy to zrobił ponownie teleportował się na ziemie przy swym młocie, szybko go złapał i czekał na efekt.
- Nie bądź zuchwały Paladynie. Moi najwięksi adwersarze tak polegli.
Właściciel
Strażnik bez problemu trafił na ziemię, ale nieco oberwał Magią Światła. Za to zaklęcie rzucone na miecz niewiele dało. Faktycznie, ściągnęło wroga o kilka metrów w dół, ale później miecz sam spadł na ziemię, z racji tego, że rana była dość płytka.
-Nie planuję tutaj wygrać, głównie daję czas swoim na działanie.- Nieco się zaśmiał, po czym postanowił wystrzeliwać świetlnymi "piórami" w stronę Strażnika latając cały czas w powietrzu, starał się unikać z nim kontaktu nawet jakby użył teleportacji oraz starałby się blokować jego ataki swoją glewią.
W takim razie Strażnik teleportował się po miecz i cały czas unikał trafień po prostu przemieszczając się i teleportując. Tylko po to żeby w pewnym momencie zniknąć na dłuższą chwilę (teleportował się do Ruhn) a potem ponownie pojawił się.. przy nodze Paladyna aby ponownie w nią uderzyć mieczem.
Właściciel
Strażnik unikał większości strzałów, ale kilka do dopadło. Niemniej, teleportował się i zamachnął na nogę przeciwnika. Ale w tym samym czasie tenże machnął skrzydłem i, może i nieświadomie, uratował swoją kończynę, gdyż to skrzydło przyjęło siłę ciosu, która była porażająca. Miecz odciął około jednej trzeciej, ale lepsze to, niż strata nogi.
Tymczasem walka trwała już w najlepsze. Nieumarli utrzymywali się właściwie tylko na murach, ale i tam lewe skrzydło pada, głównie dzięki pojawieniu się Amhiranty i jego Inkwizycji. Ci, za pomocą broni wystrzeliwującej magiczne pociski, masakrowali Nieumarłych, spychając ich na środek. Tam też nie mieli różowo, bo Paladyni dawali im się we znaki. Ale chociaż mieli przewagę liczebną, która ciągle ratuje sytuację. Tylko na prawym skrzydle wojska Barona Gadeona dawały radę, a to głównie dlatego, że mieli wsparcie Wampirów, a jedynym przeciwnikami byli zwykli piechociarze i kilku Kapłanów.
Na dziedzińcu idzie lepiej, każdy z trzech frontów się trzyma, poza tym, który zdobyli Paladyni i ich towarzysze. Nawiasem mówiąc, właśnie idą na bramę, z racji tego, że dostali spore posiłki.
-Jak tam w ogóle oceniasz to jak idzie walka twoim sojusznikom? Z tego co widzę zaczynają przegrywać.- Zarechotał krótko, po czym postarał się naprawić swoje skrzydło magią światła, dodatkowo osłonił swoją atakowaną cały czas nogę też sporą jej porcją, by ta w końcu mogła chwilę odpocząć od ataków. Kontynuował swoją taktykę z marnowaniem czasu Strażnika.
Spróbował wykorzystać moment w którym jego przeciwnik skupiał się na tworzeniu pól obronnych i wycofał się teleportując się kilka metrów przed niego aby cisnąć w przeciwnika swój młot, a gdy już to zrobił zaraz się znowu pojawił przy swoim przeciwniku, teraz ponownie przed nim aby zadać wiele ciosów swoimi mieczami.
Jeżeli sprawy miały przybrać taki obrót to postanowił zwyczajnie uniknąć topora lub przyjąć jego impet na swoje skrzydło, podobnie z resztą jak ataki mieczem, tym razem jednak na oba, wyczekiwał momentu by przerwać jego ataki pchnięciem z glewii w tułów wroga.
Właściciel
Młot Strażnika nie chybił: Uderzył prosto w napierśnik, pozbawiając Paladyna tchu i sprowadzając go na ziemię. Dosłownie. Niemniej, skrzydła nadal dawały mu osłonę, przez co atak mieczami nie był już tak skuteczny.