-Jeżeli mielibyśmy jeszcze raz przedzierać się przez wyłom to zdecydowanie potrzeba nam tu pomocy kogoś wyżej, tak to nie damy nic rady zrobić.
Właściciel
- Teraz to już pewnie obsadzą ten wyłom tak, że nie nikt się nie przeciśnie. - odparł Vikar.
Odwrócił się aby spojrzeć na owego człowieka po czym w jego głowie uruchomił się proces który od wieków wprowadzał go w kłopoty.
- Mam na imię Znait'es'kaf, niektórzy śmiertelnicy zaś zwą mnie Strażnikiem .- dobiegł go najpierw normalny głos po czym zaraz usłyszał szept dobiegający go zewsząd, miał on brzmieć wręcz boleśnie -. A ty właśnie spróbowałeś mnie zatrzymać na co niewielu ma odwagę..
-To jeszcze gorzej, bo wtedy to oblężenie będzie trwać do czasu, aż nie zrobimy nowego lub jakoś nie przebijemy się murami.
Właściciel
FD_God:
- Ta, ale i tak jesteśmy w lepszej pozycji od nich.
Bilo:
Stał tam bez wątpienia człowiek. W lewej ręce miał ściągnięty hełm, a w prawej jatagan o ząbkowanym ostrzu. ubrany był w przedni pancerz, pokryty dziwnymi symbolami. Dół jego opalonej twarzy, od nosa w dół, chroniony był czerwoną chustą.
- Miło mi to słyszeć, Strażniku. - rzekł i odłożył hełm. - Oczekiwałem Cię. - dodał, a to stwierdzenie zbiłoby z tropu chyba każdego.
-Na głód ich niestety nie weźmiemy, za to my prędzej czy później możemy przez to polec.
Właściciel
- W sumie racja, ale wielu bardziej martwi ewentualna pomoc od Paktu Trzech czy jeszcze kogoś innego. Podobno Drowy i Horda mają wesprzeć Barona. Podobno.
-No, nie ma to jak zagwarantować sobie sekundy spokoju, tylko po to by później zostać przez nich zdradzonym, idioci...
Właściciel
- Oni pewnie postrzegają to ździebko inaczej.
-Nieumarłym nie należy ufać w żadnym wypadku, nikt się jeszcze tego nie nauczył...
Właściciel
- Pewnie pomogą im pozbyć się nas, a później rzucą się na siebie, jak młode Raptory w porze karmienia.
-Raczej im do rozumu nie da rady przemówić...
Zbiło i nawet istotę która nie miała własnej woli, nie potrafił tego okazać więc po prostu przechylił lekko głowę wpatrzony w swego rozmówcę. Jego ton pozostał tym głośnym szeptem, jednak nie był już tak głośny.. i dobiegał tylko od niego.
- Jesteś chyba pierwszym który mnie kiedykolwiek wyczekiwał.
Właściciel
Bilo:
- Liczę, że będę też pierwszym, który to przeżyje. - odparł i usiadł w fotelu. Wystrzelił płomień z prawej dłoni, a lewą wskazał Ci fotel na przeciwko.
- Proszę, usiądź. Chciałbym omówić z Tobą wiele rzeczy.
FD_God:
- Jeśli ich pokonamy, to nie będzie z kolei komu przemawiać, nie?
-Prawda, prawda... Szkoda, że straciliśmy dwójkę ludzi, wyczuwam też to, że niedługo ich spotkamy, niestety nie po naszej już stronie.
Właściciel
- Akurat Paladynów raczej nie wskrzeszą, w ich żyłach już niemal naturalnie krąży Magia Światła.
-O tyle dobrze, ale po tej bitwie trzeba będzie odnaleźć tę dwójkę i zapewnić im jakiś pochówek.
Właściciel
- Sam nie wiem, czy się da, nieumarli pewnie zwłoki spalą.
-O ile w ogóle je jakoś stamtąd przesuną, kto wie.
Teleportował się w miejsce wskazane przez mężczyznę i usiadł cały czas przyglądając mu się. Podczas tego procesu nie odezwał się chociażby słowem.
Właściciel
Bilo:
- A więc... - zaczął Baron. - Czemu przybyłeś akurat tu, Strażniku>
FD_God:
Nic na to nie odpowiedział, najwidoczniej znudziła mu się gadka o śmierci towarzyszy.
- Podróżuję po świecie aby obserwować wydarzenia i kultywować swą misję, moja ostatnia rozmowa z Ragnarosem nakierowała mnie na Ruhn..ale stary znajomy nie wiedział że owe miasto zostało zniszczone więc ruszyłem tutaj, ku najbliższej wojnie.- odparł -.
//No to fast forward do obozu czy coś.
Właściciel
Bilo:
- Wojna... Ale co wojna ma do Twojej misji?
FD_God:
//Ale ja już zrobiłem przeskok i ta rozmowa właśnie w obozie się odbyła.//
-Ciekawe jakie panują nastroje u dowództwa, da się może gdzieś z nimi jakoś normalniej pogadać? Lub z jakimś przedstawicielem?
Właściciel
- Właśnie to ich powinieneś popytać, ja tu tylko walczę. - odparł Vikar i odszedł, podobnie jak reszta grupy.
-Ech...- Westchnął jeszcze, po czym rozejrzał się ja jakimiś organami dowódczymi w tym obozie.
- Wojna napędza ten świat, tam gdzie wojna tam i ja ponieważ moją misję nie do końca mogę spełniać zważywszy na zamknięcie Melkisa. Tak też przyszedłem tu być obserwatorem który... może gdzieś tu odnajdzie też część swego zadania.
Właściciel
FD_God:
Najlepiej będzie szukać w jego centrum.
Bilo:
- A więc jedynie obserwator?
No to co zrobić, udał się tam.
Właściciel
Najbardziej okazały z tamtejszych namiotów pilnowany był przez dwóch jegomości w białych płaszczach z kapturem, pewnie osławionych Inkwizytorów Światła.
- Nie koniecznie, lubię mieszać się w sprawy śmiertelników.
Zatem podszedł do dwójki strażników i z miejsca zaczął rozmowę.
-Czy można przeprowadzić audiencję u osoby w namiocie? Czy też osób...
Właściciel
Bilo:
- Nawet jeśli śmiertelnicy zechcą Cię zgładzić?
FD_God:
Popatrzyli po sobie, nieco zbici z tropu.
- Nie pozwolono nam kogokolwiek wpuszczać, przynajmniej do zakończenia narady. - rzekł pierwszy.
- Chyba, że masz pilne wieści. - dodał następny. - A jeśli nie, to wróć za godzinę.
-Mniemam iż na tej naradzie obmyślane są taktyki tego jak mamy się dostać?
- Od dwudziestu pięciu tysięcy lat żadnej armii czy samotnemu człeku się to nie udało. Nawet jeśli..chętnie stawię czoła swemu końcu
Właściciel
FD_God:
- Tak, to też. - potwierdził Inkwizytor.
Bilo:
- Czy, aby Twój koniec nie powinien nastąpić po wypełnieniu misji?
-Cóż, samemu mam najwyżej luźną propozycję, więc wrócę za tę godzinę...
Wielu nie dokańcza tego co zostało im zadane, a moja misja mogła skończyć się w dosłownie każdej jej części. Jednak tak nie było
Właściciel
FD_God:
Kiwnął głową.
- Więc do zobaczenia za godzinę. - odparł.
Bilo:
- Cóż, jednak życzę Ci, byś zakończył swoją misję. - odparł i uśmiechnął się pod nosem. - Sam lub z czyjąś pomocą.
-Ta, do zobaczenia.- Skinął w ich stronę głową, po czym ruszył kawałek od tego miejsca i przycupnął sobie na jakimś pieńku o ile się taki znalazł.
Mam pewne przeczucie że nikt nie wie gdzie jest Mroczny Bóg oprócz innych Bogów. A ci jak na razie nie chcieli mi w tej sprawie pomóc.
Właściciel
FD_God:
A, i znalazł, więc może odsiedzieć tę godzinę.
Bilo:
- Oczywiście, lecz moi mistrzowie mają pewną metodę na... Cóż, nazwijmy to kontaktami z innymi wymiarami.
No to przesiedział tak godzinę rozmyślając i oglądając się po obozie.
Właściciel
I właśnie na tym minęła Ci ta godzina.
Zatem wstał ze swojego miejsca i ruszył z powrotem pod namiot dowódczy.
- W takim razie chętnie ich bym wysłuchał.
Właściciel
Bilo:
- Jeśli zginiemy, a Heresh upadnie, nie będziesz mieć na to szans.
FD_God:
Stali tam Ci sami wartownicy.
-Panowie, skończyły się już obrady?
-W tym rzecz że ja mogę stąd po prostu wyjść jeśli tylko zechcę. Więc tylko ty zginiesz.