Poza swoimi skrzydłami postanowił liczyć na jeszcze inny rodzaj obrony, starał się stworzyć dookoła siebie barierę z magii światła, w czasie gdy ta miała go chronić postanowił nieco odpocząć od ataku młotem.
Znait złapał za swoją broń która zapewne odbiła się od przeciwnika i.. teleportował się na lewą flankę murów aby przystąpić do obrony, gdy znalazł się tam rozejrzał się aby zapoznać się dokładniej z sytuacją.
Właściciel
FD_God:
Udało się, gdyż Twój adwersarz właśnie zniknął.
Bilo:
I trafiłeś tam, prosto w środek jatki między nielicznymi Szkieletami i Nieumarłymi pod wodzą ocalałego z pogromu Wampira, a doborowymi wojownikami Inkwizycji Światła przy wydatnym wsparciu Kapłanów i Paladynów.
-To jeszcze nie koniec mojej misji.- Po odbyciu tego momentu na złapanie oddechu postanowił wstać i wzlecieć w powietrze, by nękać pociskami świetlnymi przeciwników, poleciał jednak na prawe skrzydło, gdyż tam wojska światła radziły sobie nieco gorzej.
W powietrzu miał wznieść się przerażający i ogłuszający pisk na który Znait poświęcił ogrom swej energii tak że nawet obrona magią światła miałaby zostać złamana. A gdy tego dokonał od razu rozpoczął atak młotem na najbliższych wrogów z furią co chwilę zmieniając cel swego młota tak żeby zasiać jak najwięcej paniki w sercach swych wrogów.
Właściciel
FD_God:
Pomoc na pewno się przydała, bo prawie straciliście tam przyczółek. Ale za to Wampiry uderzyły ze zdwojoną siłą, a niektóre zaczęły miotać w Ciebie pociskami cienia czy ognistymi kulami, a Szkielety wystrzeliły kilkanaście strzał.
Bilo:
Pisk zadziałał, ale tylko na Paladynów i Kapłanów. Udało Ci się zabić dwóch z tych ostatnich, rozbijając im czaszki swym młotem. Natomiast Inkwizycja zdołała się oprzeć twojej mocy. Najwidoczniej te starożytne zaklęcia ochronne działają i to na każdego z nich.
Jego oczy zapłonęły jasną czerwienią gdy atakował kolejne ofiary, czekając na reakcje swych sojuszników
-Niechaj martwi powstaną aby dla mnie walczyć !- usłyszeć mieli podobny do owego pisku szept, bo o ile sam Strażnik nie potrafił ich ożywiać to liczył na wampira-.
Postanowił, póki co zwyczajnie unikać pocisków, a strzałami szkieletów w ogóle się nie martwił, nie dałyby rady zrobić mu krzywdy. Widząc napływ wampirów jakie pojawiły się na polu bitwy spróbował rozświetlić okolicę, by oślepić na krótką chwilę przeciwnika, aby bez problemu zasypać go pociskami światła, przed którymi, by się nie obronił.
Właściciel
Bilo:
Ten ledwie zauważalnie kiwnął głową i po chwili dawno martwi już Nieumarli i Szkielety ożywały, a po chwili dołączali do nich też żołnierze Cesarstwa. Tylko Paladyni i Kapłani nie powstali, bo byli chronieni przez Magię Światła nawet po śmierci.
Do tego nieco zepchnąłeś wroga do defensywy, przez co trzymają się poza zasięgiem Twego młota.
FD_God:
Wszystko się powiodło. Poległa jakaś jedna trzeci Wampirów. Pozostali są ranni lub też w pełni sprawni, gdyż zasłonili ich Nieumarli.
Postanowił zatem wbić się w tych w pełni silnych wampirów osłaniając się pierw magią światła, by być destruktywnym niczym kula armatnia. Jak już wykonał owe wbicie wzniecając wokół siebie tumany kurzu, to zaczął z nich strzelać świetlnymi ostrzami skierowanymi na wszystkie strony (Rzecz jasna przyniosłyby one śmierć tylko nieumarłym).
W takim razie..teleportował się za nich aby wykonać potężne uderzenia w nieprzygotowanych przeciwników licząc że ci którzy jednak jakoś się oprą zostaną zaatakowani w plecy przez jego siły
Właściciel
Bilo:
//A to uderzenie jak niby ma wyglądać? Taki zwykły cios, jakaś fala uderzeniowa, czy może coś jeszcze innego?//
FD_God:
I tak, właściwie w pojedynkę, pozbyłeś się Nieumarłych z tego odcinka murów. Znaczy się, zostało kilka Szkieletów, ale nie są one problemem. Tylko niektóre Wampiry zdołały uciec.
-Przyślijcie tu sobie jakieś wsparcie i starajcie się jakoś utrzymać tę flankę, Światłość ma was w opiece.- Rzucił w stronę sojuszników, po czym ponownie wzleciał w powietrze szukając kolejnych miejsc, w których mógłby pomóc, może nawet dałby radę otworzyć tę przeklętą bramę.
//po prostu pie**olnięcie.
Właściciel
FD_God:
W sumie wszędzie dajecie sobie radę, ale brama jest chyba ponad Twoje siły.
Bilo:
Dosłownie zgniotłeś tak jednego z Inkwizytorów ciosem z góry. Pozostali podzieli się i zaczęli walczyć z Tobą i Nieumarłymi. Z tymi drugimi nie mieli wielkich problemów, ale Ty to już coś innego.
Postanowił jeszcze tak latać nad murami zamczyska, by zrzucać świetlne pociski na wrogów, starając się ułatwić robotę sojusznikom.
Zaraz gdy i to się stało posłał we wszystkie strony magię bólu, płaską falą po ziemi. Owo zagranie miało odwrócić uwagę od.. potężnego szeroko zakręconego ciosu młota.
Właściciel
Bilo:
Udało się, a cios ten zmiażdżył bark Inkwizytora i zrucił go z murów.
FD_God:
Latałeś tak i latałeś, aż nagle trafił Cię pocisk cienia tak mocny, że straciłeś kontrolę i uderzyłeś prosto w ziemię. Na szczęście bez większych obrażeń.
-Dobra, kto to rzucił?- Wstał otrzepując swój pancerz i rozejrzał się dookoła siebie.
[i][b]UCIEKAJCIE[b][i]- miał się roznieść po okolicy miażdżący, docierający z każdej strony szept, a zaraz po nim kolejny cios Strażnika mający na celu pozbyć się kolejnego przeciwnika
Właściciel
FD_God:
Jakoś nikt nie był na tyle głupi, czy odważny, by się przyznać. Choć prosty Nieumarły to raczej nie był.
Bilo:
Ten jednak skrzyżował swoje miecze i... zatrzymał cios! Rzecz jasna, nie własną siłą fizyczną, bo żadna istota śmiertelna siłą Ci nie dorównywała, ale Magia i ochronne zaklęcia musiały mieć swój udział. Ale, rzeczywiście Inkwizycja przystąpiła do odwrotu. Przynajmniej chwilowego. Ale prędzej pod rozkazem przełożonego, niż Twoim.
Ze swojego miejsca postanowił jeszcze przyjrzeć się czy ktoś postanowił stać na straży bramy zamkowej.
Właściciel
Wcześniej były tam oddziały Nieumarłych, i to te doborowe, i nic się w tej sprawie nie zmieniło.
-Chociaż trochę przemielę te ich oddziały.- Powiedział do siebie, po czym wytworzył kilkanaście świetlnych ostrzy za sobą, po czym zaczął posyłać je w stronę przeciwników sterując nimi cały czas.
Wydał z siebie gniewny syk i kopnął owego delikwenta odrzucając młot i dobywając dwójkę mieczy..a gdy i to zrobił zaczął kręcić młynki obiema ostrzyma z siłą olbrzyma i zwinnością mrocznego elfa starając się zniszczyć przeciwnika nawałnicą uderzeń i ich siłą.
Właściciel
FD_God:
Kilkanaście pocisków i kilkunastu zniszczonych Nieumarłych. Ach, to wierne, prawdziwe i kochane mięso armatnie.
Bilo:
Wróg nie utrzymał się długo. Kopnięcie zmiażdżyło mu kolano, więc padł na klęczki. Kolejne dwa ciosy odcięły mu ręce w ramionach. A trzeci ściął głowę. Walka krótka i niezbyt Ciebie godna. Ale chociaż wypłoszyłeś stąd wrogów.
Tak też teleportował się do Wampira który stał nieopodal i stwierdził.
Potrzeba nam więcej wojsk. Ożywiaj, lub wołaj o wsparcie.
Skoro nikt mu nie przeszkadzał, to tym razem strzelał dużym promieniem światła z ręki właśnie w przeciwników pod bramą, chcąc zniszczyć jak najwięcej z nich.
Właściciel
Bilo:
Skłonił się i uderzył pięścią tuż nad sercem. Było to oznaka szacunku wobec Wampirów, rzadko używana wobec kogoś innego.
- Tak się stanie. - powiedział krótko i rzeczywiście wziął się za ożywianie.
FD_God:
Kolejni Nieumarli padli, a Ty otrzymałeś kolejny postrzał. Nie była to jednak Magia Mroku, ale coś znacznie gorszego, gdyż najpierw straciłeś skrzydła i spadłeś na ziemie, a tam zauważyłeś, że Twój awatar powoli zanika.
-No to odwrót...- Powiedział, po czym rzuciwszy jeszcze rozbłysk światła oślepiając przeciwników i zaczął uciekać w stronę jakiegoś bezpiecznego przejścia z zamku, by stamtąd wrócić do obozu.
Właściciel
Najbliżej miałeś do wyrwy, którą tu szturmowałeś. Ironia?
-Uciekają..- stał przez chwilę wpatrzony w uciekających po czym, tym razem nie teleportując się - a spacerem ruszył do twierdzy aby porozmawiać z osobami zajmującymi się obroną -.
No to teraz do obozu i do części medycznej, jego noga przecież nie miała się za dobrze.
Właściciel
FD_God:
Zdołałeś wycofać się do obozu i trafić na zaplecze medyczne. Tam pełno było rannych, martwych i umierających. I medyków, ledwo nadążających z pracą. Dostrzegłeś tam jednak znajomą twarz, a mianowicie Liszaja. Nie wydawał się zajęty. Przynajmniej na razie.
Bilo:
Tutaj może znaleźć pomniejszych dowódców, najważniejszym jest Baron Gadeon, ale i on powinien być blisko. Na tyle blisko, by móc swobodnie dowodzić wojskiem i na tyle daleko, żeby nie bać się ataku wroga. Choć pewnie by sobie z takim poradził.
Tak więc postanowił odpuścić sobie zabawę w poszukiwania i stanął po prostu na murze wpatrzony w obóz swych wrogów.
Podbił zatem do niego i zaczął rozmowę.
-Co tam się za murem działo, to było masakryczne.
Właściciel
FD_God:
- Wyobrażam sobie. - mruknął i wskazał na jakiegoś żołnierza, z nogami zmiażdżonymi od ud w dół. - A Ty jak się trzymasz?
Bilo:
I patrzyłeś, a posiłki Barona ruszyły w samą porę by odeprzeć kolejne natarcie. Jak widać, tę rundę wygraliście.
-Śmieszne są te zmagania niewielkich..- stwierdził zdejmując hełm, tym razem zamiast czaszki miało ukazać się piękne, wampiryczne oblicze o białych włosach.
Kontynuował przyglądanie się wojskom Gadeona.
-Musiałem bić się samemu z tym przeklętym strażnikiem, nie wyszło mi, aż tak źle skoro ucierpiała mi głównie moja noga.
Właściciel
FD_God:
- Rana nie jest poważna, więc szybko Cię poskładam. - rzekł i wskazał na namiot.
Bilo:
Wojska te zajęły ponownie pozycje na murach, a trupy zaczęły zasilać ich szeregi. Te, które nie mogły tego zrobić, były palone lub zrzucane z murów.
Widząc to oczekiwał że mniej więcej wie gdzie jest Baron..tak też teleportował się do Axer zbić z nim szybko piątkę po czym wrócił do Heresh. Stając przy Gadeonie.
Jak oceniasz nasze Zwycięstwo ?
Postanowił zatem udać się do namiotu.
-Jak ogólnie nam poszło? Trochę wyczyściliśmy ich szeregi oraz narobiliśmy nieco hałasu wewnątrz muru.
Właściciel
Bilo:
//Hehehe... Po bitwie gość musi chyba zmienić tytuł ;-;//
- To nie było zwycięstwo. - odparł. - O zwycięstwie możemy mówić, gdy zmiażdżymy ich wszystkich.
FD_God:
Umył ręce i zaczął szykować mikstury oraz narzędzia, Tobie wskazując drewniany stół operacyjny.
- A to "czyszczenie szeregów" coś daje, jeśli i tak z powrotem ożywią swoich żołnierzy?
-Nawet jeżeli został po nich tylko proch? Z resztą oni wytracają na tym więcej sił.- Położył się zatem na tym stole.
- Z tego co mi wiadomo o wojnach śmiertelnych jeśli jedna ze stron ucieknie a druga pozostanie na terenie o który walczono można uznać to za zwycięstwo.- stwierdził w głębokim zamyśleniu Znait.
Właściciel
FD_God:
- A nie martwisz, się o posiłki? - zapytał, gdy zdejmował Ci elementy zbroi z nogi.
Bilo:
- Jeśli tak stawiasz sprawę, to owszem: wygraliśmy. Ale nie wojnę, czy nawet bitwę. Jedynie potyczkę.
-Martwię, martwię... Z resztą nam też, by się jakieś przydały. Wciąż nie możemy jakoś przełamać tej fazy oblężenia i zniszczyć tej bramy.
-Jaką część ich sił stanowią ci cali piechurzy Cesarstwa ?-spytał wpatrzony w Gadeona-.
Właściciel
Bilo:
- To ich największa część, prawie cała czynna Armia Cesarstwa. Mogą ich być dziesiątki tysięcy.
FD_God:
Pokiwał głową i wymamrotał jakieś zaklęcie, a po Twojej ranie przebiegła zielona fala zaklęcia znieczulającego.
-Mam nadzieję, że nie zamierzasz wstawić mi tam kikuta.- Zaśmiał się nieco.