Później się wykombinuje lepsze lokum.
Właściciel
To z pewnością, ale na razie... Jak to szło? Ach, chyba jakoś tak: Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
Tak, właśnie tak. Jak to dej pory, to wyciągnął jak na razie tę księgę, której nie mógł wtedy na wyspie otworzyć.
Właściciel
Nadal była zamknięta, jeśli to masz na myśli.
Świetnie. Przynajmniej nie zrobi z siebie debila.
Właściciel
To byłoby naprawdę głupie, zwłaszcza przed Magiem takiego kalibru jak Magnurth Dildrat, zwany Plugawym.
Gorzej byłoby, gdyby był Paladynem i ogarnąłby, co zrobił.
Właściciel
Zdecydowanie, w końcu pozwoliłeś wrócić do świata materialnego jednemu z największych wrogów sprzed czasów Paktu Trzech...
Właściciel
Niby czemu, przecież byłeś jednym z Tych Złych, choć mniejszego kalibru, więc powinno być Ci to na rękę, czyż nie? Lord w końcu byłby dumny... Swoją drogą, ciekawe co się z nim stało, czyż nie?
A niech go Melkis. Kazał orkom zabić go, jak będzie po wszystkim. Całe szczęście oni zginęli, a on uciekł na okręcie Severusa. No właśnie, ciekawe jak tam ma się kapitan Siega.
Właściciel
Jeśli wszystko się powiodło to być może wciąż żyje i gdzieś pływa, acz mało prawdopodobne, że gdzieś w pobliżu.
No to fajnie, raczej teraz jest pora odpoczynku.
Właściciel
Jeśli nie przeszkadza mu smród, szczury, pchły i reszta robactwa to jak najbardziej.
Przez pewien czas był u Severusa na okręcie.
Właściciel
No tak, w sumie na jedno wychodzi, więc odpoczywałeś aż do wieczora, kiedy to Gobliny zawołały Cię na jakąś biesiadę, która mogła zostać zorganizowana z racji przybycia do ich fortu Plugawca lub też ot, tak bez przyczyny, choć zawsze mogła to być jakaś tradycja... Ech, Gobliny...
Właściciel
Na głównym placu ustawiono wielkie ławy uginające się od napitków i strawy, przy których zasiadały Gobliny. Była też jedna, przeznaczona dla władcy fortu, Magnurtha i zapewne Ciebie, bo jedno miejsce pozostało wolne. Za nimi na straży stały potwory Plugawca. Ławy ustawiono w kwadrat, pośrodku którego płonęło ognisko, na którym smażono mięso i ryby.
Ruszył na swoje miejsce, gdzie to przywitał się z innymi znaczacymi postaciami tutaj.
Właściciel
Poszło sprawnie, więc teraz możesz wziąć się za jedzenie i picie, podobnie jak Gobliny i Magnurth, po którym mógłbyś spodziewać się jakiegoś umiarkowania... Chociaż, każdy byłby pewnie głodny, gdyby siedział zamknięty w jakimś krysztale tyle czasu, prawda?
Jeżeli proces trawienia działał, to chyba tak. No cóż, sam się zabrał za posiłek.
Właściciel
Nie było to nic nadzwyczajnego, przeważnie mięso, piwo, grog i bimber, a od czasu do czasu jakieś lokalne grzyby i warzywa, od czasu do czasu wzbogacane o zrabowane od podróżnych, wsi i karawan jedzenie.
- Ubolewam nad tym, że nie masz doświadczenia w pewnych dziedzinach Magii. - powiedział Magnurth. - Ale, to nic straconego, liczę że szkolenie pójdzie szybko.
Jeżeli to było do niego, to odpowiedział.
-No cóż, nie było zbyt wiele okazji do rozwijania się w różnych dziedzinach.
Właściciel
- Jak rozumiem to nie masz żadnych oporów przed nauką Alchemii lub Mutagenizmu, tudzież obu na raz?
-Skoro jestem już niezły kawałek na tej drodze, to czemu nie pójść dalej? Mi tam to pasuje, chociaż przez to będę miał problem z kupnem domku w Hammer. Mniejsza, przeboleję.
Właściciel
- Dostaniesz pałac tutaj, więc tak, na pewno przebolejesz... Rzecz jasna, wszystko w swoim czasie. Chcę, abyś jutro wybrał się do ruin mojej wieży wraz z Goblinami i częścią moich sług, a później jak najdokładniej przeszukał ruiny.
-Dobrze. Jak rozumiem, to Gobliny mnie tam doprowadzą?
Właściciel
- Nie znają dobrze tych terenów, za przewodników posłużą Ci Bagienni, w razie czego wyślę też nieco Bagiennych Gigantów oraz Bagiennych Obserwatorów, choć nie przewiduję jakichkolwiek trudności podczas wykonywania tej misji.
-Też racja, nikt z twoich wrogów raczej nie wie o twoim powrocie.
Właściciel
- Im dłużej to potrwa, tym lepiej... Jednakże martwi mnie moja nieobecność, bo choć na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło, to na pewno nastały jakieś zmiany, prawda? Mam na myśli same Martwe Bagna oraz ich okolice.
-Najprawdopodobniej. Szkoda tylko, że ja nie stąd.
Właściciel
- Jeśli tylko znajdziesz kogoś, kto jest stąd, a wie więcej, niż lokalne Gobliny, to nie wahaj się go przesłuchać lub przyprowadzić do mnie.
Właściciel
Uczta dalej trwała, ostatecznie zrezygnowałeś w niemalże tym samym czacie co Magnurth, udając się na spoczynek do swej zawszonej kwatery. Grunt, że obudziłeś się rankiem i byłeś w miarę wyspany.
No więc się stawił, trzeba wykonać zadanie.
Właściciel
Obiecane wczoraj twory Plugawca czekały już na Ciebie, podobnie jak około tuzina Goblinów zbrojnych w jednoręczne mieczyki, ząbkowane noże, sztylety, włócznie, oszczepy, kołczany pełne strzał i łuki. Gdy tylko podszedłeś, jeden z nich wystąpił i zasalutował służbiście, wypinając przy tym wątłą, goblińską pierś.
- Szefo, my gotowi do wymarszu, szefo. - zameldował, wskazując przy okazji na otwartą już bramę.
-Dobrze, możemy zacząć wymarsz. Przy okazji, możecie mi się przedstawić?
Właściciel
Tak też się stało, acz powinieneś zapamiętać tylko imię tego, z którym przed chwilą rozmawiałeś, dowódcy imieniem Drrom.
Wszyscy ruszyli, na czele z Bagiennymi znającymi teren, którzy prowadzili Was bezpiecznie przed podmokłe tereny, a ponadto ich wysiłki były korygowane przez Bagiennego Obserwatora, który mógł z kolei otrzymywać wskazówki od samego Magnurtha Dildrata. Niemniej, żadna bagienna bestia nie miała zamiaru Was pożreć podczas drogi, więc udało się Wam dotrzeć do ruin wieży Maga w komplecie.
Ruszył bezpośrednio do nich, sprawdzając jej ogólny beznadziejny stan.
Właściciel
Ruiny są ruinami, tyle można było powiedzieć: Fragmenty zabudowy czy też pojedyncze dachówki, cegły lub kamienie leżały porozrzucane po całej wysepce suchego lądu: Niektóre całkiem wchłonęła ziemia, inne częściowo, zaś każdy, bez wyjątku, pokryty był mchem lub inną rośliną pionierską. Poza tym z pewnością wiele elementów wieży znajdowało się w okolicznych wodach i bagnach, ale wyrwanie ich spod warstwy mułu będzie trudne, jeśli nie niewykonalne. Poza tym pozostali Twoi podwładni zajęli się przetrząsaniem pobojowiska, głównie okolic w miarę trzymającej się podstawy wieżycy.
- Szefo! - zakrzyknął nagle jeden z szeregowych Goblinów. - Tutaj, szefo! - dodał, a po chwili wokół zgromadzili się inni zielonoskórzy na czele z Drromem. Potworki Magnurtha wolały zostać na uboczu, bo i tak niewiele mogły z tego wszystkie zrozumieć.
//Ej, ja na serio przepraszam z tym, co napisałem ostatnio. Nie musisz mi pokazywać, że traktujesz wszystkich równo ;-;
Zbliżył się do nich, przypominając sobie też imię Goblina.
-Hulrigh, co znalazłeś?
Właściciel
//Ale że jak to niby się objawia? W sensie, że długością odpisów? Bo jeśli tak, to postawiłem sobie cel, którym ma być wstawianie mniej więcej takich wiadomości, ponieważ po zobaczeniu niektórych sprzed, na przykład, tygodnia dziwię się, z jakiej paki ja tu w ogóle jestem Właścicielem.
A jeśli myślisz, że to, co znalazł Goblin, to jakiś artefakt to się przeliczysz :V//
Wzruszył ramionami, najpewniej nie mogąc pojąć tego swoim małym, zielonym móżdżkiem lub zwyczajnie nie mając w głowie czy na języku odpowiednich słów, dlatego też zwyczajnie wskazał Ci coś, co wyglądało na wrośniętą w ziemię kamienną płytę z jakimiś czerwonymi symbolami i inskrypcjami... Niewiele mogłeś odczytać, a tym bardziej zrozumieć, zwłaszcza że sama płyta znajduje się pod sporą warstwą gruzu, błota i innego śmiecia, który musicie najpierw usunąć... Ale od czego ma się Bagiennych i Bagienne Giganty, prawda?
Zawołał jednego, a nawet dwa, żeby się tego pozbyły.
///Billo ma tego na F, który mu towarzyszy, chociaż jest zwykłym szeregowcem, to ja będę miał Hulrigha. Stoi?
Właściciel
//A bierz go sobie, i tak zdechnie.//
Gruzowisko było na tyle rozległe, że wszystkie stwory musiały wziąć się za jego uprzątnięcie, nawet Bagienny Obserwator, choć jego rola ograniczała się do dyrygowania resztą, aby wykonywali swoją pracę tak, jak na leży. Właściwie to tylko Gobliny nic nie robiły, siedząc, jedząc, pijąc, stojąc, rozmawiając, sprawdzając broń i ogółem opi***alając się. Jednakże czas sielanki minął, gdy płyta została odsłonięta.
Była z czarnego, połyskującego minerału, gładkiego i równego, w kształcie sześciokąta foremnego. W miejscu, gdzie dana figura miała swój wierzchołek, znajdował się jakiś symbol, podobnie jak w środku. Resztę miejsca pokrywały linie, które były zarówno zwykłymi liniami łączącymi się w zawiłe, geometryczne wzory, jak i ciągiem zapisanego naprawdę drobnymi literami tekstu.
///;-;///
Sprawdził to dokładniej.
Właściciel
//Ups...//
Symbole z pewnością pochodziły z Języka Pradawnych, kilka nawet kojarzyłeś, za to napisów nie mogłeś zrozumieć w ogóle.
- Szefo. - zaczął niepewnie Drrom. - Ja kojarzyć ten język... Starogobliński, nasz szamano powinien wiedzieć coś więcej...
-Dobry pomysł.
Poszukał czegoś do pisania.
Właściciel
Nigdzie pośród ruin nie znalazłeś czegoś takiego, sam również nie miałeś nic przy sobie, a i pytanie się Goblinów czy potworów o coś takiego mija się z celem.
- Szamano w forcie, idziem do niego teraz czy kiedy? - spytał Drrom, rozglądając się po ruinach. - Nie mamy tu już chyba nic do zrobienia, nie?