Właściciel
Wcelowanie się nie było trudne, jako że siedział w tym samym miejscu już jakiś czas.
Konto usunięte
Rzucił w wiewióra z zamiarem trafienia w niego, lecz nie pozbawienia go życia.
Właściciel
To akurat oczywiste, w końcu rzucasz w niego ziemię. Trafiłeś go w okolice żeber, a później gryzoń zniknął z powrotem w swojej dziupli ukrytej w koronach drzewa.
Konto usunięte
Od teraz lepiej wiem, jak rzucać ziemią. Spróbuję wykryć jakieś ludzkie dźwięki, może czają się w lesie jacyś bandyci.
Właściciel
Nie, ale usłyszałeś kilka donośnych ryków, a później coś, czego nie słyszy się często, a więc elfickie przekleństwa połączone z ujadaniem psa.
Konto usunięte
- Ku*wa, a mogłem z nim pójść. - Burknął zdenerwowany i pobiegł w kierunku walki.
Właściciel
Walką nazwać tego było nie można, Elf zwyczajnie uciekał przed niedźwiedziem, pies również, ale za to jaki był to niedźwiedź! Olbrzymi, wysoki na ponad trzy i pół metra, jeśli stanąłby na tylnych łapach, z czarnym futrem i żółtymi ślepiami.
Konto usunięte
Użył magii dźwięku, by jakoś ogłuszyć niedźwiedzia głośnym dźwiękiem prosto do jego uszu, a sam począł spi***alać.
Właściciel
Elf i pies dogonili Cię po jakimś czasie, w przeciwieństwie do niedźwiedzia, który po bólu, jaki mu zafundowałeś, postanowił wrócić do swej gawry, rezygnując z pościgu.
Konto usunięte
- To może odpuśćmy niedźwiedzia i zajmijmy się wilkami? - Zaproponował elfowi, głaskając swojego pieska.
Właściciel
- Nie mógłbyś załatwić go jakąś Magią? Albo chociaż zająć tak, żebym miał czystą okazję do zadania ciosu?
Konto usunięte
- Dźwięk zabija, ale potrzeba na to dużo czasu i siły. Mogę go ogłuszyć, jednak będziesz musiał szybko działać.
Właściciel
- Nie potrzebuję tego, wystarczy że odwrócisz jakoś jego uwagę, żebym nie musiał się martwić, że nagle się mną zainteresuje i mnie zeżre.
Wraz ze swą nowo poznaną wesołą ekipą najemników przybyłeś pod bramy miasta, gdzie należało zostać oczywiście wylegitymowanym przez straż. Trochę to trwało, bo sprawdzali każdego z osobna, ale i na Ciebie przyszła wreszcie kolej:
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, status społeczny i cel przybycia do miasta? - zapytał jeden ze strażników.
Konto usunięte
Duine
- Jakoś to będzie. Idziemy?
Kelwayi
- Kelwayi, Chrząszczychmielski, wieś niedaleko miasta, zielarz, po zarobek - Odpowiedział, próbując jak najwyraźniej wypowiedzieć swoje nazwisko.
Właściciel
Elf pokiwał głową i ruszył przodem w tym samym kierunku, co wcześniej.
Było to zbędne, strażnik zwyczajnie dał sobie spokój i pominął nazwisko, tak więc spokojnie wszedłeś razem z resztą do karczmy. Ślicznotka wybrał oczywiście w pierwszej kolejności karczmę, podobnie jak i reszta najemników.
Konto usunięte
No to idę.
Zamówił to, co inni.
Właściciel
Za piwo i solidny, ciepły posiłek karczmarz zażyczył sobie dziesięć sztuk złota, tak jak i od innych.
Dość szybko trafiliście pod małą jaskinię nieopodal strumienia, która najpewniej służyła niedźwiedziowi za schronienie.
Konto usunięte
Zapłacił mu określoną ilość.
- A może poczekamy, aż zapadnie noc i wtedy go zaatakujemy? W śnie oporu nie stawi.
Właściciel
Karczmarz odszedł i zajął się realizacją zamówień, piwo przynosząc każdemu po chwili, ale na strawę przyjdzie Wam trochę poczekać.
- Nie wiem jak Tobie, ale mi nie uśmiecha się powrót nocą do miasta, zwłaszcza, że słyszałem, o czym mówili ludzie i strażnicy w mieście, a mówili o przynajmniej dwóch Wilkołakach zabitych w okolicy w krótkim czasie, a ja nie mam zamiaru sprawdzać, ile w tym prawdy albo czy jest ich tu więcej. Wilkołakiem też mi niespieszno zostać, a umrzeć to już w ogóle.
Konto usunięte
Czekał więc.
- No to trzymamy się pierwotnego planu.
Właściciel
- W takim razie zaczaj się gdzieś albo coś, żebyś mógł użyć Magii, a ja go wywabię.
Pozostali zajęli się w tym czasie piciem i rozmową, ale w końcu każdy z Was otrzymał solidną miskę pełną kaszy, polaną obficie sosem oraz gotowanym i smażonym mięsem wraz z suszonymi grzybami i jakimiś przyprawami. Czy smaczne? Tego jeszcze nie wiesz, ale na pewno jest to posiłek dość sycący i tani, a więc nic dziwnego, że tak liczne zamówili go Twoi kompani.
Konto usunięte
- Może na to drzewo obok? Będę tam w miarę bezpieczny, a jak podejdzie, to mogę się na niego rzucić z młotem.
Za grzybami za bardzo nie przepadam, ale i tak spałaszuję.
Właściciel
- Dobry plan. Wejdziesz sam czy Ci pomóc?
Gdy człowiek jest godny to jego wysmakowane gusta nie robią większej różnicy, tak też było w tym przypadku i mimo awersji do grzybów, po chwili talerz stał przed Tobą pusty.
Konto usunięte
- Podsadź mnie, a z resztą sobie poradzę.
- To może wy poszukacie zlecenia, a ja w międzyczasie sprzedam parę swoich towarów?
Właściciel
Pokiwał głową i wykonał polecenie, a po chwili siedziałeś już bezpiecznie na drzewie, na gałęzi, do której, teoretycznie, niedźwiedź chyba nie powinien sięgnąć. Chyba.
- Uważasz, że całe życie tylko będziemy zapi***alać? - zapytał zdziwiony Ślicznotka znad swego kufla. - Zlecenia to sprawa drugorzędna w tym mieście, teraz chcemy odpocząć.
Konto usunięte
N jakiej wysokości znajduje się gałąź?
- To odpocznijcie. Ja zajmę się swoimi sprawami.
Właściciel
Pięć metrów, choć są też inne, położone wyżej, ale tam nie masz pewności, że ta aby się pod Tobą nie załamie.
- Jakbyś wpadł w jakieś kłopoty to wiesz, gdzie nas szukać.
- Jak wpadnie w jakieś kłopoty to będzie martwy. - westchnął Vult. - Pójdę z nim, tak w razie czego, jeśli nie będzie mieć nic przeciwko.
Konto usunięte
Dobra, mam nadzieję, że elf zdąży go zabić zanim po mnie sięgnie.
- W mieście jest bezpieczniej, ale możesz ze mną iść. - Odparł, po czym poszedł sprzedawać swoje towary na rynku.
Właściciel
Nadzieję jest warto mieć zawsze, ale o tym, czy rzeczywiście Elf podoła temu zadaniu możesz przekonać się tylko w jeden sposób...
- Zdziwiłbyś się, kiedyś też zabrnęliśmy do takiego sielankowego miasteczka, trochę mniejszego od Linest, a ledwo wyszliśmy cali. - powiedział najemnik, idąc tam z Tobą.
Konto usunięte
No to czekam.
- A co tam się stało?
Po pewnych przygodach Zielony Mag wrócił do Linest. Z nowym wyposażeniem, jak i z nowym towarzyszem. Zanim jednak dotarł do bram miasta rozejrzał się.
-Jeżeli tutaj jesteś, Chimero, to czekaj pod tą bramą i nie daj się zobaczyć.
Linest... dla takiego handlarza jak on przystanek obowiązkowy. Jednakże nie rozwodził się nad tym, gdyż obowiązek wzywał. Ahlorianie i sprzęt i można wracać do Wioski.
Właściciel
Kebab:
Niezbyt długo, bo niedźwiedź najwidoczniej nie miał zamiaru tak łatwo odpuścić upierdliwemu intruzowi, toteż szybko opuścił gawrę, udając się pospiesznie za Elfem i psem, którzy to biegli w Twoją stronę.
- Długo by gadać, może później Ci to rozwinę, ale ogółem chodziło o to, że jeden z nas był cholernie podobny do jakiegoś Nekromanty, więc chłopi chcieli spalić nas na stosie albo ukamienować.
Vader:
Biorąc pod uwagę, że podczas jazdy traktem mijałeś wielu wędrowców, pieszo, na koniach lub wozach, i nie dali po sobie poznać, że dostrzegli monstrum takiego kalibru, to pewnie i teraz jest ukryta wystarczająco dobrze, aby nie ściągnąć ani na siebie, ani na Ciebie żadnych kłopotów.
O Ahloran będzie tu pewnie trudno, co mieliby robić tak daleko od Góry? Niemniej, trafiłeś w spokoju pod miejską bramę.
- Imię, nazwisko, statu społeczny, miejsce pochodzenia i cel przybycia do miasta? - zapytał jeden tak standardowo, jak się dało.
Konto usunięte
- Zaczynam. - Wysłał koledze ten komunikat magią dźwięku, po czym przystąpił do ogłuszania niedźwiedzia dźwiękiem.
- Ech, ci nekromanci. Zamiast zająć się jakąś pożyteczną magią to zbierają zwłoki i porywają miejscowych.
Zielony
No cóż, oby się sprawdziło. Ruszył dalej, wprost do bramy.
Maurycy Septopopiel
-Maurycy Septopopiel, handlarz Gildii Kupców, Hammer, odwiedzam współpracownika w celu odebrania narzędzi do swojej pracy.
Właściciel
Kebab:
Nie było to niestety tak proste, jak mogłeś przypuszczać, ale chociaż nadszarpnąłeś blisko połowę swoich zapasów energii magicznej, to zdołałeś unieszkodliwić niedźwiedzia na tyle, aby kilka elfickich strzał skończyło resztę.
- Mają też swoje dobre strony... Raz za jednego dostaliśmy pięć tysięcy złota i zrobiliśmy sobie około miesiąc wolnego.
Vader:
Gildia Kupców podziałała na nich na tyle motywująco, aby nie zagłębiali się w szczegóły i wpuścili Cię do środka bez szemrania.
- Imię, nazwisko, miejsce pochodzenia, status społeczny i cel przybycia do miasta? - zapytał regulaminowo jeden ze strażników, wraz z innym krzyżując włócznie tak, aby uniemożliwić Ci dalszą jazdę.
Konto usunięte
- Jesteś cały?
- 5 tysięcy!? A co on niby zrobił?
Wjechał więc do miasta.
Zielony
-Oktawiusz Bencjusz Fliopottevium, Gilgasz, Uzdrowiciel, odwiedziny.
Właściciel
Kebab:
- Dzięki Tobie i pracy zespołowej. Zejdziesz czy Ci pomóc?
- Był Nekromantą, terroryzował okoliczną ludność, robił sobie armię ożywionych potworów... Wiesz, to już jest klasyk, a że nie było w pobliżu żadnego Paladyna czy nikogo innego w tym guście, wzięliśmy tę fuchę. Okazało się, że ten Nekromanta był skończonym kretynem, zabiliśmy kilku jego pachołków za pomocą kusz, a później uciekliśmy, a on pognał za nami całą swoją armię. Wtedy Buźka go dorwał, najpierw wpakował mu bełt w okolice serca, a później ściął łeb.
Vader:
Udało Ci się, nie była to wielka metropolia, więc wzrokiem spokojnie mogłeś ogarnąć całe centrum i jego zabudowę, trzy karczmy oraz główny rynek.
- Jakie odwiedziny? - zapytał mężczyzna podejrzliwie, gdy jeden z jego kompanów zapisał dokładnie wszystko, co powiedziałeś.
Maurycy Septopopiel
No i ruszył, byleby trafić na ulicę na lewo od głównego rynku.
Oktawiusz Fliopottevium
Odparł spokojnie.
-Odwiedziam siostrę. Byłem tu wcześniej, lecz jej nie było.
Konto usunięte
- Mała pomoc by się przydała.
- Tysiąc sztuk złota za debila nekromantę. Istny raj.
Właściciel
Vader:
Udało się.
Gdyby nie fakt, że do miasta nadciągała spora karawana kupców, najpewniej kazałby to sprawdzić, a tak to jedynie machnął ręką, pozwalając wjechać Ci do środka na Maluchu.
Kebab:
Po tej deklaracji zdołaliście jakoś postawić Cię na twardym gruncie.
- Pięć tysięcy. Ale takie strzały zdarzają się rzadko.
Konto usunięte
- To jak będzie? Idziemy po zleceniodawcę czy przynosimy mu dowód?
- Owszem.
Maurycy Septopopiel
Poszukał więc sklepu "U Hissyta".
Oktawiusz Fliopottevium
Wjechał więc do miasta i udał się do siostry.
Właściciel
Kebab:
- Nie wiem jak Ty, ale ja zabrałbym mu futro, jeśli go nie sprzedamy, to i tak się nam przyda.
- Nie miałeś aby gdzieś tu handlować?
Vader:
Stał tam, gdzie wcześniej, czyli w centrum, nieopodal jednej z karczm, "Rozbrykanego Kucyka" (hehe, Michau, hehe).
Tym razem drzwi były otwarte, więc możesz wejść do środka bez problemów.
Oktawiusz Fliopottevium
To byłoby niegrzecznie, zapukał do drzwi.
Maurycy Septopopiel
-Czekajcie tutaj.
Ruszył do środka.
Konto usunięte
- Wiesz, gdzie ciąć?
- No właśnie, lepiej zacznę, zanim rynek opustoszeje.
Właściciel
Vader:
- Proszę! - usłyszałeś z wewnątrz, co jasno sugeruje, że jednak możesz już wejść do środka.
Udało Ci się tam wkroczyć, sklep zbytnio się nie zmienił.
//Mogłeś mi w sumie gdzieś o nim wspomnieć, bo ja nawet nie wiem, co tu sprzedają i kto sprzedaje...//
Kebab:
- Sądzę, że tak. A co? Ty wiedziałbyś lepiej?
Skinął głową i oddalił się, będąc w zasięgu wzroku i słuchu, aby Ci nie przeszkadzać.
Oktawiusz Fliopottevium
Wszedł do środka.
Maurycy Septopopiel
///To bez znaczenia. Tu chodzi bardziej o przechowywanie sprzętu do naprawy domów///
-Witaj Erwin, czy znów pachnie truskawkami?
Podał hasło, żeby potwierdzić cel swojego przybycia. Oraz po to, by chłopiec, Erwin, pobiegł po właściciela.
Konto usunięte
- Jeśli dobrze pamiętam, to łapy można wypruwać aż do tych poduszeczek, więcej nie wiem.
-Przygotował się do sprzedawania różnych medykamentów.
Właściciel
Vader:
Przedpokój taki sam, jak zawsze, choć wydaje Ci się mniejszy, niż gdy ostatni raz tu byłeś. W progu do kuchni czekała Twoja siostra, wyglądała na zaskoczoną i szczęśliwą jednocześnie, ale po chwili przemogła się i podeszła Cię uściskać.
Odpowiedzi nie było, ale owszem, pobiegł.
Kebab:
Pokiwał głową i jakieś dwa kwadranse później skończył.
- Wielkie bydlę. Ale i tak musimy zanieść do garbarza.
Brak straganu może Ci to nieco utrudnić, ale o ile straż nie spróbuje zgarnąć Cię za brak uprawnień i środków do prowadzenia tu handlu, to raczej powinno to jakoś wyjść.