- Ja w Boga już dawno nie wierzę, ale jak chcesz, to śmiało. Wracając, potrzeba Ci jeszcze czegoś?
Właściciel
-Mam teraz spory zapas. Na obecne warunki starczy.
Właściciel
Był przy pryczach, widocznie czekał na Matta.
Lepszy rydz niż nic. Wziął tą butelkę z sobą i idzie dalej, szukając sklepu z amunicją - przecież w końcu musi się taki znaleźć.
Właściciel
Charlie
Może, ale nikt nie powiedział, że coś tam będzie.
Właściciel
Kuba
-Już słyszałem, jak poszła wyprawa. Gratuluję.
drepcze. Vader, napisz jak na coś natrafię, k?
Właściciel
Charlie
Dotarłeś do obrzeży miasta.
Zawraca. Przeszukuje po drodze każdy napotkany sklep za dolcami.
- Jedna z lepszych. - przyznał. - W sumie już dawno nie było tak udanego strzału.
Właściciel
Charlie
Łącznie udało się zebrać 200 dolarów.
Kuba
-Ta. Eksplozję było słychać stąd.
Po tym mrugnął porozumiewawczo okiem.
Zaśmiał się.
- Było bombowo. Ale jaka jest nasza sytuacja?
Właściciel
-Ocalali się nie pojawiają, każdy woli być w większych grupach. Problem nasz jest taki... że jesteśmy otoczeni.
- Jak to otoczeni? Przez kogo?
Właściciel
-Przez hordy. Nie chciałem nikomu o tym mówić, ale z każdej strony jesteśmy otoczeni przez setki, jeżeli nie tysiące zombie. A żeby dostać się do skupisk ocalałych- musielibyśmy przedrzeć się przez jedną.
200 dolców to całkiem duża suma. Zaraz, w dzisiejszych czasach sklepy z amunicją mają też aktywny monitoring?
- No świetnie. Ale niby gdzie gnieżdżą się te hordy Zombie, skoro dziennie spotykamy i odstrzeliwujemy kilka, kilkanaście, dziś wyjątkowo kilkadziesiąt, sztuk?
Właściciel
Charlie
Możliwe. Ale kto do cholery unał, że dolary to nadal żywy pieniądz?
Kuba
-Wszędzie, niczego się nie boją. Wiesz, że Nowy Jork miał sporo mieszkańców.
- Faktycznie, na dłuższą metę to może być spory problem. A jak postanowią nas zaatakować, to będziemy walczyć tak długo, aż nie skończy nam się amunicja. A jak się skończy to koniec pieśni.
Właściciel
-Właśnie. Więc jak na razie możemy pozostać tutaj.
- Na razie. - podchwycił. - A ile do tych ocalałych? I w ogóle to jakaś frakcja czy tylko zorganizowana społeczność?
Właściciel
-To drugie. Dokładną odległość mogę oszacować, bo ich radia nic na ten temat nie mówią.
- Mają radia? Gdybyśmy my jakieś mieli to może udałoby się nam nawiązać łączność.
Właściciel
-My mamy tylko radioodbiornik.
- Cholera. To mamy dwa wyjścia: Spróbować zdobyć coś, czym możemy nadać do nich wiadomość, lub kogoś tam wysłać. Ale pchanie się w hordę Zombie to nie jest wybitnie dobry pomysł...
Właściciel
-Czyli pozostaje nam szukać.
- Jeśli się nie uda to pójdę do nich, sam lub z kilkoma ochotnikami.
Właściciel
-Mamy zapasy, horda może minąć.
- I tak na razie poprzestaniemy na szukaniu czegoś do nadawania. Później rzucę okiem na mapę, może dowiem się, gdzie najpewniej będzie coś takiego. Chociaż może nie będę musiał szukać, zapewne wrócimy do bazy wojskowej, nie przejrzeliśmy jej całej.
Się zobaczy. Idzie w stronę tego sklepu amunicyjnego, w którym kiedyś był. Miał zamiar zrobić..."napad".
Właściciel
Charie
Tylko że aktualnie jakiś mały oddział wojskowych robił tam zakupy.
Kuba
-Jak se chcesz.
Skinął głową i poszedł do swej kwatery, ale po chwili zmienił zdanie i najpierw ściągnął wszystko, co miał na twarzy i wyszedł na zewnątrz, by tam zapalić.
Czeka, aż ci odejdą se gdzieś niedaleko sklepu - uznajmy, że na zapleczu.
Właściciel
Kuba
Na zewnątrz akurat nikogo nie było.
Charlie
Po zakupach ruszyli w stronę centrum, niewzruszeni niczym. Można teraz spróbować.
Wszedł do sklepu i udawał, że szuka jakiejś broni, a przynajmniej amunicji. Gdy sprzedawca się odwrócił wykorzystał chwilę i oddał mu strzał z glocka w głowę.
Właściciel
Charlie
Problem, że sprzedawca nie zamierzał się odwracać i bacznie pilnował nowego klienta.
Uznajmy, iż...to w ogóle nie zaszło, k?
-Przepraszam bardzo, lecz, uh, jaka tu panuje waluta? Nie jestem z Ameryki, gdyż, uh, przybyłem tu z Polski.
Kłamie, przecież sprzedawca nie wie skąd on pochodzi.
Właściciel
Charlie
-Naboje. Tak samo jak na całym świecie.