Karczma pod Historią

Avatar darcus
- Choć nie wątpię w twoje zdolności dyplomatyczne i inne cechy, które są nieodzowne w czasach pokoju, a jako twój brat wsparłbym cię w niemal każdej sytuacji innej niż obecna, to muszę zgodzić się z tobą, że twe zdolności do prowadzenia wojny stoją pod wielkim znakiem zapytania, i to łagodnie mówiąc. Dlatego proponuję, aby na czas kryzysu utworzyć Radę Miasta Anubel, w której skład będą wchodzić wszystkie osoby zebrane w tym pomieszczeniu, oczywiście łącznie z tobą, i której przekażesz władzę. - Wyjaśnił, po czym zamilkł, w oczekiwaniu na odpowiedź.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ja... Wydaje mi się że to najlepszy pomysł na ten moment. - przyznała Elisif.
- Wszyscy? - zdziwił się Gniotek. - A ja wam po cholerę? Nie wydaje mi się żebym się wam do czegokolwiek w tym momencie przydał.

Avatar darcus
- Wysoko cenię sobie twoje zdolności i cechy charakteru. Nasza wspólna historia oraz czyny, których dokonałeś utwierdzają mnie w przekonaniu, że powinieneś w tym uczestniczyć. Myślę też, że przynajmniej kilka osób w tym pomieszczeniu się ze mną zgodzi. - Rzekł i rozejrzał się, na co rzeczone kilka osób, głównie ci, którzy Karczmarza znali, pokiwało głowami. - Jesteś moim przyjacielem i nie zmuszam cię do niczego, ale musisz zdecydować już teraz. Czas niemiłosiernie nas nagli. - Kontynuował Darcus dosadnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jeśli naprawdę uważasz że jakoś się przydam, to oczywiście się zgadzam. Zrobię wszystko żeby nasze miasto, nasz kraj oraz nasi ludzie nie upadli. - powiedział Abraxas prostując się w krześle.

Avatar darcus
- Cieszy mnie twoje oddanie sprawie. Czy ktoś jeszcze ma jakieś obiekcje? - Zapytał, rozglądając się.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mówisz o armii... - zaczęła Elisif. - Tylko skąd ją weźmiemy? Ludzie poza miastem są zastraszeni i ukrywają się byle tylko nie umrzeć. Krasnoludy się odcięły a elfy... No chyba nie muszę tego mówić. Gdzie chcemy znaleźć wystarczającą ilość ludzi skoro jesteśmy aktualnie jedynym miastem w Myrthanie które jest w miarę bezpieczne?

Avatar darcus
- Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka, droga siostro. Istnieje kilka bastionów, mam również parę asów w rękawie. - Szczegóły wyjawię, gdy już zamkniemy kwestie formalne. Czy to wszystko? - Zapytał profilaktycznie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Gniotek wzruszył ramionami a Elisif kiwnęła głową.

Avatar Omeg12
- Jest jeszcze jedna kwestia - po chwili wahania podjął Davis - Po teleportacji zwój zniknął mi z rąk, żeby przed chwilą pojawić się pod nogami. Nie wiem, na ile to normalne i czy warto w ogóle o tym wspominać, ale... właśnie wspomniałem.

Avatar darcus
Tym razem głos zabrał Maralius. - Myślę, że z uwagi na naturę teleportacji i samego zwoju jest to sytuacja całkowicie wytłumaczalna. Jeśli jednak wciąż masz wątpliwości, po zakończeniu obrad możemy pójść do mojego gabinetu i przeprowadzić diagnostykę. - Zaproponował.
- Jeżeli to wszystko, to proponuję przejść do wstępnego planu, który opracowałem. - Darcus zrobił przerwę, by odetchnąć głęboko, po czym wyjął spod stołu mapę Starego Kontynentu, którą rozłożył na stole. Rozmieścił na niej kilka flag, głównie w Myrthanie i jej okolicach. Czerwona flaga znalazła się w Anubel, niebieska w stolicy, a żółte w innych miejscach, także poza granicami kraju.
- Po pierwsze i najbardziej podstawowe, chcę ściągnąć wszystkich pozostałych na kontynencie asasynów i lojalnych dla sprawy paladynów. Wielu z nich brakuje organizacji, kiedy starają się stawiać bezcelowy opór przeciwnikowi. Demitiusie, myślę, że zważywszy na twoje kontakty, ty powinieneś się tym zająć. - Rzekł Darcus, spoglądając na rzeczonego.
- Po drugie... - I tu spojrzał na Gniotka. - ...sądzę, że powinniśmy poprosić o pomoc maga imieniem Masil. Nawet, gdyby miał nie wesprzeć naszej sprawy uważam, że warto spróbować. Abraxasie, z nas wszystkich ty znasz go najdłużej. Chciałbym, żebyś ty się tym zajął. - Rzekł.
- Po trzecie, jak już zostało powiedziane, potrzeba nam wsparcia orków. Elisif, to zadanie przypadnie tobie, o ile nie masz nic przeciwko. Wierzę, że podołasz. - Powiedział, 'spoglądając' na siostrę.
- Po czwarte, tego wroga nie zwalczymy samym mieczem. Potrzeba nam wsparcia magii, nie tylko zresztą do walki. Trzeba także zabezpieczyć miasto przed kolejnymi napadami. Nie chcę więcej sytuacji takich, jak ta z błaznem i tym ognistym czymś. Maraliusie, czy mógłbyś odgrzebać swoje dawne kontakty i ściągnąć do nas kilku magów i mistrzów woli? - Zapytał retorycznie, a następnie kontynuował.
- Dalej, nasze ludzkie rezerwy, nie dość, że potrzebują wyposażenia, to są mocno ograniczone. Axiliariusie, chcę, żebyś stworzył więcej mechanicznych żołnierzy. Wiem, że to nie łatwe, ale znam twoje umiejętności, więc nie wątpię, że dasz radę. - Poprosił, po czym przeniósł 'wzrok' na jedynego naga obecnego w pomieszczeniu.
- Książę, być może proszę cię o wiele, ale chciałbym, byś odpłacił nam się za udzieloną pomoc i ściągnął z Certain swoje siły. Być może jest ich niewiele, jednak w tej wojnie trzeba nam każdego wsparcia. - Wytłumaczył.
- I wreszcie, Parakhangotarze. Zdaję sobie sprawę z tego, że poświęciłeś dla sprawy już wiele i niedużo możesz jeszcze zrobić, z uwagi na twój stan, ale niestety muszę prosić cię o jeszcze jedną przysługę. Nasze wojska będą potrzebowały taktyki i struktury dowodzenia. Weź kilku strategów do pomocy i opracuj je. - Rzekł, po czym odetchnął głęboko, rozglądając się po pomieszczeniu i zebranych w nim osobach.
- Czy ktoś ma jakieś uwagi, lub chciałby coś zmienić? - Rzucił zapytanie, a następnie zamilkł, oczekując na odpowiedź.

Avatar
Konto usunięte
- To Michael echm jak myślisz ile będziemy jeszcze czekać na na resztę?

Avatar Omeg12
Nie miał jak ocenić skuteczności ów planów, wiec siedział cicho.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Według ustalonej godziny zostało im jeszcze kilkanaście minut. - powiedział Michael obserwując orków siedzących od bramą.

- Nawet nie pytam kiedy zdążyłeś to wszystko ogarnąć. - powiedział Karczmarz uśmiechając się.

Avatar darcus
Darcus również uśmiechnął się w odpowiedzi. - To nie pierwszy raz, kiedy musiałem myśleć szybko. - Rzekł, po czym dodał głośniej. - No dobrze, jeżeli wszyscy zgadzają się na przyjęcie tych zadań, to niniejszym ogłaszam zamknięcie obrad i proszę o rozejście się. - Powiedziawszy to znów ściszył ton głosu, zwracając się do dwójki ze swych gości. - Davisie, Victorio, zostańcie. Chciałbym zamienić z wami słówko na osobności. - Szepnął tylko na tyle głośno, by go usłyszeli.
Tymczasem osoby zebrane w sali zaczęły powoli żegnać się ze sobą i wychodzić.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz z Elisif udali się z powrotem do Karczmy, okazało się tymczasem że przy ladzie siedzi znowu Mariok z Oghrenem.
- Swoją drogą, dostarczyłeś mój list Masilowi? - zapytała Elisif.
- Nie, przepraszam ale zapomniałem o tym kompletnie. Ale i tak dzisiaj jeszcze mam się do niego przejść więc mu to przekażę.
- No dobrze... Ja... Ja muszę teraz trochę pomyśleć. - powiedziała i ruszyła z powrotem do swojego pokoju.
Tymczasem Abraxas poszedł za ladę.
- A wy znowu tutaj? Nie mieliście przypadkiem ruszać na misję?
- Mamy jeszcze trochę czasu. - powiedział Mariok drapiąc się za uchem.
- Swoją drogą, oboje planowaliście ją dla nas, prawda? - zapytał Oghren.
- A no tak.
- To dobrze, może będzie więcej walki niż przy noszeniu tych listów...
- Jakich listów? - Karczmarz zmrużył oczy i mu się przyjrzał.
- Eee... - krasnolud wyglądał na zakłopotanego. - To ty o niczym nie wiesz?
- Co ty gadasz? O czym mam wiedzieć?
- Och patrz która godzina Mariok! Powinniśmy już ruszać! - zawołał, wstał i wybiegł z Karczmy.
Mariok wzruszył ramionami i poszedł za nim.
- Co ty kombinujesz Michael... - zapytał jakby sam sobie Karczmarz.

Chwilę później pod bramą zebrała się cała reszta Złotej Gildii, przyszli wszyscy razem z Jackiem i Czytelnikiem którzy dołączyli chwilę później.
- No dobra. - powiedział Michael zamykając swój notatnik. - Skoro są wszyscy to chyba można zaczynać.
- Mam jeszcze pytanie. - powiedziała elfka.
- Słucham?
- Jeśli znajdziemy jakichś ludzi to nie powinniśmy im także pomóc?
- Ależ oczywiście, jeśli na kogoś natraficie to pomóżcie im, ale pamiętajcie że głównym celem jest ten jeden człowiek... I jego skarby. No dobra, jeszcze ktoś o coś chce zapytać?

Avatar
Konto usunięte
- Czego możemy się spodziewać jeśli chodzi o zagrożenia?

Avatar darcus
Kiedy wszyscy pozostali wyszli, Darcus zwrócił się najpierw do niebieskiej. - Victorio, dlaczego za każdym razem kiedy cię widzę mam nieodparte wrażenie, że wiesz więcej, niż mówisz? No cóż, mniejsza. Zabrzmi to błaho, ale chciałbym, żebyś dostarczyła dla mnie pewien list, który napisałem jakiś czas temu. - Rzekłszy to wyjął zza pazuchy kopertę i podał ją rozmówczyni do rąk.
- Komu mam go zanieść? - Zapytała niebieska, biorąc pismo i chowając je do kieszeni.
- Finarowi. To farmer mieszkający przy północnej bramie miasta, jeśli jeszcze nie wiesz. - Wyjaśnił Mistrz Asasynów.
- Tak blisko? - Zdziwiła się Victoria. - Czemu prosisz o to mnie, zamiast wysłać jednego ze swoich ludzi? - Zapytała, unosząc brwi.
- Dowiesz się na miejscu. A teraz proszę, idź już. Czas nas nagli. - Popędził ją Darcus.
Niebieska, pełna wątpliwości, ruszyła do wyjścia, rzucając ślepcowi ostatnie, tajemnicze spojrzenie przez ramię, zanim zniknęła za drzwiami.
- Davisie... - Zaczął Darcus, po czym westchnął głęboko.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No cóż, w aktualnej sytuacji jest spora szansa że możecie spotkać jakichś bandytów którzy szukają teraz łatwego łupu. Jeśli będziecie mieli pecha... No cóż, słyszałem że czasami można trafić na tych magów albo opętanych paladynów których wysyłają. Ale ruszacie dość niedaleko więc jeśli będziecie mieli szczęście to uda się bez walki.
- Będziecie? - zapytała złodziejka. - Czyli rozumiem że z nami nie idziesz?
- Nie. - powiedział i wyjął z kieszeni zwiniętą mapę. - Tutaj zaznaczona jest wioska, powinniście łatwo trafić. Trzymajcie się celu i nie zgrywajcie bohatera a wszystko pójdzie łatwo. - zakończył podając Czytelnikowi mapę. - Będę tutaj na was czekać.
- No dobra! - zawołał Mariok wskakując na wóz. - Jedziem wreszcie!
Obie kobiety stanęły z tyłu, Oghren także wskoczył na wóz. Czytelnik chwycił sznur od mułów a Jack stanął obok niego.
- Powodzenia. - powiedział Michael i oparł się o ścianę bramy.

Avatar
Konto usunięte
Albert również wchodzi na ten wóz i znajduje sobie jakieś miejsce żeby usiąść,

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tak więc Złota Gildia nareszcie powoli aż skutecznie ruszyła na swoją pierwszą misję.

Avatar
Konto usunięte
A dobry doktor Albert zaczął powoli zasypiać, znowu......

Avatar Omeg12
- Próbowałem - wypalił - Próbowałem powstrzymać to coś na każdy znany mi sposób. Gdybym miał taką możliwość, wycofałbym się z tego całego szaleństwa już dawno temu. Wiem, że sknociłem. Gdybym wiedział jak się to skończy, może i zaryzykowałbym przeciwstawienie się mu, ale wtedy zapewne opanowałby moje ciało i zrobił bogowie wiedzą co z duszą... - głos zaczął mu się łamać - Darcusie... z czym tak naprawdę mamy do czynienia?

Avatar darcus
- Z czymś wyjątkowo paskudnym. Napady balverinów na Certain, konstrukty szykujące się do wojny i ten przeklęty kult magów mordujący wszystko co się rusza... Wydaje mi się, że to wszystko jest ze sobą w jakiś sposób powiązane. - Mówił, chodząc tam i z powrotem z palcami splecionymi za plecami. - I dlatego ci wierzę. - Wypalił nagle, 'spoglądając' z bardzo charakterystycznym błyskiem w oku na Davisa. - Życie od samego początku nie traktowało cię łaskawie, prawda? Chcąc nie chcąc, jesteś teraz częścią tego wszystkiego, a ja nawet nie pytałem cię, czy tego chcesz... - Westchnął ponownie. - Niestety, znów muszę prosić cię o przysługę, a to zadanie może być wyjątkowo trudne. Czy mogę na ciebie liczyć? - Zapytał, przystając w miejscu.

Avatar Omeg12
- Miałbym odmówić? Jak sam powiedziałeś, jestem teraz częścią tego wszystkiego. I jakoś wolę być po waszej stronie niż po... którejkolwiek z innych. Powiedz tylko co mam robić.

Avatar darcus
- Cieszę się, że mam cię po swojej stronie. - Uśmiechnął się serdecznie Darcus, po czym odchrząknął. - Wolałbym jednak, żebyś, przynajmniej na razie, nie wspominał o tym pozostałym. Nie chcę siać wątpliwości. Rozumiesz to? - Upewniał się asasyn.

Avatar Omeg12
- Dla pewności: Masz na myśli moje zadanie, moją afiliację z wami czy... niedawne, niefortunne wydarzenia z moim udziałem?

Avatar darcus
- Chodzi mi o zadanie. Istnieje powód, dla którego nie wspomniałem o tym przy okazji głównych obrad. - Wyjaśnił Darcus.

Avatar Omeg12
- Będą musieli użyć telepatii, i to cholernie mocnej, żeby się czegokolwiek ode mnie dowiedzieć - obiecał - A teraz przejdźmy do rzeczy.

Avatar darcus
- A zatem... - Zaczął asasyn. - Po tej całej aferze z Kainem i tym, co widziałeś, kiedy się z nim starłem, zapewne nie zdziwi cię informacja, że mam kontakty poza tym wymiarem. Chciałbym, żebyś użył swych mocy i Prastarego Zwoju, by znaleźć pozostałych Jeźdźców Apokalipsy. - Sprecyzował, uważnie 'obserwując' reakcje Davisa.

Avatar Omeg12
Na twarzy telepaty zagościło zdziwienie, aby niemal w tym samym momencie odstąpić miejsca rezygnacji. W sumie mogłem się spodziewać czegoś w tym stylu
- Dobrze. Na dobry początek zapytam: Czym dokładnie są ci jeźdźcy, ilu ich jest i jak można ich znaleźć. Bo "użyj mocy" wiele mi nie mówi.

Avatar darcus
- Zostało ich trzech. Nazywają się Wojna, Głód i Zaraza. Są braćmi i pochodzą z gatunku nefilim, który był hybrydą anioła i demona. Z tego co wiem, dwóch z nich znajduje się na pustyni Varant. Szukaj śladów dawnej mocy i chaosu. Niewiele więcej mogę ci powiedzieć, chyba, że chcesz posłuchać historii dawnych dziejów. Mam nadzieję, że Prastary Zwój coś ci objawi. - Opowiedział Darcus.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tymczasem po dłuższym czasie wędrówki członkowie Złotej Gildii ujrzeli w oddali wioskę.
- Według mapy to chyba tam czeka ten człowiek.
- Po drodze było bezpiecznie. - przyznał z ze smutkiem Oghren.
- No cóż, jeszcze musimy wrócić, nie? - zapytał retorycznie Jack.

Avatar
Konto usunięte
- Hrrrrr hhrrrrrrrr
Albert w tej chwili smacznie spał

Avatar Omeg12
- Przeszłość lepiej zostawić w przeszłości - zadecydował - Powiedz mi tylko, czy oni wiedzą, co się u nas dzieje? A jeśli tak, czy będą skłonni udzielić pomocy, czy są bardziej zainteresowani, nie wiem, niszczeniem rzeczywistości i dezintegrowaniem każdego kto ich zaczepi?

Avatar darcus
- Oni raczej nie są z "tych złych". - Rzekłszy to wykonał gest cudzysłowu. - Tak czy inaczej, nie będziesz musiał z nimi rozmawiać. Proszę tylko, byś ich znalazł i przekazał informację o miejscu ich położenia mnie. - Rzekł asasyn.

Avatar Omeg12
- Zrobię co mogę. A tak przy okazji, przydałaby mi się chyba odnowa ekwipunku. Walczyć jednym krótkim mieczem to drobne marnotrawstwo. Wiesz, gdzie mógłbym skombinować jakąś tarczę? Albo może jakąś dwuręczną broń?

Avatar darcus
- Spotkaj się z Axiliariusem w zbrojowni. Powiedz mu, że ja cię przysyłam. Z kolei w sprawach magicznych zobacz się z Maraliusem w jego gabinecie. Jeśli nie wiesz, jak tam dojść, poproś kogoś z naszych ludzi o pomoc. Czy to wszystko? - Zapytał profilaktycznie.

Avatar Omeg12
- To wszystko - skierował się do wyjścia - Życzę powodzenia w tej waszej wojnie. Sam coś zdołam wykombinować.

Avatar darcus
- Dzięki za wsparcie i powodzenia w poszukiwaniach. - Odparł Darcus i poczekał aż Davis wyjdzie, by następnie zamknąć za nim drzwi. Gdy upewnił się, że telepata się oddalił, usiadł na swym krześle i wyjął z kieszeni rzeźbiony kawałek kości z jakimś symbolem. - No, to teraz czas na moje zadanie... - Mocno się skupił, wpatrując się w kościaną runę, po czym wyparował.

Avatar Omeg12
Na dobry początek poszukał wspomnianej kuźni.

Avatar darcus
Nie było to zbyt trudne, choć czasochłonne. Mimo, iż co krok lub dwa w podziemiach rozmieszczone były plany okolic i drogowskazy, a spotkani asasyni służyli radą, to jednak cały kompleks był dość rozległy i samo dojście na miejsce zajęło kilka minut. Mosiężnych wrót do podziemi strzegła dwójka wartowników, widać jednak było, że są oni raczej wyluzowani, w porównaniu na przykład do tych, którzy pilnowali wejścia głównego. Nie zatrzymywali Davisa, a jedynie luźno omietli go wzrokiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy jednak Gildia zaczęła się zbliżać do wioski widać było już że ktoś był tutaj przed nimi. Wszędzie powbijane były lodowe sople, czuć było znacznie zmniejszenie się temperatury w tej okolicy.
Oghren szturchnął Alberta.
- Wstawaj! - zawołał i zeskoczył z wozu kiedy byli już przy pierwszym z domów. - Coś się może dziać.
- Teraz pytanie który to dom. - powiedział rozglądając się Jack.
Większość przygotowała swoje bronie. Elfce udało załatwić się jakiś łuk oraz strzały. Złodziejka trzymała ręce przy pasie za którym nosiła dwa ostre i zakrzywione sztylety. Mariok już celował we wszystko co widział ze swojej broni palnej. Oghren ze swym toporem czekał w głębi duszy mając nadzieję że zaraz rzuci się na nich stado zdziczałych orków czy chociaż bandyci.
- Zastanawia mnie tylko... Czemu nie ma tu żadnych ciał? - zapytała elfka wyjmując jedną z żelaznych strzał z kołczanu.
- Może mieszkańcom udało się ewakuować zanim przybyli magowie? - zapytał Czytelnik zwijając mapę i wyjmując jakiś zwój mieniący się pomarańczową energią.
Mariok zmrużył oczy, coś mu tutaj nie pasowało.
- Więc skąd tu tyle śladów walki? Chyba nie rzucali by we wszystko tak po prostu? - zdziwił się Jack.
- A cholera ich wie. - mruknął Oghren. - Ale jeśli wciąż tutaj są to mocno tego pożałują.
- Rozejrzyjmy się za domem który mógł należeć to tego handlarza. - powiedział Czytelnik.
- Myślicie że on i jego skarb jakimś cudem tu jeszcze zostały? - zdziwił się Mariok. - Jeśli był tak bogaty jak mówił Michael to na pewno już wszystko zabrali.
- Nie dowiemy się póki nie sprawdzimy. - powiedział Czytelnik idący z przodu i wciąż ciągnący wóz.

Nei'qul obudził się. Jedyne co pamiętał co nalewanie zupy jednemu z kopaczy i potężny błysk błękitnego światła. Najpierw ucieszył się że w ogóle przeżył ich atak po czym nagle sparaliżował go strach. Ten chłód... Jest znowu wśród nich... Już po nim...
Otworzył oczy i rozejrzał się. Był przykuty do ściany w jakiejś jaskini. Chłód mroził mu futro i skórę. Ale on wiedział że to nie od jaskini, to od ich obecności...
- Jaki ten świat jest mały.
Wtedy go ujrzał. Zabójca w kapturze przypominającym czapkę błazna. Podniósł się z krzesła przy wyjściu i spojrzał na niego swoimi wężowymi oczyma. Uśmiech znów wykrzywił jego twarz.
- Ty! To niemożliwe!
- Pomyśleć że wtedy kiedy spotkałem ciebie i twojego przyjaciela nie uważałem cię za nikogo istotnego. Powiedz mi no, co tam u twojego przyjaciela argorianina?
- Pracujesz dla nich? To jest to? To jest twoja nowa praca po tym jak odszedłeś od...
- Mrocznego Bractwa, tak. Twój gadzi kolega dalej z nimi pracuje? Cóż za zmarnowany talent... Widzę że przynajmniej ty wybrałeś dobrą drogę.
- Nie! Kult Firnu to nie jest dobra droga! To droga po zwłokach!
- To droga która nareszcie pasuje do mojego stylu. - przyznał błazen. - Tyle lat szukałem tych którzy by do mnie pasowali... Którzy rozumieli by tak jak ja... I pomyśleć że nie znalazłem ich wśród zabójców... Ale mniejsza, ciebie pewnie nie interesuje moje życie. Tym martwisz się o swoje.
- Martwię? Nie... Ja po prostu wiem że już po mnie... Chciałem opuścić ten wasz cholerny Kult! Pamiętam co oni wtedy mówili! Jego nie da się opuścić... Nawet ta cholerna księga... Jak mogłem być na tyle głupi żeby wam ją oddać i myśleć że mnie zostawicie!
- My? Ależ nie, ja nie należę do tego Kultu. Możesz nazywać mnie przyjacielem rodziny.
- Ja już do niej nie należę! - wrzasnął Nei'qul i szarpnął łańcuchami.
- Mylisz się. Jak sam powiedziałeś, Kultu nie da się tak po prostu opuścić. Zostaje się z nimi do końca życia.
- Więc mnie zabij! Teraz! Nie pomogę im nigdy więcej w waszym szalonym planie!
- Pomożesz. - powiedział wyjmując zza pasa sztylet. - Kult Firnu ma dla ciebie nowe zadanie. A ja dopilnuję żebyś się na niej zgodził. - powiedział i podszedł do niego. Kiedy przybliżał sztylet do jego wystraszonej twarzy uśmiech ani na moment nie zniknął.
- Nie!!! - wrzasnął z całych sił w przerażeniu Nei'qul a echo jego krzyku odbijało się jeszcze po jaskini przez długi czas.

Avatar
Konto usunięte
Albert ,po tym jak go szturchną Oghren , się obudził i zszedł z wozu, w przeciwieństwie do reszty grupy on nie wyciągną żadnej broni tylko chwycił mocno swoją torbę
- To oh mam z kimś pójść czy co ......... bo ech ni jak nie potrafię walczyć więc

Avatar Gniotek7
Właściciel
Złodziejka wyciągnęła trzeci nóż z tyłu pasa i podała mu starając się go nie dotknąć.
- Czas się nauczyć.
- Hej to chyba tam! - zawołał Jack i wskazał jedną z niewyróżniających się z budowy niczym drewnianej chatki. Jednej z dwudziestu które się tutaj znajdowały. Różniła się jednak tym że w oknie stała figurka kota zrobionego ze złota i machająca jedną z łap. - Wątpię żeby któryś z normalnych wieśniaków miał coś tyle wartego.
Czytelnik zostawił wóz z mułami kilkanaście metrów od chatki i cała grupa podeszła tam. Jack chciał zajrzeć przez okno ale tuż za kotem była czerwona zasłona.
- No dobra, no to czas zobaczyć na ile bogaty ten człowiek jest! - zawołał Oghren i z buta wyważył drzwi nawet nie sprawdzając czy nie są po prostu otwarte po czym elfka która stała kawałek za nim wydała cichy jęk.
Na środku chaty stał fotel wyłożony czerwonym materiałem a na nim siedział niezwykle jak na okolicę gruby człowiek ubrany jedynie w same bawełniane majty oraz buty. Jego martwą twarz wykrzywił wyraz przerażenia a na ziemi przed nim leżały flaki wypadającego z jego rozciętego głęboko brzucha. Dookoła niego wszędzie leżało pełno złota, srebrnych i złotych sztućców i naczyń oraz skrzynie, amulety i pełno tego typu przedmiotów.
- Cholera... - mruknął Oghren rozglądając się. - Koleś źle skończył... Ale te pieniądze...
Mariok - co dziwne jak na goblina - nie przejął się jednak złotem kiedy Jack i Oghren weszli do środka i zaczęli przeglądać bogactwo. Obserwował ich w zamyśleniu jakby próbując do czegoś dojść. Elfka stanęła z boku i wymiotowało z powodu widoku grubasa i jego wnętrzności. Czytelnik wszedł do środka i podszedł do ciała po czym wyciągnął jakiś zwój, uniósł nad zwłokami i powiedział coś cicho w dziwnym języku. Zwój się rozsypał a wraz z nim całe ciało zamieniło się w pył, wewnątrz chaty zawiał wiatr a prochy wyleciały z chaty i uniosły się ku niebu.

Avatar darcus
Tymczasem Victoria, dotarłszy do farmy Finara, zaczęła szukać jej gospodarza, wypytując o niego miejscowych i starając się nie zwracać uwagi na ukradkowe spojrzenia wieśniaków, które rzucali niebieskiej, kiedy myśleli, że tego nie widzi. W końcu natknęła się na niepozornie wyglądającego, jak na właściciela takiego majątku, młodego mężczyznę, z niedokładnie ogolonym zarostem, ubranego w zielony kombinezon roboczy, pobrudzone zaschniętym błotem kalosze i brązową, połataną uszankę. - Ty jesteś Finar? - Zapytała, z niesmakiem patrząc na niechlujny strój domniemanego gospodarza.
- Ta, a co? - Zapytał farmer, dłubiąc małym palcem lewej ręki w nosie.
- Emm... Mam dla ciebie list od Darcusa... - Zastanawiając się, czego Mistrz Asasynów mógłby chcieć od takiego prostego chłopa, Victoria ostrożnie podała mu pismo.
- Ta? Ciekawe co stary teraz chce. - Zaciekawił się Finar, biorąc list, odpieczętowując i czytając. Widać było, że ledwie rzucił okiem, a już pokiwał z zamysłem głową, unosząc brwi i pociągając nosem. - W porzo, chodźta za mno panienko. - Mruknął, puszczając jej oczko i idąc w stronę dużej stodoły, po drodze wsuwając list do tylnej kieszeni spodni.
Victoria przewróciła oczami i niechętnie ruszyła za nim.

Avatar
Konto usunięte
Zanim weszli do domu, Albert przyjął "Podarunek" złodziejki i jej podziękował jednak kiedy zobaczył trupa to lekko się skrzywił pod maską, nie tyle z tego że flaki tego człowieka by po złej stronie jego ciała tylko dlatego że gdyby byli wcześniej to może by zdołali go uratować.


Tym samym czasie kiedy to się działo, to przez jedną z wsi , która była zniszczona przez mroźnych magów, przechodziła grupa ludzi ubranych w takie pancerze
static.gosunoob.com/img/1/2016/10/follower-armor-set-ashes-of-ariandel-1024x616.jpg
byli również uzbrojeni, przeważnie w oszczepy, szable poniektórzy także nosili tarcze i pochodnie, jeden z nich trzymał sztandar na którym widniała głowa wilka który w pysku trzymał miecz, natomiast z lub za głowy wyrastało martwe drzewo. Grupie przewodził osobnik uzbrojony w prosty miecz który był trochę grubszy i dłuższy od takiego normalnego miecza jednoręcznego jednakże nie był tak długi żeby można było by go nazwać mieczem dwuręcznym, natomiast był ubrany w takowy pancerz
s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/74/ff/9e/74ff9eab2f8b822f2f266800b92d0f41.png . Wyglądało na to że szukają czegoś lub kogoś w jakich zamiarach było dane tylko im wiedzieć

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cholera ile złota! - wołał Jack. - Teraz dopiero można nas nazwać Złotą Gildią ha ha!
W tym momencie do Marioka dotarło coś tak prostego, a jednak chwilę mu to zajęło.
- To pułapka!
- Co? - zdziwił się Oghren. - Daj spokój, przecież tutaj nikogo nie ma...
W tym momencie drzwi pozostałych domów zaczęły się otwierać. Złodziejka obróciła się wyciągając sztylet. Elfka wyprostowała się słysząc skrzypienie drzwi i chwyciła z powrotem za swój łuk który oparła przed chwilą o ścianę chaty martwego bogacza. Z chat zaczęli wychodzić miejscowi, nieśli wszelkiego rodzaju narzędzia. Sierpy, młoty ///+10 do komunizmu///, widły czy noże kuchenne. Poruszali się jakoś spokojnie ale wszyscy ruszyli w stronę grupy. Ich oczy świeciły się bladym błękitem. Wyglądało na to że nie byli ranni, za to zdecydowanie nie myśleli samodzielnie.
Rozległ się huk. Mariok wystrzelił w kobietę idącą z przodu trafiając ją w klatkę piersiową. Padła na ziemię martwa.
Oghren wyjrzał przez drzwi.
- Cholera zombie! Nareszcie! - zawołał łapiąc oboma rękoma za swój topór.
- To nie nieumarli! - zawołał Czytelnik. - Podejrzewam że ktoś ich opętał.
- To nie ma różnicy tak długo jak chcą nas zabić! - zawołał Mariok i wystrzelił ponownie tym razem w chudego faceta z grabiami będącego najbliżej jego. Trafił go w rękę w której trzymał grabie, upuścił grabie i złapał się za raną drugą ręką. Nadal jednak szedł w ich stronę.
Jack wyciągnął szablę i stanął w drzwiach.
- Jasny gwint!
- Jest szansa żeby ich obudzić? - zapytała elfka celując łukiem w jednego z nich ale nie strzelając.
- Gdzieś w okolicy mogą być magowie którzy ich kontrolują, trzeba ich znaleźć! Nie zabijajcie ich! Starajcie się ich ogłuszyć! - mówił Czytelnik po czym wyjął jakiś zwój. Wypowiedział coś po elficku i z ziemi obok wozu wystrzeliły pnącza wiążąc trzech opętanych wieśniaków.
Elfka w końcu wystrzeliła trafiając swój cel w nogę. Ten jednak mimo iż trochę kulejąc wciąż szedł w jej stronę jakby nie czując bólu.

Avatar darcus
Finar zaprowadził Victorię do sporej wielkości stodoły, gdzie znajdowało się w zagrodach rozdzielonych gatunkami wiele zwierząt. Były tam psy, owce, kozły, świnie, konie, bydło, a nawet tak egzotyczne stwory jak ścierwojady. Farmer otworzył zagrodę, w której drzemał czarny, rosły koń i z uśmiechem wskazał go Victorii, ku zdziwieniu tej ostatniej.
- Co mam przez to rozumieć? Darcus chciał od ciebie konia? - Zapytała zdziwiona, postępując krok w tył.
- Dalej, zobacz sama, podejdź. - Zachęcał ją Finar z niezbywalnym uśmieszkiem na twarzy.
Niebieska niepewnie podeszła nieco bliżej i wyciągnęła rękę, by pogładzić zwierzę po grzbiecie, ale gdy tylko opuszki jej palców zetknęły się ze skórą konia, odskoczyła do tyłu jak poparzona, niemal się przewracając.
W tym samym momencie koń podniósł się, głośno parskając, a jego skóra zmieniła barwę na czerwoną, ciało porosły duże, łuskowe płyty, ogon wydłużył się, na pysku pojawił się zakrzywiony róg, a większą część zwierzęcia pokrył ogień.
Finar wybuchł serdecznym śmiechem obserwując niedowierzanie i przerażenie Victorii w reakcji na widok potężnej, niezwykłej i niewątpliwie groźnej bestii...

Avatar Omeg12
Kiedy już znalazł się u celu, rozejrzał się za rzeczonym Axiliariusem.

Avatar darcus
Ax żwawo dyskutował z kilkoma kowalami przy jednym z wielkich pieców.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią