Konto usunięte
- Mam pewną wiadomość
Podaje mu list
- Wygląda na to, że obie straciłyśmy coś bliskiego i cennego... - Podsumowała Victoria, starając się uśmiechnąć na przekór losowi, co niezbyt jej wychodziło.
Kiedy już się obudził, spędził chwilę na medytacji, aby jako tako oczyścić myśli i może wpaść na jakiś pomysł, co zrobić dalej.
Obudził się rankiem, jako jeden z pierwszych. Pozostali, którzy już nie spali, powoli zabierali się za zwijanie obozu.
Właściciel
- Wiadomość? A od kogo to - zapytał zdziwiony ale w tym momencie spojrzał na pieczęć i uśmiech mu zniknął. - Teraz? Myślałem że mam jeszcze dwa dni! Cholera... Emm... Chyba musisz wyjść... Mam... Mam coś ważnego do zrobienia... Nie mam teraz czasu! - zawołał widząc że ktoś w chodzi to sklepu, chwycił list i pobiegł na zaplecze zatrzaskując za sobą drzwi. Obywatel który dopiero co wszedł spojrzał na Alberta zdziwiony po czym wyszedł ze sklepu.
- Myślę że dogadałybyście się ze sobą. Jest dość młoda ale traktuje wiele rzeczy naprawdę poważnie. Czasami mam wrażenie że gdyby nie ja lub Elisif to w ogóle nie wchodziła by do miast.
Konto usunięte
On również wyszedł z sklepu ale w przeciwieństwie do obywatela nie był za bardzo zdziwiony, postanowił także wrócić pod bramę
Właściciel
Michael opierał się o wóz i pisał coś w swoim notatniku, nawet nie podniósł głowy kiedy Albert przyszedł. Wyglądał na skupionego.
Konto usunięte
W takim razie nie zawracał mu głowy i usiadł pod murem
- Może powinnyśmy się poznać... Ale lepiej nie. - Zreflektowała się Victoria po śmiało wysuniętej propozycji. - Nie chcę narażać kolejnych osób. - Wyjaśniła, patrząc Abraxasowi w oczy.
Właściciel
- Myślę, że na pewno jest jakiś sposób by ci pomóc. - odparł Karczmarz po chwili milczenia. - Musisz po prostu do odkryć.
- Może i tak. Nie wiem tylko czy... Potrafię. - Rzekła niebieska po chwili namysłu.
Właściciel
- Jak to powiedział kiedyś mój stary znajomy. Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko te niedokonane. Więc warto spróbować, co nie? - Gniotek wyglądał teraz jakby przez motywowanie ludzi sam czuł się lepiej.
- Mój ojciec raz spróbował. A teraz nie żyje. To chyba o czymś świadczy... - Westchnęła smętnie Victoria.
Właściciel
- No... To dość niewesoła perspektywa... Ale nie zamartwiaj się! Na pewno znajdzie się ktoś kto mógłby ci pomóc! - zawołał po czym zamilkł nie wiedząc co więcej powiedzieć. Nagle na coś wpadł. - Chyba... Chyba może nawet znam kogoś kto mógłby ci pomóc.
- To znaczy? - Zapytała Victoria, podnosząc nagle wzrok, zdziwiona. - Tylko błagam cię, nie rób mi nadziei bez potrzeby. - Dodała pospiesznie, uważnie słuchając, co ma do powiedzenia Abraxas.
Tymczasem do drzwi pokoju Elisif rozległo się pukanie.
Konto usunięte
Albert powoli zaczynał usypiać pod tym murem
Właściciel
Elisif zdziwiona bo nie słyszała nikogo wchodzącego po schodach wstała od stolika w pokoju, podeszła do drzwi i je otwarła.
- Znaczy, nie jestem całkowicie pewien. Ale mój przyjaciel Masil jest człowiekiem który wie o niezwykłej ilości dziwnych rzeczy i tak sobie pomyślałem... Jeśli miałbym zgadywać kto ze wszystkich osób które kiedykolwiek spotkałem mógłby ci pomóc, to byłby to właśnie on. Nie jestem tego pewien oczywiście, ale chyba warto chociaż zapytać, prawda? - Karczmarz mówił trochę nie pewnie bo z jednej strony czuł że Masil mógłby jej jakoś pomóc, a z drugiej nie chciał żeby Victoria się potem zawiodła gdyby okazało się że tak naprawdę jego przyjaciel nie może jej pomóc.
W ciągu kilkunastu następnych minut pod bramą przyszła elfka i złodziejka które szeptały pogrążone w jakiejś dyskusji. Spojrzały tylko na Michaela i Alberta po czym wróciły do rozmowy.
Tymczasem Masil stał przed gigantycznych wymiarów mapą unoszącą się przed nim. W prawym dolnym rogu mapy widać było fragment Starego Kontynentu, na reszcie mapy było rozsypanych pełno innych wysp, krain i kontynentów. On jednak zajęty był jednym miejscem na mapie, całkowicie na górze i lekko po lewej. Według mapy była tam tylko woda, on jednak przesuwał palcami w tej okolicy szepcząc jakieś słowa, prawdopodobnie zaklęcia, jakby czegoś szukał.
- Jeśli nie ma ryzyka, to... Dlaczego nie? - Rozpogodziła się nieco Victoria.
Okazało się, że do drzwi pukał asasyn, a konkretnie ten, który zazwyczaj roznosił wiadomości po okolicy. Nie wyglądał na radosnego... - Pani. - Ukłonił się. - Wielki Mistrz chciałby się z tobą widzieć w ogrodach miejskich, o ile to nie zakłóci twoich zajęć. - Rzekł pokrótce.
Poszukał kogoś, kto mógłby mu udzielić informacji na temat dalszych planów ekspedycji.
Właściciel
- Dobrze. Zamierzam odwiedzić go dzisiaj wieczorem, może pójdziesz ze mną?
- W takim razie pójdę do niego od razu. - odparła Elisif, wyglądało na to że nie była zajęta niczym ważnym.
Masil nagle zamarł. Ruszył palcem z powrotem po tym samym miejscu po mapie jakby nie wierząc.
- Jasna cholera... - mruknął. - Nie... On nie może tego wiedzieć. -Szybko ruszył z góry na dół ręką i mapa sama złożyła się szybko i spadła na ziemię. Podniósł ją, włożył do kieszeni i pobiegł do wieży przed którą stał. Rycerz spod drzewa który przed chwilą obserwował Masila z powrotem opuścił głowę na dół myśląc nie wiadomo co.
Zapewne żarliwie dyskutująca grupa asasynów wyższego stopnia, paladynów i magów była tym, czego Davis szukał.
- No cóż... W porządku. Jeśli sądzisz, że warto spróbować, to chyba mogę ci zaufać. - Odpowiedziała Victoria.
- Prosił też, byś przyszła sama. - Dodał posłaniec, spoglądając na Gorgoron, która ukradkiem ustawiła się obok Elisif.
- Co jest? - Zapytał ciekawsko Kaziu, stojący tuż za Masilem. Chwila... Jak on się tam znalazł?
Właściciel
- Świetnie. Powiem ci jak będę się tam wybierał. - odparł Karczmarz i odstawił czyszczony kufel pod ladę.
Elisif teraz dopiero spojrzała na Gorgoron i westchnęła.
- Słyszałaś co powiedział, najlepiej będzie jak zostaniesz w Karczmie. Niedługo przyjdę. - powiedziała Elisif i ominęła asasyna kierując się do ogrodu. Gniotek odprowadził ją wzrokiem.
- Nie nic, po prostu... Po prostu odkryłem coś czego do końca się nie spodziewałem. Coś o czymś ktoś nie może się dowiedzieć. Ale to na razie nie ważne. Choć, zajmiemy się teraz tą szkatułką. - powiedział Masil i udał się na poziom w którym przetrzymywał wszystkie stare przedmioty, artefakty etc.
- Pozwolisz, że posiedzę tu jeszcze trochę i popatrzę jak pracujesz? - Zapytała Victoria, starając się choć pozorować uprzejmość.
Gorgoron wyraziła swą niechętną zgodę kiwnięciem głowy, zaś asasyn ruszył dalej.
- Sięrobi. - Odparł Kaziu i poszedł za Masilem.
Darcus siedział w ogrodach, starając się medytować, z niezbyt dużym sukcesem zresztą. Jego umysł przepełniały wspomnienia śmierci Sana, a także towarzyszące im smutek, gniew, strach i przede wszystkim ból. Nie miał pojęcia, jak poradzi sobie bez swego najstarszego i najlepszego przyjaciela, w towarzystwie którego spędził niemal całe swe ludzkie życie. Po jego policzkach okazjonalnie spływały pojedyncze łzy. I pomyślałby kto, że niegdysiejszy Powiernik, który zwał się Śmiercią i miał z nią tak wiele do czynienia, jest na nią teraz tak wrażliwy i bezradny...
Konto usunięte
Albert wciąż siedział pod murem i zasypiał, nie to że jakoś mu to przesadzało
Właściciel
- Jasne, w końcu to Karczma. - odparł Abraxas uśmiechając się. - Możesz tu siedzieć ile chcesz.
Elisif kiedy tylko weszła do ogrodów i ujrzała go podeszła blisko.
- Darcus? Coś się stało? - zapytała trochę zaniepokojona.
Masil udał się do pomieszczenia i podniósł szkatułkę która stała na niewielkim szklanym stoliku, znaki na niej wciąż się świeciły.
- Swoją drogą, próbowaliście już ją otworzyć? - zapytał mag spoglądając na Kazia.
Victoria odwzajemniła uśmiech, po czym oparła się łokciem o ladę, podpierając podbródek dłonią, a palcami drugiej dłoni przejechała delikatnie po ladzie. W tym momencie nagle zamarła, jakby naszły ją jakieś niepokojące myśli. - Zaraz... Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale mógłbyś mi dać się dotknąć? - Zapytała nagle śmiertelnie poważnym tonem.
- Ach... Elisif... Jesteś... - Wybąkał Darcus słabym głosem, patrząc na swoją siostrę. - Wiesz, dostałem wiadomość od Sana... Wołanie o pomoc... Przybyłem na północ, ale... Za późno... - Jąkał się, z trudem dobierając odpowiednie słowa.
- Tak, ale wybuchła mnie w ścianę. - Goblin podrapał się po głowie.
Właściciel
- Emm... - Karczmarz spojrzał na nią zdziwiony. - Okeej? - wysunął w jej stronę rękę jakby nie wiedząc czego się spodziewać.
- San? - Elisif wyglądała na zszokowaną, jakby nie spodziewała się że ktoś kogo tak długo znała mógł tak nagle umrzeć. Położyła po rękę na ramieniu i przykucnęła przy nim. - Co... Co mu się stało?
Masil już sięgał palcami otwarcia szkatułki kiedy słysząc słowa goblina cofnął je.
- No tak, zabezpieczenia, to dość spodziewanie. Choć, pójdziemy na zewnątrz i zobaczymy jak ją otworzyć. - powiedział i ze szkatułką pod pachą ruszył na zewnątrz.
Prawdopodobnie tak. Podszedł do grupy, na razie tylko nasłuchując z bezpiecznej odległości.
Niebieska wyciągnęła swoją dłoń i ostrożnie, ledwo wyczuwalnie, przesunęła opuszkami palców po skórze Karczmarza, wpuszczając w tym samym momencie wyraz skupienia na swoją twarz. Po krótkiej chwili cofnęła rękę i pokiwała głową ze zrozumieniem. - Rozumiem... Spotkaliśmy się kiedyś. - Wyjaśniła.
- Był tam ten potwór, Kain... On go... Zabił... I ukradł jego duszę... Zawiodłem... - Mówił Darcus coraz słabiej.
Kaziu posłusznie podreptał za Masilem.
- Nie możemy tu zostać! -
- Nie ma mowy, nie narażę tak moich ludzi! -
- Daj spokój, sami przecież robiliście podobne sztuczki... -
- Powiedziałem, nie! -
Grupka najwyraźniej dyskutowała o podróży z powrotem, a część magów proponowała teleportację całej ekspedycji, na co pozostali reagowali raczej sceptycznie...
Właściciel
- Naprawdę? - zdziwił się Karczmarz i jakby próbował to sobie przypomnieć ale nie potrafił.
- Darcus... Dobrze wiesz że to nie twoja wina, przybyłeś tak szybko jak zapewne mogłeś.
Kiedy odeszli już kawałek od wieży Masil pokazał goblinowi ręką by ten się zatrzymał, po czym odszedł kawałek i po wciągnęciu powietrza otworzył szkatułkę. Tak jak wcześniej doszło do wybuchu który odrzucił Masila od szkatułki.
- Tak... To potwierdza co mówiłeś... - jęknął Masil wstając z ziemi. - Hmm... To nie może być takie trudne... - powiedział i rzucił jakieś zaklęcie, szkatułka drgnęła tylko lekko ale nie otwarła się. - To nie pasuje... Ale spokojnie znam jeszcze kilka...
Przez następnie dwadzieścia minut Masil kręcił się dookoła szkatułki i próbował oddziaływać na nią wieloma różnymi zaklęciami, za każdym razem bezskutecznie.
- Szlag by to trafił! - zawołał w pewnym momencie. - Zdecydowanie zaklęcia na nią nie podziałają... Będę musiał wymyślić coś innego...
- To było jakiś czas temu, kiedy do końca nie byłeś sobą. Byliśmy u jakichś wiedźm z Elisif i Darcusem, a on poprosił mnie, żebym sprawdziła, co z tobą. To było dość... Szokujące doświadczenie i byłeś wtedy całkiem inny, ale to jednak ty. - Wytłumaczyła Victoria.
- Co ja mam teraz zrobić? Jestem w kompletnym proszku... Bez Sana nic nie będzie już takie samo... - Użalał się asasyn. Miał ochotę wstać, zdemolować cały ogród, spalić miasto, zabić wszystkich... Ale wiedział, że nawet gdyby zdołał to zrobić, nic by nie dało. Zdawał sobie sprawę, że nie umie w żaden sposób odwrócić tego, co zaszło.
- Mój dziadek, Jarek, zawsze otwierał zacięte skrzynki wykałaczką, którą trzymał za uchem! - Pochwalił się z dumą goblin, starając się podsunąć Masilowi jakiś pomysł.
- Mogę wtrącić swoje skromne zdanie? - spytał Davis wychodząc naprzód
Konto usunięte
Albert wtem zasnął, widocznie tydzień złego snu udepnął na nim całkiem duże piętno, oczywiście inni nic nie wiedzieli o tym tygodniu więc wnioski jakie wynieśli są prawdopodobnie różne, a tak przy okazji miał maskę na twarzy
Wszystkie oczy zwróciły się na Davisa. - Byle szybko. - Popędził go jeden z dyskutujących.
Właściciel
- No cóż... Nie do końca byłem sobą... Znaczy może i byłem... Ale nie byłem sam. Tak to się kończy kiedy jesteś szaleńcem i myślisz że uda ci się poradzić w wymiarze w którym jedyne co cię może spotkać to demony. Ale przeżyłem, ledwo, ale jednak.
- Musisz zrobić to co normalnie byś zrobił. Pomyśl Darcus to co zrobił... Jest okropne, ale nie zapominaj też że jest jeszcze pełno osób które mogą stracić przez niego życie. Trzeba postarać się i go powstrzymać. San na pewno nie chciałby żebyś się teraz rozklejał i poddawał, wręcz przeciwnie. Myślę że chciałby żeby jego śmierć nas wzmocniła i pokazała jak ważne jest, żeby ten potwór został pokonany.
- Problem w tym że wytrychy czy cokolwiek takiego raczej tutaj nie zadziałają. Ona nie ma żadnego otworu na klucz czy inny przedmiot. Nie przypomina ci się przypadkiem coś co mówił ten krasnolud? Może wspominał ci że ma pomysł jak ją otworzyć?
- Widać nie ja jedna wiele przeszłam. Demony, tak? To wyjaśnia ten zielony dreszcz. - Zastanawiała się na głos Victoria.
- Masz... Masz rację. - Z trudem otrząsnął się Darcus. - Trzeba coś zrobić... Trzeba natychmiast zacząć tworzyć tę broń z księgi... Kain ma Kamień Nieskończoności, więc nie ma czasu do stracenia... - Próbował się skupić.
- Eeemmm... - Zastanawiał się goblin. - Nie. - Burknął w końcu.
Właściciel
- Cóż, w sumie to i tak trochę spartaczyłem robotę bo zamiast pokonać demona którego chciałem to przeze mnie wydostał się z tamtego wymiaru, w sumie to drugi raz. Dlatego teraz siedzę tutaj. Bycie bohaterem to nie moja bajka.
- Cóż, poprosiłam Gniotka żeby zaniósł list Masilowi, patrząc na to czego potrzeba do stworzenia go to raczej nie ma innego wyjścia.
- Ciekawe... Pomyśleć że jedyne co kazał mi przekazać to tą niewielką wiadomość... Boga oszustwa można pokonać ale słono się za to płaci... Te krasnoludy czasami uważają dziwne wiadomości za bardzo ważne... - W tym momencie znieruchomiał. - No tak! Krasnolud! Słono się za to płaci! Genialne!!! - wrzasnął, chwycił szkatułkę w ręce i niezwykłym pędem pobiegł do wioski krasnoludów.
- Zostawać tutaj nie ma po co, z tego co wiadomo mi i zapewne wam. Czemu nie mielibyśmy się po prostu teleportować gdzieś na południe?
- Kłamać to ty nie umiesz. - Parsknęła śmiechem Victoria, po czym posłała Abraxasowi porozumiewawczy uśmieszek.
- Upewniłaś się, że dostarczył wiadomość? - Zapytał Darcus, 'patrząc' jej w oczy.
- Zwariował... - Kaziu gapił się na pędzącego Masila z otwartą gębą, samemu nie będąc w stanie się ruszyć.
- Widzicie? On też się zgadza! -
- Nie pozwalam na to! A co jeśli ta teleportacja nie zadziała? Jest nas zbyt wielu! -
- Bzdety pleciesz, mamy najlepszych magów z miasta, musi się udać! Musimy zdać raport dowództwu! -
- Za bardzo boję się o życie moich ludzi! To szaleństwo! -
I kłócili się dalej...
Właściciel
W tym momencie w oddali ujrzeli coś spadającego z nieba, dużego i błękitnego... Jeden z ocalałych paladynów jęknął i zaczął krzyczeć do kłócących się ludzi.
- To oni! Wracają! Musimy się stąd wynosić!
W tym momencie z podziemi wyszedł Mariok z Oghrenem, podeszli i usiedli przy ladzie.
- A wy co? Znowu alkohol?
- Nie... Michael powiedział że jak będę pił przed misją to nie pozwoli mi iść. - mruknął posępnie Oghren. Poza tym piłem rano, na razie starczy.
- Ja bym w sumie coś zjadł. - powiedział Mariok.
- Mogę coś przygotować, i tak nie mam wiele do roboty.
- Jasne, macie kurczaka?
- Powinien być.
- To bym zjadł.
- Się robi, Oghren ty też chcesz?
- Nie... Będę się obżerał po misji.
- Jak tam chcesz, zaraz wracam. - odparł i poszedł do kuchni.
- Szczerze to nie... - powiedziała Elisif. - Zapytam się go jak wrócimy do Karczmy.
Masil po pewnym czasie dobiegł do wioski i wpadł do domu tego samego krasnoluda który wcześniej stworzył mu urządzenie dzięki któremu zdobył tak wiele mocy.
- Potrzebuję cię żebyś mi to otworzył! - zawołał i postawił szkatułkę na jego stoliku.
Krasnolud uniósł brwi zdziwiony, odstawił coś przypominającego kubek nad czym właśnie zapewne pracował i przyjrzał się szkatułce.
- Nie możesz jakiegoś czary mary rzucić, czy coś? - zapytał.
- Gdyby to było takie proste to bym do ciebie nie przychodził! Potrzebuję żebyś przeprowadził Przesolenie!
Teraz krasnolud spojrzał na niego jak na wariata.
- Czyś ty na rozum padł? Wiesz ile to kosztuje? Ostatni raz Przesolenie przeprowadzono dwieście lat temu a zawartość skrzyni którą jeden z klanów tak bardzo chciał otworzyć okazała się nic nie warta! Przesolenie kosztowało ich tak wiele że cały klan upadł, doszło do wojny domowej! Zginęły setki krasnoludów! Cokolwiek by było w tej skrzynce, to nie jest tego warte!
- A ja ci mówię że jest! Czego potrzebujesz? - w jego głosie słychać było niewiarygodny entuzjazm
- Ciebie chyba naprawdę poje**ło. - powiedział po chwili krasnolud.
- Mam tak od urodzenia. Mów czego i ile potrzebujesz!
- Czego? Ach zaledwie dwudziestu ton pie**olonej soli! Skąd ty to chcesz niby zdobyć?
- Coś wymyślę! Przygotuj wszystko inne co będzie ci potrzebne! - zawołał i wybiegł z jego chaty i skierował się z powrotem do wieży.
- Poje**ło go. Jasna cholera. - krasnolud wciąż patrzył na otwarte drzwi od chaty i przetarł sobie brudną ręką czoło. - Wariat jakich mało...
W tym momencie stojący obok asasyn zaczął płonąć. W krótkim czasie jego całe ubranie spłonęło, ale płomień nie gasł. Przeciwnie, przybierał na sile. - Wynocha stąd, już! - Wrzasnął głosem, który poniósł się echem po obozie. Asasyn, który wcześniej był tak mocno sceptyczny, teraz wyglądał, jakby miał zaraz narobić w gacie.
- Zmieniłem zdanie. Teleportuj! - Jęknął do przywódcy magów, który mimo jego uwagi i tak już szykował zaklęcie. Tymczasem płomień ognistego powiększał się coraz bardziej...
Victoria w milczeniu przyglądała się dwójce, znaczną większość uwagi skupiając na Marioku. Wyglądało to tak, jakby zobaczyła coś na jego twarzy...
- Dobrze. Niech będzie. Wracajmy. Muszę sobie... Przemyśleć kilka spraw. - Odparł Darcus, kiwając głową.
//Sorka, przyzwyczaiłem się, że większości tych postów albo nie rozumiem, albo nie są nijak przydatne dla mojej postaci//
Paladyn panikuje? Zapowiada się ciekawie - pomyślał Davis słysząc zapewne te ostrzeżenia, po czym wyciągnął miecz
- Cokolwiek zamierzacie zrobić, lepiej róbcie to szybko
Właściciel
Po chwili zebrała się reszta ocalałych paladynów. Błękitny obiekt spadający z nieba zniknął gdzieś za wzgórzem.
Mariok jakby to wyczuł i spojrzał się na Victorię.
- Jakiś problemik? - zapytał.
Elisif wstała więc i wraz z Darcusem ruszyła z powrotem do Karczmy.
Kilku magów dołączyło do tego, który już szykował zaklęcie, razem z nim tworząc pole magiczne, które powiększało się i niczym koc okrywało wszystkich członków ekspedycji.
Tymczasem płomień ognistego nie przygasał ani trochę. Wręcz przeciwnie, powiększał się. Mężczyzna odbił się od ziemi i ruchem parabolicznym poszybował za wzgórze, gdzie wylądował niczym meteor obok tajemniczego, niebieskiego obiektu.
Victoria pokręciła głową. - Nie, tylko... Chyba nie jesteś stąd. - Dodała, ostrożnie dobierając słowa.
Darcus przez całą drogę wydawał się zamyślony, a w jego ekspresjach wciąż widniały ślady rozpaczy po utracie przyjaciela. Widać jednak było, że wsparcie Elisif mocno podniosło go na duchu.
Właściciel
W miejscu gdzie stał niebieski obiekt stała jednak tylko jakaś przygarbiona postać. Miała na sobie obdarte szaty i podpierała się laską. Kaptur zasłaniał jej górną część twarzy ale widać było że jest strasznie pomarszczona. Trzęsła się tylko lekko jakby miała trudności żeby ustać w miejscu.
- No... W sumie to mało powiedziane. Rakieta którą leciałem... No cóż, poleciała trochę za daleko. - odparł Mariok kiedy wrócił Karczmarz i podał mu kurczaka. - Miałem wylądować na sąsiednim kontynencie a poleciałem jakieś kilka oceanów dalej... No ale jako goblin to w sumie byłem do tego przygotowany, często testujemy nowe wynalazki na nas samych. To miał być nowy super napęd! No i ten... Chyba był zbyt super. - zakończył goblin i wziął się do jedzenia nogi z kurczaka.
Elisif idąc obok Darcusa otoczyła go lewym ramieniem.
Konto usunięte
Albert nadal sapał pod tym murem,
Ognisty widząc starczą figurę opuścił nieco gardę, acz po niegasnącej posturze jego płomienia widać było, że jest gotów natychmiast ją podnieść. - Co to ma być? Jakiś fortel? - Zagrzmiał zdziwiony i z lekka poirytowany.
Tymczasem magowie stworzyli pole, które przykryło już niemal całą ekspedycję.
Victoria uniosła jedną brew. - Rakieta? - Zapytała zdziwiona.
Darcus, idąc w milczeniu, odwzajemnił gest, wciąż zamyślony.
- Przepraszam za ignorancję, ale co tu się właśnie odbywa?
- Teleportacja. Najwyraźniej. Chyba, że nie o to pytasz? - Odparł jakiś asasyn, stojący blisko Davisa.
- To pytanie miało raczej ogólny charakter. Przed czym tak nagle uciekamy?