Karczma pod Historią

Avatar darcus
Na szczęście nikt jej nie zaatakował. Przynajmniej jeszcze nie. Chatka była niemal rozpadająca się, porośnięta mchem, porostami, bluszczem i innymi roślinami. Przyglądając się z bliska Kate mogła odnieść wrażenie, że drewno, z którego jest zrobiona, żyje.

Nikt nie odpowiedział. Za to ze środka dało się słyszeć cichy trzask.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate ostrożnie podeszła do okna chcąc zajrzeć przez nie do środka.

Elfka spojrzała jeszcze raz na asasyna po czym uchyliła drzwi i zajrzała do środka.

Avatar darcus
Nie było to możliwe. Okno, choć nawet nie miało szyby, było zarośnięte gęstymi pnączami, które zasłaniały widok.

W środku znajdował się Darcus, który żarliwie, acz dość cicho, dyskutował z płomiennowłosą kobietą.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate podeszła więc do drzwi chcąc je otworzyć.

Elfka weszła powoli do środka.
- Przepraszam, powiedziano mi że znajdę tutaj Mistrza asasynów. - powiedziała obserwując ich.

Avatar darcus
Drzwi były zrobione z gałęzi ciasno oplecionych bluszczem. Wyglądało na to, że tak, jak reszta domu, żyją. Otworzyły się z łatwością, nawet nie skrzypiąc.

Darcus rzucił Jeanette spojrzenie w stylu 'odezwę się później', a ona kiwnęła głową i wyszła. Asasyn zaś zwrócił się do elfki. - To ja. Słucham, o co chodzi? - Zapytał.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate postanowiła więc wejść do środka i się rozejrzeć w tej dziwnej chatce.

- Złotej Gildii udało się schwytać jednego z członków Kultu Firnu... Niestety kosztem jednego z naszych. - powiedziała przyglądając się mu.

Avatar darcus
Wyglądało na to, że w chatce ktoś mieszkał. Była w pełni wyposażona i widać było ślady niedawnego użytku, jak sztućce pozostawione na stole, czy niepościelone łóżko. Był jednak jeden mankament. Wszystkie meble były żywe. Wyglądało to tak, jakby jakieś rośliny wyrosły z podłogi, która, nawiasem mówiąc, była porośnięta mchem, i przybrały kształt odpowiednich mebli. W dodatku pod sufitem wisiał żyrandol z fosforyzujących na niebiesko kwiatów, który oświetlał wnętrze minimalnie.

Darcus od razu szerzej otworzył oczy. Wyglądało to tak jakby zaraz miał wydać z siebie triumfalny okrzyk, czy coś w tym stylu, ale w porę się powstrzymał.

Avatar Omeg12
Pomimo stanu graniczącego z przerażeniem trwał w wizji, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Skąd to się tutaj wzięło? - zapytała jakby sama siebie Kate rozglądając się uważnie po całej chatce.

- I... Ten... No... Jest w wozie, na górze. - wyjąkała w końcu elfka która w sumie nie wiedziała co jeszcze powiedzieć.

Avatar darcus
Młodzieniec odwrócił się i zniknął, zaś wizja podążyła ku tajemniczemu i równie niepokojącemu światłu, które obserwował.
- Pewnego dnia to miejsce pochłonie wszystkie światła z nieba... - Rozbrzmiewał głos, coraz głośniej i bliżej, aż w końcu stał się niemal nie do zniesienia. Davis został oślepiony przez światło. Czuł, że zbliża się do jego źródła i wtedy... Poczuł obecność...

Wizja się skończyła. Telepata leżał na podłodze, z bolącą głową, spocony. Jego mięśnie drgały słabo. Zwój leżał obok, jak gdyby nigdy nic.

Nagle Kate poczuła uderzenie w czaszkę od tyłu. Upadła na ziemię. Jedyne co zdążyła jeszcze wyczuć, zanim zemdlała, to wyjątkową miękkość mchu porastającego podłogę.

Obudziła się nieokreślony czas później w jakimś ciemnym miejscu. Wzrok powoli jej wracał, ale wciąż przed oczami miała mgłę. Siedziała chyba na jakimś fotelu, czy czymś w tym rodzaju. Dostrzegła stojący obok kocioł na słabo skrzącym się ogniu, przy którym stała zgarbiona postać, mieszając łyżką w tym, co się gotowało, cokolwiek to było.

Darcus po chwili poświęconej na zebranie myśli i przemyślenie tego, co powiedzieć, w końcu się odezwał. - Oczywiście przykro mi z powodu straty jednego z was, ale jeżeli naprawdę schwytaliście maga kultu, to jest to naprawdę dobra wiadomość. Natychmiast pójdę zbadać sprawę. - Nie czekając na odpowiedź, asasyn ruszył do wyjścia, najpierw z pomieszczenia, a potem z podziemi.

Avatar
Konto usunięte
Albert ten czas spędził głównie na pisaniu w swoim zeszycie, miał go cały ten czas na wyprawie dopiero tera miał okazje go otworzyć, co w nim było to jego sprawa

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elfka poszła pędem za nim. W drodze do wyjścia z podziemi spotkali Marioka z Jackiem niosących skarby a przy wyjściu z Karczmy Czytelnika z martwym krasnoludem na rękach. Wóz był już w połowie pusty, złodziejka właśnie wyciągała z niego kilka mniejszych sakw i dość duży srebrny puchar. Michael stał oparty o wóz z założonymi rękoma i jedną nogą na plecach maga wciąż związanego zaklęciem i na dodatek z zawiązanymi ustami który leżał na ziemi i wciąż nieudolnie próbował się wyrwać.

Kate rozejrzała się powoli i kiedy w końcu zorientowała wstała szybko z fotela.
- Kim ty jesteś?! Co ja tu robię?! - krzyknęła w stronę zgarbionej postaci.

Avatar darcus
Kiedy Kate wstała momentalnie za kostki i nadgarstki chwyciły ją jakieś pnącza i posadziły z powrotem w fotelu. - Ty powinnaś mi to powiedzieć. W końcu weszłaś nieproszona do mojego domu. - Rozległ się skrzeczący, nieprzyjemny głos, należący z pewnością do jakiejś kobiety w podeszłym wieku. Postać odwróciła się i Kate, której wzrok już całkiem wrócił, ujrzała przysadzistą staruchę, której ciało, a przynajmniej skóra, zrobione były, co wyjątkowo dziwne, z sękatego drewna. Nawet jednak pomimo tego faktu, wyglądała jak karykatura człowieka, a już w każdym razie co najmniej groteskowo. Miała rozlazłą szczękę pełną zepsutych zębów, która i tak była słabo widoczna, bo niemal w całości zakrywał ją długi, drewniany nos, który miał długość około metra. Całość, niczym wisienka na torcie, dekorowały wyjątkowo obwisłe piersi i patykowate, długie ręce, z jeszcze dłuższymi palcami. Oczywiście w porównaniu do zwykłego człowieka. Postać była ubrana w stary beret i obdartą suknię. Starucha uśmiechnęła się ironicznie, po czym wytknęła Kate palcem. - Wytłumacz się! - Zaskrzeczała.

Darcus, który początkowo nie zwrócił uwagi na ciało, zaraz potem odwrócił się i spojrzał za Czytelnikiem, po czym skamieniał. - Czy... Czy to... - Próbował wykrztusić.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ja... - Kate przyglądała się babie i przełknęła ślinę. - Spacerowałam przez ruiny lasu kiedy znalazłem twój gaj... Tak bardzo przypominał moje ukochane stare miejsce... Nie chciałam ci przeszkadzać! - dodała po chwili.

- Oghren. - powiedział głośno Michael z zewnątrz. - A ten tutaj zakończył jego żywot. - dodał przygniatając jego plecy butem na co ten cicho jęknął.

W międzyczasie Elisif weszła do pokoju i usiadła obok leżącego Abraxasa w którego głowie panował w tym momencie chaos. Mieszanina smutku i wściekłości która znów się pojawiła w jego myślach znikąd i przejmowała nad nim panowanie. Widział tego maga Kultu w wozie... Domyślał się że to on albo któryś z nich zabił jego przyjaciela... Nieważne... Tutaj chodzi o zemstę... Tak... Zemsta. Zacisnął mocno pięści. Mimo iż chęć zemsty na tych su**nsynach wypełniała go już prawie całkowicie czuł że coś jest nie tak. Ja tak nie działam... Powinienem się martwić... Smucić... A zamiast tego czuję przypływ energii i gniewu.... Czuł że jeśli zaraz czegoś nie wymyśli to chyba eksploduje.

Avatar
Konto usunięte
- Zaszedł go od tyłu i przebił go wielokrotnie soplami lodu, nawet nie mieliśmy szansy mu pomóc

Avatar darcus
Starucha pokiwała głową. - Więc lubisz lasy... - Stwierdziła beznamiętnie, po czym odwróciła się i wróciła do mieszania zawartości swojego kotła. - Jak cię zwą? - Rzuciła, niby od niechcenia, podczas gdy pnącza puściły kończyny Kate.

Darcus zacisnął zęby, a jego usta zmieniły się w niewielką szparkę. Odwrócił się na pięcie i wskoczył na wóz, a następnie przykucnął, dobywając sztyletu i kładąc go na karku pochwyconego maga. - To byłoby takie satysfakcjonujące... - Szepnął głosem pełnym furii. Po chwili jednak odetchnął głęboko, wstał i odłożył sztylet. - Ale też za proste. - Rzekł, patrząc na kultystę z pogardą, po czym zwrócił się do Michaela. - Nie będziesz miał nic przeciwko, że zabiorę go do siebie, na małą pogawędkę? - Zapytał pospiesznie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nazywam się Kate. - powiedziała, nie wiedząc za bardzo co dodać.

- Jasne, w zasadzie po to cię wzywałem. Możesz go wziąć, ale pod jednym warunkiem. Kiedy już zrobisz swoje, chcę żebym ja i moi ludzie mogli mieć do niego pełny dostęp. Nie jesteś jedynym który planuje coś z niego wyciągnąć. - powiedział Michael zdejmując nogę z maga.

Elisif zauważyła że coś jest z Gniotkiem nie tak.
- Wszystko w porządku? - zapytała kładąc rękę na jego ramieniu.
W momencie kiedy naładowany gniewem Abraxas poczuł dotyk zareagował instynktownie. Odepchnął rękę Elisif i sturlał się na podłogę uderzając o nią twardo. Zacisnął pięści jeszcze mocniej i uderzył jedną z nich z całej siły o podłogę.
- Gniotek! Co się dzieje? - zapytała wstając szybko i chcąc go złapać.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknął. Jego głos brzmiał inaczej niż zwykle, był lekko zdematerializowany. Chwycił się obok rękoma nogi łóżka starając się z całej siły się uspokoić. Ale to nie pomagało. Te uczucia... Ten niepowstrzymany gniew i żądza zemsty... Uczucia dzieciństwa...

Avatar darcus
Starucha wyjęła z kotła łyżkę, którą mieszała w wywarze, i spróbowała mieszaniny, po czym zamlaskała z niesmakiem i włożyła ją z powrotem. - Jestem Jaga. - Powiedziała w końcu, odwracając się do Kate. - Ale dla ciebie jestem Baba Jaga! Jasne?! - Zaskrzeczała, wytykając ją palcem.

- Jeśli o mnie chodzi to możesz nawet być na przesłuchaniu. - Darcus zakomunikował coś na migi w stronę dachu okolicznego budynku, a po kilku chwilach obok pojawiła się dwójka asasynów. - Zabierzcie naszego gościa do lochów. Przygotujcie tam salę tortur. Niech Maralius czeka tam na mnie. - Wydał rozkaz, a asasyni zabrali się do jego wykonania. Ich mistrz usiadł na krawędzi wozu i odetchnął. - Gratuluję. Jak to zrobiliście? - Zapytał.

Gorgoron pojawiła się obok. Jej oczy znów były czarne... Wyglądała na przestraszoną, kiedy spoglądała na Abraxasa.

Avatar
Konto usunięte
- Z tego co widziałem to mag został nagle obwiązany świecącymi się łańcuchami, które chyba wyczarował pan tutaj
Wskazał na czytelnika

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dobrze! - zawołała Kate wystawiając ręce w obronnym geście.

Czytelnik zdążył już w międzyczasie wrócić.
- Ten drań zakradł się do Oghrena i go dopadł. Mariok próbował go zastrzelić ale ja szybko użyłem jednego z zwojów wiążących. Pomyślałem że żywy może się bardziej przydać.

Karczmarz w którymś momencie szarpnął z całej siły za nogę łóżka wyrywając ją.
Elisif w ostatnim momencie złapała Vitę która wcześniej na nim leżała i cofnęła się z nią o kilka kroków, była przerażona jego zachowaniem.
W Abraxasie co raz bardziej rosło poczucie gniewu i chęci zemsty. Wydawało mu się że niemal jest wstanie wyczuć zabójcę jego przyjaciela. Czuł że jedynym sposobem żeby się uspokoić to zaspokoić swój gniew... Zabić go... Rozszarpać... Zmiażdżyć... Ale czy na pewno? Gdzieś w głębi jego umysłu zaświeciła się myśl że może zrobić coś innego... Masil... Musi znaleźć Masila...
- G... Gniotek? - Elisif spoglądała ze strachem w oczach na ukochanego który od kilku sekund nawet nie drgnął.
W tym momencie Abraxas zrobił coś niespodziewanego. Wstał szybko rozejrzał się z dzikim spojrzeniem w oczach po czym z całej siły wbiegł w okno rozbijając je i lądując kilka metrów od wozu ze złotem.

Avatar
Konto usunięte
- ACH
Albert wyskoczył z siebie w momencie kiedy Abraxas wyskoczył z okna

Avatar darcus
Baba zachichotała prześmiewczo, jakby nabijając się z Kate, po czym wróciła do warzenia swojej 'zupy'. Podniosła z worka obok coś, co wyglądało jak kiść szczurzych ogonów i wrzuciła do kotła. Zamieszała, po czym wsypała doń woreczek kolorowego proszku. Następnie zamieszała ponownie i spróbowała trochę. Pokiwała głową z zamysłem, po czym chwyciła za niewielki, miedziany półmisek, nalała do niego 'wywaru' i wcisnęła Kate. - Masz. Pij. - Rzekła rozkazująco.

Darcus już miał coś odpowiedzieć, kiedy ujrzał wyskakującego Gniotka. Nie zwlekał. Podejmując decyzję szybko, jak przystało na asasyna, wycelował i uruchomił mechanizm na swoim lewym nadgarstku, który następnie wystrzelił w stronę Abraxasa strzałkę nabitą środkiem usypiającym.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Eee... - Kate widząc co baba wrzucała co kotła przewróciło jej się w żołądku. - Ja jestem wegetarianką, nie jem zwierząt...

Strzałka jednak nie trafiła Abraxasa bo ten w momencie kiedy spadł na ziemię nawet nie zdążył odleżeć chwili a już wstał i ruszył pędem w stronę ogrodu.
Elisif wyjrzała przerażona przez okno i spojrzała na oddalającego się Karczmarza.
Zniknęła z powrotem w pokoju.
- Gorgoron popilnuj siostry, ja muszę tam iść. - powiedziała kładąc Vitę obok Gorgoron po czym wybiegając z pokoju a następnie z Karczmy i pędem ruszając za Abraxasem.

Avatar darcus
- W tym nie ma żadnych zwierząt. Pij. - Pogoniła ją Baba, robiąc marsową minę.

Darcus był jednak szybszy. Przeczuwając, że dzieje się coś niedobrego, sam ruszył za Abraxasem, prężnie dotrzymując mu kroku w biegu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ale... Na pewno? - zapytała niepewnie Kate biorąc półmisek do rąk.

Karczmarz biegł dość szybko jak na swoją kondycję ale jednak nie powinno sprawiać to problemu asasynowi. Kiedy udało mu się wreszcie dobiec do ogrodu widać było niemal od razu że kieruje się w stronę wielkiego drzewa w samym jego środku. Elisif biegła kilka metrów za nimi starając się nadążyć i dysząc ciężko.

- Nie powinniśmy im pomóc? - zapytał Czytelnik obserwując znikającą im z widoku trójkę.
- Nie. - odparł Michael. - Wydaje mi się że to jeden z tych problemów w które nie powinniśmy się mieszać.

Avatar darcus
- Chyba bym wiedziała, że jakieś zwierzę jest w mojej zupie? - Zakpiła Baba, po czym prychnęła donośnie. - Ostatni raz mówię, pij. - Dodała w zniecierpliwieniu.

Asasyn nie przestawał ścigać swego przyjaciela, mając coraz gorsze przeczucia i chcąc powstrzymać go przed ewentualnym wyrządzeniem sobie krzywdy.

Avatar
Konto usunięte
- Zgadzam się z przedmówcą

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate spojrzała jeszcze raz na półmisek po czym wzięła z niego mały łyk.

Abraxas w końcu dobiegł do drzewa - co nie zajęło mu zbyt długo jako iż do małych to drzewo nie należało. Pod sam koniec przyspieszył i rzucił się do pnia drzewa i zaczął z całej siły nawalać w nie pięściami.
- Wpuść mnie! - wrzeszczał. - Muszę się tam dostać!
- Znowu ty? - zapytało drzewo, - Myślałem że cię wyleczyli...
- Zamknij się! - Abraxas nie przestawał w nie tłuc. - Masz mnie tam wpuścić! - w jego głosie było słychać rozpacz wymieszaną z ogromnym gniewem, zdawało się że Abraxas rozwali drzewo choćby miały mu ręce odpaść jeśli to go nie wpuści.

Avatar darcus
Chociaż 'zupa' wyglądała jak zawartość bagna, a pachniała ostro, to smakowała całkiem nieźle. Dość egzotycznie. Kate niemal od razu poczuła, jak zaczynają wracać jej siły.

Darcus w tym czasie dogonił Abraxasa. Spróbował złapać go chwytem odezwładniającym, by ten nie wyrządził żadnych szkód, czy to otoczeniu, czy sobie. - Uspokój się! - Rzekł stanowczo.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate którą nieco zaskoczył smak i to jak na nią działa, teraz już nieco bardziej chętnie zaczęła powoli upijać z krótkimi przerwami resztę.

- Nie! - wrzasnął Karczmarz którego głos wciąż był nieco zmieniony, widać było w nim jakieś dziwne wahania w tym co robił, jakby kłócił się sam ze sobą. Kiedy Darcus próbował go złapać ten odwrócił się starając się go uderzyć. - Muszę się tam dostać!
Elisif dobiegła do nich i oparła rękę o drzewo dysząc. Spojrzała w ich stronę.
- On... On chyba chce zobaczyć się z Masilem.

Avatar
Konto usunięte
- Czy jest w okolicy jakiś cmentarz gdzie byśmy mogli pochować Oghrena?

Avatar darcus
Kiedy Kate wypiła całość, poczuła się jak nowonarodzona. Spłynęła na nią nowa energia. Było jednak też coś więcej. Jakieś wewnętrzne uczucie ekstazy.

Darcus złapał Gniotka za rękę i wykręcił ją, uważając by nie zrobić mu przy tym krzywdy, czy bólu, po czym ponownie postarał się go schwytać. - Nie możesz tam iść w takim stanie, nie jesteś sobą! - Zakrzyknął.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dziękuję. - powiedziała Kate patrząc teraz na Jagę. - Co to właściwie było?

- Właśnie dlatego Muszę tam iść! - wrzasnął próbując się wyrwać. W jego głosie było słychać jednocześnie rozpacz jak i złość. Swoją drugą ręką i teraz nogami z całej siły tłukł wciąż w drzewo co jednak na tym kolosie nie robiło zbyt dużego wrażenia.

Avatar darcus
- Zupa, a cóż innego? - Prychnęła Jaga, odwracając się z powrotem do kotła i nalewając trochę tejże zupy do kubka, z którego zaczęła następnie popijać. - Musisz być duża i tłuściutka, kiedy cię upiekę. - Zachichotała, co bardziej od śmiechu przypominało odgłos żaby.

Darcus starał się utrzymać Abraxasa w miejscu, co kiepsko mu szło. - Pójdę tam nawet z tobą, ale proszę, uspokój się! - Nalegał asasyn.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate otwarła szeroko oczy i spojrzała na nią.
- Żże... Że co? - zapytała jakby się przesłyszała.

Abraxas w tym momencie zupełnie znieruchomiał, zacisnął obie dłonie z całej siły. Wydawało się że wszystko się uspokoiło kiedy nagle ryknął i z całej siły uderzył pięścią w wolnej dłoni w drzewo tak że było słychać chrupnięcie.
W tym momencie doszło do ogromnego wybuchu energii wychodzącej z drzewa która odrzuciła zarówno Karczmarz i Darcusa jak i Elisif stojącą kilkanaście metrów od nich. Siła była tak wielka że Gniotek zrobił obrót w powietrzu i uderzył plecami w jedno z drzew. Elisif natomiast uderzyło nieco słabiej, ale jednak tak mocno że wpadła w krzaki będące kilka metrów za nią.

Złota Gildia tymczasem zdążyła przenieść już wszystko do środka.
- To był ostatni worek. - powiedział Czytelnik wycierając spodnie.
- Świetnie. Wieczorem rozdzielimy łupy. Tymczasem niech każdy odpocznie.

Avatar darcus
Baba zarechotała jeszcze głośniej, co w rezultacie bardziej przypominało duszenie się, albo atak kaszlu. - Aleś ty łatwowierna! - Mówiła pomiędzy wybuchami śmiechu. - Spokojnie, już od dawna nie jem dzieci. Zresztą, nawet gdyby, to jesteś za stara. - Wytłumaczyła, kiedy już się uspokoiła.

Darcus, którego też zapewne porządnie potłukło, powoli wstał i rozejrzał się. Próbował się otrząsnąć po upadku, zorientować się co się dzieje. Wymacał sobie jedną ręką drogę do nadgarstka drugiej i uruchomił mechanizm ostrza-strzykawki, nabitego środkiem usypiającym. Powoli i ostrożnie zaczął zbliżać się do Abraxasa, nie dając po sobie poznać, jakie ma zamiary. Ostrza nie wysuwał. Jeszcze nie...

Avatar Omeg12
Przez chwilę siedział tylko oddychając ciężko. Kiedy ból głowy nieco ustał, wziął zwój i cokolwiek jeszcze mu wypadło, po czym czym prędzej udał się na powierzchnię.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate odetchnęła, ale nie pozbyła się do końca poczucia niepokoju.
- Więc... Co ty tutaj w sumie robisz? - zapytała po chwili.

W tym momencie Darcusa otoczyła jakaś wielka błękitna bańka z której nie mógł wyjść ani jej przebić. Abraxas zaczął się powoli ruszać. Elisif też nagle uniosła się z krzaków z kilkoma zadrapaniami od roślin i coś postawiło ją na ziemi. Zachwiała się i oparła o drzewo rozglądając się.
Tuż przed pniem, w miejscu gdzie przed chwilą Karczmarz próbował zmusić drzewo do przeniesienia go, stał teraz Masil patrząc bezpośrednio na Abraxasa.
- Miałem nadzieję że do tego nie dojdzie. Ale jednak w końcu musiało.
Karczmarz spojrzał na niego, po czym niespodziewanie rzucił się w stronę Masila. Ten złapał go za pomocą mocy i rzucił nim o ziemię z impetem.

Avatar darcus
Nikt Davisa nie zatrzymywał. Jedynie kilku ciekawskich asasynów odprowadzało go po drodze wzrokiem.

- Ano właśnie... - Baba zamlaskała i skrzywiła się, co, przy jej rysach twarzy, wyglądało dość groteskowo. - Miałam małą sprzeczkę z Borowym. Nie podobało mu się, że... - Jaga podrapała się po podbródku. - Jak on to powiedział? Że "mieszkam w domu z martwych drzew". Phi! - Prychnęła, po czym zachichotała. - No to teraz mieszkam w domu z żywych drzew. - Rzekła z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy.

- Masil, cholera jasna, uważaj co robisz! Jeszcze go skrzywdzisz! - Krzyknął Darcus, który najwyraźniej bardziej przejmował się losem Gniotka niż faktem bycia uwięzionym w magicznej bańce.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ale... Jak ty to wszystko stworzyłaś? Jeszcze wczoraj były tutaj tylko martwe drzewa. - Kate wyglądała na zachwyconą zdolnością tak szybkiego rośnięcia roślin.

- Nic mu się nie stanie. A jak się zmęczy to łatwiej będzie mu wrócić do normy. - Masil w tym momencie wypuścił Darcusa z bańki, Elisif podeszła teraz nieco bliżej. - Jak to się mówi? A tak, nie ucz ojca dzieci robić.
- Co mu się właściwie stało? Myślałem że pozbył się wszystkich demonów.
- Demony? - zapytał Masil i zaśmiał się głośno. - Nie, to coś gorszego.
- Że co?
- To dość kiepskie miejsce na rozmowy, u mnie będzie lepiej, przy okazji pomożemy naszemu przyjacielowi. - powiedział unosząc Karczmarza za pomocą magii. Po czym drugą ręką machnął w stronę drzewa i tuż przed nim pojawił się portal. Spojrzał na Darcusa i Elisif po czym rzucił Abraxasem do środka a następnie sam tam wszedł. Elisif spojrzała na Darcusa jakby mając nadzieję że coś powie.

Avatar darcus
Jaga spojrzała na Kate z charakterystycznyn błyskiem w swych świńskich oczach. - Chciałabyś to wiedzieć, prawda? Może nawet pragniesz sama posiąść te umiejętności. - Baba zachichotała po cichu. - To wiedźmostwo. Magia równie stara i potężna jak ja. - Wytłumaczyła lekko ściszonym głosem.

Darcus, zmrużywszy oczy, wmaszerował do portalu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Więc... Więc mogłabyś przywrócić las do życia? Taki, jaki był wcześniej? - w głosie Kate było słychać euforię na myśl, że jej las mógłby znowu istnieć.

Pojawili się w jego wieży na poziomie z kominkiem oraz fotelami. Karczmarz siedział na jednym z nich poobijany patrząc się ślepo w ogień. Wciąż zaciskał pięści, ale widać było że teraz przychodzi mu to jakoś łatwiej. Masil w tym samym momencie jedną ręką wprawił żelazny garnek z wodą w lewitację, a drugą podgrzewał ją od spodu. Elisif pojawiła się chwilę po Darcusie i od razu podeszła do Abraxasa siadając na oparciu fotela, złapała do oboma rękoma za głowę i spojrzała w oczy.
- Gniotek, co się dzieje? Co to było? Cholernie mnie wystraszyłeś!
Karczmarz spojrzał na nią tylko na chwilę, uśmiechnął się, po czym z powrotem skupił się na płomieniach w kominku.
- Raczej nie będzie teraz zbyt rozmowny, zablokowałem go.
- Że co? - w tym momencie Elisif spostrzegła na szyi Gniotka jakiś dziwny amulet wyglądający jakby był zrobiony z czarnych splecionych w cienki warkoczyk włosów. Na samym środku wiązały się one z jakimś srebrnym kluczem. - Co to jest?
- Dzięki temu żadna z jego emocji nie będzie mogła zbyt się wzmocnić, ale też nie da rady mówić, to na czas kiedy uda mi się przygotować coś żeby go uspokoić.
- Jak mogłeś mu założyć coś takiego?! - zawołała Elisif chcąc to zdjąć ale w tym momencie Masil zgasił płomień ze swojej ręki "chwycił" jej ręce na dystans tak że nie mogła nimi ruszyć.
- Nie dotykaj tego. To jedyny sposób żebym nie musiał go obijać jeszcze bardziej. - powiedział po czym puścił ręce Elisif która złapała Abraxasa tylko za zaciśniętą dłoń i spoglądała razem z nim w ogień. Masil natomiast wrócił do gotowania wody.

Avatar darcus
- Czy mogłabym? Ha! Mogłabym wyhodować tutaj Pandyzjańską dżunglę. Problem w tym, że nie mam pojęcia, jak wyglądał wcześniej. - Baba machnęła rękami niczym dziecko udające maga, a płomień pod kotłem zgasł.

- Masil, jasna cholera, możesz mi wreszcie powiedzieć co tu się dzieje? Co się z nim stało? To przez tę brawurową akcję z wcześniej? - Dopytywał się Darcus, podchodząc bliżej maga.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A gdybym ci pomogła? Znałam ten las jak własne włosy!

- Mówisz o jego podróży do wymiaru demonów? Ha! - Masil wyglądał na rozbawionego nalewając zagotowaną wodę do czterech miedzianych kubków po czym podszedł do szafki wiszącej po lewej od kominka i wyciągnął z niej jakiś słoik wysuszonych ziół czy czegoś w tym rodzaju. - To nie ma ze sobą najmniejszego powiązania. To coś siedzi w nim od znacznie dłuższego czasu, dokładnie mówiąc, od urodzenia.

Avatar darcus
- To nawet dobry pomysł. - Odparła Baba Jaga drapiąc się po czubku swojego nienaturalnie długiego nosa. - Może przy okazji się czegoś nauczysz. - Dodała po chwili z uśmieszkiem.

Darcus zdębiał. - O czym ty mówisz? Co to takiego? - Wykrztusił po chwili.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Więc kiedy zaczynamy? - zapytała Kate którą wizja tworzenia lasu na nowo tak podekscytowała że aż wstała z fotela nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

- No cóż. Jako Opiekun to ja mam wybór komu przekazać wiedzę, więc chyba wam można zaufać. Ale sprawę stawiam prosto, tu nie chodzi o jakieś rodzinne sekrety czy inne bzdury. Jeżeli komukolwiek powiecie to co wam zamiar wam przekazać to wszystko zacznie się od nowa. Możecie gadać o tym tylko między wami, z Abraxasem, bądź ze mną. Ale najlepiej nie gadajcie o tym nawet ze sobą bo zawsze istnieje nawet najmniejsza szansa że ktoś was usłyszy. Czy mnie zrozumieliście?
Elisif wciąż nie mając pojęcia o co chodzi Masilowi pokiwała głową bez słowa.

Avatar darcus
- Nie tak szybko, młoda damo. Jeśli chcesz zostać moją uczennicą, musisz udowodnić, że naprawdę ci zależy. - Baba skarciła entuzjazm Kate, kiwając na nią palcem, niczym rodzic udzielający lekcji dziecku.

- Nie poświęcę przyjaciela z powodu nieostrożności. Będę milczał jak grób. A teraz mów. - Zażądał Darcus.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Więc co mam zrobić? Jak mam ci to udowodnić? - zapytała Kate która poczuła się trochę obrażona że ktoś może nie być pewien jej oddania naturze.

- On jest ostatnią osobą której by się coś stało, Wy mielibyście problem. Ale do rzeczy. Co o nas słyszeliście? Urodzeni na Starym Kontynencie przyjaciele którzy zachcieli być magami, najpierw uczący się w klasztorze potem chcąc dowiedzieć się więcej udali się do Xardasa w celu zgłębienia wiedzy. Potem Gniotek wyobraził sobie jak wielu magów przed nim, że może kontrolować potężnego przywołanego przez siebie demona. No cóż, większość z tych rzeczy rzeczywiście się wydarzyła, ale z wyjątkiem jednej. Nie urodziliśmy się na Starym Kontynencie. Nikt z was nie zastanawiał się czemu Gniotek ma takie dziwne imię? Zostało wymyślone, trzeba było improwizować a to było jedyne co wpadło mu wtedy do głowy, był zmęczony, płynięcie statkiem w dwie osoby z minimalnymi zapasami wody i jedzenie w jego wieku praktycznie go zniszczyły, ja zresztą nie czułem się dużo lepiej, ale ja wiedziałem że nie mogę stracić głowy, że muszę pilnować go przez cały ten czas. - Masil nasypał ziół do wszystkich kubków i podał im. Karczmarz wziął swój do ręki ale i tak bez przerwy patrzył w ogień.
- Skąd jesteśmy? Cholernie daleko stąd, kilka kontynentów od tego na którym leży Myrthana istniała kiedyś pewna wyspa. Nie nosiła nazwy, nikt o wyspie nie wiedział, a ludzie mieszkający na wyspie nazywali ją po prostu Wyspą lub Domem. Cóż to była za wspaniała społeczność, kilkanaście rodzin, dorośli, dzieci i klątwa. Tak, klątwa, to ona była problemem. Na wyspie mieszkało pewne stare pomniejsze bóstwo, wiecie, jest pełno mniejszych bogów którzy nigdy nie osiągnęli takiej potęgi jak te trzy najbardziej nam znane, ale z drugiej strony są zbyt silne żeby tak po prostu przestać istnieć. Więc bóg ten żądał tylko jednego, uwielbienia, chciał żeby ludzie zawsze oddawali mu cześć i zanosili ofiary przed jego ołtarz. Załatwił to całkiem zmyślnie, jako iż wyspa była pod jego pełną władzą postanowił otoczyć ją klątwą. Co jakiś czas bóg ten tworzył co jakiś czas awatary będące czymś w rodzaju uosobienia tych złych stron. Zniszczenie, Szał, Zemsta... Śmierć. - dodał patrząc na Darcusa. - Po pojawieniu się takiego awatara ludność zamieszkująca wyspę miała dwie opcje, albo zostawić samym sobie, co powodowało że taki awatar był wolny i w końcu mógł stać się taki potężny że sam byłby wstanie rozwalić mieszkających tam ludzi. Albo zamknąć awatara w ciele nowo narodzonego dziecka. To jest właśnie Abraxas, jego prawdziwe imię i jego prawdziwa rola, nosiciel Awatara Zemsty. Oddany przez rodziców po to żeby powstrzymać Awatara Zemsty, jednego z wielu dziesiątek Awatarów które pojawiły się przez czas istnienia ludu na wyspie.

Avatar Omeg12
Gdy już był na zewnątrz, od razu zabrał się do roboty. Poszedł na targ aby poszukać jakiejś mapy kontynentu, czy nawet i świata.

Avatar darcus
- Za moją chatą jest poletko, na którym rosną kostury. Przynieś mi jeden. - Rzekła Baba, używając swej mocy by zamienić miejscami kocioł z zupą i jakiś inny, mniejszy, z wodą.

Darcus słuchał i powoli wszystko stawało się jasne. A w każdym razie mniej zamroczone.
- Dlaczego teraz? Dlaczego nigdy wcześniej to się nie działo? - Odezwał się w końcu, a w jego głosie dało się wyłapać ledwie słyszalne, skrzętnie skrywane przerażenie.

Na targu stał akurat stragan przy którym jakiś staruszek sprzedawał mapy, plany i inne tego rodzaju dokumenty.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku