- W porządku, coś ci zmajstruję. - Ax zaczął grzebać w uzbrojeniu i po kilku chwilach wyciągnął okrągłą, dębową, ćwiekowaną tarczę, obitą w skórę, którą następnie podał Davisowi. - Taka może być? - Zapytał.
Tymczasem daleko na wschodzie, bo aż w Cesarstwie Wysp, a konkretnie na wyspie Serkonos, w mieście Karnaca, Jeanette Dubois siedziała w swojej chatce znajdującej się w slumsach, przy ołtarzyku pełnym świeczek, na którym leżała runa z kości wieloryba, z wymalowanym symbolem. Ten sam znak był wytatuowany na wierzchniej stronie lewej dłoni kobiety. Siedząc, wpatrywała się ona w ów symbol. Piętno Odmieńca. Przekleństwo i błogosławieństwo zarazem. Wydawałoby się, że otrzymała je tak niedawno, ledwie kilka dni wcześniej... A jednak, miała wrażenie jakby minęły całe lata. Tyle zdążyło się zmienić... Nagle runa leżąca na ołtarzyku zaczęła żarzyć się i wibrować, co zwróciło uwagę Jeanette.
- Co się dzieje? - Wyszeptała czule, jakby mówiła do runy, po czym pogładziła ją dłonią. W tym momencie wszystko dookoła eksplodowało i zatrzymało się w czasie, a w miejscu ołtarzyka rzeczywistość zakrzywiła się w trudny do opisania sposób, otwierając jakby coś w rodzaju portalu, który przez chwilę wydawał z siebie ciche brzęczenie, po czym, ku jej zdziwieniu, wessał Jeanette do swego wnętrza.
Chwilę potem poczuła znajomy chłód i ujrzała rzeczy, które zwykłemu człowiekowi wydałyby się bez sensu, takie jak woda płynąca w górę, albo unoszące się w powietrzu skały. Dubois dobrze jednak wiedziała, co to za miejsce. Była tu już nie raz, gdy Odmieniec szeptał do niej podczas wizyt, które kobieta składała w jego licznych kapliczkach. Tym razem jednak coś wydawało się inne, niż wcześniej...
- Jeanette... - Usłyszała znajomy głos za sobą. Odwróciła się i ujrzała osobę, której najmniej by się tu i teraz spodziewała. Mistrza Asasynów we własnej osobie...
- Darcus! Co ty tu robisz?! - Zapytała, niebywale skonfundowana jego obecnością.
- Przyszedłem prosić cię o pomoc. Znowu zresztą... - Rzekł asasyn, opatrując swą wypowiedź westchnieniem.
- Nie rozumiem... Co się stało? I jak udało ci się mnie tu wciągnąć, skoro... - Nie dokończyła, spoglądając na jego lewą dłoń, na której brakowało znaku, który Darcus miał ostatnim razem, gdy się widzieli. W końcu Odmieniec naznaczył ich oboje...
- Powiedzmy, że miałem pewien problem z amputacją ręki. A to, że się tu dostałem, to ostatnia przysługa naszego wspólnego znajomego. - Rzekłszy to asasyn wyjął z kieszeni kościaną runę, którą wręczył Jeanette. - Nie będę owijał w bawełnę. Pamiętasz tych lodowych magów? Nazywają się Kultem Firnu. Obecnie to już oficjalne, że jesteśmy z nimi w stanie wojny. Zawsze byłaś sprytną osobą, a teraz w dodatku dzierżysz piętno Odmieńca, które ja zdołałem w rekordowym czasie utracić. Dlatego przybyłem właśnie po twoją pomoc. Potrzebujemy każdego wsparcia, więc jestem zmuszony prosić i ciebie. - Wytłumaczył pospiesznie.
- W porządku. - Odparła Jeanette, która szybko połączyła fakty. - Wiem nawet, jak mogę wam pomóc. Ale chodźmy stąd. Przedyskutujemy szczegóły w moim domu, przy whisky i cygarach. - Rzekła z uśmiechem, po czym machnęła dłonią, a obok pojawił się portal, przez który dwójka przeszła, jedno po drugim.