Karczma pod Historią

Avatar
Konto usunięte
Albert podczas tego ataku trzymał się raczej tyłów grupy
//Dokładniej był za tymi którzy byli najbliżej domów z których wychodzili przeciwnicy

Avatar Gniotek7
Właściciel
Złodziejka zdążyła się wspiąć na chatę pełną złota i teraz rozglądała się za kimś kto mógł ich kontrolować.
- Tamta chata przy tym starym polu! Jest nieruszona. - zawołała.
- Słyszałeś Oghren! Dajemy! - zawołał Mariok.
- Zaraz im pokażemy! - krzyknął Oghren i wbiegł w grupę wieśniaków wywracając ich i rozpychając na boki a Mariok z Jackiem pobiegli tuż za nim w stronę ów chaty.
Czytelnik tymczasem rzucał w opętanych zaklęciami żeby ich ogłuszyć lub związać.
- Postarajcie się jakoś zapakować to złoto póki ich nie zatrzymamy. Musimy oszczędzać nasz czas! - zawołał Czytelnik patrząc na elfkę i Alberta.

Avatar Omeg12
- Przepraszam bardzo, powiedziano mi iż będę mógł tu dostać jakieś uzbrojenie - zagadał

Avatar darcus
Ax spojrzał na Davisa, po czym odwołał kowali gestem głowy. - Oczywiście. - Zwrócił się do telepaty. - Powiedz mi tylko, jakie są twoje preferencje. - Dodał.

Avatar
Konto usunięte
Albert w tej sytuacji zrobił co mu kazano i zaczął szukać czegoś w czym mógłby to złoto zapakować i jeśli coś takiego znalazł to się zabiera za czynność pakowania towaru

Avatar Omeg12
- Jak dotąd walczyłem przy pomocy dwóch ostrzy naraz, jednak było to głównie dla zgrywu. Obecnie rozważam coś bardziej praktycznego. Macie tutaj jakieś tarcze?

Avatar darcus
- No ba! Mogę ci nawet zrobić jedną na zamówienie. Jaką byś chciał? - Ax wskazał Davisowi gestem, by poszedł za nim, po czym ruszył w stronę czegoś, co wyglądało jak zbrojownia.

- Nie bój żaby, Żurek jest niegroźny. - Przekonywał Finar Victorię, która wciąż spoglądała na demonicznego konia ze sceptycyzmem.
- Żurek?! Nazwałeś to coś 'Żurek'?! - Zszokowała się niebieska.
- No, a jak? Nie wszystkie ogniste bestie muszo się nazywać strasznie. - Farmer wyglądał, jakby było dla niego całkowicie normalne to, że hoduje w stodole płonącego stwora przebranego za konia.
- Ty mi lepiej powiedz, czego Darcus od ciebie chciał... - Zmieniła temat Victoria, patrząc na gospodarza, jednak co chwilę ze sceptycyzmem zerkając na konia, jakby ten miał się za chwilę na nią rzucić.
- Ano właśnie, powiedz mu, że zwierzaki so gotowe do walki. - Odparł Finar.
- Że co? - Ponownie zdziwiła się Victoria.
- No jak to co? Wszyćkie so wytresowane i będo go słuchać. Czekamy tylko na wezwanie. - Wyjaśnił farmer, jakby podirytowany, że musi tłumaczyć tak oczywistą, przynajmniej dla niego, sprawę.
- W porządku... Powtórzę mu to... - Powiedziała niebieska, której już było chyba wszystko jedno, po czym powoli wycofała się ze stodoły i ruszyła w stronę miasta.
- Żurek, kryj. - Rzucił Finar do konia, zamykając zagrodę i wracając z uśmieszkiem na twarzy do swych obowiązków. Zwierzę zaś znów przybrało zwyczajną, niewyróżniającą się formę i kontynuowało odpoczynek.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W chacie między dwoma skrzyniami pełnymi dziwnych złotych figur leżał mały stos worków, najpewniej po złocie, tylko grubas postanowił to wszystko wysypać i w tym pływać.

Elfka za to wzięła się wrzucanie na wóz wszystkich mniejszych sakw, szkatułek i wszelkiego rodzaju naczyń czy nawet sztućców. Czytelnik przez cały ten czas ich osłaniał a złodziejka wskoczyła na wóz i łapała wszystko co jej podawali i układała to tak żeby dało się wszystko upchać.
W tym momencie pozostała trójka dobiegła do wskazanej chaty. Ludzie których powywracali zaczynali powoli wstawać ale wygląda na to że zaczynało to być problematyczne.
Oghren stanął z przodu i z kopa otworzył drzwi.
W tym samym momencie z chaty wyskoczył na niego jeden z magów Kultu z rządzą mordu w oczach, złapał go za gardło i wywrócił się z nim na ziemię.
- Nie przerwiecie tego! Kult uzna mnie za godnego! - wrzeszczał.
Jack wbiegł do środka w poszukiwaniu drugiego i w tym momencie przeleciał obok niego lodowy sopel. Mariok wycelował w maga siedzącego na krasnoludzie z broni ale ostatniej chwili ten z niego zeskoczył. Oghren złapał się za gardło ale widać było że ma problem żeby oddychać. Ręce maga zostawiły na jego gardle blady ślad. Jack wyminął jeszcze jeden sopel po i popchnął drugiego maga na ścianę tak że ten rozwalił ją swoimi plecami.
Pierwszy mag zaczął biec. Mariok naładował broń i od nowa w niego wycelował. Kiedy jednak już miał strzelić mag dostał nagle potężnym błyskiem światła który rzucił nim o ścianę jednej z chat z taką siłą że ta zawaliła się na przeciwnika. Zza budynku z którego wystrzelił błysk wyszedł Adanos w swojej szacie. Rzucił tylko okiem na Marioka i pobiegł w stronę opętanych ludzi. Stanął przy nich i uniósł ręce ku górze. W tym momencie wszystkich w okolicy oślepił potężny blask który skumulował się na opętanych. Dopiero po kilkunastu sekundach światło wróciło do normy. Ludzie stali teraz i rozglądali się zdziwieni patrząc na siebie, narzędzia które trzymali i na pozostałych.
- Bogowie! Co się ze mną stało? Co ja tu robię?
W międzyczasie Jack przygniótł drugiego z magów który próbował wstać i wbił mu swoją szablę prosto w serce.
- Ja... Ja spałem? - zdziwił się jeden z ludzi podnosząc się z ziemi.
- Zostaliście opętani przez Kult. Na szczęście udało mi się to z was zdjąć, jesteście bezpieczni.
- Maria! - zawołała jakaś kobieta i uklękła przy martwej wieśniaczce zastrzelonej przez goblina.
- Magu! - zawołał sam Mariok. - Pomóż mu!
Adanos spojrzał w jego stronę i ujrzał Oghrena szarpiącego się jakby próbującego wyrwać sobie gardło. Podbiegł szybko i przy nim uklęknął.
- On nie może oddychać!
- Chciał go zamrozić od środka. - powiedział dawny bóg i oderwał ręce krasnoluda od jego własnej szyi. Przyłożył swoją rękę i wypowiedział coś cicho. Pojawił się błysk światła i Oghren zaczął się powoli uspokajać. Minęła chwila po czym zaczął kaszleć i pluć wodą dookoła siebie.
- D... Dzięki... - wymamrotał krasnolud wycierając swoje usta.
- Nie ma problemu. Dobrze, zajmijcie się tym po co tu przyszliście. Ja zajmę się ludźmi. Mieszkańcy tej wioski! Na razie jesteście bezpieczni ale nie powinniście tutaj zostawać, chodźcie ze mną! Zaprowadzę was w bezpieczne miejsce, spotkacie tam innych ludzi, jest was więcej!
Ludzie choć niepewnie, zaczęli powoli zgadzać się i ruszać za Adanosem. Kobieta wstała od ciała jej przyjaciółki i ze łzami w oczach ruszyła za resztą.
Mariok pomógł Oghrenowi wstać i wraz z Jackiem podeszli do reszty.
- Wszystko w porządku? - zapytał Czytelnik obserwując Oghrena.
- Jasne... Cholera... Przez moment naprawdę przez chwilę myślałem... Nie... To głupie... Mnie nie można tak łatwo zabić.
- No dobrze, pomóżcie reszcie zbierać złoto. - powiedział i klęknął przy martwej kobiecie.
- Ja... Nie chciałem jej zabijać... Po prostu nie pomyślałem wtedy że...
- To nie twoja wina. To ci magowie. Myślę że oni chcieli żebyśmy ich pozabijali.
- Albo oni nas. - mruknął Jack.

Avatar Omeg12
- Herbu nie mam, więc nie musi być ozdobna - powiedział krocząc za nim - Wystarczy coś, czym mógłbym skutecznie osłaniać się podczas dźgania mieczem, nie zasłaniając sobie przy tym widoku.

Avatar
Konto usunięte
Albert był w tym czasie zajęty pakowaniem złota do worków ,oraz jego przenoszeniem na wóz

//Co do ludzi z szpiczastymi to opis tego co oni robią pojawi się jutro

Avatar Gniotek7
Właściciel
Po dziesięciu minutach w końcu udało im się przenieść całe bogactwo na wóz. Czytelnik przyglądał się mu teraz.
- Za dużo tego, ten drewniany wóz może mieć problem z przewiezieniem tego wszystkiego, poczekajcie chwilę, spróbuję go wzmocnić.

Avatar
Konto usunięte
Albert nie protestował tylko sprawdzał czy wszystko w jego torbie jest na miejscu

Avatar darcus
- W porządku, coś ci zmajstruję. - Ax zaczął grzebać w uzbrojeniu i po kilku chwilach wyciągnął okrągłą, dębową, ćwiekowaną tarczę, obitą w skórę, którą następnie podał Davisowi. - Taka może być? - Zapytał.

Tymczasem daleko na wschodzie, bo aż w Cesarstwie Wysp, a konkretnie na wyspie Serkonos, w mieście Karnaca, Jeanette Dubois siedziała w swojej chatce znajdującej się w slumsach, przy ołtarzyku pełnym świeczek, na którym leżała runa z kości wieloryba, z wymalowanym symbolem. Ten sam znak był wytatuowany na wierzchniej stronie lewej dłoni kobiety. Siedząc, wpatrywała się ona w ów symbol. Piętno Odmieńca. Przekleństwo i błogosławieństwo zarazem. Wydawałoby się, że otrzymała je tak niedawno, ledwie kilka dni wcześniej... A jednak, miała wrażenie jakby minęły całe lata. Tyle zdążyło się zmienić... Nagle runa leżąca na ołtarzyku zaczęła żarzyć się i wibrować, co zwróciło uwagę Jeanette.
- Co się dzieje? - Wyszeptała czule, jakby mówiła do runy, po czym pogładziła ją dłonią. W tym momencie wszystko dookoła eksplodowało i zatrzymało się w czasie, a w miejscu ołtarzyka rzeczywistość zakrzywiła się w trudny do opisania sposób, otwierając jakby coś w rodzaju portalu, który przez chwilę wydawał z siebie ciche brzęczenie, po czym, ku jej zdziwieniu, wessał Jeanette do swego wnętrza.

Chwilę potem poczuła znajomy chłód i ujrzała rzeczy, które zwykłemu człowiekowi wydałyby się bez sensu, takie jak woda płynąca w górę, albo unoszące się w powietrzu skały. Dubois dobrze jednak wiedziała, co to za miejsce. Była tu już nie raz, gdy Odmieniec szeptał do niej podczas wizyt, które kobieta składała w jego licznych kapliczkach. Tym razem jednak coś wydawało się inne, niż wcześniej...
- Jeanette... - Usłyszała znajomy głos za sobą. Odwróciła się i ujrzała osobę, której najmniej by się tu i teraz spodziewała. Mistrza Asasynów we własnej osobie...
- Darcus! Co ty tu robisz?! - Zapytała, niebywale skonfundowana jego obecnością.
- Przyszedłem prosić cię o pomoc. Znowu zresztą... - Rzekł asasyn, opatrując swą wypowiedź westchnieniem.
- Nie rozumiem... Co się stało? I jak udało ci się mnie tu wciągnąć, skoro... - Nie dokończyła, spoglądając na jego lewą dłoń, na której brakowało znaku, który Darcus miał ostatnim razem, gdy się widzieli. W końcu Odmieniec naznaczył ich oboje...
- Powiedzmy, że miałem pewien problem z amputacją ręki. A to, że się tu dostałem, to ostatnia przysługa naszego wspólnego znajomego. - Rzekłszy to asasyn wyjął z kieszeni kościaną runę, którą wręczył Jeanette. - Nie będę owijał w bawełnę. Pamiętasz tych lodowych magów? Nazywają się Kultem Firnu. Obecnie to już oficjalne, że jesteśmy z nimi w stanie wojny. Zawsze byłaś sprytną osobą, a teraz w dodatku dzierżysz piętno Odmieńca, które ja zdołałem w rekordowym czasie utracić. Dlatego przybyłem właśnie po twoją pomoc. Potrzebujemy każdego wsparcia, więc jestem zmuszony prosić i ciebie. - Wytłumaczył pospiesznie.
- W porządku. - Odparła Jeanette, która szybko połączyła fakty. - Wiem nawet, jak mogę wam pomóc. Ale chodźmy stąd. Przedyskutujemy szczegóły w moim domu, przy whisky i cygarach. - Rzekła z uśmiechem, po czym machnęła dłonią, a obok pojawił się portal, przez który dwójka przeszła, jedno po drugim.

Avatar
Konto usunięte
Tymczasem grupa ludzi ubranych w szpiczaste hełmy przeczesała całe ruiny w swoich poszukiwaniach, jednakże ewidentnym był fakt że niczego nie znaleźli , więc ta grupa idzie w rusza w stronę obrzeży wsi, gdzie,jak się okazuje, znajdowała się grupa ludzi ubranych i uzbrojonych w taki sam sposób, drugi oddział pilnował wozów, które były obładowane bronią, pancerzami i oczywiście zapasami typu: jedzenie, woda . Lider drugiej grupy,jak dowódca pierwszej, nosił inne ubranie niż ludzie pod jego komendą mianowicie nosił to:
darksouls.wiki.fextralife.com/file/Dark-Souls/OldMage_Art.jpg
Kiedy grupa pierwsza dołączyła się do drugiej, wszyscy prawie natychmiastowo się zebrali i byli gotowi do dalszej drogi. Zanim jednak ruszyli to dowódca drugiej grupy wyjął mapę Myrthany z kieszeni i podszedł do dowódcy pierwszego oddziału, an mapie były zakreślone różne szlaki, ów szlaki nie kiedy prowadziły w różne części królestwa i przechodziły przez różne wsie oraz miasta.Lider grupy jeden po obejrzeniu mapy wskazał na szlak prowadzący do Anubel, po tej krótkiej i jakże cichej konsultacji , bowiem w czasie tego wszystkiego nie padło ani jedno słowo, cała karawana ruszyła wytyczonym szlakiem w kierunku Anubel

Avatar Omeg12
- Wygląda nieźle - zważył tarczę w dłoni - I przy okazji, czy macie też jakiś sztylet czy nóż na zbyciu?

Avatar darcus
- Mamy ich całe krocie, w końcu jesteśmy asasynami. - Rzekł Ax, grzebiąc w innej stercie, z której po chwili wyjął całkiem ładny, długi sztylet. - Taki wystarczy? - Zapytał, podając go Davisowi.

Avatar Omeg12
- Do podeszwy raczej się go nie schowa, ale co tam - wziął sztylet - To wy tu jesteście od skrytobójstw. Dziękuje za dozbrojenie mnie. Wiesz może, gdzie znajdę niejakiego Marsaliusza, czy jak mu tam?

Avatar darcus
- Jeśli chodzi ci o Maraliusa, to pewnie jest w swoim gabinecie. - Ax podrapał się po łysinie. - Po drodze pewnie znajdziesz jakieś drogowskazy, które pomogą ci dojść. A teraz przepraszam, muszę wracać do pracy. - Rzekłszy to odszedł do kowali, którzy czekali na niego przy jednym ze stanowisk.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik w końcu wyjął pewien wóz. Użył go a i cały wóz otoczył się srebrną magiczną otoczką.
- Teraz wóz się raczej nie rozpadnie. - powiedział wstając. No dobra, wszyscy gotowi? - zapytał wyjmując jeszcze jeden zwój ale póki co nie używając go. Kto da radę niech wsiada na wóz. Postaramy wrócić trochę szybciej.
Mariok kiwnął głową i wskoczył na wóz pełen bogactw. Elfka wraz ze złodziejką również wsiadły na wóz i usiadły na dwóch dużych skrzyniach stojących na samym tyle wozu. Jack stanął na wozie i założył sobie złoty diadem ze szmaragdem który znalazł u swoich stóp.
- A gdzie Oghren? - zapytał Czytelnik rozglądając się.
- Poszedł się wylać. - powiedział Mariok. - O, już wraca.
Rzeczywiście zza wyszedł Oghren i zadowolony z toporem na plecach ruszył w ich kierunku.

Avatar
Konto usunięte
Albert również wchodzi na wóz, i siada tam gdzie się zmieści

Avatar darcus
Jeanette usiadła na starym fotelu przy równie starym stoliku, nalała sobie do szklanki whisky i zapaliła cygaro, po czym podsunęła Darcusowi, który usiadł obok, identyczny zestaw. On jednak odmówił i zamiast tego opowiedział jej o atakach, przygotowaniach, armii i wszelkich nowinkach, które miały miejsce w Myrthanie. Dubois słuchała go uważnie, od czasu do czasu tylko zaciągając się cygarem, albo biorąc łyka whisky.
- Tworzysz więc armię... No cóż, mogę pomóc na dwa sposoby. - Rzekła w końcu, gdy on skończył opowiadać.
- Zamieniam się w słuch. - Odparł Darcus.
- Po pierwsze, z całym szacunkiem dla was, asasynów, z moimi nowymi zdolnościami jestem od was po prostu lepsza. Mogę stawić czoła dziesięciu przeciwnikom naraz i wyjść bez szwanku, albo zinfiltrować najpilniej strzeżone miejsce świata nie dając się zauważyć nikomu. Przypuszczam jednak, że do tak ekstremalnych sytuacji dochodzić będzie rzadko, a jedna osoba to niewiele, nawet z moimi umiejętnościami. - Przerwała na chwilę, by się napić. Asasyn już miał coś powiedzieć, lecz Jeanette kontynuowała. - Po drugie, i myślę, że to ci się spodoba, mogę zrobić dla twoich żołnierzy kościane amulety, które zwiększą ich wytrzymałość, zdolności bojowe i tak dalej. To powinno pomóc znacznie bardziej - Dodała.
- To świetnie, tylko... Co z twoim ojcem? - Zapytał Darcus.
- Umie sobie dać radę. Sam też jest przecież naznaczony, pamiętasz? - Rzuciła retoryczne pytanie. - Poza tym, kapliczka chroni nasz dom. Nikt nie jest w stanie mu zaszkodzić, więc mogę ruszać praktycznie zaraz. I tak przez większość czasu nie ma mnie w domu. - Rzekła, posyłając mu uśmieszek.
- W porządku. - Stwierdził Darcus, zadowolony.

Avatar Omeg12
- Dzięki wielkie
Założył tarczę na plecy, sztylet schował do pochwy po czym wspomagając się wspomnianymi drogowskazami udał się do swojego kolejnego celu.

Avatar darcus
Z tym też raczej nie było problemu. Do gabinetu Maraliusa prowadziły niewielkie, oznakowane drzwi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cholera, będziemy bogaci! - zawołał Oghren widząc ich i skarby w całej okazałości.
Mariok uśmiechnął się i już miał coś odpowiedzieć kiedy ujrzał coś za krasnoludem.
- Oghren za tobą! - wrzasnął.
Krasnolud odwrócił się zdziwiony ale jedyne co zdążył zobaczyć to salwa lodowych sopli wbijających się w jego ciało.
Jakieś dwadzieścia metrów za padającym na ziemię Oghrenem stał lodowy mag, ten sam który oberwał od Adanosa. Stał tak z szaloną furią w oczach i uśmiechem mordercy.
- Nie!! - krzyknął Mariok zeskakując z wozu i wyciągając swoją bronią.
Z niezwykłą szybkością wycelował i oddał strzał w stronę maga ale pocisk nie trafił go bo cel padł na ziemię związany ogromem świecących się magicznych łańcuchów.
Czytelnik szybko podbiegł do krasnoluda i uklęknął przy nim krasnoludzie i zaczął usuwać lodowe sople. Było ich jednak tak wiele że całe jego ciało było już we krwi. Mariok również do niego podbiegł.
- Oghren! Szybciej! Ulecz go! Nie umieraj nam tutaj!
Elfka mimo iż nie przepadała za krasnoludem teraz patrzyła na scenę przerażona. Oghren jednak wydawał się spokojny, spoglądał ja Marioka i starał się uśmiechnąć. Było to trudne gdyż jeden z sopli wbił mu się głęboko w policzek.
Im dłużej Czytelnik starał się jakoś pomóc tym jego mina robiła się smutniejsza.
- Nie dam rady. - powiedział cicho. - Sople poprzebijały mu płuca.
- Nie gadaj bzdur tylko zrób coś! - krzyknął Mariok. - Albert chodź tu!
Oghren chwycił goblina za rękę.
- Mariok...
- Nie mów nic, mamy chirurga! Zajmie się tobą!
Czytelnik przekrzywił jednak głowę i pokazał Albertowi gestem ręki żeby został tam gdzie jest. Widząc kilkadziesiąt cienkich jak patyk sopli nie było szans żeby przy ich aktualnym sprzęcie i możliwościach ktoś mu pomógł.
- No dalej?! Na co wy czekacie?
- Mariok... Oni wiedzą... Ja wiem... Spotkamy się w lepszym miejscu...
- Co? Nie gadaj mi tu teraz takich głupot! No dalej!
- Wypij za mnie, przyjacielu. - powiedział krasnolud i zamknął oczy.
- Nie! - krzyknął Mariok i potrząsnął krasnoludem za ramiona. - Wstawaj! To rozkaz! - w oczach goblina widać było łzy.
- Mariok, on nie żyje. - powiedział cicho Czytelnik obserwując goblina.
Myśl ta goblina trafiła go jak grom. Przez cały ten czas czuł że to musi być jakiś żart... Przecież ten krasnolud nie mógł tak po prostu umrzeć. Dopadła go rozpacz i wściekłość kiedy uświadomił sobie że jego zabójca leży kilka metrów od niego.
- Ty su**nsynu! - wrzasnął wstając od krasnoluda i idąc w stronę maga. - Zabiję cię! - Już chciał się rzucić na przeciwnika i rozszarpać własnymi paznokciami kiedy z całej siły złapał go Jack.
- Nie. Żywy bardziej nam się przyda.
- On na to nie zasługuje! - krzyczał. - Morderca!

Avatar
Konto usunięte
Albert był zszokowany tym co się właśnie wydarzyło, było to tak szybkie i ....niespodziewane , ogólnie przez dłuższą chwilę wszystko wydawało mu się lekko nie realne ale....... jednak było, na całe szczęście dla niego , on już dawno przyswoił sobie to że śmierć jest naturalną częścią życia, jednak teraz czuł coś co czuł każdy doktor który stracił pacjenta, czuł się winny.

Avatar darcus
W tym momencie Oghren nagle, ni stąd, ni zowąd, poczuł ogromną ulgę i lekkość, jakiej nigdy jeszcze nie doświadczył. - Wiedziałem, że w końcu się przekręcisz, staruszku. No już, wstawaj. - Usłyszał nad sobą głos, który, choć był basowy i lekko zachrypnięty, to wydawał się nienaturalnie przyjemny i ciepły. Jeśli krasnolud otworzył oczy, ujrzał nad sobą zamaskowaną postać, z bladą skórą, kościstym ciałem i długimi do ramion, czarnymi, zaniedbanymi włosami. Nie licząc białej maski przypominającej trupią czaszkę, od pasa w górę mężczyzna był nagi, zaś niżej ubrane miał skórzane spodnie i buty ozdobione ludzkimi kośćmi. Jego oczy wydawały się być ogniste, zaś u pasa miał przypięte dwie kosy bojowe. Mimo wszystkich tych cech, postać sprawiała bardzo dziwne wrażenie przyjaznej i pozytywnie nastawionej, co wywoływało w Oghrenie uczucie spokoju i zaufania. Zdawało się, że wszystko wokół straciło kolory i przestało się ruszać, a powietrze wypełniał dźwięk ciszy. Przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy krasnoluda, bo pozostali postaci nie widzieli i wszystko wydawało się dla nich takie, jak wcześniej.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Co się właśnie... - krasnolud spojrzał na niego zdziwiony. - Umarłem, tak?

Mariok wciąż próbował się wyrwać z uścisku Jacka.
- Daj spokój. Dalej rusz głową! - Jack w końcu się zniecierpliwił i uchwycił go ręką za gardło. - Jeśli zaniesiemy tego cholernego maga do naszych, to znajdą sposób żeby coś z niego wyciągnąć. Dzięki temu dorwiemy ich więcej. Po co komu oko za oko skoro można odciąć całą głowę?
Mariok trochę się uspokoił. Co nie zmieniało faktu że był wściekły. Jack w końcu go puścił. Goblin stał przez chwilę po czym z całej siły kopnął maga w brzuch. Ten się zgiął ale nie mógł zrobić wiele więcej będąc tak związanym.
- Dzisiaj ten cholerny krasnolud... Jutro wy wszyscy! - wrzasnął mag. Jack spojrzał na niego po czym sam wymierzył mu kopa w krocze. Mag jęknął i wreszcie zamilkł.
- Mógłbym się pomodlić nad jego ciałem i je odesłać. - zaczął Czytelnik. - Ale myślę że ten krasnolud zasługuje na porządny pogrzeb.
- Racja. - przyznał goblin ocierając oczy i patrząc na Oghrena. - A tak dobrze mi się z nim gadało...

Avatar Omeg12
Dla zasady zapukał, po czym spróbował otworzyć drzwi.

Avatar
Konto usunięte
Albert chciał jakoś pocieszyć Marioka ale no za bardzo nie wiedział jak....... więc po prostu siedział cicho tam gdzie siedział

Avatar darcus
- Na to wygląda. - Odparł Żniwiarz, podając Oghrenowi rękę. - Będziesz tak leżał, czy wstaniesz? - Zapytał ironicznym tonem.

- Proszę! - Rozległ się głos Maraliusa ze środka, jeszcze zanim Davis zdążył złapać za klamkę. Drzwi były otwarte.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud chwycił jego rękę i wstał.
- W sumie... To spodziewałem się kogoś innego. Co z Darcusem... A raczej z tym kimś kto wziął jego pracę. Nie powinniście znaleźć kogoś innego?

Avatar darcus
- Masz na myśli moją robotę? No cóż, 'Darcus', czy jak tam on każe teraz do siebie mówić, już od ładnych paru lat w tym nie robi. Wyręcza się mną. - Wytłumaczył Żniwiarz.

Avatar Omeg12
- Szybki jesteś - skomentował wchodząc do środka - Jak mniemam zastałem Mars... Maraliusa, czyż nie?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Znaczy wiem że on już w tym nie pracuje ale... Ach, w sumie nie ważne. Co się teraz ze mną stanie? W końcu no... Nie żyję. I pomyśleć że dałem się tak łatwo zrobić! - oburzył się Oghren.

- No dobrze. - Czytelnik wziął ciało Oghrena na ręce i wstał, po czym podszedł do wozu i położył je na skarbach. - Lepiej wracajmy. Wydaje mi się że Abraxasowi może się to nie spodobać. W końcu to była pierwsza misja... Miejmy tylko nadzieję że nie podejmie jakiejś pochopnej decyzji.
Jack złapał maga za kark i wrzucił go do wozu dopilnowując żeby uderzył głową o bok wozu, następnie wskoczył na wóz i usiadł na schwytanym.
Mariok choć powoli i niezbyt entuzjastycznie też wsiadł na wóz pocierając nos.
- Tyle to cię znałem... - powiedział cicho Mariok. - Byłeś wspaniałym krasnoludem. Spotkamy się przy niebiańskim piwie.
- No to w drogę. - mruknął Czytelnik i rzucił jakieś zaklęcie na woły których oczy zaczęły świecić się na zielono. Kiedy wreszcie ruszyli woły wyglądały na dwa razy szybsze i bardziej ochoczo ciągły wóz.

Avatar darcus
- I tak miałeś dużo szczęścia. Niektóre ofiary są tak mocno zmasakrowane przez Kult, że najbliższa rodzina nie potrafi ich rozpoznać. - Rzekł Żniwiarz. - Teraz trafisz do Królestwa Umarłych, gdzie spotkasz się z przewoźnikiem, martwymi lordami i tak dalej. Co będzie z tobą potem to nie moja działka. - Dodał, wzruszając ramionami.

- A i owszem. - Odparł Maralius, podnosząc uzbrojone w okulary oczy znad jakiegoś pisma.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A macie tutaj alkohol? - zapytał.

Avatar
Konto usunięte
- Mam przeczucie że po powrocie stracę tą pracę

Avatar darcus
- Jest rynkol, ale picie go to jak połykanie potłuczonego szkła, więc nie wiem, czy ci się spodoba. To już wszystkie pytania? - Dopytywał się, lekko zniecierpliwiony.

Avatar Omeg12
- Otóż mam sprawę dotyczącą pewnego przedmiotu - wyciągnął prastary zwój - W sumie ciężko mi to sprecyzować, ale wydaje mi się, że ktoś mógł go jakoś... podmienić. Da się sprawdzić autentyczność tego artefaktu?

Avatar darcus
- Oczywiście, że się da. Wystarczy potraktować go młotem, albo dowolnym narzędziem. Magia zniszczenia też się nada. Prawdziwy Prastary Zwój jest niezniszczalny. - Odparł Maralius.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Szczerze w to wątpię. - odparł Czytelnik. - Ani ty, ani żaden z nas nie miał jak mu pomóc, sprzęt który mamy przy sobie nie pomógłby nam przy tylu ranach. Podejrzewam że nawet dobry kapłan miałby z tym problem. Ale Abraxas może być zawiedziony, z tego co udało mi się dowiedzieć to Oghren był jedynym w naszej grupie którego znał naprawdę długo. Teraz jakby na to nie patrzeć, będziemy dla niego prawie że nieznajomymi.

- Cholera... Bez alkoholu to trochę ciężko... No dobra, coś tam wymyślę. Więc prowadź mnie do... No tam gdzie mamy iść. - powiedział Oghren.

Avatar
Konto usunięte
- No po prostu świetnie, echm ........

Avatar darcus
- W porządku. - Żniwiarz otworzył obok portal, który swym granatem wyróżniał się spośród szarego otoczenia. - Właź. - Popędził krasnoluda.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wiesz... W sumie to nie bardzo przepadam na portalami... - mruknął krasnolud. - Straszne mam potem bóle brzucha...

Avatar Omeg12
- Ale... chyba nie jest tak trudno stworzyć sztuczny zwój odporny na uderzenie młotem? Jeśli ten zwój się rozpadnie to owszem, będziemy wiedzieli że był sztuczny. Ale jeśli się nie uda i pozostanie w jednym kawałku, wciąż nie będziemy mieli pewności - zauważył Davis

Avatar darcus
- Myślałem, że chociaż przy tobie będę mógł oszczędzić sobie teatralnych gestów... - Żniwiarz westchnął i dobył jednej ze swych kos, która powiększyła się niemal trzykrotnie w jego dłoni, a którą następnie zamachnął się na szyję krasnoluda. Oghren poczuł ostrze przenikające przez jego ciało, jednak nie zabolało go. W tym momencie coś zmusiło go do zamknięcia oczu, a gdy je otworzył, znalazł się w innym miejscu. Zupełnie innym miejscu...

- Zatem użyj magii, albo ostrza na papirusie. W ostateczności możesz także spróbować czytania. - Zaproponował Maralius.

Avatar Omeg12
- Czytania? W sumie do tego zwój powinien służyć... dobrze, coś wykombinuję. Dziękuję za pomoc.

Avatar darcus
- Proszę bardzo. Jeżeli to wszystko, to bądź łaskaw zamknąć za sobą drzwi. - Starał się nie zabrzmieć zbyt nieuprzejmie, jednak jasno sygnalizował, że chciałby zostać sam.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Po jakichś piętnastu minutach ekspedycja wraz z wozem któremu właśnie skończyło się zaklęcie przyspieszające wołów, dotarli już do bramy od strony lasu przy której patrolowali orkowie. Michael widząc ogrom złota klasnął w dłonie, po czym ujrzał krasnoluda całego w krwi.
- No nie... - zaczął iść w ich stronę.
- Kupiec był martwy jak już go znaleźliśmy, mamy jego złoto ale... Oghren... - zaczął mówić Czytelnik stając przed wozem ale Michael podszedł szybko i go odepchnął po czym wskoczył na wóz.
- Ku*wa mać... Nie mogliście mu jakoś pomóc?! - widać było że Michael się wściekł.
- To nie jest proste wyratować kogoś przebitego w kilkudziesięciu miejscach soplami lodu do cholery! - zawołał Jack.
- Było go osłaniać! Wiesz ile znaczy jego śmierć?!
- Tak się składa że do cholery dość dużo! - krzyknął Mariok który zepchnął Michaela z wozu po czym sam z niego zeskoczył. - To był mój przyjaciel! Myślisz że gdybym mógł to bym mu nie pomógł?!
- Cholera jasna wy nic nie rozumiecie! - Michael zamachnął się pięścią w powietrzu, orkowie przyglądali się całej scenie z zaciekawieniem. - Dobra... Słuchajcie... Zaprowadźcie wóz pod Karczmę i pilnujcie go. Nie wchodźcie do Karczmy póki nie porozmawiam z Abraxasem, jasne?
- Czemu mamy z nim nie gadać? To był również jego przyjaciel! - przekrzykiwał się dalej z nim goblin.
- Tylko że on myśli w inny sposób niż ty!
- A skąd ty to możesz wiedzieć? Jesteś tutaj znacznie krócej ode mnie!
- Słuchaj no ty mały zielony... - już miał rzucić jakąś zmyślną obelgą ale powstrzymał się. Zacisnął swoją kościaną dłoń. - Gdybym nie wiedział o możliwościach jakie daje ten zapchlony pełny problemów kontynent to nigdy bym się tutaj nie zjawił! Tutaj chodzi o coś znacznie ważniejszego niż bogactwo czy przyjaźń! A żeby to wszystko się udało, potrzebuję Złotej Gildii.
- Dlatego się tak na nas wściekasz? Bo chcesz żebyśmy trzymali się w grupie? - zapytała złodziejka opierając się o wóz.
- No i się zaczyna, nagle to tak cię interesuje? Wydawało mi się że najważniejsze jest złoto.
- Ale to nie pomaga kiedy umiera nagle jeden z naszych. - powiedziała elfka stając obok reszty, przed wozem.
- I ty się tym przejmujesz? Mam wrażenie że stawałaś pierwsza w kolejce do zabicia go.
- Ja... - elfka zarumieniła się mocno co w przypadku jej czarnej skóry wyglądało dość dziwnie bo po prostu jego policzki rozjaśniły się trochę.
- A co byś zrobił gdybyśmy...
- Nic! Słuchajcie do cholery, nie dam wam żadnych wyjaśnień, jeśli nie zrobicie tego o czym wam mówię. Ten cholerny wóz ma stanąć przed Karczmą, wy macie go osłaniać, a ja MUSZĘ porozmawiać z Karczmarzem pierwszy. Jeśli ktoś dalej tego nie rozumie, może zabierać worek złota i wypi***alać! Zrozumieliśmy się?!
Nastała cisza. Nawet orkowie przestali bekać i śmiać się ze wszelkich żartów które sobie opowiadali.
- Michael ma rację, dajmy mu to załatwić. - przyznał Czytelnik.
Mariok spojrzał na niego zdziwiony.
- Ale...
- On wie lepiej. Zaufaj mi.
- No dobra... - mruknął Mariok.

Avatar darcus
Kiedy tylko Michael się oddalił, zgromadzeni usłyszeli cichy hałas spod wozu, jakby szeleszczenie połączone z brzęczeniem metalu.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią