Karczma pod Historią

Avatar
Konto usunięte
- Wy też to słyszycie prawda ?

Avatar Omeg12
W takim więc razie wyszedł i zamknął drzwi.

Avatar darcus
Znalazł się zatem przed zamkniętymi drzwiami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael odszedł dopiero kiedy wszyscy dali po sobie znać że nie zamierzają się dłużej z nim kłócić. Ruszył powoli w stronę Karczmy.
- Co? - Jack obserwował jak Michael oddala się.
- Albert ma rację. - powiedział Czytelnik. - to chyba spod wozu. - schylił się i rozejrzał pod wozem by zobaczyć skąd dochodzi odgłos.

Avatar darcus
Pod wozem siedział mały kobold, trzymający w dłoni złotą misę i wytrzeszczający oczy w stronę Czytelnika. Był dosłownie sparaliżowany przerażeniem. Chyba nie przewidział, że ktoś mógłby go zauważyć.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik z niezwykłą jak na kogoś takiego prędkością złapał kobolda jedną ręką za nogę i wyciągnął spod wozu.
- A to mały drań. - powiedział Mariok widząc to co znalazł jego towarzysz.

Avatar
Konto usunięte
- Ok to jest hmmmm naprawdę wielki gryzoń

Avatar darcus
- Ammr neki ushisti! Rofi udglat sal kel mem ardennelmarki! - Wydzierał się niesamowicie irytującym głosem kobold, z mieszanką gniewu i przerażenia w głosie.

Avatar Omeg12
Znalazł sobie jakiś cichy kąt, po czym spróbował przeciąć zwój mieczem.

Avatar
Konto usunięte
- Echhh ktoś mógłby te brednie przetłumaczyć na wspólny

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Widzę niezły z ciebie chojrak. - powiedział Czytelnik zabierając mu złotą misę ale nie puszczając go. - Myślicie że Karczmarz będzie wstanie zrobić z tego jakąś dobrą potrawkę?
- Jadłem wiele okropnych rzeczy, ale nie przesadzajmy. - powiedział Jack.
- No dobra, chodźmy już lepiej pod Karczmę. - powiedział wciąż trzymając kobolda a drugą ręką łapiąc sznur od wołów i prowadząc Gildię z powrotem do Karczmy.

Avatar
Konto usunięte
Schodzi z wozu i idzie z resztą do karczmy

Avatar darcus
Kobolda naprawdę trudno było utrzymać, bo kiedy zabrano mu misę zaczął wrzeszczeć, piszczeć, szamotać się, wierzgać i rzucać różnymi paskudnymi przekleństwami w swoim języku.

Davis zaś, używając ostrza na zwoju, zdołał je tylko stępić i wywołać mnóstwo iskier, jeśli zaś włożył w to nieco więcej siły, moc artefaktu wytrąciła miecz z jego dłoni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy wreszcie dotarli do Karczmy Czytelnik puścił sznur od wołów i wyjął tą ręką jakiś zwój z kieszeni. Rzucił zaklęcie z niego w kobolda obwiązując go masą pnączy po czym rzucił go na wóz obok maga Kultu.

Karczmarz właśnie odkładał wyczyszczony kufel kiedy przez okno ujrzał Czytelnika prowadzącego wóz a następnie leżącego na wozie Oghrena. Zerwał się z lady i już był przy drzwiach kiedy do środka wszedł Michael zasłaniając mu drogę wyjścia.
- Abraxas, musimy pogadać.
- Co mu się do cholery stało?! Co z nim?! - krzyczał próbując przepchnąć się obok Michaela.
- Najpierw pogadamy, potem będziesz zajmować się zmarłym.
- Zmarłym?! Nie! To niemożliwe!
- Powiedziałem ci, chodźmy pogadać.
- Nie mam ochoty gadać kiedy umarł mój przyjaciel!
Michael w końcu złapał go za ramiona i z całej siły go odepchnął z taką siłą że ten wleciał na jeden ze stołów wywracając go.
- Oszalałeś?! Czemu nie pozwalasz mi tam pójść?!
- Ponieważ najpierw musimy pogadać.
- Niby dlaczego?! - Karczmarz wstał powoli spoglądając z gniewem na Michaela.
- Dlatego, że wiem już co rodzi się w twojej głowie, ale jeśli porozmawiamy, to może uda mi się ci to wybić. Ale nie tutaj, chodź na górę.
- A co jeśli nie pójdę?!
- Pójdziesz. - głos Michaela był z pewny, poważny i nie znoszący sprzeciwu.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał Karczmarz kiedy Michael ruszył w stronę jego pokoju.
- Nie chcę przez ciebie przegrać.
- Przegrać? Czego?
- Po prostu chodź za mną. - mruknął wchodząc po schodach, Karczmarz stał chwilę nie pewnie po czym ruszył za nim.

Avatar
Konto usunięte
- Czy wy też czujecie się jakoś niezręcznie, czy tylko ja?

Avatar darcus
Kobold zaczął gryźć i szarpać pnącza, ale niezbyt dobrze mu to szło. Przynajmniej na razie...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Może ty. Ja po prostu wiem jak to się skończy. - odparł Czytelnik opierając się o wóz.

Karczmarz wszedł pierwszy do pustego pokoju a Michael zamknął za nim drzwi.
- Oghren umarł... Nie wierzę że to że on mógł tak po prostu umrzeć... Pierwsza misja... I taka porażka...- Gniotek usiadł na swoim łóżku i oparł głowę na jednej ręce.
- Słuchaj Abraxas, domyślam się że może cię to boleć... - Michael założył ręce
- A myślałem że... Jestem głupi... Mój pomysł z tą całą Złotą Gildią to jedna wielka pomyłka...
- Niespodziewane. - mruknął Atlas w uchu Michael'a.
- Abraxas, nawet nie myśl o tym żeby...
- Powinienem... Powinienem rozwiązać Złotą Gildię.
- A więc tak chcesz to rozwiązać? Poddać się?
- Po prostu chcę żeby inni byli bezpieczni.
- Bzdura, nie da się żyć tylko się chroniąc, musisz atakować.
- Czyli co mam robić? Wysyłać tych ludzi żeby umierali po kolei? A potem udawać że nic się nie stało? O to ci chodzi?!
- Jedna śmierć to tragedia. Milion, to statystyka.
- Że co? Jak śmiesz coś takiego mówić! - Karczmarz wstał i zrobił krok w stronę.
- Mówię samą prawdę. Wydaje ci się że śmierć twojego przyjaciela jest czymś wyjątkowym, że to ogromna tragedia i nie wiesz jak sobie z tym poradzić. Bzdura.
- Jak śmiesz mi mówić coś takiego! Ty bezduszny dupku! Gdybyś tylko wiedział co czuję!
- Czujesz że przegrywasz. Jesteś słaby.
- Nie mów tak do mnie! - na twarzy Gniotka malowała się wściekłość wymieszana ze łzami spływającymi z oczu.
- Słabość. Boisz się tego że wszyscy dookoła ciebie umrą. Nie zależy ci na własnym życiu, zależy ci na życiu innych. Ktoś może powiedzieć że to szlachetne... Ale to bzdura, jesteś małym, bojącym się...
- Nic o mnie nie wiesz! - Karczmarz wrzasnął i rzucił się w stronę Michaela.
Michael w chwilę złapał Gniotka za gardło uniósł go, obrócił się i przygniótł go do ściany.
- Wiem o tobie więcej niż ty sam! - wrzasnął mu prosto w twarz, gdyby nie miał maski to pewnie by go opluł. - Wiem to, ponieważ zachowujesz się tak samo jak ja kiedyś! Tak! Słuchasz tego co mówię i myślisz sobie że jestem bezduszny! Owszem, jestem! Ale tylko dlatego że całe moje współczucie i smutek uleciało z łzami które wylewałem za ludzi których traciłem! Gdybym miał płakać krwią za każdego kogo straciłem to i tak by mi jej nie starczyło! - wydawało się że Michael po prostu przestał się kontrolować i wszystko to wylewało się z niego powoli, bo po prostu chciał się wreszcie wyżyć. -Będziesz płakać! Nie ważne co powiem i tak będziesz to robić! Bo ty po prostu nie jesteś wstanie tego zrozumieć! Więc nie mów mi że nie mam pojęcia co czujesz! Myślisz o sobie jak o kimś kto po prostu chce szczęścia innych, ale jesteś przez egoistą! Myślisz że odwrócenie się od tego ci pomoże?! Z takim nastawieniem umarł bym w pierwsze dni mojego przeklętego życia! Więc łaskawie skończ pie**olić i narzekać jak to ci źle i smutno bo ktoś umarł. Daruj sobie to przynajmniej kiedy jesteś przy mnie. Rozumiesz?! - krzyki Michaela były tak głośne że z pewnością było je słychać nie tylko w całej Karczmie, ale i na zewnątrz.
- Puść mnie... - powiedział cicho Abraxas który najwyraźniej zaczynał się powoli dusić.
Michael obrócił się i rzucił Gniotkiem na jego łóżko a ten złapał się za gardło i zaczął kaszleć.
- Dalej masz zamiar rozbijać Złotą Gildię? Czy może dalej nie rozumiesz w jak ku*ewsko poważnej sytuacji się znajdujesz? - Michael oparł się jedną ręką o ścianę i oddychał ciężko, najwyraźniej te nagłe krzyki zmęczyły mocno jego i jego gardło.
- Gdzie go wysłałeś? - powiedział po chwili Gniotek leżąc na łóżku i spoglądając na Michaela.
- Że co?
- Oghren. Wysyłałeś go żeby dostarczył od ciebie jakąś wiadomość, co to było?
- Ach, a więc widzę że sam się o tym dowiedziałeś. To jest właśnie powód dla którego nie możesz teraz się tak po prostu poddać.
- Ta wiadomość?
- TE, wiadomości. Pamiętasz jak wspominałem ci że kiedy ty będziesz zajmował się Złotą Gildią, w międzyczasie je będę prowadził akcje w Czarnej Rękawicy? Otóż Złota Gildia nie jest Czarną Rękawicą, jest jej częścią. Jesteście częścią sieci po którą tutaj przybyłem. Chcę stworzyć sieć, sieć tak potężną i wielką, że dzięki niej chwycę rybę znajdującą się w innym wymiarze.
- A więc... Jesteśmy twoimi marionetkami, tak?
- Tak. Marionetkami które mogą się zgodzić na mój plan, a pragnę zauważyć że będziecie mieli z tego nie małe zyski. Albo odrzucić mnie i mój plan i udawać że jesteś kimś więcej, ale wtedy wy wszyscy, nie teraz. Może nawet nie ty albo dzieci twoich dzieci. Ale prędzej czy później tego wszyscy pożałujecie. A czy nie o to ci właśnie chodzi? Chcesz bronić innych, mam rację?
W tym momencie do pokoju wpadła Elisif z Vitą na rękach.
- Gniotek! Słyszałam wasze krzyki, co się stało?
- Nieważne. - odparł Gniotek który nie bardzo miał ochotę komukolwiek teraz coś tłumaczyć.
- Jak to nieważne?! - powiedziała spoglądając na czerwony ślad po kościstej dłoni na szyi Karczmarza. - Coś ty mu zrobił?!
- A więc jak Abraxas, jaka jest twoja ostateczna decyzja? - powiedział chłodno Michael ignorując Elisif.
- Nasz układ jest wciąż aktualny. - powiedział.
- Dobrze. A teraz, skoro twoja ukochana tutaj jest, możesz wrócić do swoich uczuć, powinieneś się wypłakać, póki jeszcze masz łzy. - powiedział i wyszedł zamykając drzwi.
Kiedy Michael przechodził obok Elisif, Vita mogła wyczuć że jest z nim coś nie tak. Było w nim tak jakby mniej życia niż w normalnym człowieku, ale to nie wszystko. Zdawało się wyczuć że mimo iż żyje to... Czuła ona że śmierć nie jest mu obca.
- Opłakiwać? Gniotku o co tutaj chodzi?
- Oghren... Nie żyje... - powiedział Karczmarz wycierając twarz z kilku łez wciąż mając słowa Michaela w głowie.
- Co? Ale... - Elisif usiadła przy nim na łóżku spoglądając na niego.
- Później ci powiem... Muszę... Muszę pomyśleć...

Avatar darcus
Obecni przy wozie zauważyli, że na kupie złota, tuż obok, usiadł kruk i zakrakał głośno. W tym samym momencie kobold nagle zamarł w bezruchu, wpatrując się w ptaka.

Kiedy Michael przechodził obok Elisif, Vita spoglądała na niego ze smutkiem, a kiedy wyszedł, zaczęła cicho płakać. Na schodach zaś uwagę zamaskowanego rozproszył dziecięcy głosik...
- Strasznie głośno krzyczysz. - ...gdzieś z góry.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Won od mojego złota! - zawołał Jack machając rękoma żeby wystraszyć ptaka.
- Twojego? - zapytała złodziejka.
- Dobra tam, "naszego", lepiej?

Michael bez słowa spojrzał w stronę skąd dochodził głos

Avatar darcus
Kruk zakrakał i wzbił się do lotu, ale zaraz potem wylądował kawałek dalej, wciąż na wozie.

Na suficie siedziała z podkurczonymi nogami dziewczynka, której Michael prawdopodobnie nie znał, acz kilka osób w okolicy zdążyło już poznać jej imię, które brzmiało Gorgoron. Jej jasnowłose warkoczyki zwisały ku dołowi, a ona swymi błękitnymi oczkami z ciekawością i współczuciem wpatrywała się w maskę nietutejszego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wiem że nie lubisz jak ci przeszkadzam ale według moich obserwacji podejrzewam że to jedna adoptowanych przez Elisif córek. Swoją drogą to strasznie dziwne że...
- Zamknij się Atlas. - szepnął szybko Michael. - Po prostu dałem się wyprowadzić z równowagi. - odparł Michael przyglądając się Gorgoron. - Ale to nic poważnego, Gniotek z tego wyjdzie.

Tymczasem Elisif słysząc płacz Vity przysunęła ją jedną ręką bliżej do siebie a drugą otoczyła Karczmarza który bez słowa tylko oparł głowę o jej ramię.

Avatar darcus
- Nie martwię się o niego. - Gorgoron pokręciła głową. - Tylko o ciebie. - Mruknęła, mrugając oczkami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- O mnie? Wierz mi, jestem ostatnią osobą o którą powinnaś się martwić.

Avatar
Konto usunięte
Albert zaczął się przyglądać temu krukowi, z nie wiadomych powodów miał złe przeczucia co do tego ptaka

Avatar darcus
- Tak naprawdę wcale tak nie myślisz. - Mówiła Gorgoron oskarżycielskim, ale też w jakimś stopniu współczującym tonem. - Jesteś smutny i zły, ale nie chcesz się przyznać, bo boisz się, że to cię osłabi. - Dodała, patrząc na Michaela z coraz większym żalem.

W tym momencie o nogi Alberta coś się otarło i czmychnęło dalej.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Czy jestem zły? Owszem, gdyby teraz Abraxas się poddał i zniszczył moje plany to chyba naprawdę bym go udusił. A co do smutku... Przywykłem. - zakończył i ruszył na dół po schodach by następnie udać się w stronę wyjścia.

Jack przewrócił oczami i podbiegł do ptaka wymachując ręką żeby odleciał.

Avatar
Konto usunięte
-Eeeeeeech.....
Zaczął się rozglądać za tym czymś co się otarło o jego nogi

Avatar darcus
Gorgoron zeskoczyła na ziemię, blokując Michaelowi drogę. - Nie chcę, żebyś był smutny... - Powiedziała, zadzierając główkę, by móc dotrzeć wzrokiem do jego oczu, nie zważając na maskę.

Kruk wzniósł się do lotu, zakrakał, po czym znów usiadł na złocie zaraz za zasięgiem napastnika.

Albert zaś zdążył kątem oka dojrzeć czarnego kota znikającego pod wozem.

Avatar
Konto usunięte
Idzie za tym kotem, nie wiedział czemu ale coś mu mówiło że to nie był zwykły kot

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jest tylko jedna rzecz którą mogłabyś zrobić żebym już więcej nie był smutny. Zabić mnie. - powiedział Michael stając w miejscu. - Chcesz być dobra? To po prostu zejdź mi z drogi.

- Myślicie że długo mu to zajmie? - zapytał Jack znowu rzucając się na ptaka tym razem ze swoją szablą.

Avatar darcus
Gorgoron spojrzała na Michaela tak, jakby ten właśnie ją obraził. - Nieprawda! Dobrze wiesz, że gdybyś dał sobie pomóc, znowu mógłbyś być radosny! - Niemal krzyczała, a jej oczy ni stąd ni zowąd stały się całe czarne.

W zasadzie Albert wszystko co mógł zrobić, to zajrzeć pod wóz.

Kruk okazał się nadzwyczaj zwinny. Nie tylko zdołał uniknąć wszystkich ataków, ale też udało mu się dziobnąć Jacka w rękę, zanim oddalił się na bezpieczną odległość, oczywiście kracząc przy tym wyjątkowo głośno.

Avatar
Konto usunięte
No to to zrobił, kucnął i spojrzał pod wóz

Avatar darcus
Zanim zdążył cokolwiek zobaczyć, jego maskę dosięgnął cios pazurów, które niewiarygodnie potężnie przeorały tworzywo w okolicach lewego oka.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Pomóc mi? - Michael uśmiechnął się pod maską. - Spóźniłaś się, o jakieś kilkadziesiąt lat.
Elisif w tym momencie wyjrzała z pokoju i spojrzała w ich stronę.
- Gorgoron? Wszystko w porządku? - zawołała widząc ją.
Vitę zostawiła przy Gniotku który teraz leżał na łóżku z zamkniętymi oczami i oddychając ciężko.

- Cholerny ptak! - zawołał Jack machając szpadą w jego stronę.

Avatar darcus
- Tak, wszystko dobrze! - Odpowiedziała, po czym zwróciła się nieco ciszej do Michaela. - Jeśli naprawdę tego chcesz, to... - Odetchnęła głęboko, jakby zbierało się jej na płacz. - To mogę... - Chyba jednak nie wystarczyło jej odwagi, by dokończyć. Mimo tego, było jasne, co chce powiedzieć.

Ptak po w pewnym momencie takiej nagonki zanurkował w stronę wozu, chwycił szponami łańcuszek ze złota, wzniósł się i rzucił nim Jackowi w oczy z zaskakującą precyzją.
W tym samym momencie spod wozu wyskoczył kot, wpadł na obwiązanego pnączami kobolda i mocnym, nagłym cięciem przeciął jego okowy, na co ten podskoczył, zachichotał, chwycił naprędce jakąś złotą misę i czmychnął w dal, z kotem i krukiem u boku, biegnąc zaskakująco szybko.

Avatar
Konto usunięte
- Orzesz kur....
Albert odskoczył do tyłu

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Szlag! - wrzasnął pirat łapiąc się za oko i wywalając się na ziemię. Złodziejka nieudolnie spróbowała złapać kobolda rzucając się na niego ale wylądowała tylko na ziemi.
Mariok otrząsnął się z zamyślenia i spojrzał w ich stronę.
- Co jest? - ujrzał uciekających złodziejaszków. - Serio? Daliście się zrobić zwierzętom?
- My przynajmniej próbowaliśmy coś zrobić ty zielony dupku. - powiedziała wstając z ziemi.
Czytelnik tymczasem ignorował to co się dzieje dookoła i napajał jednego z wołów wodą. Elfka spoglądała na całą sytuację po czym zaśmiała się.
- A ciebie co tak bawi? - zapytał Jack patrząc na nią jak na wariatkę.
- Po prostu... Rozśmieszyliście mnie.
Jack spojrzał na złodziejkę jakby oczekując że wytłumaczy jej o co chodzi a ta tylko pokiwała głową.
- Młoda i głupia.
- Ej! - zawołała elfka i przestała się śmiać.

- Nie. - odparł stanowczo ale na tyle cicho by Elisif nie rozumiała jego słów Michael. - Mam coś do zrobienia. Może i przegrałem szczęście, ale wygrałem życie, i planuję to wykorzystać. Ty ciesz się tym że masz rodzinę, póki możesz.
Elisif spoglądała w ich stronę.
- Na pewno? - zapytała.

Avatar darcus
Gorgoron nagle zniknęła i pojawiła się obok Elisif, przytulając się do niej. Jej oczy powoli wracały do normy.

Wkrótce złodziejaszki zniknęły za zakrętem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael spojrzał tylko ostatni raz w ich stronę i zszedł na dół po czym udał się na zewnątrz.
- Udało się. - powiedział spoglądając na członków Złotej Gildii.
- Dalej mamy pracę? - zapytał Czytelnik spoglądając na niego.
- Owszem. Dobra, musimy teraz przenieść zdobyte pieniądze... I Oghrena, do środka. Najlepiej jak ktoś zostanie i będzie pilnował a reszta zajmie się noszeniem tego.

Tymczasem Kate spacerowała powoli przez pozostałości lasu. Czuła w sobie pustkę po tak wielkiej stracie. Sama nie wiedziała po co tu w ogóle przyszła, dobrze wiedziała że nie da się już nic naprawić.

Avatar darcus
Wtedy jednak Kate dopadło coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Mniej więcej po środku spalonego lasu, w miejscu, gdzie zdawałoby się, że zniszczenia były największe, rósł sobie całkiem zdrowy, niewielki, ale pokaźny zagajnik.Co prawda większość drzew była niewielka, jakby zasadzono je kilka dni wcześniej, ale po środku zdążyło już wyrosnąć także kilka większych. Było to skrajnie dziwne, bo przecież jeszcze poprzedniego dnia teren ten był niemal całkowicie zrujnowany.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate stanęła w miejscu i spojrzała zszokowana w tamto miejsce. Rozejrzała się, jakby spodziewając się że to jakaś pułapka, że zaraz wyskoczą na nią bandyci czy coś. Zrobiła kilka kroków do przodu rozglądając się.

Avatar darcus
W tym momencie niemal się przewróciła, bo tuż obok, popychając ją, przebiegł kobold trzymający złotą misę, wrzeszcząc, i pobiegł w stronę zagajnika. W jego ślad popędziły czarny kot i równie czarny kruk.

Avatar
Konto usunięte
- Ja popilnuje wozu, nie nadaje się do noszenia

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate była co raz bardziej zdziwiona. Nie spuszczając z wzroku kobolda i kompanii ruszyła nieco szybciej w tamtą stronę.

- Nie nadajesz się do noszenia? - zapytała kpiącym głosem złodziejka chwytając za dwa worki złota. - A co, boisz się o swoją cerę?
Jack wziął największy z kufrów i z pewnym trudem ruszył się z nim w stronę wejścia do Karczmy.
Michael otworzył im drzwi.
- Zanieście to wszystko do naszej siedziby.
Mariok chwycił dwie mniejsze szkatułki oraz dość grubą sakwę z kamieniami szlachetnymi i poszedł za Jackiem na dół.
Czytelnik tymczasem wziął ciało Oghrena na ręce.
- A co z nim? - zapytała elfka dźgając maga Kultu końcem łuku.
- Ach no tak, jeśli już wspomniałaś. Możesz udać się do asasynów że mamy dla nich kogoś od kogo mogą się sporo dowiedzieć?
- E... Tylko z kim mam gadać?
- Popytaj któryś z nich, poprowadzą cię.
- No dobra. - powiedziała i ruszyła na dół wymijając Jacka i Marioka.
Kiedy była już w podziemiach podeszła do pierwszego napotkanego asasyna.
- Szukam kogoś kto wami przewodzi, albo kogoś ważnego... - powiedziała niepewnie elfka drapiąc się za uchem.

Avatar
Konto usunięte
Albert nie bardzo się przeją tym co powiedziała złodziejka i zajął się pilnowaniem wozu

Avatar darcus
Wkrótce złodziejaszki zniknęli między drzewami i krzakami zagajnika. Jeśli Kate planowała za nimi podążyć, najwyraźniej musiała się w niego zagłębić.

Dwójka asasynów, na którą akurat wpadła elfka, mężczyzna i kobieta, wymieniła się spojrzeniami.
- Mistrz chyba wciąż jest w sali obrad. Nie widziałam, żeby wychodził. - Powiedziała asasynka, na co asasyn skinął głową.
- Akurat nie mam nic do roboty, więc mogę cię tam doprowadzić, jeśli chcesz. - Odpowiedział elfce.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate zwolniła trochę i zaczęła zagłębiać się ostrożnie wśród drzew.

- Byłoby miło, sama raczej nie trafię. - przyznała elfka i uśmiechnęła się.

Avatar Omeg12
Skoro twardość artefaktu była niepodważalna, postanowił fizycznie go przeczytać.

Avatar darcus
Drzewa i krzewy wyglądały całkowicie normalnie. Nawet zamieszkało tam już kilka zwierząt. Coś jednak nie dawało Kate spokoju. Zdecydowanie coś było z tym zagajnikiem nie tak, nawet pomijając fakt, że wyrósł w zasadzie w kilka godzin. Wydawał jej się też znajomy, jakby już kiedyś go widziała. Może we śnie... W końcu, idąc tak i zagłębiając się w coś, co mogłoby zostać nazwane namiastką lasu, dziewczyna natknęła się na niewielką, drewnianą chatkę. W środku nie paliło się światło, nie wyglądało też na to, by lokator był gdzieś w okolicy.

Asasyn wymienił się kilkoma gestami z towarzyszką, a ta ruszyła w swoim kierunku, podczas gdy on zaczął prowadzić elfkę przez korytarze, wcześniej zachęciwszy ją skinieniem głowy, by poszła za nim. Po kilku minutach lawirowania w labiryncie przejść i drzwi dotarli pod pomieszczenie, gdzie wcześniej debatowała powołana nie tak dawno Rada Miasta Anubel. - Mówił, że będzie tam załatwiał swoje sprawy. Chyba wciąż jest wewnątrz. Wchodź śmiało, ja tu poczekam. - Rzekł asasyn i wskazał zachęcająco na drzwi.

Davis popadł w taki sam trans jak podczas poprzednich czytań Prastarego Zwoju, jednak teraz czuł się nieco inaczej. Jakby coś, jakiś czynnik z zewnątrz, miał wpływ na tę konkretną wizję. Zobaczył miejsce, które, choć było jedną, wielką Pustką, wydało mu się być wszystkim, jak i niczym. Ujrzał lewitującą wyspę, a na niej kamienne posągi postaci w kapturach i młodzieńca o czarnych oczach wpatrującego się w dal, w stronę chłodnego światła nicości. Światła, które zwiastowało zagładę. I wtedy wokół rozbrzmiał głos, który, choć był doskonale słyszalny i zrozumiały, zdawał się całkowicie nieokreślony, jakby nie należał do nikogo, i poniósł się echem po bezkresnym bezmiarze.
- To miejsce jest końcem wszystkiego... I początkiem... -

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate rozejrzała się uważnie obawiając się że ktoś może ją zaatakować, po czym po chwili ruszyła w stronę chatki.

Elfka podeszła do drzwi i zapukała niepewnie.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią