Darcus marszem ruszył do najbliższego podziemnego zejścia. - Wy dwoje, też macie tam być! - Krzyknął przez ramię Mistrz Asasynów, w kierunku przeciwległego krańca placu. Czyżby to był przypadek, że akurat byli tam Victoria i Davis?
Ognisty mężczyzna pojawił się w prowizorycznej siedzibie swojej drużyny, a na jego ciele z popiołów zmaterializowała się szata Kręgu Pierścienia. W tym samym pomieszczeniu, na fotelu, siedział teraz Cedrik, ze zniecierpliwieniem postukując butem o podłogę.
- Nova, nareszcie. - Rzekł, wstając, zobaczywszy swego towarzysza, powracającego po niecierpiącej zwłoki misji.
- Było z tym trochę zabawy, ale mam to, czego chciałeś. - Odpowiedział ognisty, jeszcze zanim jego rozmówca zdążył zadać pytanie, po czym podał mu skrawek nadpalonego papieru, na którym zapisano kilka słów.
- Nie wiem, jak ci dziękować. Teraz idź do reszty, będą potrzebować pomocy ze swoimi zadaniami. Casimirem zajmę się osobiście. - Odparł Cedrik, na co dwaj mężczyźni wymienili skinienia głów i obaj zniknęli, jeden w błysku światła, drugi w płomieniach.
- Doskonale... - Rzekł zadowolony Kain, po czym zmienił umęczony konstrukt, który klęczał przed nim, w średniej wielkości kulę, która stała się niezłomnym więzieniem umieszczonej w niej duszy. Duszy Sana. Sam obsydianowy antagonista, wysłuchawszy zeznania umęczonego ducha, zostawił go w magicznej celi i uniósł się, by jeszcze raz spojrzeć na swe dzieło, które, choć w tym momencie niewielkie i niepozorne, powoli, acz nieubłaganie dążyło do tego, czym miało się stać. Kain wiedział, że nie potrwa to długo, zanim jego święta misja stanie się zmorą otaczającego go świata. Już niedługo...
Amshor niecierpliwił się. Chodził w tę i z powrotem po niewidocznej powierzchni, zgrzytając zębami, zirytowany, że musi tyle czekać.
- Długo jeszcze?! - Warknął w końcu.
- Cierpliwości. - Odparł Chaos, który w swej zwyczajowej formie słupa dymu stał obok. - Nie możemy działać pochopnie. W Krainie Kuźni są teraz Powiernicy, a Trzecie Królestwo jest dla nas odcięte. Jeśli poczekamy, nasz problem może rozwiązać się sam... - Wytłumaczy po raz kolejny swym stoickim tonem.
- Mam dość bezczynności! Ile jeszcze mam czekać na to, co nieuniknione? - Zapytał metaliczny, opierając się o skradziony Topór Ognia.
- Jeśli tak bardzo pragniesz działania, odwiedź Eligora w wymiarze Leng. Z pewnością wyjdzie ci na dobre taka... Wizyta. - Odparł były Jeździec Apokalipsy, obserwując swego towarzysza.
- Że też sam na to nie wpadłem... - Mruknął Amshor, po czym zniknął.
Tymczasem gdzieś daleko, poza czyimkolwiek wzrokiem, mężczyzna odziany w granatową szatę siedział w ukryciu. Trzymając jedną ręką potężne Berło Cienia, a palcami drugiej bawiąc się małym, niepozornym, żółtym klejnotem, spoglądał przez okno swojej mocy na wszystko to, co działo się w innych zakątkach Wszechświata. Widział Kaina na zachodzie. Amshora w Otchłani. Kult Firnu w Trzecim Królestwie Odmieńca w Pustce. Powierników w Krainie Kuźni. Krąg Pierścienia w przestrzeni międzywymiarowej. Jeźdźców Apokalipsy na pustyni. Widział ich wszystkich, a także innych. Jego wzrok sięgał do najdalszych zakamarków Kosmosu, od centrum, aż po brzegi. Znał wszystkie myśli, uczucia i zamiary. Wiedział wszystko...
- Dobrze będzie dać im szansę... - Rzekł zadowolony, wstając i teleportując się.