Karczma pod Historią

Avatar darcus
- Najwyraźniej przed tymi magami, którzy wcześniej zaatakowali drugą połowę ekspedycji. - Wyjaśnił asasyn, patrząc bojaźliwym wzrokiem na wzgórze, za którym wcześniej wylądował błękitny obiekt z nieba.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No tak, ustawiasz na pasie, wsiadasz i twój ziomek odpala. Chociaż zazwyczaj nie leci to aż tak daleko.

- Ja tylko zbieram pieniądze na chleb... - powiedziała.

W tym momencie w ekstremalnym tempie wydarzyło się coś niespodziewanego. Jeden z paladynów którzy ocalali z poprzedniego ataku - ten który wydawał się najmniej ranny po ucieczce - zmienił swój wygląd. Poprzednia postać spłynęła z niego niczym sama skóra a na jego miejscu stanął uśmiechający się człowiek. Nie był to jednak miły uśmiech, a raczej taki szyderczy nie zapowiadający niczego przyjemnego. Stał tak w swojej zbroi z czarnej skóry okrytej szatami, jego kaptur przypominał trochę połączenia kaptura zabójcy z czapką błazna. Jego zielone niemal że wężowe oczy w ułamku sekundy omiotły całą ekspedycję i zanim to co wcześniej wydawało się być paladynem zdążyło opaść na ziemię rozpętało się piekło. Człowiek zniknął pojawiając się za dwoma paladynami stojącymi obok siebie i podcinając im gardła zanim zdążyli się w ogóle zorientować że postać zniknęła. Następnie ponownie zniknął po czym pojawił się skacząc na maga szykującego zaklęcie teleportacji, złapał go za gardło i zniknął z nim. Po chwili pojawiło się ciało maga które wleciało prosto w Davisa. W tym momencie wróg nie był jeden a siedmiu. Wyglądali identycznie, biegali w obrębie pola magicznego skacząc, robiąc fikołki, potrącając każdego na kogo trafili i ogólnie wprowadzając chaos. Co jakiś czas któryś z nich rzucał się na kogoś podcinając gardło lub rzucając w niego sztyletem. A może to był tylko jeden z nich tylko po prostu maskujący się wśród reszty?

W tym momencie staruszka uśmiechnęła się i spojrzała na ognistego.
- Frajer. - powiedziała i zmieniła się w obłok dymu.

Avatar darcus
Ognistego jednak już nie było. Zanim starucha zdążyła coś powiedzieć, rzucił w nią obłokiem ognia i poleciał do ekspedycji, po czym jeszcze zanim wylądował zmienił się w ocean niewielkich, acz niezwykle gorących pocisków z ognia, które zaczęły ścigać napastnika, czy też napastników, niczym chmara złośliwych owadów, wchodząc pod ubranie, a nawet pod skórę, niemiłosiernie raniąc wszystko, czego dotknęły i paraliżując poprzez spalanie tkanki nerwowej, ale nie zabijając. Stało się to mniej więcej w tym samym czasie, kiedy napastnik porwał maga szykującego zaklęcie. Pole magiczne z hukiem skurczyło się do rozmiarów jednego punktu, pociągając za sobą wszystko i wszystkich obecnych w promieniu pięćdziesięciu metrów, a następnie wyparowało.

Victoria już miała odpowiedzieć, kiedy usłyszała huk. Wyglądało to tak, jakby ktoś właśnie wysadził średniej wielkości budynek. Niebieska szepnęła coś niezrozumiałego w nieznanym reszcie języku i wstała, po czym wybiegła z Karczmy w tempie cwałującego konia.

Darcus i Elisif przechodzili właśnie przez główny plac miejski, kiedy fontanna po jego środku eksplodowała. Mistrz asasynów odruchowo zasłonił siostrę własnym ciałem, kiedy fala gruzu i nagle zamrożonej wody przewaliła się przez okolicę, a zaraz za nią po placu rozsypali się członkowie ekspedycji, zarówno żywi, jak i martwi, łącznie z napastnikiem, ognistym mężczyzną, teraz w formie dziwnych ogników, a także całym wyposażeniem, jakie pozostało.

Davis również tam był. Pojawił się, jak cała reszta, po środku placu, po czym, odrzucony impetem zaklęcia, odleciał na zachodnią jego stronę, lądując boleśnie na bruku i cudem unikając prawdopodobnie śmiertelnego uderzenia w głowę. Po chwili jednak zdał sobie sprawę, że Prastary Zwój, który miał za sobą, gdzieś zniknął, lub wypadł...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy doszło do eksplozji ludzie którzy sprzedawali swoje towary na placu rozbiegli się lub poukrywali za swoimi wozami i stoiskami.

Napastnik, a raczej dziesiątka ich tak samo wyglądających podniosła się teraz z ziemi i z uśmiechem rozglądali się po placu.

Elisif przyglądała się całemu zdarzeniu z otwartymi ustami po czym spojrzała na Darcusa jakby miejąc nadzieję że coś powie.

Karczmarz spojrzał tylko za biegnącą Victorią po czym westchnął, wyszedł za ladę i też skierował się do miejsca w którym doszło do wydarzenia. Mariok i Oghren popatrzyli na siebie, goblin wsadził resztę kurczaka do buzi i obaj pobiegli za Gniotkiem.

Avatar
Konto usunięte
Wybuch obudził Alberta, który to prawie że wyskoczył z siebie kiedy to się stało,
- co. .. ech się stało ?
Zaczął się rozglądać dookoła

Avatar Omeg12
Co to do cholery było? - rozmyślał, wstając z bruku i rozglądając się wokoło.

Avatar darcus
Darcus w mgnieniu oka skojarzył fakty. W jego zawodzie trzeba było myśleć szybko i to właśnie asasyn zrobił. Dobył sztyletu, po czym rzekł tylko poważnym tonem... - Elisif, schowaj się! - ...Po czym ruszył naprzód, rzucając się na najbliższego z napastników od tyłu, celem zadania śmiertelnego ciosu.

Tymczasem ognisty mężczyzna zebrał się do kupy, po czym posłał na najbliższego z agresorów kulę ognia rozmiarów snopa siana, a następnie skoczył na kolejnego z nich, chcąc spopielić go na popiół.

Avatar Omeg12
//Chyba ogarniam

Davis zamrugał oczami z niedowierzaniem. Gdy już się nieco opanował, zeskanował ognistego napastnika, chcąc dowiedzieć się, czy jest on człowiekiem, konstruktem, demonem czy czymś jeszcze dziwniejszym.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy ktoś próbował zaatakować jednego z napastników ten śmiał się, znikał i pojawiał w innym miejscu. Przy każdym zaklęciu cywile dookoła jęczeli i krzyczeli ze strachu.

Michael jakby nie zwracał na to uwagi tylko z oddali przysłuchiwał się odgłosom ze środka miasta. Za to niewielka grupa orków spod bramy wzięli swoje bronie i ruszyli grupką w stronę rynku.

Jeden z identycznych przeciwników zniknął pojawił się idealne na Elisif, pstryknął ją w ucho i zniknął ponownie.

Avatar darcus
///Offtop usunięty, jak coś.///

Davis, skanując ognistego, wyczuł gniew, złość i żądzę krwi. Wszystkie skierowane tylko i wyłącznie w kierunku napastnika. Mężczyzna był na nim całkowicie skupiony i zdeterminowany, by go zniszczyć. Nie myślał w tym momencie o niczym innym.

Aby tego dokonać, postanowił użyć jednej ze swych najpotężniejszych zdolności. Uśmieszek pojawił się na jego twarzy, bo wiedział, że ktoś taki jak ten błazen, z którym walczył, nigdy nie zdoła się oprzeć tak potężnej mocy. W tym momencie ognisty zmaterializował się na środku placu, a z jego rąk wystrzelił ogień. Nie były to jednak zwykłe płomienie. Iskry barwy krwi uniosły się i rozszerzyły, tworząc nieprzeniknioną barierę wokół placu. Każdy, kto spróbował przez nią przejść, przeniknąć, czy teleportować się, zostawał natychmiast spopielony. Bariera pokryła się jakimiś niezrozumiałymi, starożytnymi znakami, a ognisty zaczął powoli napełniać jej wnętrze płomieniami.

Darcus, spostrzegłszy nadciągającą pożogę, odwrócił się, zamierzając pobiec w kierunku Elisif, ale zatrzymał się w porę, ponieważ, gdy ogień otoczył go, spostrzegł, że nie ima się jego ciała. Kiedy rozejrzał się, zauważył, że wszyscy obecni pod barierą, poza napastnikami, otoczeni zostali tarczami z ledwie widocznego ciepła, które chroniło ich przed obrażeniami od rozprzestrzeniającego się ognia.

Victoria już miała wpaść na plac, kiedy z powodu jakiegoś niezrozumiałego impulsu zatrzymała się, z hukiem hamując na bruku. I dobrze zrobiła, bo zaraz potem tuż przed jej nosem wyrosła ognista bariera. Niebieska warknęła ze złości i ruszyła naokoło, szukając drogi okrężnej.

Avatar
Konto usunięte
- Magia dlaczego to musi zawsze być magia? - Zapytał sam siebie Albert

Avatar Omeg12
W obecnej chwili ogarniała go jedynie dezorientacja. Nie wiedział, z kim, jak i czy w ogóle powinien walczyć. Na razie stał czekając na rozwój sytuacji.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wzruszające. - wszyscy na placu usłyszeli donośny szyderczy głos dochodzący ze strony jednego z dachów na których stała postać wyglądająca identycznie jak dziesiątka osób stojąca w barierze które teraz zaczęły klaskać, kłaniać się i zmieniać w kłęby dymu. - Ale blokowanie moich podrób to kiepska droga do zatrzymania mnie przed dostarczeniem wiadomości. - mówił zeskakując z dachu budynku na którym siedział. - No tak, ale ciebie i twojego ognistego temperamentu pewnie nie interesują żadne informacje, wystarczy ci że coś spalisz?

W tym samym momencie do miejsca zdarzenia dobiegł Gniotek wraz z goblinem i krasnoludem oraz grupa kilkunastu orków od strony bramy.
- Co tu się do cholery dzieje? - zapytał zdziwiony Karczmarz przyglądając się całemu zdarzeniu.

Avatar darcus
Ognisty mężczyzna wziął głęboki wdech, a bariera i płomienie wewnątrz niej posłusznie rozpadły się i poleciały do niego, wzmagając stokrotnie jego płomień, podczas gdy on sam uniósł się na wysokość kilkunastu metrów i już miał zadać cios, gdy... Coś go powstrzymało. Zamiast tego zmniejszył nieco swój ogień i zaczął zmierzać powoli w dół, w kierunku oponenta, poruszając się tak, jakby schodził po jakichś niewidzialnych schodach. - Ależ skąd, z wielką chęcią wysłucham twojej wiadomości... O ile jesteś dość odważny, by wyjawić mi ją prosto w twarz. - Rzekł z dzikim uśmieszkiem na twarzy, ledwo widocznym spod jego płomieni. Nawet z tej odległości napastnik mógł wyczuć bijące od niego gorąco...

Tak się złożyło, że Davis znalazł się naprzeciwko odgrywanej właśnie sceny, znajdując się poza zasięgiem widzenia rywali i to tak, że sam wszystko perfekcyjnie widział i słyszał. Jeśli wyczulił się co nieco na bodźce telepatyczne, mógł wyczuć nietypową aurę Victorii, która starała się obejść błazna od tyłu, najciszej jak się dało.

Abraxas spostrzegł po drugiej stronie placu Darcusa wycofującego się w stronę Elisif, spoglądającego z niepokojem na rozgrywającą się właśnie scenę walki.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Gniotek podszedł szybko do Darcusa i Elisif nie spuszczając sceny z oka.
- Co tu się wyprawia?

- Tobie? - zapytał nibybłazen i zaśmiał się głośno. - Czy naprawdę myślisz że ludzie którym pomagam mają czas na przekazywanie czegokolwiek takim płonącym młotkom jak ty? Daj spokój, wiadomość jest wymierzona do jednej osoby w waszym zabawnym gronie. A jest nim ona! - zawołał i wskazał Elisif która spojrzała na niego zaskoczona. - Pani Elisif, z tego co wiem to ty tutaj dowodzisz po smutnym wypadku który przydarzył się Garrusowi, tak? A ty panienko. - powiedział i w tym momencie pojawiła się za nim identycznie jak on wyglądająca postać i spojrzała z uśmiechem na Victorię. - Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele. - teraz głos dobiegł z ust jego kopii. Chociaż kto naprawdę może wiedzieć który z nich jest kopię a który oryginałem?

Avatar darcus
- Strasznie arogancji jesteś, jak na błazna. - Rzekł ognisty, któremu uśmieszek nie schodził z twarzy, coraz bardziej zbliżając się do napastnika. - Nie ty tutaj jednak dyktujesz warunki... - Dodał po chwili triumfalnym tonem. W tym samym momencie wokół pojawiło się około dwudziestu mężczyzn o wyglądzie identycznym do niego, którzy uklęknęli w powietrzu i zaczęli mamrotać coś niezrozumiałego. Natychmiast całe miasto otoczyła bariera z krwistoczerwonego ognia, taka sama jak ta, która odgradzała chwilę wcześniej plac, ale dużo większa. - Skoro twoi pracodawcy są tak tchórzliwi, że boją się tu przyjść osobiście, to dla odmiany teraz ty zaniesiesz im wiadomość ode mnie. - Rzekli ogniści naraz, tworząc swoisty, przeraźliwy chór głosów, podczas gdy wszyscy wstali z powietrznych niby-klęczków i wytknęli błazna palcami wskazującymi prawych dłoni.

Kiedy tylko postać pojawiła się przed Victorią, niebieska nie dała jej nawet szansy się wypowiedzieć. Natychmiast, w ułamku sekundy rzuciła się mu do gardła, łapiąc i skręcając kark. Jeśli nie miał nadludzkich zmysłów i czasu reakcji, to nie było opcji, żeby tego uniknął. Chyba, że to jednak była kopia, wtedy prawdopodobnie po prostu zniknęła.

Darcus omiótł Elisif 'wzrokiem' by upewnić się, że nic jej nie jest, po czym pokręcił tylko głową na pytanie Gniotka i dalej obserwował scenę, cały czas w gotowości, za plecami jedną ręką pokazując jakieś znaki, które zrozumieć mogli pewnie tylko asasyni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie orkowie zaczęli wrzeszczeć, wyglądało na to że coś ich strasznie wściekło.
- Magia. - mruknął Gniotek.
- Co? - zapytała Elisif.
- Orkowie denerwują się jak ktoś kto nie jest ich szamanem nadużywa magii... To robi ten koleś...

Postać jednak zdążyła ją wyminąć tak samo jak ta sama osoba stojąca do niej plecami.
- Możesz próbować, ale co ci to da skoro nawet nie wiesz gdzie jestem? A teraz daj rozmawiać dorosłym, dobrze? - zapytał po czym skierował swoje wężowe oczy w stronę ognistych. - A więc tak to sobie zaplanowałeś tak? Zwykły biedny błazen da się zastraszyć ognistemu i jego magicznym zaklęciom. Wyraźnie widać że nie chcesz dopuścić bym przekazał moje informacje do Elisif. Po czyjej w takim razie jesteś stronie? Chcesz żeby została w niewiedzy? Może następnie zamkniesz wszystkich w tym mieście dla bezpieczeństwa? - w tym samym momencie przybiegło więcej orków spod bramy, dołączył do nich Michael którego horda wściekłych wojowników już zaciekawiła. - Nie wiem za kogo się masz, ale jeśli naprawdę myślisz że mnie zastraszysz albo zabijesz to mocno przeceniasz swoje możliwości.
Cywile widząc orków zaczęli krzyczeć z przerażenia i uciekać. Jeden z orków chwycił przebiegającą obok jakąś kobietę i przyłożył jej topór do gardła.
- Wyłącz ten cholerny ogień albo poleje się krew!
- Dobrze gada, ktoś się może poparzyć. - powiedział uśmiechając się dowcipniś.
Elisif stała teraz przyglądając się temu bez słowa, nie wiedziała co się zaraz może wydarzyć ale bała się że poumierają niewinni. Nie chciała tego.

Avatar darcus
Victoria spojrzała na błazna, czy też jego kopię, z mieszanką podziwu i pogardy w oczach. Postanowiła jednak nie działać pochopnie i stanęła w miejscu z założonymi rękami, obserwując sytuację.

Ognisty, we wszystkich swych obecnych wcieleniach, nie zwracał uwagi ani na orków, ani na poruszenie wywołane ich widokiem. Był skupiony wyłącznie na przeciwniku. - Ależ skąd, zabić? Ciebie? Pewnie po prostu byś uciekł, a nawet gdybym zdołał cię dopaść, nie zamierzam sprawdzać, czy mogę cię zabić. O nie... - W tym momencie błazen, gdziekolwiek był jego oryginał, poczuł jak dosięga go mroczna, prastara siła, znacznie potężniejsza od jakiejkolwiek magii. Nie była ona na tyle silna, by go zabić, ani nawet zadać mu jakieś permanentne uszkodzenie. Jedyne co zrobiła, to boleśnie przypiekła skórę na wnętrzu jego prawej dłoni, pozostawiając po sobie bliznę w kształcie odwróconego pentagramu. Kolejne słowa ognistych rozbrzmiały w powietrzu niczym klątwa potępionych i wyryły się głęboko w pamięci każdego, kto je usłyszał. - A teraz posłuchaj mnie, oślizgły robaku. Nie obchodzi mnie Elisif, ani to miasto. Powiedz swoim mistrzom, że mogą palić nasze lasy, niszczyć nasze wioski i zabijać naszych ludzi. Mogą uciekać, chować się w najciemniejszych zakamarkach i tchórzyć bez końca. Mogą gromadzić pod swoim sztandarem wszystkie demony, smoki i zamaskowanych ludzi świata, ale przede mną nie uciekną. Gdziekolwiek są i cokolwiek planują, ja, Terrestian Nova Prime, znajdę ich i zniszczę! - Wiadomość wybrzmiała w powietrzu, pozostawiając po sobie echo i uczucie niepokoju.

- Hejże! - Warknął Darcus do orka. - W tej chwili ją zostaw, albo to twoja krew poleje się następna! - Wykrzyczał z pełną zaciętością, odruchowo kładąc dłoń na broni.

Avatar
Konto usunięte
- Michael mam pytanie do ciebie

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie! Nasz przywódca kazał was chronić, ale nie damy się otaczać wami i waszymi cholernymi zaklęciami! - wrzasnął ork a część z pozostałych zawtórowała mu krzycząc i wymachując broniami.

- Nie teraz - mruknął Michael i zrobił kilka kroków w przód przyglądając się temu, który powodował tutaj najwięcej zamieszania.

- Jesteś taki potężny, taki pewny siebie że uda ci się Ich pokonać, a nawet nie wiesz kim są. To dość... Żałosne... Tak, nie obchodzi cię nikt ze śmiertelnych a tak bardzo chcesz walczyć z tymi którzy im zagrażają. Czyżby ktoś z nich nadepnął ci na odcisk? Proszę bardzo, jak tak bardzo chcesz mnie dopaść to możesz spalić to miasto, w końcu już je otoczyłeś, prawda? Wystarczy jeden ruch a pozbędziesz się jednej z najlepszych kart jakie Kult Firnu ma. No! Na co czekasz? Zabij nas wszystkich, przecież oni cię nie obchodzą!

W tym momencie do Gniotka coś dotarło. Znał tego błazna, kojarzył jego twarz, nie był pewien skąd, ale był pewien że już go gdzieś widział. Czyżby ten człowiek należał kiedyś do Trujących Ostrzy? A może Zentry... Nie mógł sobie w tym momencie przypomnieć.

Avatar darcus
- Kretynie! Nie widzisz, że to ci nic nie da?! Oni nie są jednymi z nas! - Wydzierał się rozwścieczony Darcus, wskazując palcem na dwójkę rywali, ale nie spuszczając oczu z orka.

- Więc tak się nazywają... - Zachichotali ogniści, po czym zaczęli jeden po drugim znikać, aż został tylko jeden. - Powiedziałeś mi wszystko, czego potrzebuję. Dziękuję ci... - Rzekł mężczyzna, posyłając błaznowi ostatni, szyderczy uśmieszek, po czym rozpłynął się w powietrzu.

Victoria tymczasem wycofała się i zniknęła gdzieś.

Zaraz po odejściu ognistego, bariera przez niego utworzona zaczęła się rozpadać. Fragmenty jej płomieni już miały opaść na miasto, kiedy znikały bezpowrotnie kilkadziesiąt metrów nad ziemią.

Błazen wciąż czuł na dłoni piętno przeciwnika, a w jego myślach nadal rozbrzmiewały słowa jego wiadomości. Co jednak z nimi zrobi, zależało już tylko od niego...

Avatar
Konto usunięte
W takich sytuacjach przeklinam fakt że nie mogę pić Alkoholu
Pomyślał Albert

Avatar Gniotek7
Właściciel
W momencie kiedy zniknął ognisty orkowie znacznie się uspokoili a ten jeden z nich puścił kobietę która wrzasnęła i pobiegła gdzieś wgłąb miasta.
- To wszystko czego potrzebował? - zapytał "błazen" jakby sam nie dowierzając. Po chwili zaczął się śmiać jak szaleniec... Ale w sumie przy jego zachowaniu dość szybko można było zauważyć że nim właśnie jest. - Zaraz... Wy naprawdę nie znaliście nawet ich nazwy? - ów człowiek spojrzał teraz w stronę Darcusa i Elisif po czym parsknął. - Nie wierzę! A On obawiał się że mogliście dowiedzieć się za dużo! No... Ale skoro ten ognisty frajer uważa że sama nazwa mu pomoże, jego sprawa. A teraz do rzeczy, zmarnowałem wystarczająco dużo czasu. - mówiąc to zaczął powoli kroczyć w stronę rodzeństwa. - Skoro przy okazji się tutaj dostałem to mogę od razu dostarczyć wiadomość od Kultu. Kultu Firnu jak słyszeliście, tak! - zaśmiał się. - Teraz możecie znaleźć wszystko o nich w księgach! To na pewno pomoże wam zwyciężyć! A nie czekaj! To bzdura! Ha ha ha ha ha ha ha! - Elisif lekko wystraszona spojrzała na niego nie wiedząc co powiedzieć. - No dobrze, mam dla ciebie dwie wiadomości, wspaniałą i jeszcze lepszą! - zawołał nibybłazen okręcając się w miejscu. - Od której mam zacząć?
Elisif nie odpowiedziała mu nic, stała jak wryta.
- Nie masz ochoty rozmawiać? Szkoda, więc może ty Darcusie, dawny jeźdźcze, co chcesz usłyszeć pierwsze?

Avatar darcus
- Gadaj co masz powiedzieć i wynoś się z tego miasta, bo inaczej znajdę cię i zabiję, choćbym miał przedtem przeszukać każdą szczurzą norę w tym mieście... - Wycedził przez zęby Darcus, stając na drodze między błaznem a Elisif, z ostrzem w dłoni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Zabijesz mnie? Ha ha ha! To ci wyszło... Nie... Czekaj? Ty mówisz na poważnie? Widzę że ty też nie potrafisz docenić zagrożenia... No cóż mniejsza. No dobra... Od czego to ja miałem zacząć... No tak. - mruknął i wyjął z kieszeni worek, a kiedy nim potrząsnął powiększył się znacznie, widać było że coś w nim jest. - Jak już wspominałem, Garrusowi zdarzył się pewien smutny wypadek i raczej prędko... - tutaj parsknął śmiechem. - Do miasta nie wróci, ale o tym już zapewne dawno wiecie. W momencie kiedy biedaczyna padał na ziemię od zatrutego jedzenia miał dwóch zastępców. - w czasie kiedy mówił Elisif złapała się za ramiona Darcusa i wyglądała zza niego na błazna. - Zgaduję że kontaktowałaś się z nim po wydarzeniu?
- Nie... Był zajęty wykopaliskami... - wyjąkała cicho Elisif.
- Tak? Och, jaka szkoda... Ale nie martw się! Dzięki mnie! Wspaniałemu i niezawodnemu dostawcy pozwolę wam zobaczyć się... - uniósł teraz worek - W cztery oczy! - zawołał i obrócił worek, prosto z jego środka na kamienne płytki placu uderzyła odcięta, będąca w początkowym rozkładzie głowa Gethara, prawej ręki Garrusa.
Elisif pisnęła głośno i z powodu widoku wbiła Darcusowi paznokcie w ramiona.
- W sumie to jedyna wiadomość jaką miałem przekazać. Wspaniałe, prawda? A... I jeszcze coś, radzę się wam wszystkim jutro ciepło ubrać, może padać. - mówiąc to zrobił krok do tyłu ukłonił się w ich stronę. Spojrzał na nich ostatni raz swymi jadowitymi oczami i szyderczym uśmiechem po czym zamienił się w kłęb dymu i zniknął.
Elisif stała tak jeszcze przez jakieś kilka sekund po czym przytuliła się do Darcusa i zaczęła głośno płakać.
- Bogowie... Dlaczego...
Gniotek podszedł do nich powoli bliżej i położył Elisif rękę na ramieniu.
- Znałem go. - powiedział krótko patrząc w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał ten zabójczy żartowniś.

Avatar darcus
Darcus odwzajemnił gest Elisif, starając się choć trochę ją pocieszyć w obecnej sytuacji, ale sam nie wyglądał na smutnego. Raczej na rozgniewanego. Przez chwilę mogłoby się wydawać, że w jego oku pojawił się charakterystyczny błysk... Asasyn nie zwlekał. Sięgnął za pazuchę i wyciągnął z niej swoją Pieczęć Gildii, która błysnęła jasnym, ale nie oślepiającym, błękitnym światłem w reakcji na jego dotyk. - Maralius. Chcę, żeby wszyscy członkowie naszej rady zebrali się w sali posiedzeń natychmiast. Parakhangotar również. Niech wniosą go tam z łóżkiem, jeśli będzie trzeba. - Mówił szybkim, żwawym tonem, po czym odłożył pieczęć na miejsce i zwrócił się do Elisif oraz Gniotka. - Was też chciałbym tam widzieć. Musimy zacząć działać. - Powiedział już nieco łagodniej, acz wciąż dosadnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- O... Oczywwiście... - powiedziała cicho Elisif.
- Jeśli tak chcesz. - odparł Gniotek patrząc ponuro na głowę paladyna. Mimo iż nie znał go osobiście to orientował się w ogólnie sytuacji jeśli chodzi i władze miasta i wiedział że teraz Elisif będzie miała jeszcze ciężej. - A zapowiadał się taki miły dzień... - mruknął Gniotek.

Michael stał tak i przyglądał się ludziom którzy niepewnie, acz powoli zaczynali wychodzić z kryjówek i wracać do swoich zajęć.
- Chciałeś mnie o coś zapytać, mam rację? - zapytał chowając ręce do kieszeni i spoglądając w stronę Alberta.

Avatar
Konto usunięte
- Tak , echm czy takie rzeczy są normalne w tym mieście? szczerze za dużo magi jak dla mnie

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Pytasz człowieka który jest tutaj krócej od ciebie, więc nie wiem. Ale podejrzewam że nie należy to do najrzadszych sytuacji. - powiedział ruszając w stronę bramy.

Avatar
Konto usunięte
Również poszedł w stronę bramy

Avatar darcus
Darcus marszem ruszył do najbliższego podziemnego zejścia. - Wy dwoje, też macie tam być! - Krzyknął przez ramię Mistrz Asasynów, w kierunku przeciwległego krańca placu. Czyżby to był przypadek, że akurat byli tam Victoria i Davis?

Ognisty mężczyzna pojawił się w prowizorycznej siedzibie swojej drużyny, a na jego ciele z popiołów zmaterializowała się szata Kręgu Pierścienia. W tym samym pomieszczeniu, na fotelu, siedział teraz Cedrik, ze zniecierpliwieniem postukując butem o podłogę.
- Nova, nareszcie. - Rzekł, wstając, zobaczywszy swego towarzysza, powracającego po niecierpiącej zwłoki misji.
- Było z tym trochę zabawy, ale mam to, czego chciałeś. - Odpowiedział ognisty, jeszcze zanim jego rozmówca zdążył zadać pytanie, po czym podał mu skrawek nadpalonego papieru, na którym zapisano kilka słów.
- Nie wiem, jak ci dziękować. Teraz idź do reszty, będą potrzebować pomocy ze swoimi zadaniami. Casimirem zajmę się osobiście. - Odparł Cedrik, na co dwaj mężczyźni wymienili skinienia głów i obaj zniknęli, jeden w błysku światła, drugi w płomieniach.

- Doskonale... - Rzekł zadowolony Kain, po czym zmienił umęczony konstrukt, który klęczał przed nim, w średniej wielkości kulę, która stała się niezłomnym więzieniem umieszczonej w niej duszy. Duszy Sana. Sam obsydianowy antagonista, wysłuchawszy zeznania umęczonego ducha, zostawił go w magicznej celi i uniósł się, by jeszcze raz spojrzeć na swe dzieło, które, choć w tym momencie niewielkie i niepozorne, powoli, acz nieubłaganie dążyło do tego, czym miało się stać. Kain wiedział, że nie potrwa to długo, zanim jego święta misja stanie się zmorą otaczającego go świata. Już niedługo...

Amshor niecierpliwił się. Chodził w tę i z powrotem po niewidocznej powierzchni, zgrzytając zębami, zirytowany, że musi tyle czekać.
- Długo jeszcze?! - Warknął w końcu.
- Cierpliwości. - Odparł Chaos, który w swej zwyczajowej formie słupa dymu stał obok. - Nie możemy działać pochopnie. W Krainie Kuźni są teraz Powiernicy, a Trzecie Królestwo jest dla nas odcięte. Jeśli poczekamy, nasz problem może rozwiązać się sam... - Wytłumaczy po raz kolejny swym stoickim tonem.
- Mam dość bezczynności! Ile jeszcze mam czekać na to, co nieuniknione? - Zapytał metaliczny, opierając się o skradziony Topór Ognia.
- Jeśli tak bardzo pragniesz działania, odwiedź Eligora w wymiarze Leng. Z pewnością wyjdzie ci na dobre taka... Wizyta. - Odparł były Jeździec Apokalipsy, obserwując swego towarzysza.
- Że też sam na to nie wpadłem... - Mruknął Amshor, po czym zniknął.

Tymczasem gdzieś daleko, poza czyimkolwiek wzrokiem, mężczyzna odziany w granatową szatę siedział w ukryciu. Trzymając jedną ręką potężne Berło Cienia, a palcami drugiej bawiąc się małym, niepozornym, żółtym klejnotem, spoglądał przez okno swojej mocy na wszystko to, co działo się w innych zakątkach Wszechświata. Widział Kaina na zachodzie. Amshora w Otchłani. Kult Firnu w Trzecim Królestwie Odmieńca w Pustce. Powierników w Krainie Kuźni. Krąg Pierścienia w przestrzeni międzywymiarowej. Jeźdźców Apokalipsy na pustyni. Widział ich wszystkich, a także innych. Jego wzrok sięgał do najdalszych zakamarków Kosmosu, od centrum, aż po brzegi. Znał wszystkie myśli, uczucia i zamiary. Wiedział wszystko...
- Dobrze będzie dać im szansę... - Rzekł zadowolony, wstając i teleportując się.

Avatar Omeg12
Na wypadek, gdyby okazało się to być czymś więcej niż zbiegiem okoliczności, Davis pobiegł w kierunku wejścia
- Jeśli miałeś na myśli mnie, to muszę na wstępie poinformować, iż nie mam żadnych dobrych wieści. W zasadzie wręcz przeciwnie.

Avatar darcus
Kiedy jednak Davis biegł przez plac, potknął się o coś i omal nie przewrócił. Jeśli spojrzał pod nogi, zobaczył swą zgubę. Prastary Zwój.
- Tak czy inaczej chcę je usłyszeć. - Odparł Darcus, zanim zniknął w przejściu. Rzekł tylko jeszcze coś do asasyna pilnującego drzwi, po czym ruszył w dół.

Avatar Omeg12
Nie miał ani siły, ani czasu aby zastanawiać się nad pojawianiem się i znikaniem zwoju. Podniósł go i, o ile nie został zatrzymany w przejściu, udał się za Darcusem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Gniotek i Elisif też poszli za Darcusem. Karczmarz dał jej jakąś chustę którą nosił ze sobą i pomógł jej wytrzeć mokrą twarz. Przed oczami wciąż jednak miał ten złośliwy uśmiech i oczy niczym u węża. Tak... Jest pewien że widział tego gościa już kiedyś, chyba nawet więcej niż raz...

W tym samym momencie Zaraza spacerował po polach na jakiejś opustoszałej farmie. Nagle błysnęło światło i pojawił się obok niego jakiś człowiek, ten sam który pojawił się u niego już wcześniej, ten który mówił że Xardas jest zbyt groźny i trzeba się go pozbyć.
- Nie tak to miało wyglądać. - powiedział poważnie patrząc na Zarazę od tyłu.
Dawny jeźdźca westchnął i odwrócił się do niego.
- To nie moja wina że straciłem moje moce! Nie miałem opcji nawet jak podejść do tego smoka, dobrze o tym wiesz!
- Rozumiem, ale wiesz co to teraz oznacza?
- Niby co?
- Musisz pozbyć się tego, który posiadł jego moc.
Zaraza wytrzeszczył oczy.
- Kpisz sobie? Masil dopiero co uratował mi życie, poza tym i tak nie mam z nim żadnych szans! Czy ty widziałeś co on potrafi zrobić? To nie jest jakiś tam silny nekromanta, ten koleś stworzył własny wymiar!
- Tak, wiem o tym. Ale dobrze wiesz jak taka moc może być niebezpieczna. Jemu wydaje się że jest dobry, że może ją kontrolować, ale prędzej czy później coś uderzy mu do głowy, tak było z Xardasem, tak jest z każdym.
- Jak sobie to wyobrażasz? Jak miałbym mu niby cokolwiek zrobić? Nie zdążyłbym powiedzieć "zgiń" a już dawno nie pozostałby po mnie nawet cień!
- Wymyśl coś, to ważny pionek na tej planszy, trzeba go zbić.
- A co z tobą? Dowiedziałeś się czegoś o tym całym Kulcie?
- Niestety nie. Ci dranie są zbyt dobrze ukryci. Dowiedzenie się czegokolwiek na ich temat graniczy z cudem.
- Mi udało się tylko usłyszeć że zwą się Kultem Firnu, ale to niezbyt nam daje.
- Obiła mi się ta nazwa o uszy.
- Szukałeś coś na ich temat w jakichś księgach?
- Nic o nich nie ma, po tym jak działają można być pewnym że istnieją od dawna, ale z drugiej strony wygląda na to że dopiero teraz zaczęli działać. No nic, muszę wracać do swoich zajęć.
- Jasne. - mruknął Zaraza a jego rozmówca się teleportował.

Avatar darcus
Po pewnym czasie wszyscy zebrali się już w pogrążonej w półmroku sali obrad. Była wśród nich najwyższa rada asasynów, czyli Darcus, Demitius, Axiliarius, Maralius i Parakhangotar. Ten ostatni, wspomagany przez Axa, znajdował się na specjalnie dostosowanym fotelu, na wpół siedząc, a na wpół leżąc, a niemal wszystkie jego kości były usztywnione gipsem i metalowymi prętami. Oprócz tego znajdowały się tam wcześniej zaproszone przez Darcusa osoby, czyli Elisif, Abraxas, Davis, Victoria oraz Lav-A'Gos, książę nagów, który przez cały ten czas pozostawał w mieście, chroniąc swych rodaków, a do rozmówców dołączył w ostatniej chwili. Mistrz Asasynów przedstawił sobie wszystkich, którzy jeszcze się nie znali, a po wszystkich powitaniach, konwenansach i formalnościach, zwrócił swój zdeterminowany 'wzrok' na Davisa.
- Zacznijmy od tego, że chciałbym usłyszeć szczegółowy raport z misji na północy. - Rzekł, w następnej kolejności wyczekując ze zniecierpliwieniem odpowiedzi.

Avatar Omeg12
- Tak z grubsza mówiąc - wziął głęboki wdech, mając nadzieję, że uda mu się chociaż powiedzieć co ma do powiedzenia zanim któryś z obecnych postanowi upuścić mu krwi - Ja i San udaliśmy się do jednej takiej chaty w poszukiwaniu kamienia nieskończoności. I faktycznie, znaleźliśmy tam podziemia, a w nich, poza sporymi ilościami lawy, rzeczony kamień. Niestety zanim udało się go stamtąd zabrać pojawił się konstrukt, którego wy nazywacie Kainem. Niewykluczone... że w pewnym sensie za mną podążał. O czym zresztą posiadałem pewną wiedzę - przyznał, po czym prędko kontynuował raport - Rozłożył nas obu na łopatki, przejął kamień, zabił Sana po czym wchłonął jego duszę. Próbowałem go powstrzymać, ale był całkowicie obojętny na wszelkie formy ataku. Chciał zabrać jeszcze zwój, ale wtedy równie znikąd pojawił się nasz obecny tu gospodarz - spojrzał znacząco na Darcusa, w razie gdyby chciał teraz przejąć narrację

Avatar darcus
- W rzeczy samej, na chwilę przed jego śmiercią otrzymałem wiadomość od Sana, a okoliczności, w których znajdowałem się przez kilka ostatnich dni, pozwoliły mi przybyć na miejsce w niezwykle krótki czas. Wciąż jednak nie potrafię zrozumieć, dlaczego nie zrobiłeś nic wiedząc, że Kain za wami podążał. - Odparł na to Darcus, starając się zachować spokój, mimo czego w jego oczach wciąż gościło poczucie straty i towarzyszące mu uczucia.

Avatar Omeg12
- Już zapomniałeś? Nie miałem co. Próbowałem wam to powiedzieć gdy byłem w tych podziemiach po raz pierwszy, ale Kain mnie powstrzymał. Miał mnie w garści niemal od początku. Teraz jestem wolny, zapewne dlatego, że już mnie nie potrzebuje - westchnął - Tak czy owak, po powrocie do obozu podjąłem próbę kontaktu ze zwojem. Wyszła z tego jedynie niejasna wizja, w której Kain tworzył... nie wiem nawet co. Resztę wiecie chyba lepiej ode mnie.

Avatar darcus
- Czy wiesz, w jaki sposób cię kontrolował, albo czym, choćby w przybliżeniu, może być to, co tworzy? - Zapytał Darcus, który chwilę wcześniej, na wzmiankę o działalności Kaina uniósł brew.

Avatar Omeg12
- Nie znam się na tych sprawach aż tak dobrze. Musiał umieścić mi w umyśle jakąś pluskwę, czy ciężkie do prześledzenia łącze. Co do drugiego pytania... - spróbował sobie przypomnieć, co widział - Wydaje mi się, że tworzył armię. Armię stworów z kamienia.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Gniotek przysłuchiwał się całej rozmowie obejmując Elisif jednym ramieniem.
Tyle rzeczy się jeszcze nie dowiedziałem... Myślałem że jak uda mi się pozbyć Marduka, co w sumie i tak mi nie wyszło... W każdym razie wydawało mi się że po Marduku nadejdzie spokój, a okazuje się że jest znacznie gorzej niż było... - rozmyślał w międzyczasie Karczmarz.

Avatar darcus
Darcus wymienił porozumiewawcze spojrzenia z Axiliariusem. - No dobrze. - Rzekł w końcu, spoglądając po wszystkich. - Sprawę Kaina musimy na krótką chwilę odłożyć na bok, by zająć się tym, co stało się dzisiaj. Zdążyłem już otrzymać raporty od magów ekspedycji w sprawie okoliczności, w jakich zastosowali zaklęcie teleportacyjne, jednak są one niejasne i w gruncie rzeczy niewiele mi mówią o tym, kim są napastnicy, którzy nas zaatakowali. Jeśli ktokolwiek zna ich tożsamość, albo chociaż ma jakieś poszlaki, to teraz jest dobry moment, żeby się z tą wiedzą ujawnić. - Powiedział, rozglądając się po osobach obecnych w otoczeniu.

Avatar Omeg12
Tylko wzruszył ramionami. Wiedział praktycznie tyle co nic.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To nie napastnicy, tylko napastnik. - powiedział Gniotek patrząc w podłogę. - Ten człowiek... Nie jestem pewien kim on dokładnie jest. Ale za to jestem pewien że należał on zarówno do Bractwa Trujących Ostrzy jak i Zentry. Znam go z widzenia, jeśli dobrze pamiętam to nazywał się... Ramsei? Chociaż jak tak teraz myślę to nie jestem nawet pewien czy to prawdziwe imię. Jeśli dobrze pamiętam to należał do obu tych frakcji ale raczej pracował sam, wydaje mi się że szukał miejsca dla siebie... No cóż... Teraz je znalazł.

Avatar darcus
- Zdążyłem zdać sobie sprawę, że rzeczony tworzył wokół siebie sztuczne kopie. Mówiąc "napastnicy" miałem na myśli jego, ale także tego drugiego, płomiennego. Czy ktokolwiek wie coś o nim? - Zapytał i rozejrzał się po pomieszczeniu, na co nastała w nim grobowa cisza. - Przejdźmy więc do kolejnego punktu w dzisiejszych obradach. - Westchnął Darcus. - Jak wszyscy wiemy, czasy są ciężkie. Nie mamy co prawda żadnej otwartej wojny, jednak znajdujemy się w sytuacji zagrożeń równie poważnych, albo nawet poważniejszych. Potwór imieniem William, który był odpowiedzialny za napady na krainę Certain. Konstrukt Kain, szykujący się prawdopodobnie do napadu na nasze ziemie. Naszym największym problemem w tej chwili nie jest jednak żaden z nich, a ugrupowanie szubrawców siejące terror na naszych ziemiach, czyli niejaki Kult Firnu. Myślę, że w tych okolicznościach również dla was, tak jak dla mnie, stało się jasne, że nie możemy dłużej pozostać bierni w sprawie nasilających się ataków na naszych ludzi. Musimy zacząć działać, a do tego nie wystarczy nieokrzesana grupka magów, skrytobójców i wojowników, jaką obecnie dysponujemy. - Przerwał na chwilę, patrząc po zgromadzonych. - Potrzebujemy regularnej armii. - Zakończył dłuższy wywód Darcus, pod jego koniec niby przypadkiem 'spoglądając' na Elisif.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif spojrzała na niego zaniepokojona i otwarła usta ale nic nie mówiła. Nie miała zielonego pojęcia jak zająć się taką sprawą, milczenie ponownie przerwał Karczmarz.
- Jedyna armia jaka aktualnie istnieje i nie jest do nas całkowicie wrogo nastawiona to orkowie. Trzeba się z nimi dogadać.

Avatar Omeg12
Davis powoli podniósł rękę
- Ostatnio nauczyłem się paru sztuczek, które mogłyby pomóc w jednaniu sojuszników. Tranzyt wspomnień, wdrażanie konceptów, czytanie nawet i podświadomych myśli... W dodatku nie obca mi sztuka wojenna. Jeśli mnie do czegoś potrzebujecie i jesteście w stanie mi jako tako zaufać, pomogę wam bez wahania.

Avatar darcus
- Zdaję sobie sprawę z twoich nietypowych zdolności, Davisie, były one zresztą jednym z powodów, dla których zaprosiłem cię tutaj. - Odparł Darcus, spoglądając na telepatę. - Chwilowo jednak proponuję skupić się na stronach formalnych. Zdaję sobie sprawę z tego, że jak na razie jedyną osiągalną z naszej pozycji siłą militarną jest armia orków, którzy, jak już wspomniał Abraxas... - W tym momencie asasyn przeniósł 'wzrok' na Karczmarza. - ...z pewnością okażą się cennymi sojusznikami. Pamiętajmy jednakże, że nie znajdują się oni pod naszym dowodzeniem i w każdej chwili mogą zostać wezwani do odwrotu przez swoich dowódców. Nie wolno nam również zapomnieć o licznych napięciach panujących między naszymi społecznościami. Dzisiaj, dla przykładu, byliśmy świadkami wzięcia przypadkowej obywatelki jako zakładnika przez jednego z orkowych wojowników. I choć staram się nie winić ich za wrodzone skłonności do agresji oraz sceptycyzm do magii zakorzeniony głęboko w kulturze orków, to jednak nie są oni dla nas siłą militarną na tyle pewną, żebyśmy mogli całkowicie powierzyć im los naszego ludu. Dlatego uważam, iż konieczne jest utworzenie naszej własnej, regularnej armii ze wszystkich dostępnych jednostek i środków. A do tego potrzeba przede wszystkim struktury dowodzenia. - Darcus, robiąc krótką przerwę na głęboki oddech, ponownie skierował swoje 'spojrzenie' w stronę Elisif. - Ano właśnie. Jak się właśnie dowiedzieliśmy, zarówno lord Garrus, jak i jego zastępca, Gethar, nie żyją. Została więc jedna osoba, która w tym momencie, zgodnie z hierarchią, sprawuje całkowitą władzę nad miastem. - W tym momencie niemal wszystkie oczy w pomieszczeniu podążyły za 'wzrokiem' Darcusa i przeniosły się na siostrę Mistrza Asasynów. - Elisif. Być może domyślasz się już, co chcę zaproponować? - Zapytał profilaktycznie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ja? Przecież ja nie mam zielone pojęcia jak się wziąć za coś takiego... Jest wśród nas tyle osób które mogłyby się tym zająć... Garrus wybrał mnie ze względu na moje zdolności do dyplomacji. A dobrze wiemy że one w tym przypadku raczej się nie przydadzą.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią