Zanim jednak zabrał się do bandażowania, jego uwagę zwróciło to, że rana się zmniejsza. Tkanka sama narastała wokół rany, która powoli, ale nieubłaganie, goiła się.
W Karczmie niewiele się zmieniło, poza tym, że nikogo nie było za ladą. Obok Garetha siedział jakiś brodaty staruszek, smętnie ślęcząc nad butelką rumu.

Zaloguj się






