Karczma pod Historią

Avatar
Konto usunięte
- Balvorn.... no cóż nigdy o nim nie słyszałem ale brzmi groźnie, jej ledwo stanąłem na lądzie nowego świata ja już jestem zasypywany informacjami o gigantycznych niebezpieczeństwach,

Avatar darcus
- O tym to nawet tutejsi nie słyszeli. Ta bestia ukrywała się przez tysiące lat. Nie dziwię się więc, że nie znasz jego legendy. - Wyjaśniła Victoria.

- No dobra. - Cedrik machnął ręką, posyłając w przestrzeń jakąś smugę światła, po czym dało się czuć kolejny wstrząs, a następnie uczucie uniesienia, jakby jechało się windą.

Avatar
Konto usunięte
- Świetnie........ mam nadzieje że Federacja nie będzie musiała się nim martwić, albo tymi lodowymi magami

Avatar darcus
- Wybacz, że cię zawiodę, ale jeśli tak dalej pójdzie, to już niedługo wszyscy będą musieli się nimi martwić. - Wyjaśniła nieco ciszej.

Avatar
Konto usunięte
- O masz .......... ledwo 2 tygodnie temu nasza mała wyspa była odcięta od świata, wieczne sztormy nagle ustają i bam świat w cholerę groźniejszy niż nam się na początku wydawało

Avatar darcus
- O masz... - Powtórzyła niebieska. - Ledwie półtora wieku temu ganiałam się po łąkach z siostrą, aż tu nagle mój ojciec umiera i kończę jako przeklęta niewolnica przedwiecznego potwora... - Victoria uśmiechnęła się ironicznie.

Avatar
Konto usunięte
- Tak .... tak rozumiem ironię i tak dalej tylko...... achhh nie ważne

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie do pokoju wszedł Mariok, spoglądał przez krótki moment na kobietę po czym zwrócił się do Alberta i leżącego na ziemi pirata.
- Dobra starczy obijania się, Michael nas wzywa! Chyba ma dla nas jakąś misję! - goblin wyglądał na podekscytowanego. Podszedł trochę bliżej i kopnął z całej siły Jacka w żebra. - Wstawaj bo przegapisz jakieś bogactwa!
- Co?! Skarby?! Złoto!? Czemu nikt mi nie powiedział?! - zaczął wrzeszczeć Jack i wstał szybko, wyglądał jakby cały alkohol który dzisiaj wypił po prostu z niego wyleciał. - No! Na co czekasz! Ruszajmy szczury lądowe! Na tysiąc rekinów! Będę bogaty! - krzyczał wciąż wybiegając z pokoju. Mariok wzruszył ramionami patrząc na Alberta i wyszedł za piratem.

- Właśnie się zastanawiałem czy będzie to w ogóle odczuwalne. - powiedział Masil. - Reszta wymiaru też to odczuje?

Avatar
Konto usunięte
Albert zwrócił się do Wiktorii
- No cóż widocznie musimy się rozstać, życzę pani miłego dnia
Bierze swoje rzeczy i idzie za goblinem

Avatar darcus
- Nie, pod warunkiem, że w któryś z nich uderzę. - Wypalił Cedrik prosto z mostu.

Victoria zaś wzięła w rękę ostatnią butelkę specyfiku od karczmarza i zeszła na dół, do głównej izby, gdzie usiadła przy ladzie i zagadkowo zmierzyła Abraxasa wzrokiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wygląda na to że dość szybko doszłaś do siebie... - wypowiedział Gniotek lekko zdziwiony tym że tak szybko stanęła na nogi.

Goblin poprowadził ich po drodze budząc Oghrena który powolnym krokiem poszedł za nimi. W końcu dotarli do siedziby gdzie była już cała reszta. Co przy tej dość nietypowej zgrai dawało dość ciekawy efekt. Michael stał przed nimi wszystkimi z założonymi rękami obserwując ich bacznie.

- No to ten... Dobrze by było jakbyś uważał. - mruknął Masil.

Avatar
Konto usunięte
Albert stał mniej więcej na uboczu, nie odzywał się

Avatar darcus
- To jeszcze nic. Kiedyś udało mi się odhodować odcięte ramię w dwa dni. - Victoria uśmiechnęła się i pociągnęła łyka z butelki. - Ale to nie potrwa długo... - Rzekła, a mina jej zrzedła. - Jeśli nie masz więcej tego napoju, to w końcu znów osłabnę i popadnę w głód, którego nie zdołam zaspokoić. - Dodała pozornie obojętnym tonem, spod którego przebijał smutek.

- Wezmę tę radę pod uwagę... - Rzekł Cedrik w zamyśleniu, po czym posłał kolejną smugę światła w przestrzeń. Po kilku minutach i trzech kolejnych wstrząsach wszystko ucichło. - Gotowe. - Rzekł zamaskowany, rozglądając się z zadowoleniem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Już? Szybko poszło. - odparł Masil zadowolony.

- W skrzynce były cztery butelki, a to jedyna skrzynka jaką miałem. Nawet już nie pamiętam od kogo to kupiłem. Ale... No cóż, może... Chociaż nie bardzo podoba mi się ta wizja, może uda mi się to jeszcze gdzieś znaleźć.

- Dobra, skoro wreszcie wszyscy są, mogę przejść do rzeczy. Jak pewnie większość z was wie poza miastem są pewne kłopoty, związane rzecz jasna z lodowymi magami. Nie zmienia to jednak faktu że można znaleźć teraz pełno wartościowych przedmiotów w opuszczonych wioskach i miasteczkach co z pewnością już teraz zaczynają wykorzystywać bandyci i inni padlinożercy. Nas jednak nie interesuje zbieranie srebrnych dzbanów ze starych wsi a coś znacznie większego. Dostałem wiadomość z jednej z wiosek że pewien bogaty człowiek potrzebuje ochrony żeby przetransportować jego wraz z jego skarbami do Anubel, oczywiście za wysoką opłatą. Ten człowiek był kiedyś bogatym zarządcą który zna się na interesach, mógłby nam się przydać. Macie się tam udać sprawdzić czy jest bezpieczny a potem sprowadzić go bezpiecznie do miasta. Jeśli ktoś jest teraz zajęty, to niech mówi od razu, ale im więcej ludzi tam będzie tym lepiej. Jakieś pytania?
- A co jeśli ten człowiek umrze? - zapytał Jack.
- No tak, jest to dość prawdopodobne. Ten człowiek jednak nie ma żadnej rodziny czy znajomych którym mógłby coś zostawić. Więc no cóż... Lepiej nie zostawiać takich bogactw na pastwę bandytów, racja?
Rozległo się kilka śmiechów.
- No dobra, jeszcze ktoś, coś? - zapytał Michael rozglądając się po sali.

Avatar Omeg12
Bez lepszego pomysłu poszukał jakiegoś miejsca do spania.

Avatar darcus
- A zatem wkrótce nadejdzie mój koniec. - Podsumowała Victoria. - Ale może tak ma być. - Dodała pospiesznie po chwili. - Może czas już umierać... - Pociągnęła kolejny łyk z butelki, tym razem już ostatni, po czym postawiła ją na ladę.

- To trudne, ale niezbyt długie. Jak bieg na sto metrów, czy coś w tym stylu. Na szczęście teorię wymiarów przerabiałem dosyć niedawno na szkoleniu. - Wypowiedział się Cedik, spoglądając na Masila.

W obozie raczej było jakieś miejsce do spania. W końcu, czym właściwie jest obóz bez miejsca do spania?

Avatar
Konto usunięte
Albert znowu się nie odzywał,tylko czekał w ciszy

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No dobra, w takim razie wyruszacie za godzinę, spotkamy się przy bramie, jeśli ktoś nie przyjdzie na czas z jakiegoś powodu to nie jedzie, ale pamiętajcie. Kto nie pomaga, ten nie zarabia. - zakończył i przemaszerował obok nich wychodząc z pomieszczenia.
- Po cholerę w ogóle pomagać temu staremu samotnikowi? Nie lepiej pójść tam i po prostu zabrać jego bogactwa? To przecież bardziej zyskowne! - zawołał Jack.
- Kto wie, może ten bogacz rzeczywiście się na czymś zna i będzie przydatny dla Gildii. - odparł Mariok zastanawiając się.
- Dobre sobie! Założę się że ten człowiek nie myśli o niczym innym niż o swoim złocie! Na pewno tak jest bo sam tak czasami myślę! - powiedział pirat.
- Fajnie... Cczczyli ubijemy kilku bandytów... - wymamrotał zadowolony, ale nie do końca trzeźwy Oghren.
- Ciekawe czy ten człowiek ma w swoich skarbach jakieś stare pisma. - pomyślał na głos Czytelnik który akurat stał obok nich.
- Ha ha! - zaśmiał się krasnolud. - To w tych czasach ktoś jeszcze czyta książki? - zapytał patrząc na Czytelnika jak na wariata.
- Wiele osób, a co, znalazłeś jakąś alternatywę? - zapytał z kamiennym spokojem.
- No... No nie... - wymamrotał. - Jeszcze nie! - zawołał i wystawił wysoko swój wskazujący palec.
Elfka i złodziejka za to stały przy ścianie oparte o nią i rozmawiały o czymś cicho, najwyraźniej nie miały ochoty mieszać się w rozmowę reszty.

- Przecież nie może być tak źle... - powiedział Karczmarz starając się ją jakoś pocieszyć. - Wampiry chyba mogą przeżyć bez krwi, nie? - zapytał nie do końca pewien spoglądając kątem oka na przechodzącego obok Michaela i wychodzącego z Karczmy.

- Ta, chyba rozumiem. - odparł Masil wyjmując z kieszeni płytkę przypominającą tą które wkładało się do ramy portalu i rzucając ją w powietrze. Przedmiot zniknął a za to tuż przed nimi pojawił się portal. - No dobra, no to zobaczmy czy nic nie zepsułeś. - powiedział Masil i wszedł zaciekawiony do portalu który przeniósł ich tuż przed wejście do jego wieży, pod warunkiem że nadal tam stała.

Avatar
Konto usunięte
Albert wyszedł z podziemi i poszedł do swojego pokoju, chciał wziąć swoją maskę

Avatar darcus
- Może i mogą. Nawet gdyby, to nie jestem wampirem. - Wzruszyła ramionami Victoria.

Cedrik ruszył za Masilem do wieży, która stała tam cały czas. Nie wyglądało na to, żeby cokolwiek było zepsute, czy zniszczone... Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Masil rozejrzał się doszukując każdego szczegółu który wcześniej można było zobaczyć. Drzewo przy wieży, rycerz siedzący przy nim, Kaziu drzemiący obok rycerza, ognisko przed nimi, pogoda, wioska krasnoludów i jaszczurów w oddali. Dobrze pamiętał wygląd swojego wymiaru co do pagórka, więc jeśli coś się zmieniło, zauważyłby to.

- Tak mi coś nie pasowało... - powiedział myśląc Gniotek. - W takim razie? Kim jesteś? - zapytał ją.

Avatar darcus
Dwieście dwudziesta czwarta sosna na południowy wschód od wioski krasnoludów zmieniła się w jodłę, a na piętnastej gałęzi od góry, po lewej, trzydzieści osiem centymetrów od pnia pojawił się chrabąszcz majowy.

- Trudno powiedzieć. Jestem dotknięta nienazwanym przekleństwem Balvorna. Z pewnością mam w sobie coś z wampira, wilkołaka, balverina i kilku innych zmiennokształtnych... Ale jednak nie jestem żadnym z nich. Jeśli zaś pytasz o mój gatunek przed przemianą, to należę do dveirenów. - Wytłumaczyła Victoria pokrótce.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Stąd nic nie widzę. - mruknął Masil mrużąc oczy. - Ale będę musiał się rozejrzeć. - W tym momencie Masil wyjął kulę z kieszeni, mrygała powoli czerwonym światłem, przesunął po niej palcem w lewo i zaświeciła się na zielono.
- Panie Masil, nasze zaklęcia obronne wykryły że w lesie sosnowym na południowym wschodzie pojawił się nieproszony gość. - usłyszeli głos ognistej kobiety dochodzący z kuli.
- Co? Kto? - zapytał patrząc w stronę lasu jakby spodziewając się że wyskoczy stamtąd jakiś dziki ork.
- Chrząszcz, dokładnie mówiąc, majowy.
Masil bez słowa spojrzał w stronę Cedrika.
- Rozumiem, przysłać go do mojej wieży, jeszcze coś?
- Tak, drzewo na którym wykryto chrząszcza nie jest sosną.
- Jak to nie jest sosną? - jego głos zabrzmiał niezwykle poważnie jak na coś tak banalnego.
- No nie, musiało dojść do pewnych zmian podczas przesuwania wymiaru.
- Więc czym jest to drzewo?
- Jodłą.
Masil zamarł, mimo iż wydawało się to czymś prostym w rzeczywistości wyglądało na to że Masil wyraźnie się tym przejął.
- Chrząszcza przenieść do mnie, a jodłę natychmiast ściąć.
- Rozumiem. - odparła kobieta. - Życzę miłego dnia. - i kula zgasła.
- Jodła! To nie do pomyślenia! - zawołał Masil.

- Dvereinów? - Karczmarz podrapał się po głowie. - Niewiele mi to mówi. - przyznał.

Avatar
Konto usunięte
Albert wyszedł z swojego pokoju, miał cały swój sprzęt przy sobie więc ruszył tam gdzie mieli się zebrać

Avatar darcus
- Nie dziwię się. Już przed moją przemianą było nas niewiele, a to było półtora wieku temu. Powiedziałabym ci więcej, ale pewnie cię to nie interesuje, zresztą sama nie wiem zbyt wiele. - Opowiedziała Victoria

- Jesteś wyjątkowym człowiekiem. Nigdy nie spotkałem kogoś, kto byłby tak niesamowicie dokładny. Skoro już go znalazłeś, to we wnętrzu chrabąszcza schowałem mały prezent dla ciebie. - Rzekł zagadkowo Cedrik.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No cóż, szczerze mówiąc to i tak nie mam teraz nic do roboty, więc równie dobrze mogę dowiedzieć się czegoś nowego. - odparł Karczmarz.

- Zdarza mi się, wolę wiedzieć kiedy ktoś nieproszony pojawi się w moim wymiarze. - odparł Masil. - No dobra, jest jeszcze coś co powinniśmy obgadać? Czy mogę wrócić do swoich zajęć?

Póki co pod bramą nie było nikogo z wyjątkiem grupy orków która pilnowała wejścia.

Avatar darcus
Victoria sięgnęła po sztylet, położyła go sobie na nadgarstku i już miała ciąć, gdy nagle opamiętała się i palnęła dłonią w czoło. - Cholera, ciągle zapominam, że wy tego nie macie... - Mruknęła bardziej do siebie, niż do karczmarza, po czym odłożyła ostrze na miejsce. - No dobrze, więc od czego by tu zacząć? Jesteśmy... Byliśmy krewnymi elfów i nieco dalszymi ludzi. Mieszkaliśmy tylko w południowej Sarmakandzie. Nasz gatunek był... Jakby to powiedzieć, kolorowy. Mówię tu zarówno o włosach, oczach, skórze, jak i charakterze. Dveireni byli istotami niesamowicie związanymi w naturą, nawet w porównaniu do elfów. No i najciekawsza informacja, przynajmniej z ludzkiego punktu widzenia, to nasz sposób odbierania świata w dużym stopniu przez dotyk. Cóż, chyba niewiele więcej mogę powiedzieć, chyba, że odświeżysz mi pamięć pytaniem. - Opowiadała z nostalgią i melancholią w głosie Victoria.

- Myślę, że to wszystko, o ile sam dasz radę skontaktować się z Adanosem. - Rzekł w odpowiedzi Cedrik.

Avatar
Konto usunięte
Albert stał tam i czekał

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mówisz o was w czasie przeszłym, co się z wami stało wszystkimi stało?

Avatar darcus
O ile Masil nie miał więcej uwag, Cedrik życzył mu powodzenia i wyniósł się z wymiaru.

Victoria westchnęła. - Ja i moja siostra jesteśmy, z tego co wiem, ostatnimi żywymi przedstawicielami gatunku. Reszta została wymordowana, albo się rozpierzchła, a tych, którzy przetrwali, było zbyt mało, by odtworzyć rasę. - Wytłumaczyła.

Avatar Omeg12
Jeśli było jakieś miejsce przeznaczone dla niego, co w sumie miałoby sens, skorzystał z niego i spróbował chociaż na chwilę zasnąć

Avatar Gniotek7
Właściciel
Masil odetchnął że wreszcie ma czas dla siebie i ruszył do swojej wieży.

- To dość przykre. - powiedział Karczmarz nie wiedząc w sumie co innego powiedzieć.

Avatar darcus
- Tak... Pewnie tak... - Mruknęła Victoria, wpatrując się w ladę.

O ile z zaśnięciem Davis problemów nie miał, to sen ten byłbył niespokojny i pełen koszmarów. Śnił mu się Kain i jego armia potworów, niszczący wszystko, co znał, palący, grabiący i mordujący każdy byt, który śmiał się poruszyć...

Avatar
Konto usunięte
Albert wciąż czekał na resztę drużyny

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Więc... Mówisz że byli jeszcze bardziej związani z naturą? - zapytał starając się przerwać przygnębiającą ciszę.

Chwilę później do bramy przyszedł Michael, tuż za nim dwójka tutejszych prowadziła dwa muły ciągnące spory drewniany, wzmacniany żelazem wóz.
- Widzę że przyszedłeś dość szybko. - powiedział widząc go, chłopi dali sznurki do prowadzenia mułów Michaelowi i odeszli.

Avatar
Konto usunięte
- No nie mam zbyt wiele rzeczy do zebrania, a jak to czasami się mówi w moich stronach "Lepiej być godzinę za wcześnie niż 3 minuty za późno",

Avatar darcus
- Tak. Nigdy nie mieliśmy miast, nie polowaliśmy dla zabawy i nie wycinaliśmy tak wielkich połaci lasu jak wy. W południowej Samarkandzie są ogromne drzewa, na których i wokół których budowaliśmy wioski, najczęściej złożone z szałasów i chatek. Większe budowle powstawały tylko na potrzeby świątyń i im podobnych, których i tak nie było zbyt wiele, gdyż większość z nas zadowalała się oddawaniem czci naturze poprzez życie w zgodzie z nią. Tutaj zwierzęta zazwyczaj uciekają, albo denerwują się na widok ludzi, a u nas swobodnie poruszały się po wioskach, bez żadnych obaw. - Rozmarzyła się niebieska, opowiadając z entuzjazmem o swoim domu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A co z obroną? No wiesz, w razie gdyby pojawił się ktoś wrogo wam nastawiony, przecież chyba musieliście coś mieć? - zapytał Karczmarz opierając się o ladę i słuchając.

- Coś w tym jest. - odparł Michael. - No cóż, reszcie zajmie to pewnie trochę więcej. Mam nadzieję że wszystko pójdzie gładko, Karczmarz mógłby się załamać gdyby nie wyszła nam pierwsza misja Gildii. - Michael zabrzmiał trochę jakby martwił się raczej tym że Abraxas postanowi zamknąć Gildię a niżeli ktoś z nich zginie.

W tym samym momencie Masil stał skupiony na granicach swego wymiaru. Nie było tutaj nic z wyjątkiem pustego równego terenu porośniętego krótką trawą. Gdziekolwiek nie spojrzałeś ważne miejsca w wymiarze były zbyt daleko by je w ogóle stąd zobaczyć. Masil patrzył przed siebie w głębokim zamyśleniu. W pewnym momencie zamknął oczy i wystawił przed siebie swoją rękę z dłonią skierowaną wierzchem w dół. Skupił się z całych sił, ziemia w okolicy zadrgała. Czuł w sobie siłę i chciał sprawdzić na ile go stać. Bardzo powoli zaczął unosił ręką do góry, ziemia drżała z coraz większą siłą, z czasem można było już nazwać to raczej trzęsieniem. W miejscu w które patrzył się Masil ziemia zaczęła wznosić się tworząc pagórek rosnącym powoli. Ziemia cały czas się trzęsła, Masil wciąż był niezwykle skupiony a przed nim powstała góra, teraz nie była to już ziemia a twarda wychodząca z podziemi skała sięgająca powoli wzrostu jego własnej wieży.
Powstała góra przewyższała już o kilkanaście metrów kiedy nagle wszystko ucichło. Ziemia przestała drżeć, wiatr nie wiał a Masil stał nieruchomo. Nagle mag zacisnął pięść a w środku góry coś grzmotnęło i pękło jakby rozbił górę od środka. Po chwili odwrócił dłoń o otworzył ją. Góra otwarła się i z jej szczytu wystrzelił ogrom lawy zalewając całą górę. Masil cofnął się o dwa kroki i przyglądał się swojemu dziełu.
- Jestem gotowy. - powiedział po chwili przyglądania się stworzonemu wulkanowi. - Zdobyć więcej mocy. - dokończył i wszedł tyłem w portal który pojawił się tuż za nim.

Avatar darcus
- Mieliśmy tylko narzędzia i sprzęt do polowania. Nie było wśród nas większych sporów, a tym bardziej wojen, żyliśmy w odosobnionej, spokojnej części kraju. - Wyjaśniła. - Być może właśnie to nas zgubiło... - Mruknęła chwilę później, ledwo słyszalnie.

Avatar
Konto usunięte
- Wiesz ja też mam taką nadzieje, z moim życiem nie chcę się rozstawiać a ta gildia to prawdopodobnie jedyne miejsce gdzie mnie ktoś mógłby zatrudnić w tych okolicach

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To jest właśnie okrutne, nawet jeśli uda się jakiemuś ludowi żyć pokojowo to zniszczy ich jakiś wojowniczy. No ale cóż, tak to już jest zrobione. - odparł Karczmarz.

- Jak dobrze pójdzie to być może nawet nie będziecie musieli walczyć więc póki co nie ma co się zamartwiać. - odparł Michael.

Avatar
Konto usunięte
- Wiesz życie ma to do siebie że rzadko wszystko wychodzi dobrze

Avatar darcus
- Pewnie masz rację. A ja nawet nie mogę się upić, żeby o tym zapomnieć... - Mruknęła smętnie Victoria.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mi to mówisz? - zapytał Michael. - Przez tyle lat mego życie przekonałem się że idealne wykonanie planu bez żadnych kłopotów jest praktycznie niemożliwe. Ale czasami się to zdarza, po prostu miejmy nadzieję że to będzie jeden z nich.

- Czemu nie? - zapytał Gniotek.

Avatar
Konto usunięte
- Jakby mienie nadziei powodowało jakąś zmianę
Wymamrotał do siebie chirurg

Avatar darcus
- To przez tę całą klątwę Balvorna. Mój organizm jest tak odporny i oczyszcza się tak szybko, że nawet po wypiciu dziesięciu litrów wódki nie odczułabym żadnego efektu... - Wyjaśniła. - Nie licząc oczywiście częstych wizyt w wychodku. - Dodała z uśmieszkiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Oj wierz mi. - powiedział Michael klepiąc go po ramieniu. - Potrafi dać całkiem sporo. No nie ważne, skoro nie masz nic do roboty, to może przeszedłbyś się z tym do sklepu Pod Miastem Przyszłości? - zapytał wyjmując z kieszeni złożoną i zapieczętowaną wiadomość. - Potrzebuję żeby Afrid, właściciel sklepu to dostał.

- Klątwa... - w głosie Karczmarza słowo to zabrzmiało jak coś czego się brzydzi, ale z drugiej strony jest mu mocno znane. - Same z nimi kłopoty, co? - zapytał retorycznie wyjmując kufel spod lady i zaczął czyścić go białą mokrą ścierką.

Avatar
Konto usunięte
- Ok
Bierze wiadomość i idzie do "Pod Miastem Przyszłości"

Avatar darcus
- Dokładnie... - Odpowiedziała krótko.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Witam ponownie! - Afrid najwyraźniej rozpoznał Alberta. - Czyżby gwoździe ci się skończyły? Ha ha! Czego potrzebujesz tym razem?

- Mojej córce by się u was spodobało. Praktycznie cały czas spędza w lesie ze zwierzętami... A raczej spędzała póki ci cholerni magowie nie "spalili" go całego. Strasznie się wtedy załamała. Pewnie siedzi teraz w ogrodzie i myśli gdzie by zniknąć.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku