Kobieta kiwnęła głową. - Miło mi to słyszeć. Powinnam teraz odpocząć, ty zaś czekaj na Cedrika. - Rzekła słabnącym głosem, po czym rozpłynęła się w powietrzu.
Tymczasem w Masilium, w miejscu, gdzie zwykle lądują przybysze do wymiaru, otworzył się portal, tym razem bez umierających ryb. Z jego wnętrza wyszedł Cedrik, bo chyba nie mógłby to być nikt inny, i rozejrzał się po okolicy, podczas gdy przejście za jego plecami zamknęło się.
- Co teraz? - Rzucił niespokojnie Amshor, pojawiając się w pobliżu Chaosu, w jakimś ciemnym, nieprzyjaznym miejscu.
- Na dobrą sprawę te dwa klucze wystarczą, żeby wejść do studni. Aby jednak zwolnić okowy, które blokują swobodny przepływ mocy, trzeba będzie zdobyć pozostałe dwa. Jako iż zniszczyłeś radę, a Pałac Vakhana zablokowałeś, to jest to jedyny dostępny nam sposób, by zniszczyć pieczęć. - Wyjaśnił Chaos spokojnym tonem głosu.
- Mógłbyś wyrażać się jaśniej? - Zirytował się metaliczny.
- Owszem, mógłbym, ale dopiero, gdy zdobędziesz pozostałe klucze. Daj mi ten od Samaela i ruszaj do Krainy Kuźni. Potrzebna nam będzie dywersja... - Dodał były Jeździec Apokalipsy i zniknął, a jego rozmówca już wkrótce podążył w jego ślady.
W tym samym czasie, w Trzecim Królestwie, daleko na zachodzie, poza granicami morskimi Albionu, Kain wylądował na lewitującym bloku obsydianu, jednym z wielu, które okrążały wielki, potężny kształt, czujnie skrywany potężnymi zaklęciami przed oczami ciekawskich. Mnóstwo obsydianowych konstruktów pracowało przy czymś, co wyglądało na ogromną wieżę stojącą pośrodku morza, której pełne gabaryty skrywała nie tylko magia, ale także chmury, dosięgane przez budowlę. Kain zmierzył wzrokiem ogrom tego, co już powstało z jego woli i wyobraził sobie to, co miało dopiero powstać. Pogładził delikatnie Kamień Duszy umieszczony na swym czole, sprawiając, że wypłynął z niego blady, niewielki płomyczek światła, który następnie usadowił się w dłoni Konstruktu. Kain zmrużył oczy, po czym, obserwując, jak jeden z jego pomniejszych sługów ląduje z hukiem tuż przed nim, tchnął w niego duszę trzymaną w dłoni, by następnie patrzeć z zadowoleniem, jak ten upada na kolana, jęcząc.
- Co... Się... Stało... - Rozległ się głos. Głos Sana.
Kain uklęknął przy nim na jedno kolano, chwytając go za podbródek i unosząc jego głowę tak, by ich wzrok spotkał się. - A teraz opowiesz mi wszystko, co wiesz... - Rzekł triumfalnym tonem.