- Próbowałeś już 'odpalić' ten cały artefakt? - Zapytał z ciekawości Głód, nie mając chyba nic lepszego do powiedzenia.
Walka była długa i wyczerpująca. Nie raz Samael wykorzystywał swoją przewagę nad oponentem jeśli chodziło o znajomość magii, teleportację, możliwość lotu, czy też przebywanie po prostu we własnej twierdzy. Amshor jednak nie dawał za wygraną. Bezlitośnie używał mocy Ognia w walce, nie poddając się i wciąż próbując dopaść demona z niespotykanym uporem.
- Imponujące... - Mruknął Krwawy Książę, kiedy metaliczny po raz kolejny zdołał skontrować jego atak. Demon teleportował się i pojawił na swym tronie, siedząc w zadumie. - Może jednak ci się uda, mimo wszystko... - Rzekł już nieco głośniej, lustrując Amshora wzrokiem.
- Nie pogrywaj ze mną, starcze... - Odparł jego przeciwnik z pogardą, dysząc lekko.
Samael zaśmiał się cicho. - Niech ci będzie, wygnańcze. Bierz swój klucz i wejdź do studni. Będę cię obserwował z ogromnym zainteresowaniem... - Powiedział demon i zniknął w chmurze ognia. Na jego miejscu zaś zmaterializował się sporej wielkości
klucz z czarnego metalu. Amshor, nie ociągając się, podniósł go i ruszył do wyjścia.
Przez cały ten czas ani na chwilę nie zdał sobie sprawy z faktu, że jest obserwowany...