Karczma pod Historią

Avatar darcus
Bariera po kolejnej fali prysła jak mydlana bańka, ale przeciwnik orka nadal wydawał się niewrażliwy na ciosy. Co więcej, im bardziej lodowy się starał, tym bardziej ognisty zdawał się upodobniać do rozżarzonego węgla, nabierając ciepła i dysząc coraz głośniej. Choć posuwał się do przodu bardzo powoli, to jednak nieubłaganie...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy tylko bariera zniknęła kobieta szybko zmaterializowała się z unoszących fragmentów lodu skoczyła na orka chwytając się jego klatki piersiowej. W tym momencie obu otoczyła ich gruba i gęsta bryła lodu która z impetem poleciała w ognistego przeciwnika. Była to nie tylko siła dwukrotnie większa od poprzedniej (jako iż zaatakowali wspólnie) to dodatkowo ich runy świeciły teraz okropnie silnym blaskiem jakby połączenie ich dwojga miało być jakąś ich ostateczną formą. Uderzyli z ogromną mocą z tarczę przeciwnika i jeśli jakimś cudem udało mu się ustać na nogach to musiało dojść do ciekawego gdyż nawet jeśli oni nie byli wstanie zniszczyć jego tarczy to ogień przeciwnika na pewno nie był wstanie roztopić bryły. Wyglądało to jakby bryła wsparta tymi runami i był to lód którego roztopienie było praktycznie niemożliwe.

Avatar darcus
Przeciwnik podparł się nogami o ziemię i złapał bryłę oburącz, zatrzymując ją w miejscu. Jego ogień, choć tak blisko niego przypominał gorąco samego piekła, nie zdołał roztopić bryły, ale w tym momencie stało się coś równie dziwnego, co nieoczekiwanego. Na czole mężczyzny, a także na ziemi w promieniu dwóch metrów od niego pojawiły się wypalone nietypowym, krwistoczerwonym płomieniem pentagramy. Ten sam płomień zaczął wirować wokół, układając się w znaki. Jeśli lodowi magowie widzieli coś z wnętrza swojej bryły, spostrzegli, że przypominają one lustrzane odbicia ich własnych run. W pewnym momencie wszystkie symbole uderzyły w ognistego napastnika i przywarły do jego ciała, na co on powiększył się dwukrotnie, a jego płomień rozpalił się jasnym, jaskrawym światłem i wystrzelił pod niebo, wznosząc się na co najmniej kilkadziesiąt metrów. Tylko pentagram na ziemi zdawał się powstrzymywać płomień od spalenia całej wioski. Wtedy gorąco stało się tak silne, że bryła zaczęła nieuchronnie, powoli się topić. Nie był to jednak koniec działań mężczyzny. Postawił on bryłę lodu na ziemi, po czym z mniejszego pentagramu na jego czole wystrzeliła potężna, oślepiająca wiązka, która uderzyła w lód i zaczęła ciąć go niemal jak masło.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W momencie kiedy lód topił się na miejscu wody zaczynał od nowa pojawiać się lód generowany przez dwójkę, z czasem zaczynał robić się twardszy przez co topił się co raz wolniej. Promień który przebił się przez część bryły nie był wstanie jednak tknąć żadnego z dwójki w środku, lód tuż przy ich ciałach był nie do ruszenia w ten sposób, runy w tych miejscach świeciły zresztą z taką siłą że promienia albo nie było widać w ogóle albo zlewał się z oślepiającym błękitem. Lód z każdą chwilą co raz bardziej twardniał i jego roztopienie nie było zbyt realne a dookoła niego zaczynała tworzyć się chłodna aura która zaczęła zamrażać wszystko w okolicy choć nie z taką siłą jaką posiadała sama bryła.
Adanos wyprowadził już większość ludzi po czym spojrzał ostatni raz na walczących i pobiegł za mieszkańcami.

Avatar darcus
W tym momencie nad pentagramem powstała bariera z krwistoczerwonych płomieni w kształcie półkuli, która otoczyła zarówno płomienie generowane przez mężczyznę, chłód tworzony przez dwójkę, jak i samych walczących. W jej hermetycznym wnętrzu zaczęły się kotłować siły wydzielane przez troje oponentów, lecz żadna z nich nie zdołała choćby w najmniejszym stopniu uszkodzić tajemniczej bariery. Stało się jasne, że ów impas potrwa to tak długo, aż komuś z rywali nie skończą się siły...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Na wzgórzu pojawił się jeden z członków kultu. Spojrzał chłodno w stronę walczących po czym wypowiedział szeptem jakieś słowa.

W tym momencie bryła powoli uniosła się i z ogromnym impetem uderzyła o ziemię rozpadając się na miliardy malutkich kawałeczków, co było dziwne to to że wraz z lodem rozkruszył się lodowy duet. Jako iż bariera była półkulą cała skruszona bryła powoli została wchłonięta w ziemię. Po chwili oboje wyłonili się z ziemi tuż obok maga. Co było dziwne wyglądali bardziej na wściekłych na niego niż na zadowolonych że ich stamtąd wyciągnął.
- Co ty do cholery zrobiłeś? Poradzilibyśmy sobie! - wrzasnęła kobieta jak tylko z lodu otworzyło się całe jej ciało.
- Nie gadajcie bzdur, nie jesteście na to gotowi. - mruknął mag i szybko złapał ich za ramiona, zanim zdążyli się wyrwać zniknęli a zostały po nich tylko trzy lodowe posągi.

Avatar darcus
W tym momencie bariera wyparowała, a pentagram powoli wygasł. Mężczyzna wrócił do swych pierwotnych rozmiarów i, zorientowawszy się, że został wykiwany, wydał z siebie kolejny wrzask potępionego, jednocześnie eksplodując płomieniami, które w kilka chwil niemal doszczętnie spopieliły najbliższe domostwo. W mgnieniu oka ognisty doskoczył do lodowych posągów i roztopił je, a potem zamknął oczy i głośno wciągnął powietrze nosem, pochłaniając parę pozostałą z brył. Chwilę potem warknął z wściekłością i rozpadł się w popiół.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Przez resztę nocy nie działo się już nic wartego uwagi.

Kiedy wzeszło słońce dolina w górach już ani trochę nie przypominała tego czym była wcześniej. Góry zostały praktycznie zrównane z poziomem morza, wszędzie walały się ogromne głazy i fragmenty skał. Wioska została zasypana lawiną. Nie wszyscy jednak zginęli. Zaraza wraz z kilkunastoma jaszczuroludźmi, w tym z znajomym który go tu przyprowadził ukrywał się teraz w jednej z głębokich piwnic w domu wodza wioski. Większość ocalałych mu nie ufała, uważali że to jego wina, że rozwścieczył smoka i ten postanowił zniszczyć całą okolicę. Nie widzieli ich starcia, spieszyli się tak bardzo jak było to możliwe a jednak gady mieszkające najbliżej gór zostały zgładzone przez lawinę.

Tymczasem sami walczący byli już u kresu sił. Smok próbował się wznieść jednak po kilkudziesięciu metrach zachwiał się i runął na ziemię. Marduk uśmiechnął się szyderczo po czym oparł o skruszoną górę. Musiał chwilę odpocząć, ale czuł że uda mi się zabić smoka. To samo jednak czuł smok, był pewien że uda mu się wreszcie zabić demona, walczyli całą noc rozwalając wszystko w okolicy. Oboje stracili prawie wszystkie swoje siły i wyglądało na to że walka zaraz się skończy. Smok uniósł się powoli i zionął ogniem w Marduka która teraz powstał i ruszył biegiem na smoka, żaden z nich nie zauważył że kilkadziesiąt metrów od nich błysnęło światło i pojawił się jakiś człowiek.

Masil widząc że jego plan udał się lepiej niż mógł się spodziewać kroczył teraz w ich stronę. Widział z dołu jak gigantyczny demon rzucił się na smoka i przygniótł go to ziemi, smok próbował trafić go swymi zębami w twarz. Masil wyciągnął pewne niewielkie urządzenie z kieszeni. Marduk resztkami sił złapał smoka za szyję i próbował skręcić mu kark, a smok ranił go niebezpiecznie ogniem w twarz, żaden z nich nie zauważył jak malutkie dla nich urządzenie pomknęło prosto w ich stronę i błysnęło ogromem białego światła. Ich byty zaczęły natychmiastowo chwiać się i dematerializować, Masil mógł przysiąc że czuje jak ich cała moc jaką posiadali wylatuje z ich ciał i wpada do urządzenia którego światło zmieniało teraz kolor na czerwień i czerń. Unosiło się tak przez jakieś pół minuty a dwaj ogromni przeciwnicy całkowicie zniknęli, urządzenie spadło na ziemię. Masil zaczął powoli iść w jego stronę czując jak ogrom mocy wydobywającej się z niego naciska na niego ze wszystkich stron. Stanął metr od przedmiotu, czuł teraz potęgę jaką przechowywało. Masil westchnął głęboko i chwycił z całej siły magiczne urządzenie.
W tym momencie doszło ogromnego energetycznego wybuchu, wszystko dookoła uniosło się w powietrze i lewitowało, Masil odleciał na jakieś trzydzieści metrów do tyłu i uderzył z impetem o skały. Nie połamał się, wręcz przeciwnie, wbił się w pozostałości gór na głębokość jakichś dziesięciu metrów zostawiając po sobie ślad energii. Wszystko w okolicy wyglądało teraz dziwnie, unosiło się powoli jakby schwytane przez czas. Mag wyłonił się po chwili z jaskini, jego oczy były całkowicie czarne a w ich głębi poczuć można było ogrom mocy jaki spoczywał w posiadaczu. Spoglądał chwilę ślepo w dziwną zdematerializowaną przestrzeń. W końcu uniósł swą dłoń z urządzeniem które stało się teraz tylko słabym zlepkiem metalu i zgniótł je z całej siły. W tej chwili wszystko wróciło do normy, wszystkie unoszące się kamienie i głazy opadły z gruchotem na ziemię, oczy Masila mimo iż wróciły do normalnego stanu, to jednak nie wyglądały tak jak zawsze. Jego stare piwne oczy świeciły teraz jaskrawym pomarańczowym. Czuł w sobie siłę jakiej jeszcze nigdy nie posiadał, czuł moc nie tylko ogromnego demona czy smoka, ale także swojego mistrza, Xardasa.
Tak... Mistrzu, byłeś niezwykle przydatny kiedy mnie uczyłeś, ale jednak twoja moc będzie teraz jeszcze bardziej przydatna, zwłaszcza kiedy teraz to ja nią władam... Uczeń przewyższył mistrza? Mało powiedziane... Pomyślał Masil. Z taką mocą wiedział że minie nie wiele czasu zanim jego wrogowie zrozumieją że nie mogą już traktować go jak zwykłego maga... Wiedział że dzięki tej mocy... Będzie mógł zdobyć jej jeszcze więcej.
Zaśmiał się donośnym głosem i ruszył w stronę zawalonej wioski.

Kiedy nadszedł ranek Wojna wstał. Znajdował się teraz wraz z Głodem w jednym z orkowych miast. Wciąż szukał pomysłów na to czym mógłby się teraz zająć, drażniło go że nie ma żadnego kontaktu z Zarazą który teraz tak mógłby mu się przydać.

Avatar
Konto usunięte
W tym czasie , w pewnym mieście, obudził się pewien chirurg. Ten Chirurg po obudzeniu się zszedł na dół do karczmy i usiadł przy ladzie
- Karczmarzu

Avatar darcus
Jako iż Karczmarz był chwilowo nieobecny, zastępował go gnoll imieniem Zdzisław. Ten jednak spał smacznie, z torsem, rękami i głową spoczywającymi na ladzie, śliniąc się i chrapiąc głośno.

Głód, zmęczony bezczynnością, spędzał czas rysując wzory swoim sierpem w piasku. W końcu wstał i podszedł do Wojny. - Męczy mnie to czekanie aż coś się stanie... - Marudził, lustrując brata wzrokiem. - Masz jakieś pomysły? - Zapytał, spodziewając się odpowiedzi.

Avatar
Konto usunięte
W takim razie Albert trącił lekko, Zdzisława , palcem

Avatar darcus
Ten zaczął mamrotać przez sen coś o alkoholu i ślinić się jeszcze bardziej.

Avatar
Konto usunięte
Zrobił to co przedtem tyle że trochę mocniej

Avatar darcus
Zdzichu na to drgnął niespokojnie i jęknął.

Avatar
Konto usunięte
- Chciałbym złożyć zamówienie

Avatar darcus
- Chrrrzzz... Hej ha ginu nalej... Chrrrzzz... To zrobi doskonale... Chrrrzzz... -

Avatar
Konto usunięte
Chwyta się za twarz i odchodzi od lady i schodzi do podziemi

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Sam nie wiem. - Wojna wzruszył ramionami. - Wcześniej zawsze było coś do roboty, nie spodziewałem się że tak nagle się to zmieni. Ale masz rację, trzeba coś wymyślić... - Wojna wstał wyglądając na zadowolonego jednak po chwili uśmiech mu zniknął. - Tylko w sumie nie wiem co...

Avatar darcus
- Próbowałeś już 'odpalić' ten cały artefakt? - Zapytał z ciekawości Głód, nie mając chyba nic lepszego do powiedzenia.

Walka była długa i wyczerpująca. Nie raz Samael wykorzystywał swoją przewagę nad oponentem jeśli chodziło o znajomość magii, teleportację, możliwość lotu, czy też przebywanie po prostu we własnej twierdzy. Amshor jednak nie dawał za wygraną. Bezlitośnie używał mocy Ognia w walce, nie poddając się i wciąż próbując dopaść demona z niespotykanym uporem.
- Imponujące... - Mruknął Krwawy Książę, kiedy metaliczny po raz kolejny zdołał skontrować jego atak. Demon teleportował się i pojawił na swym tronie, siedząc w zadumie. - Może jednak ci się uda, mimo wszystko... - Rzekł już nieco głośniej, lustrując Amshora wzrokiem.
- Nie pogrywaj ze mną, starcze... - Odparł jego przeciwnik z pogardą, dysząc lekko.
Samael zaśmiał się cicho. - Niech ci będzie, wygnańcze. Bierz swój klucz i wejdź do studni. Będę cię obserwował z ogromnym zainteresowaniem... - Powiedział demon i zniknął w chmurze ognia. Na jego miejscu zaś zmaterializował się sporej wielkości klucz z czarnego metalu. Amshor, nie ociągając się, podniósł go i ruszył do wyjścia.
Przez cały ten czas ani na chwilę nie zdał sobie sprawy z faktu, że jest obserwowany...

Avatar
Konto usunięte
Do karczmy wchodzi jegomość i staje w drzwiach....
Po chwili stania w otwartych drzwiach, ściąga kaptur a oczom ukazuje się taka oto twarz:
Zdjęcie użytkownika Konto usunięte w temacie Karczma pod Historią

Jegomość podchodzi do lady i zza pasa wyciąga sakwę w której są prawdopodobnie pieniądze, przynajmniej tak zabrzęczały przedmioty znajdującymi się w środku... po chwili lekko szturchnął barmana gnolla.
- Chciałbym wynająć pokój i napić się czegoś na orzeźwienie... można? - spojrzał na gnolla krzywo odkładając sakwę.

Avatar darcus
- Chrrrzzz... Już idę tatusiu... Chrrrzzz... - Gnoll zamlaskał, zionąc alkoholem.

Avatar
Konto usunięte
Spojrzał krzywo na gnolla będąc niezadowolonym z tej sytuacji, chwilę posiedział spokojnie... lecz po chwili postanowił go szturchnąć 3 razy mocniej.
- Zwią mnie Garret... mógłbym napić się czegoś mocnego i wynająć pokój? - oparł się o ladę wzdychając zniechęcony spaniem Gnolla...

Avatar Omeg12
Postanowił spróbować nowej sztuczki. Przesłał asasynowi wspomnienie walki w podziemiu, gdyż bardziej namacalnych dowodów mu brakowało.

Avatar darcus
Zdzich otworzył oczy i podniósł się zaspany. - Co jest?... - Mruknął ledwo przytomnie, nietrzeźwo rozglądając się wokół.

Asasyn przez chwilę sprawiał wrażenie nieobecnego, potem zamrugał i spojrzał przerażony na Davisa. - Co to było?... - Wykrztusił w końcu.

Avatar
Konto usunięte
- Zakwaterowania szukam i czegoś mocnego do picia... - spojrzał na gnoma zażenowany... śpi i to jeszcze w pracy! Więc dla pewności szturchnął go jeszcze 4 razy podsuwając sakiewkę pod nos.

Avatar darcus
- To nie do mnie... - Mruknął Zdzichu i już miał kłaść się z powrotem. - ...A nie, zaraz, jednak do mnie. - Opamiętał się. - Jeszcze raz, co pan życzy? - Zapytał, brzmiąc dość śmiesznie.

Avatar Omeg12
- To, co widziałeś - odpowiedział ponuro - San jest martwy. Przynajmniej w pewnym sensie.

Avatar darcus
Kapitan, nie odzywając się, dopisał coś krótkiego do listy. Potem odłożył ją na bok i bez słowa odszedł w kierunku najbliższej większej grupy asasynów.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- W sumie... To nie. - odparł Wojna jakby dopiero teraz przypominając sobie o tym. Podszedł do skrzyni przykucnął i zaczął przeszukiwać ją w poszukiwaniu artefaktu. - Ostatnio wciąż myślę o tym co się wydarzyło. To cholernie dziwne, nie spodziewałem się że mogę tak nagle... Stracić pracę. Przygotowywałem się do tego że szybko nie zmienię roboty. Co o tym myślisz? Ja wciąż nie mogę zrozumieć jakim cudem Darcus sam chciał stracić swoje moce.

Tymczasem z podziemi do Karczmy weszli Mariok, Oghren i Jack, podeszli i usiedli przy ladzie obok przybysza.
- Trzy duże piwa gnollu! - zawołał Oghren donośnie sadowiąc swój zadek na krześle.
- Oho! Widzę że komuś tu coś nieźle pokiereszowało buźkę, co? - zagadnął Jack przyglądając się Garretowi.

W tym samym momencie piętro wyżej w jednym z pokoi obudził się Gniotek. Usiadł na łóżku przetarł oczy i spojrzał na Elisif.
- Dzień dobry moja droga. - powiedział uśmiechając się, Elisif odwróciła się do niego.
- Och już się obudziłeś. Słuchaj chciałam o czymś pogadać. - powiedziała za poważną miną.
- Co się stało?
- Chciałam porozmawiać na temat tej obietnicy którą mi złożyłeś... Byłam głupia że pomyślałam że blokowania twoich chęci do niebezpiecznych podróży spowoduje że będziesz bezpieczniejszy. Sama biegam teraz i muszę wykonać zadanie tak trudne że nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, a ty? Po prostu kazałam ci usiąść jakbyś był małym chłopcem...
Gniotek wstał, pochylił się i położył jej ręce na ramionach.
- Słuchaj Elisif, to nie ma znaczenia. Sam i tak planowałem dać sobie z tym spokój, moje przeznaczenie to bycie Karczmarzem, taką drogę sobie wybrałem i wolę to niż bieganie po lochach i walkę ze smokami. Bohaterstwo zostawię innym. Zresztą teraz mam Złotą Gildię więc czuję że sytuacja może nabrać ciekawych zwrotów.
- Ale... Jesteś pewien?
- Oczywiście że tak. Nie mam ci za złe tego że po prostu się o mnie martwisz, to przecież normalne. Ludzie których znalazłem wyglądają na naprawdę dobrych, więc jeśli kiedykolwiek jakikolwiek su**nsyn pomyśli że może zadzierać z moją rodziną to mocno tego pożałuje, możesz być tego pewna.
- Och to dobrze. - Elisif odetchnęła z wyraźną ulgą.
- Cieszę się że to sobie wytłumaczyliśmy. A teraz... Słuchaj, muszę spotkać się z Masilem, wiesz może gdzie on teraz jest?
- Ach tak... - odparła Elisif i opowiedziała mu o tym gdzie teraz przesiaduje oraz jak się do niego dostać. Gniotek wyglądał na zaskoczonego tym co udało się osiągnąć jemu przyjacielowi przez ten okres.
- No tak, on zawsze chciał być najlepszym magiem jakim tylko się da, i widzę że jest na dobrej drodze.
- Tak to prawda. Słuchaj, skoro już do niego idziesz to mógłbyś zanieść mu ten list? Potrzebuję żeby mi w czymś pomógł a ostatnio trochę się pokłóciliśmy. - powiedziała podając mi zwinięty kawałek papieru.
- Coś poważnego? - zapytał poważnie chowając papier do kieszeni.
- Nie nic wielkiego, ktoś o mało go nie zabił - tutaj ukradkiem spojrzała na Gorgoron. - ale wyszedł z tego cało więc można powiedzieć że nic wielkiego się nie stało.
- Oookej? - Abraxas wyglądał na dość zainteresowanego ale pomyślał że reszty dowie się od samego Masila. - No dobra, to ja będę leciał.
- Na razie. - odparła i pocałowali się. Gniotek omiótł ostatni raz wzrokiem pokój po czym zszedł na dół.
- Zdzisław posiedź jeszcze tak do południa, potem wrócę. - powiedział przechodząc i udał się do ogrodów.

Avatar darcus
- Wiesz, my urodziliśmy się względnie normalni, a potem zyskaliśmy swoje moce, a on miał je od początku. Trudno mi zrozumieć jak to jest nie wiedzieć, czym jest życie bez mocy, ale jednak jestem w stanie pojąć, że mógł chcieć go spróbować. - Westchnął Głód. - Nam to mogło przyjść odrobinę gorzej, zważywszy na tę całą dawną sytuację z Absalomem i traumę, której przynajmniej ja jeszcze do końca nie przepracowałem... - Rzekł nieco ciszej.

- Jasne... - Zdzichu powoli oprzytomniał, nalał trójce ich piwa, a także podał malutką flaszeczkę przezroczystego płynu nowemu przybyszowi wraz z numerowanym kluczykiem do pokoju.

Kilka chwil po tym, jak Abraxas wyszedł z Karczmy, Gorgoron nagle drgnęła i zakaszlała, po czym niespokojnie rozejrzała się po okolicy, słabo próbując wygramolić się ze szmat, w które wciąż owinięta była po ostatnim incydencie.

Tymczasem Adanos, gdziekolwiek udał się po wyprowadzeniu mieszkańców z atakowanej wioski, ujrzał przed sobą jasny błysk, przypominający teleportację i w istocie nią będący, gdyż w tym momencie pojawił się przed nim... Cóż za niespodzianka... Mężczyzna ubrany z czarną szatę i białą maskę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna wyciągnął już połowę rzeczy ze skrzyni w poszukiwaniu artefaktu który gdzieś tam wcisnął.
- No niby tak, ale nie zmienia to faktu że to dziwne... Chcieć stracić tyle mocy? To trochę szalone.

Elisif spojrzała na Gorgoron i usiadła obok niej pomagając jej się wygramolić.
- Jak się czujesz? - zapytała.

Adanos siedział teraz w ogromnych wymiarów jaskini w której znajdowało się około setka jakichś różnych ludzi, większość z nich wyglądała na ludzi z małych wsi i miasteczek ale znalazło się też wśród nich dwóch paladynów i kilku magów. Adanos właśnie podawał kobiecie z dzieckiem siedzącym na kawałku pnia butelkę wody, podniósł się i spojrzał w stronę przybysza.
- Znowu wy? Może nie widać ale jestem troszkę zajęty. - powiedział pokazując rękoma na całą zbieraninę biednych i zmęczonych ludzi.

Avatar Omeg12
Skoro już załatwił tę kwestię, wyciągnął prastary zwój aby zobaczyć, czy nie został jakoś uszkodzony.

Avatar darcus
O ile Wojna go nie zgubił, gdzieś pomiędzy odłamkami Zbroi Otchłani pewnie był ten cały kryształ, który miał skrywać wielką moc. - No niby racja... Może oszalał? A może to my jesteśmy krótkowzroczni? Pewnie nigdy się nie dowiemy. - Głód wzruszył ramionami.

Gorgoron próbowała coś powiedzieć, ale skończyło się to tylko kolejnym atakiem kaszlu. Elisif spostrzegła, że dziewczynka ma zaczerwienione, podpuchnięte oczy, jakby płakała.

- Chciałem tylko zapytać, czy Nova nikogo nie zabił. - Wypalił prosto z mostu mężczyzna poważnym tonem.

Prastary Zwój miał się świetnie. Nie było na nim nawet ryski, czy choćby zabrudzenia. Wyglądało na to, że jego magia, czy też jakakolwiek siła go chroniła, robiła to bardzo dobrze.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A więc to wy nasłaliście tego ognistego typa. Można się było tego spodziewać. - odparł Adanos. - Nie, nikogo nie zabił, był zajęty walką z tą dwójką.

Elisif wzięła ją na nogi i pogładziła ją matczyną ręką.
- To nie twoja wina, to po prostu przez bliskość do innego wymiaru. - starała się pocieszyć ją Elisif. - I nie myśl nawet że przez coś takiego miałoby zabraknąć tutaj miejsca dla ciebie. To twój nowy dom. Zostanę przy tobie choćby nie wiem co.

W momencie kiedy wspaniała trójca popijała sobie przy ladzie z dołu przyszła Kate z Vitą na rękach i podeszła do lady.
- Zdzisław, daj szklankę wody.
Można było zauważyć że ledwo Kate weszła do pomieszczenia Mariok przestał pić i teraz przyglądał się jej. Po krótszej chwili Oghren spojrzał na niego i szturchnął go.
- Hej stary, wszystko w porządku? - zapytał.
- Co? - otrząsnął się goblin. - Noo... Tak oczywiście, jasne że tak. - i jakby na siłę wziął swój kufel i pociągnął z niego duży łyk.
Oghren spojrzał teraz w stronę gdzie patrzył Mariok i zaśmiał się głośno.
- Oho! Podoba ci się! - powiedział schylając się do niego widocznie rozbawiony.
- Co? Nie no co ty... No... Może trochę.
- No ładnie! Jakby Karczmarz to usłyszał! - zawołał Oghren donośnie.
- Zamknij się. - syknął Mariok. - To nie ja wróciłem wczoraj cały spocony z Czerwonej Latarni!
- Co? Ja? Chyba coś ci się przewidziało. - mruknął Oghren zniżając ton i pochylając się przy ladzie.
- Jasne. Zostawiłeś po swoim mokrym zadku ślad na krześle!
- Oj zamknij się już. - powiedział cicho Oghren i skupił się na swoim kuflu.
Mariok zaśmiał się głośno i też pociągnął duży łyk po czym wrócił do przyglądania się Kate.

Masil w tym momencie stał na krańcu wioski krasnoludów w Masilium i obserwował jak tuż obok buduje się grupa jaszczuroludzi. Zaraza pomagał właśnie przenieść jakąś ogromną wazę z wzorami w kształcie wężów. Błysnęło światło i tuż za Masilem pojawił się Gniotek.
- Przytulnie tu. - powiedział Karczmarz.
- Gniotek przyjacielu! - zawołał Masil odwracając się do niego. - Wiedziałem że prędzej czy później wreszcie zajrzyj do starego drucha!
Uścisnęli się po przyjacielsku i teraz obaj spoglądali na idące prace.
- Nie spodziewałem się że w tak krótkim czasie uda ci się tyle dokonać. - powiedział Abraxas rozglądając się z wyraźnym zachwytem.
- W sumie ja też. Poszło to znacznie szybciej niż się spodziewałem. Mój wymiar to wspaniałe miejsce dla osób szukających spokoju lub azylu, i planuję tak to utrzymać.
- No tak, to może wypalić.
- Oczywiście że tak! Będę musiał trochę mój wymiar "przesunąć" bo jakieś tam prawo bla, bla. Ale to raczej nie sprawi zbyt wiele kłopotu. Swoją drogą czemu akurat dzisiaj przyszedłeś? Jest dość wcześnie... Znaczy u was, bo u mnie to tego za bardzo nie widać. Próbowałem umieścić kilka gwiazd ale to ten kreator nieba to cholernie trudne urządzenie. - mruknął jakby wkurzony że coś mu nie wychodzi.
Teraz Gniotek momentalnie spoważniał, westchnął głęboko.
- On wrócił.
Masil spojrzał na niego uśmiechając się po czym po chwili oświeciło go i uśmiech zniknął momentalnie.
- Że co?
- To co słyszysz, obudził się.
- Teraz? Ale... Nie... Przecież to niemożliwe... No jak skoro... Żartujesz prawda? Taki śmieszek z ciebie, tak?
- Masil, potrafię żartować z wielu rzeczy ale nie z tego.
Teraz mag zaczął chodzić w te i we wte.
- To... Absurdalne, przecież minęło kilkanaście lat... Zazwyczaj po tak długim czasie to zasypia...
- Albo zabija strażnika. Pamiętam co mówił Opiekun.
- No... No niby tak, ale trafiało się to zazwyczaj dość rzadko...
- Nie gadaj bzdur. Dobrze wiem że jakieś czterdzieści procent strażników umierało w ciągu dziesięciu lat a trzydzieści procent w ciągu następnych piętnastu. Nie zapomniałem ani jednego słowa Opiekuna.
- No właśnie! Dwadzieścia pięć lat! Przecież jesteś starszy! A on ucichł u ciebie już jakieś dwanaście lat temu więc nie rozumiem jakim cudem...
- Nie mam pojęcia Masil. Ale wiem że on wrócił, a na dodatek pierwsza próba przebicia była bardzo skuteczna.
- Wydarzyło się coś ostatnio? Chciałeś się zemścić na kimś?
- Nie, to przez sen. Śniła mi się śmierć Elisif i jeden z tych całych lodowych magów... Nie czułem w ogóle smutku czy rozpaczy... Tylko gniew... Wściekłość, chciałem go zamordować, chciałem żeby cierpiał tak długo jak to tylko możliwe...
- Tak... To niby pasuje do tego przed czym strzegli ale... W takim razie musiało obudzić go coś innego... Nie, przecież to nie ma sensu... Przecież... Jesteś całkowicie pewien że to nie był po prostu koszmar?
- Masil! - teraz Abraxas wyglądał na zdenerwowanego. - Po koszmarach ludzie nie budzą się wku*wieni! Nawet Elisif to zauważyła! Zrozum że stało się coś cholernie dziwnego i on znowu się obudził!
- Dobra już dobra! - zawołał Masil. - Tylko... To jest niemożliwe...
- Niby czemu? - Karczmarz założył teraz ręce i zmrużył oczy.
- Bo... Słuchaj, czy pamiętasz czemu rodzice kazali ci uciekać z domu? Czy wiesz czemu pozwolili ci uciekać mimo iż klątwa wyraźnie tego zabraniała?
- Mówili że to jedyna opcja... Chciałem zostać ale przyszedłeś ty i...
- Bo to była jedyna opcja, klątwy prędzej czy później muszą zostawać przerwane, tak to już jest, wszystko ma swój początek i koniec. Twoje rodzice wiedzieli że jeśli nie opuścisz wyspy nie zostanie nic, a oni i tak wszyscy umrą, ta inwazja... Nie było innej opcji.
- Przecież mogli popłynąć ze mną...
- Właśnie tu był problem z klątwą, Zaklinacz w momencie kiedy doszło do inwazji mimo chaosu i tak zauważyłby odpływającą grupę przeklętych, ale jeden? To była idealna okazja, oni i tak by umarli, a ty mogłeś przerwać raz na zawsze klątwę i przy okazji pozbyć się najeźdźców jednym ruchem. Zaklinacz nie zauważył kiedy odpłynąłeś, a kiedy przekroczyłeś granicę...
- Wyspa zatonęła.
- Dokładnie tak. Mimo iż było pewne że klątwa została przerwana, to ja wciąż czuwałem nad tobą, zresztą i tak nie miałem nic do roboty. Dlatego nie rozumiem jakim cudem to miałoby się obudzić... Chyba że... Nie... To nie ma sensu...
- Co?
- Pomyślałem sobie... Nie, to niemożliwe...
- Co jest niemożliwe?! - wrzasnął Abraxas.
- Słuchaj Gniotku, wróć do mnie wieczorem, muszę coś zbadać, jak dobrze pójdzie to może będę znał odpowiedź. I jeszcze coś... Staraj się nie wściekać na kogoś zbyt często.
Zanim Karczmarz zdążył odpowiedzieć Masil pstryknął palcami i pod Gniotkiem pojawił się w portal. Uderzył tyłkiem o ziemię tuż przed drzewem.
- Przyjaciel wygląda na... Zamyślonego... - powiedziało drzewo.
Abraxas siedział tak chwilę myśląc głęboko po czym wstał i ruszył do Karczmy.

Avatar darcus
- Sięrobi. - Zdzich nalał zamówioną szklankę wody.

Mężczyzna odetchnął z ulgą. - To doskonale. Mieliśmy ostatnio pewien, ekhem, 'incydent' i obawiałem się, że Nova mógłby na to zareagować w nieprzewidziany sposób... - Rzekł lekko zmartwionym tonem.

Gorgoron przytuliła się do Elisif, a w jej uścisku czuć było zaufanie. - Dziękuję... - Jęknęła słabo.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate wzięła od niego szklankę.
- Dzięki. - powiedziała i trzymając Vitę na jednej ręce i wodę w drugiej wyszła z Karczmy i usiadła na ławce przed budynkiem.

- Kim właściwie była ta dwójka? Z daleka widać po nich że mają jakiś związek z tym całym zbiorowiskiem magów, ale może wiecie coś więcej? - zaczął wypytywać teraz Adanos.

- Przepraszam że cię tam zabrałam, nie wiedziałam że to może ci tak zaszkodzić... - powiedziała Elisif przytulając Gorgoron. - Następnym razem postaram się bardziej uważać.

Avatar
Konto usunięte
Wtedy z podziemi wyszedł Albert
- Karczmarz wreszcie się obudził
Wymamrotał do siebie i podszedł do lady
- Po proszę o szklankę wody i kanapkę

Avatar darcus
Zdzich wymamrotał jakieś słowa potwierdzenia, nalał szklanicę wody i poszedł do kuchni zrobić kanapkę.

Gorgoron nic już nie mówiła. Tylko wtuliła się w Elisif, oddychając równomiernie.

- Nie mam pojęcia. A przynajmniej jeszcze nie. Nova ma za zadanie się o tym dowiedzieć więcej. - Odparł krótko najwyraźniej-członek-kręgu. - Mniejsza z tym, czegoś wam tu potrzeba? - Zapytał poważnym tonem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wszystkiego. - odparł Adanos. - Trudno teraz zdobyć cokolwiek. Zebrałem tych ludzi z jakichś ośmiu wiosek i miasteczek i tylko przy dwóch udało mi się ewakuować ludzi zanim przybyli ci magowie. Większość ludzi źle patrzy na tych z pozostałych bo muszą dzielić się z nimi zasobami. To ciężka sprawa i przyda się wszystko.

Avatar darcus
- Mogę dostarczyć wodę, żywność i ubiór. Niestety nie mam medykamentów, ale za to moja współpracowniczka posiada zdolności lecznicze. Może być? - Zaproponował przybysz.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Oczywiście, wszystko to nam się teraz przyda. Planuję zebrać jeszcze parę osób a potem... No nie wiem. - westchnął Adanos - Musimy się gdzieś przenieść, ale o tym pomyślę później. - wzruszył ramionami.

Tymczasem w samej stolicy panowała dość nieciekawa sytuacja. Całą stolicę otaczała magiczna bariera która blokowała możliwość przejścia przez nią w którąkolwiek stronę a także używania wewnątrz jej zaklęć. Jedynie niektórym członkom Kultu udawało się używać zaklęć jakby bariera była do pewnego poziomu pod nich dostosowana. Poza tym bariera jak i stolica nie były widoczne z odległości ponieważ otaczała ją ogromna zamieć po której od razu widać było że nie jest to naturalne zjawisko a jakieś potężne zaklęcie - choćby dlatego że nigdy nie znikała. Tak więc jeśli komuś nawet w jakikolwiek sposób udało się przebić przez zamieć która mroziła całą okolicę i dostał się pod mury, zostawał blokowany przez niezawodną barierę która przypominała te z których w Myrthanie już kiedyś korzystano, jednak była nieco jaśniejsza i widać było że jest zaklęcie zostało widocznie wzmocnione. Bariera wprowadzała też pewne dodatkowe innowacyjne zabezpieczenie, nie była to powiem półkula a pełna kula blokujące przejście także pod ziemią. Więc dostanie się do środka przez ukryte tunele które stolica posiadała również nie wchodziło w grę.
Z miasta nie dało się wyjść, ale nie robiło to znaczenia ponieważ wszyscy w środku zachowywali się w jakiś dziwny sposób, jakby omamieni czy zaczarowani. Trudno już było w ogóle trafić na jakichkolwiek zwykłych cywili, większość z osób w środku to byli paladyni oraz magowie którzy wcześniej urzędowali w środku. Wszyscy mieli dziwne blade, błękitne oczy i poruszali się jakoś niemrawo. Co jakiś czas można było trafić na przechodzących członków Kultu ale i tak była to znaczna mniejszość. Tak jakby nie obawiali się ataku albo ukrywali się gdzieś indziej.
W samym zamku króla nie było lepiej. Przywódca cały czas siedział na tronie jakby zawieszony w czasie, ruszał się tylko wtedy gdy przybywał do niego jakichś członek Kultu. Nie znaczyło to jednak że nie ma ochrony, wręcz przeciwnie, w środku w sali tronowej stało na baczność jakichś czterdziestu paladynów jakby wciąż gotowych do walki.
Ogólnie więc sytuacja wyglądała kiepsko i przebicie się w jakikolwiek sposób do środka bez armii magów było niemożliwe. Mogłoby się wydawać że jedyną opcją żeby dostać się do środka to być tam już zanim doszło do pojawienia się Kultu w stolicy. Jednak to również nie wchodziło w grę. Magowie bardzo dokładnie sprawdzili każdy fragment stolicy i rzucili jakieś zaklęcia na każdego bez wyjątku kto znajdował się w środku. Ofiarami tego dziwnego ogłupienia byli wszyscy. Cywile, król, magowie, dzieci, zwierzęta a nawet większe owady które potrafiły przetrwać tak niską temperaturę która na terenie stolicy cały czas trzymała się poniżej dziesięciu stopni Celsjusza. Gdyby jednak ktoś o silniejszej woli jakoś się wybudził z otumanienia szybko był zauważany. W powolnej kontrolowanej przez paladynów z dalej Myrthany stolicy ktoś taki był widoczny bez większych starań. Niczym troll wśród ludzi.
Tak więc dostanie się do stolicy w pojedynkę było niemożliwe. Widać dobrze było że nie był to nagle wymyślony sabotaż Kultu, a akcja przemyśliwana od bardzo dawna.

Avatar darcus
- Dobrze. - Mężczyzna pokiwał głową w zamyśleniu, widocznym z postawy jego ciała, po czym odezwał się ponownie. - Spodziewaj się mnie jutro, w południe, z zapasami. Spróbuję też znaleźć dla was jakieś miejsce. - Członek kręgu splótł palce u rąk i strzelił stawami. - A, i jakbyś chciał wiedzieć, to mam na imię Cedrik. - Dodał, po czym teleportował się. Kiedy błysk światła zniknął, w miejscu mężczyzny stała podobnie do niego ubrana kobieta. Coś nieokreślonego, ale bardzo charakterystycznego w niej sprawiało, że Adanos wiedział, iż jest to ta sama osoba, z którą rozmawiał kiedyś.

Tymczasem na wzgórzu, wcale nie tak daleko na północ od stolicy, siedział sobie jak gdyby nigdy nic mężczyzna, który również wyglądał na członka Kręgu Pierścienia, aczkolwiek zarówno jego szaty, jak i maska, były w wielu miejscach nadpalone. Nie wyglądał on wcale na przejętego zamiecią otaczającą stolicę, a jedynie ją obserwował, bawiąc się w dłoni fioletowym kamyczkiem przypominającym ametyst. W pewnym momencie, ni stąd, ni zowąd, wstał on i zniknął w chmurze ognia.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wielu was jeszcze planuje mnie odwiedzać? - zapytał Adanos zakładając ręce. - Może nie widać, ale mam tu jeszcze sporo do zrobienia.

Avatar darcus
- Nie traćmy czasu na konwenanse. Mam tutaj kogoś uzdrowić, tak? - Zapytała, rozglądając się po tłumie ludzi.

Avatar
Konto usunięte
// Ojej, trochę mnie nie było i nie doczytałem tego fragmentu nawet go nie zauważając! Mój błąd. Poszukam tego fragmentu bo go nie widzę ;/ //
- Co to ma być? To jest mocne? - zapytał zdziwiony gnola jednocześnie patrząc na niego jak na idiotę... po chwili jednak otworzył flaszę i wypił aż do dna zabierając kluczyk.
- Że gdzie ten pokój? -

Avatar darcus
Zanim gnoll zdążył odpowiedzieć, nieopatrzny klient spadł z nóg. W tym momencie poczuł się jak po wypiciu dziesięciu butelek wódki. Nie miał władzy w kończynach, kręciło mu się w głowie, nie wiedział, gdzie góra, a gdzie dół, a wszelkie bodźce docierały do niego jak przez mgłę, albo zza ściany.
- Na górze, a jak? - Odpowiedział gnoll śmiejąc się.

Avatar
Konto usunięte
Oszołomiony Garret otworzył szeroko oczy i przyglądał się sufitowi nie mówiąc nic. W pewnym momencie podniósł rękę i spojrzał na nią jak coś nowego w jego ciele. Po chwili jednak opuścił głowę i chyba chciało mu się leżeć na tej podłodze cały czas.
- Potem... -

Avatar Omeg12
Spróbował wyczuć, czy w ów przedmiocie drzemie jakaś nieznana mu dotąd moc. Nie miał bladego pojęcia, co w nim było takiego ważnego.

Avatar darcus
Garret poczuł jak ktoś go odciąga gdzieś na bok, po czym stracił przytomność.

Prastary Zwój dość słabo reagował telepatycznie. Z pewnością nie dało się go użyć jako źródła mocy, jednak Davis nie mógł wyzbyć się wrażenia, że artefakt jeszcze wiele korzyści może mu przynieść, jeśli zostanie odpowiednio do tego 'zachęcony'.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ach, a więc to ciebie przysłali. Mamy wielu rannych z różnymi problemami. Proponowałbym po prostu się rozejrzeć, mam tu tylu ludzi że sam nie wiem kto ma gorzej, a ty może lepiej będziesz mogła to ocenić.

Karczmarz tymczasem wszedł do Karczmy. Stał przez chwilę po czym uderzył się w czoło bo właśnie sobie przypomniał że miał dać Masilowi list.
Mniejsza, zrobię to wieczorem - pomyślał i podszedł do lady.
- Poszło szybciej niż myślałem, możesz iść odpocząć. - powiedział do Zdzisława.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku