Karczma pod Historią

Avatar darcus
- Mówiłem ci już. Kain, Konstrukt ze starożytnych czasów, pragnie zniszczyć cały wymiar śmiertelnych. Trzeba go zatrzymać, a to wydaje się jedyny sposób, by zyskać do tego możliwości. - Odparł Cedrik.

- Nie, jeśli będziesz brać w tym udział. Znasz przecież swój wymiar, prawda? - Sprowokowała kobieta.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Chyba nie chcesz powiedzieć że... Zaraz, ty naprawdę oczekujesz że to JA będę z nim walczyła? - teraz Elisif spojrzała na niego jak na wariata.

- Oczywiście że wiem do cholery, w końcu to ja go tworzyłem. - odparł Masil z nutą dumy w głosie.

Avatar darcus
- Nie zdajesz sobie sprawy z potęgi Ostrza Świata. Jeśli faktycznie uda ci się stworzyć tę broń, to nie będzie to walka, a raczej akcja porządkowa. Jeśli jednak nadal będziesz miała trudności, będziesz mogła przekazać ostrze komuś innemu. Miecz cię posłucha, jeśli wydasz mu odpowiednie polecenia. - Wytłumaczył członek Kręgu.

- Rzeczywiście, jest być z czego dumnym. - Odparła kobieta bez krzty ironii w głosie. - Gdybyś tylko postarał się dowiedzieć o tworzeniu wymiaru nieco więcej, zanim się za to zabrałeś... - Dodała. - No, ale to nie ma teraz znaczenia. Jak tylko pomożemy Gorgoron, możemy się zająć twoją sprawą. Upewnij się, że centrum energetyczne wymiaru jest dostępne. - Rzekła na koniec, po czym, nie czekając na odpowiedź, ruszyła powoli z powrotem do Cedrika.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Niech będzie. - odparła Elisif. - Postaram się.

Masil nie był do końca pewien czy im ufać. Gdyby pozwolił im podejść za blisko, co jeśli postanowili by je zniszczyć? Zastanawiał się tak chwilę po czym bez słowa ruszył w stronę wieży.

Avatar darcus
Do Cedrika dołączyła Krishna, bo tak najwyraźniej nazywała się kobieta, która została na lądzie. - Porozmawiacie o tym później, teraz mamy inne zmartwienie. - Wskazała na jezioro, z którego właśnie wynurzyła się druga z członkiń Kręgu i podpłynęła do brzegu, niosąc w ramionach coś, co wyglądało jak dziecięce ciało owinięte w łachmany. Położyła ów zawiniątko na piasku, a następnie wstała, ciężko oddychając, by zrobić miejsce towarzyszce, która uklęknęła obok i zaczęła gładzić owiniętą sylwetkę po główce, szepcząc coś pod nosem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif wydała krótki jęk i zatkała sobie usta dłońmi.
- Wszystko z nią w porządku? - zapytała cicho.
Masil odwrócił się ale nawet na nich nie spojrzał. Uniósł rękę do góry a szkatułka która leżała między krzakami a jeziorem uniosła się i podleciała do niego. Chwycił ją w dłonie i ruszył dalej.

Avatar darcus
- Już niedługo... - Odparła ta, która dopiero co wyszła z wody.
- Spokojnie. Gorgoron jest dzielna. Nie takie rzeczy już przetrwała. - Uspokoił Elisif Cedrik.
Pozostawało więc patrzeć i czekać. Po kilku minutach takiej 'terapii' Krishna odwinęła szmaty z twarzy Gorgoron, po czym nachyliła się, wykonując taki gest, jakby całowała ją w czoło, jednak nie zdejmując maski. Po tym dziewczynka zakaszlała, wypluwając trochę wody, a następnie zaczęła normalnie oddychać. W zasadzie, to wyglądała jakby spała.
- Gotowe... - Szepnęła kobieta wstając. Wyglądała na lekko zmęczoną.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael tymczasem wraz z resztą zeszli na dół i weszli do siedziby Złotej Gildii.
- O to nasza aktualna siedziba, nie jest tu może w tym momencie zbyt przytulnie ale niedługo się tym zajmiemy.
- Mogę pomóc. - powiedział Czytelnik.
- Ty?
- Owszem, mam zwoje które mogę wykorzystać.
- No dobra, obgadamy to później, muszę się czymś teraz zająć, poznajcie się z resztą. - powiedział i usiadł z powrotem na swoim miejscu.
Czytelnik rozglądał się po pomieszczeniu rozmyślając nad czymś. Jack podszedł do Oghrena i Marioka.
- Zgaduję że to o was wspominał Michael.
Złodziejka tymczasem przeszła obok wszystkich patrząc na nich niezbyt przyjemnym wzrokiem po czym podeszła do ściany naprzeciw wejścia i oparła się o nią.
- Oho, widzę że wreszcie jest u nas jakaś ciekawa panienka, co? - zagadnął Oghren i zaśmiał się krótko.
- Nie oczekuj zbyt wiele. - odpowiedział mi pirat dosiadając się do nich. - Kiedy gadaliśmy z Michaelem patrzyła na nas jakby faceci byli największym brudem jaki istnieje.
- Może to kobiecica? - zapytał krasnolud.
- Że co? - zdziwił się Mariok.
- No wiecie, woli kobiety.
- Kto wymyślił taką dziwną nazwę? - zapytał goblin.
- Krasnoludy, zawsze tak je nazywamy.
- Aha. - mruknął Mariok. - Czyli skoro jest nas już tylu to pewnie jutro ruszymy na jakąś misję, nie?
- Mam nadzieję, dawno z nikim nie walczyłem. - powiedział Jack drapiąc się po ręce.
- Dokładnie to samo mówiłem! - zawołał Oghren uderzając pięścią w stół.
- Możecie trochę ciszej? - zapytał Michael spoglądając na nich. - Muszę coś zapisać.
- Ta jest. - odrzekł Mariok.

Elisif usiadła na piasku obok nich i obserwowała bez słowa Gorgoron.

Avatar
Konto usunięte
Albert nic nie mówił tylko przyglądał się nowo przybyłym

Avatar darcus
- Musi tylko chwilę odpocząć. To wszystko. Możesz zabrać ją do siebie. - Rzekł Cedrik, widząc zwątpienie Elisif, po czym wziął Gorgoron na ręce. - My zaś musimy zająć się kilkoma ważnymi sprawami, o których niestety znów nie mogę mówić. - Dodał nieco ciszej.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Zresztą kobiecica to nic nowego. - mruknął Oghren. - Nigdy nie miałem szczęścia do kobiet. Zawsze znajdą sobie jakiś problem.
- Serio? Żadna krasnoludka do ciebie nie pasowała? - zapytał Mariok.
- Krasnoludka? O nie nie nie. Czy ty je widziałeś? Są brzydkie, nie ma opcji, zawsze szukałem ludzkich babek. Oo tak, są znacznie lepsze dla oka.
- Ja tam na goblinki nie marudzę, ale to nie zmienia faktu że rzeczywiście ludzkie dziewczyny albo elfki są znacznie ładniejsze.
- Elfki? Człowieku gdzie ty masz rozum! Przecież one są jeszcze bardziej marudne niż gruby krasnoludzki król któremu skończyło się złoto na kurczaki!
- E tam nie wszystkie. - odparł Mariok. - Znałem kiedyś taką jedną... Ale to nie ma żadnego znaczenia, ostatnio i tak chodzi mi po głowie tylko jedna. - Mariok widząc zainteresowanie krasnoluda zwrócił się do Jacka żeby ich zająć. - A ty piracie? Jak tam twoja historia związkowa?
- Poważny związek, to nieudany związek tyle mam do powiedzenia. Co nie znaczy że nie lubię się zabawić co jakiś czas, ale to zawsze noc czy dwie. Alkohol! To jest prawdziwa miłość mega życia!
- Można i tak, a ty Albert? Miałeś jakieś ciekawe zwycięstwa? - zapytał Oghren spoglądając na chirurga.

- Oczywiście, zabiorę ją do domu. - powiedziała wyciągając ręce po dziewczynkę.

Avatar darcus
Cedrik ufnie podał Gorgoron Elisif. Dziewczynka była przemoczona i zimna, nie wyglądało jednak na to, żeby wpływało to w jakiś sposób na jej stan.

Avatar
Konto usunięte
- Myślałem że już opowiadałem o tym co się stało kiedy wypiłem alkohol przy kobiecie

Avatar Omeg12
Postanowił poinformować asasynów, zaczynając od zwrócenia uwagi jednego z ich kapitanów.

Avatar darcus
- Tak? - Zapytał kapitan nerwowo, odrywając się od pisanej właśnie listy strat w ludziach.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif wzięła ją do siebie i przytuliła mocno.
- Jest jeszcze coś co powinnam wiedzieć? - zapytała.

- Ach no tak, mówiłeś. - przyznał Oghren.
- Oho, widzą że mamy tutaj kogoś ze słabą głową, co? - zapytał Jack uśmiechając się.
- Hej Michael! A ty z iloma spałeś? - zapytał krasnolud przechodzącego obok nich Michaela.
- Co?
- No w sensie ile kobiet miałeś.
- Jedną, najlepszą.
- Skoro była "najlepsza" to czemu jej tu z tobą nie ma? - zdziwił się Mariok.
- Nie żyje. - odparł sucho Michael i wyszedł.

Avatar
Konto usunięte
- Oh no i się zrobiło nie zręcznie

Avatar darcus
- Tylko jedno. Aby mnie wezwać, zapytaj o mnie księgę. - Odparł Cedrik, po czym wycofał się do portalu, a tuż za nim ta z kobiet, która nurkowała po Gorgoron.
- Dbaj o nią. - Powiedziała druga z nich, po czym ruszyła w ślady swoich towarzyszy. Chwilę potem portal rozpuścił się, a z nieba spadły do wody ryby, które wcześniej się uniosły, wywołując niewielki plusk.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Zawsze wiedziałem - zaczął Oghren po krótkiej niezręcznej ciszy. - że Michael to przeżył więcej niż można by sobie wyobrazić.
- Dziwny typ. - rzekł Jack patrząc jak znika za drzwiami.

Elisif stała teraz na plaży z Gorgoron na rękach i zaczęła się zastanawiać jak właściwie się stąd wydostać. Masil zniknął jej już z widoku. Nagle jak na zawołanie pojawił się portal. Elisif nie była przez chwilę pewna jednak po momencie weszła w portal i pojawiła się z powrotem w ogrodzie.
- Dzieci muszą często odpoczywać bo... Się zmęczą... - powiedziało mądrze drzewo a Elisif udała się w stronę Karczmy.

Tymczasem Masil siedział już w swojej wieży która niemal trzykrotnie przewyższała wieżę Xardasa. Dookoła niego leżały porozrzucane książki a sam przeszukiwał jedną na temat wymiarów w poszukiwaniu tego jakie mogą być konsekwencje stworzenia wymiaru tak blisko Lenga.
Sama wieża była dość nietypowa, mimo swej wysokości nie było w niej ani schodów ani drabin. Przy jednej ze ścian znajdowała się stojąca kamienna platforma z jakimiś świecącymi się znakami. Wystarczyło stanąć na niej i powiedzieć numer od 1 do 6 a platforma przenosiła cię na odpowiedni poziom.
Na pierwszym poziomie nie było praktycznie nic z wyjątkiem dwóch lodowych atronachów, przerobionych tak że wyglądali znacznie groźniej niż normalnie. Na drugim poziomie znajdowało się najprzytulniejsze pomieszczenie, był tutaj kominek z przyjemnym ciepłym ogniem w środku. Przed nim postawione były dwa wygodne fotele. Po prawej stronie kominka obok platformy stała kanapa zwrócona w stronę jakieś zaczarowanego okna. Na niskim drewnianym świerkowym stoliku stała dziwna runa wyglądająca tak, jakby fragmenty jej boków dało się naciskać, może jest połączone w jakiś sposób z oknem? To na tym piętrze zresztą większość czasu siedział Akryl który wrócił jakiś czas temu. Trzecie pomieszczenie było puste, na środku znajdował się tylko namalowany srebrną farbą (nie, nie krwią, to zbyt mainstreamowe) pentagram. Na czwartym piętrze znajdowała się rama zgaszonego portalu a obok niego miejsce na jakąś mają kamienną płytkę. Pełno takich płytek leżało zresztą w skrzyni w tym samym pomieszczeniu. To tutaj też stały dwie spore szafy oraz duże dwuosobowe z kościanymi ramami łóżko, wiadomo kogo. Piąte piętro, to na którym właśnie siedział Masil było pełne drewnianych półek i setek wszelakich ksiąg. Na środku był średni stół oraz krzesło na którym właśnie mag siedział. Szóste piętro było pełne szaf, skrzyń schowków i innych takich rzeczy, to tutaj właśnie Masil gromadził większość magicznych przedmiotów i artefaktów, samego pomieszczenia pilnował sporych wielkości czterogłowa (nie, nie trzygłowy, to zbyt mainstreamowe) pantera (nie, nie pies, to zbyt mainstreamowe).

Avatar darcus
///W drugim akapicie pomyliłeś Masila z Michaelem ;-;///
Kaziu zaś postanowił uciąć sobie drzemkę przy drzewie w pobliżu wieży.

"W centrum Wszechświata znajduje się Morgrad, co jest wiecznie niespokojnym sercem Beliara..." - Mówiły jakieś przedpotopowe astronomiczne zapiski magów wody.
"Leng to wymiar Eligora, władcy demonów i część Morgradu..." - To już zapewne Masil wiedział...
"Istnieje prawo międzywymiarowe, jednak jest strzeżone równie dobrze, co tajemnice, które opisuje..." - Czyżby to mogło być to?...

Elisif raczej nic nie zatrzymywało. Gorgoron spała spokojnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
///No tak, kim byłby gniotek gdyby nie pie**olnął gdzieś gafy ;-;?///

Masil zaczął dokładnie szukać w okolicach tematu, wiedział już że ktoś wymyślił sobie to cholerne prawo, chciał wiedzieć czemu ono powstało.

Kaziu po ostatnich wydarzeniach mógł byś trochę zdezorientowany więc mógł nie zauważyć ale nie był obok drzewa sam. O drzewo (które zresztą było tym samym które jako pierwsze pojawiło się w tym wymiarze - na co wskazywał zresztą stojący niedaleko grób przyjaciela goblina) opierał się rycerz w brudnej, starej aczkolwiek wyglądającej na wytrzymałą zbroję. Jego pancerz zasłaniał każdy element jego zbroi, do pochwy miał schowany jeden przeciętnej wielkości miecz, drugi - znacznie większy, można by rzec że ogromny - był wbity tuż obok niego w ziemię. Ponadto po jego lewej o drzewo była oparta duża kwadratowa tarcza (tzw. Tower Shield). Sam rycerz miał głową spuszczoną w dół a jedną z rąk opierał na swoim podniesionym kolanie. Wyglądał na strasznie zmęczonego i niemalże nieobecnego. Co było też ważne, między rycerzem przy drzewie a wieżą Masila znajdowało się płonące ognisko, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to że w środek ogniska wbity był zardzewiały stary miecz.

Avatar darcus
///Dark Souls na propsie, huh? :v///
Kaziu nie bardzo zwracał uwagę na jegomościa. Był chyba zbyt zmęczony po tych wszystkich 'przygodach'. Przywitał się z grobem Franka, po czym ułożył się pod drzewem i drzemał.

"Prawo międzywymiarowe spisuje i opisuje wszelkie zasady dotyczące postępowania
z wymiarami, konieczne do zachowania bezpieczeństwa i naturalnego ładu, porządku oraz harmonii we Wszechświecie.
" - Mówiły słowa księgi. - "Zasady te są sekretem dla wszystkich tych, którzy według pradawnych tradycji nie są godni tworzenia wymiarów, ale każdy, kto będzie w stanie to zrobić, otrzyma zgodę na dostęp do prawa. Jeśli je złamie, spotka go jednak najsurowsza kara."

Avatar Gniotek7
Właściciel
///A no.///

- To jest bardziej pokręcone niż moje jelita! - mruknął sam do siebie Masil. - Ci wszyscy "mądrzy i wielcy" ludzie chyba zawsze mają problemy z opisywaniem czegoś normalnie. Cholera, mam nadzieję że jak tak nie skończę.
Teraz Masil zaczął przeglądać książkę w poszukiwaniu informacji jak zdobyć dostęp do tego prawa i jaka jest kara za łamanie go poza tym czym mu już grożono.

Sam rycerz też kompletnie nie zwrócił uwagi na goblina, nawet nie drgnął.

Elisif weszła do Karczmy.
- Elisif! - zawołał ucieszony Gniotek. - Właśnie się zastanawiałem gdzie jesteś.
- Musiałam odwiedzić Masila.
- Tak? I jak tam u niego?
- Za wiele nie pogadaliśmy z powodu małego... Incydentu. Ale to nie ważne, długo jeszcze będziesz pracować? Chciałam pogadać.
- Jeszcze nawet się do końca nie ściemniło, a o tej porze zazwyczaj pojawia się najwięcej klientów. Przyjdę później.
- No dobra, to do zobaczenia u góry. - pocałowała go w policzek i poszła na górę. Po drodze chciała zajrzeć do pokoju Kate ale był zamknięty więc doszła do wniosku że musi być w środku. Sama poszła do swojego pokoju i ułożyła Gorgoron na łóżku i przykryła ją kołdrą.

Avatar
Konto usunięte
- Z tym mogę się zgodzić, zresztą trudno nie nazwać ,kogoś kto ma jedną dłoń pozbawioną mięśni i skóry, dziwnym

Avatar darcus
Pomijając te wszystkie 'wyszukane' i 'wykwintne' słowa opisujące owe zagadnienie, Masil w końcu znalazł wzmiankę o tym, że prawo międzywymiarowe zostało uchwalone przez Twórców i jest przechowywane w ich wymiarze, Krainie Kuźni. Reszta informacji w księdze to były jakieś bezwartościowe bzdety, albo coś, co już wiedział.

Avatar Omeg12
- Proponuję dodać kolejne nazwisko do listy - wypalił prosto z procy - Chciałbym poinformować pana, iż jeden z asasynów zginął właśnie w akcji

Avatar Gniotek7
Właściciel
Masil wściekły że nie znalazł nic przydatnego zamknął księgę i rzucił nią na w półkę z książkami. Zajrzał na chwilę na szóste piętro po poszedł do pomieszczenia z ramą portalu, włożył jedną z kamiennych płytek i teleportował się do wioski krasnoludów.

Avatar darcus
- Tak? - Zdziwił się kapitan. - A kto to taki? - Zapytał.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ta. - odparł Mariok. - Ciekawe co mu to użarło.

Masil dotarł w międzyczasie to niewielkiej kamiennej chatki w wiosce której szukał. Zapukał dwa razy.
- Mówiłem że dzisiaj już nic nie naprawiam! Przyjdź jutro! - zawołał ze środka krasnolud.
- Nawet niczego dla maga?
Nastała krótka cisza po czym drzwi się otworzyły.
- Ach to ty. - mruknął. - Zastanawiałem się kiedy przyjdziesz.
- Skończyłeś?
- Jeszcze nie. - odparł zapraszając go ręką.
Chatka w pomieszczeniu była niewielkie i praktycznie wszędzie walały się jakieś metalowe elementy, urządzenia czy jakieś notatki lub książki. Na ziemi leżało drewniane pudło z pieczonymi nogami ścierwojada, jedna z nich leżała na małym łóżku nie skończona.
Krasnolud przeszedł bez problemów - mimo iż Masil miał trudność żeby o nic się nie wywalić. - i oparł się o drewniany stolik. Stała na nim spora świeczka w kształcie kilofu stojącego na ostrzu oraz dziwny sześcienny trójkąt zrobiony z metalu, w paru miejscach był otwarty i w środku widać było elementy jakiegoś mechanizmu, w kilku miejscach świeciły się jakieś kryształy.
- Cholernie trudno to odwzorować. - powiedział krasnolud kiedy Masil do niego podszedł. - W tych notatkach jest wiele nieścisłości, na przykład czy mały kamień dusz wystarczy, czy musi być wielki?
- Dawaj największy.
- No właśnie to nie jest takie łatwe. Pytanie znowu czy te większe nie będą za duże i nie rozerwą używającego przy kontakcie? Moc może być za silna.
- Postaraj się sam do tego dojść, znalazłem ci wszystko czego trzeba.
- Jeszcze raz, istota na której chcesz tego użyć ma dość dużo mocy magicznej prawda?
- Tak, moc starożytnego smoka i wielkiego nekromanty.
- W takim razie będziesz musiał tą istotę mocno "obić". Żeby to urządzenia mogło zadziałać na kogoś tak potężnego trzeba go sprowadzić do kresu swoich sił, inaczej tylko roztrzaska się o niego.
- O to się nie martw, już to przemyślałem.
- Wychodzi na to że masz sporo planów.
- Więcej niż mógłby mieć jeden człowiek na raz.

Avatar darcus
Amshor położył stopę na plecach padłego anioła, by wspomóc się w wyciąganiu topora z jego głowy. - To już ostatni? - Zapytał poddenerwowany, rozglądając się dookoła, po morzu krwi przelanym przez niego i Chaos. Wokół, na szczycie wieży o konstrukcji typowo anielskiej, leżało mnóstwo trupów i zniszczonego wyposażenia, które najwyraźniej do nich należało. Były Jeździec Apokalipsy pojawił się obok.
- Najwyraźniej. - Zaczął. - Ale Archont... -
- Uciekł? - Przerwał mu Amshor.
- Niemal. Zatrzymałem go w drodze do tej jego magicznej sadzawki. W tej chwili pewnie pożerają go robaki u podnóży wieży. - Dokończył Chaos z dziką satysfakcją w głosie.
- Doskonale. Co z kluczem? - Dopytywał się metaliczny.
- Nie martw się, mam go. - Uspokoił go były Jeździec.
- No, to w drogę. Czas złożyć wizytę Krwawemu Księciu. - Westchnął Amshor i ruszył po schodach, prowadzących na podwyższenie, gdzie znajdowała się wspomniana przez Chaos magiczna sadzawka...

Avatar
Konto usunięte
- Coś z czym nie chcę się spotkać

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tymczasem zdążyło się już ściemnieć.

- Ta, ja chyba też. - odparł Mariok.
- Oghren! - Michael wpadł do pomieszczenia niosąc jakiś zapieczętowany zwój.
Oghren wystraszył się i podskoczył na krześle. Przeczuwał że pewnie chce mu nagadać za podjęcie tematu albo coś.
- Ttt... Tak? - jęknął.
- Interesujesz się kobietami, prawda?
- Emm... No tak... Ale nie chciałem żeby pan...
- Nie o to chodzi. - powiedział szybko. - Mam dla ciebie zadanie, weź ten papier i zanieś go kobiecie o imieniu Limen.
- Emm no dobra... - Oghren się trochę zdziwił ale wstał i wziął od niego wiadomość. - Gdzie ją znajdę?
- W czerwonej latarni, zrób to jak najszybciej. - zakończył i wyszedł równie szybko jak się pojawił.
Oghren rozejrzał się po reszcie.
- No to ten... Idę. - mruknął i wyszedł z pomieszczenia kierując się na zewnątrz.

Avatar
Konto usunięte
- Ahhhhh łał ............. to było nagłe

Avatar Omeg12
- Niejaki San. Półelf, zajmował chyba jakąś ważną pozycję.

Avatar darcus
Asasyn zdziwił się, a zarazem przestraszył. - Zaraz... Jak to... Nie, nie mogę ci w to uwierzyć, dopóki nie zobaczę jego zwłok. - Zreflektował się po chwili.

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Ja przewinę za jakiś moment.///

W końcu nastała noc a Gniotek widząc że nie ma zbyt wielu klientów zawołał jednego z asasynów.
- Słuchaj, mógłbyś iść na dół po gnolla żeby zastąpił mnie na noc? Nie zapowiada się żadna większa impreza więc wolę się trochę wyspać.

Zaraza zdążył już dawno zasnąć w górach a jego gadzi przyjaciel dawno wrócił do wioski. Spał sobie smacznie kiedy nagle usłyszał grzmot tak potężny że poczuł aż zatrzęsło się wszystko dookoła niego. Wstał zszokowany i szybko odsunął się bo obok niego przetoczył się głaz i zleciał na dół do doliny między górami. Wstał szybko i spojrzał w stronę smoka pewien że on się wściekł i rozwala okolicę. W tym momencie ujrzał że smok nie jest sam. Tuż obok niego pojawił się nowy gość.
To co przeraziło Zarazę to jednak nie był wygląd demona, a jego wielkość gdyż był tych samych gabarytów co obserwowany przez niego gigantyczny smok.
Ukrył się za niewielkim głazem i obserwował ich, myślał czy nie podkraść się bliżej by podsłuchać co będą mówić ale w tym momencie odezwał się demon głosem tak potężnym że wywoływał drganie gór.
- A więc wciąż tu jesteś. - powiedział wyniośle demon.
- Tak jak myślałem, na tym świecie istnieją istoty mej potęgi, co nie znaczy że nie byłbym wstanie cię pokonać. - w równie silnym głosie smoka było słychać nagromadzony gniew i siłę które trawił go ot tak długiego siedzenia bezczynnie.
- Wątpię. Ale nie jestem tutaj po to by to sprawdzać. Ludzie z którymi współpracuję mają dla ciebie propozycję.
- Ludzie? Zawiodłem się, nie wiedziałem że ktoś twej siły może pracować z ludźmi... Żałosne małe istotki...
- To nie zwykli ludzie, to organizacja znacznie silniejsza niż jakieś miasta i królestwa. Istnieje duża szansa że to oni wkrótce będą jedynymi rozdającymi karty przy stole przyszłości, a ty, możesz mieć w tym udział.
- I co oni niby mogą mi ofiarować?
Głaz za którym krył się Zaraza zatrząsł się i zleciał na dół, jeźdźca odsunął się szybko pobiegł za dość spory pagórek.
- Moc oczywiście, istoty takie jak ja czy ty są potężne i mogły by żyć znacznie dłużej niż większość śmiertelników, niszczyć wiele tysięcy istnień. Ale co nam to da? Lepiej stanąć po stronie wygranych, wesprzeć ich a potem usiąść na tronie i być jedną z istot od której zależy życie wszystkich! - Demon czuł się mocno zainspirowany samą ideą.
- Mówisz o swojej potędze, a nawet nie znam twojego imiona. - zapytał smok.
- Rzeczywiście, nie jestem smokiem, dla was imiona nie mają znaczenia, ja jednak chcę, by moi wrogowie, moje ofiary, drżały jak tylko usłyszą mój głos! Jak usłyszą moje imię! Moje imię brzmi Marduk i już wkrótce będę władać razem z całym potężnym Kultem Firnu nad całą to marną przestrzenią śmiertelników!
- Wydajesz się bardzo zadowolony ze swojego miejsca. - już po głosie smoka Zaraza poczuł że ta potężna istota nie przyłączy się do nich. - Ja jednak was nie potrzebuję, nie potrzebuję nikogo, mogę istnieć tu sam, karmić się życiami tysięcy, nie potrzebuję do tego jakiegoś słabego Kultu!
- Rozumiem. Ich władca spodziewał się że możesz nie przystąpić do naszego planu.
- Nie obchodzi mnie on, odejdź zanim zatopię me zęby w twoim marnym służalczym ciele!
- Powiedział mi też jedno. Jeśli ty sam się nie zgodzisz... To mam zabrać twoją duszę! - Marduk podskoczył złapał smoka za gardło i skoczył w niego wbijając potężną istotę w górę po drugiej stronie doliny. Góry zatrzęsły się, a ta w którą uderzył smok zawaliła się wywołując lawiny. Smok zionął ogromną ilością ognia w twarz Marduka a ten odleciał i uderzył plecami o dolinę wywołując trzęsienie ziemi. Zaraza wiedział że jeśli ta walka potrwa zbyt długo to całe góry legną w gruzach, każde uderzenie, każdy wrzask któregoś z walczących wywoływał zapadanie się gór, lawiny i trzęsienia ziemi . Czego by jednak nie chciał, nie był wstanie nic z tym zrobić, mógł mieć tylko nadzieję że obaj zabiją się nawzajem. Wstał i ruszył pędem w dół gór mając nadzieje że zdąży ostrzec wioskę gadów zanim tysiące głazów zasypią jego zwłoki.

Avatar Omeg12
- Z tym może być drobny problem... - Davis nie za bardzo chciał opisywać sytuację, po części aby nie ściągać na siebie gniewu asasynów, a po części dlatego, że raczej mało kto by mu uwierzył - Uwierz mi, jest już po nim.

Avatar darcus
- Dopóki nie dostarczysz mi jakiegoś dowodu, nie mogę ci uwierzyć. - Odparł tylko asasyn, po czym wrócił do zapisywania listy.

Asasyn w karczmie zaś kiwnął głową i ruszył w kierunku podziemi. Daleko nie musiał iść, bo Zdzisław spał sobie beztrosko na zapleczu. Członek bractwa go obudził, a po chwili gnoll stał w gotowości do zastąpienia Karczmarza.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dzięki. - powiedział tylko Gniotek i poszedł do swojego pokoju. Przebrał się i widząc że Elisif śpi a prawie pół łóżka zajęte jest przez Gorgoron wcisnął się po drugiej stronie łóżka i objął Elisif zastanawiając się ile minie czasu zanim spadnie na podłogę.

Oghren tymczasem dotarł do Czerwonej Latarni i od razu uderzył go zapach fajek wodnych kobiet i przygód. Podszedł do gościa opierającego się o ścianę za drewnianą ladą.
- Emm... - krasnolud zastanawiał się przez chwilę czy w sumie skoro już tu jest to czy by się nie zabawić po czym przypomniało mu się że jest kompletnie spłukany. Zaklął w myślach i wyprostował się. - Szukam osoby o imieniu Limen.
- Aha! - zawołał facet. - Widzę że wieści szybko się roznoszą, rzeczywiście nasza nowa tancerka erotyczna jest jedną z najlepszych jakie w życiu miałem! Ale nie myśl że to takie proste, dzięki swym umiejętnością czas z nią jest znacznie droższy.
- W zasadzie to... - Oghrenowi trudno było to powiedzieć zwłaszcza że na samą myśl o tym ile czasu mógłby tutaj spędzić gdyby tylko miał złoto zabolało go serce. - Mam jej tylko przekazać wiadomość.
- Wiadomość? Co to? Czyżby znowu jakieś groźby? Jeśli Marlette myśli że tym razem ujdzie jej to na sucho to...
- Nie, to od znajomego.
Właściciel zmrużył oczy i przyglądał mu się przez chwilę z podejrzliwością, po chwili mruknął.
- No dobra. Jest w swoim pokoju, ma przerwę. - powiedział wskazując drzwi w najdalszym kącie po prawej na tym piętrze. Tylko jeśli dowiem się...
- Dobra, dobra. - przerwał mu Oghren i poszedł jak najszybciej w stronę wskazanego pokoju omijając dwie zachęcająco wyglądające kobiety. Podszedł do drzwi i zapukał.
- Otwarte. - mruknęła kobieta ze środka.
Krasnolud wszedł niepewnie i ujrzał niewielki przytulny pokój z kobietą siedzącą na sofie. Oghren nie wiedział czy w ogóle ma na sobie ubranie bo była cała przykryta białym kocem.
- Czego? Glen nie powiedział że mam przerwę?
- No tak, coś tam ględził. - odparł. - Ja... Ten no... Miałem przekazać ci wiadomość.
- Wiadomość? - teraz jej ton znacznie się zmienił, jej głosie było mniej podejrzliwości a więcej zainteresowania jakby spodziewała się że ją dostanie.
- No tak. - powiedział i podał jej papier.
Kobieta wyciągnęła z koca rękę i zabrała od niego zwiniętą wiadomość i położyła ją na stole obok.
- Dzięki.
- No... To ten... To tyle... - powiedział powoli Oghren i wyszedł jak najszybciej z Czerwonej Latarni wciąż wkurzony na siebie że nie zachował trochę kasy na taką okazję. Z ponurą miną ruszył w drogę powrotną.

Avatar
Konto usunięte
Tymczasem tych jakże ciekawych rzeczy, Albert robił coś niezwykle ważnego ............... mianowicie smacznie spał w swoim pokoju

Avatar Gniotek7
Właściciel
Mariok z Jackiem postanowili za to że udadzą się na górę do Karczmy i trochę wypiją.

Avatar darcus
- Czekaj. - Chaos zatrzymał Amshora, gdy ten miał wchodzić do twierdzy zwanej Krańcem Cieni, znajdującej się u podnóży Drzewa Śmierci, w demonicznym wymiarze.
- O co chodzi? - Zapytał metaliczny, z lekka poirytowany.
- Wyczuwam w środku... Hmm... - Chaos wziął głęboki wdech, a przynajmniej wydał taki dźwięk, jakby to robił, gdyż w formie słupa dymu trudno było mówić o oddychaniu. - Nieważne. Nie będę mógł ci towarzyszyć. - Dodał prędko, surowym tonem.
Amshor prychnął. - Czyżbyś bał się kilku demonów, starcze? - Zapytał pogardliwie.
Chaos w tym momencie powiększył się czterokrotnie, zawirował płomieniami i obłokami czerwonej energii, zdawało się też, że pojawiła się na jego postaci demoniczna twarz, patrząca nienawistnym wzrokiem na metalicznego, który był dość mocno zaskoczony nagłym wybuchem partnera, a wręcz przestraszony. Po chwili jednak wszystko ucichło, a Chaos wrócił do swej poprzedniej postaci.
- Nigdy więcej nie kwestionuj tego, co do ciebie mówię... - Rzekł tonem ojca przestrzegającego dziecko, po czym zniknął.
- Dureń... - Rzucił w powietrze rozeźlony Amshor, po czym ruszył naprzód, wyważając z kopa wrota fortecy i wparowując do środka, ze swym ognistym toporem w ręku. Jednym, potężnym ciosem powalił kilku pomniejszych, demonicznych wartowników, którzy rzucili się na niego, po czym ruszył dalej korytarzami. Po kilku pomniejszych potyczkach dotarł w końcu do centralnego pomieszczenia twierdzy, gdzie czekała go walka z demonicznym generałem, z którym również metaliczny poradził sobie bez problemu. Prawdziwe wyzwanie czekało jednak dopiero za następnymi drzwiami, w sali tronowej. Gdy Amshor wparował do środka, ujrzał przestronne pomieszczenie z korytem lawy na środku, po którym prowadził most utrzymywanych magicznie w miejscu kamieni wprost do stóp potężnego tronu, na którym siedział budzący grozę demon
Zdjęcie użytkownika darcus w temacie Karczma pod Historią
- Proszę proszę... Cóż za zuchwałość. Minęło już wiele lat, odkąd ostatni raz ktoś wkroczył do mojego dworu, mordując połowę mych wartowników... - Przemówił demon, lustrując nieproszonego gościa zuchwałym wzrokiem.
- Daruj sobie te przemowy, Samaelu. - Rzekł ze swą typową pogardą Amshor, wytykając krwawego księcia palcem. - Jestem tu po klucz i odejdę nie wcześniej niż mi go oddasz, albo sam odbiorę go twojemu trupowi. - Dodał, brzmiąc coraz bardziej cynicznie.
Samael zaśmiał się cicho. - Ach tak? Amshor, wygnaniec, więzień Rady i ten, który poległ, chce mi grozić? Wykazałeś się szczytem bezczelności przychodząc tu i żądając klucza ode mnie. Cokolwiek zamierzasz z nim zrobić, z pewnością nie skończy się to dobrze. Pewnie pozwoliłbyś sobie go odebrać przy pierwszej okazji. - Zadrwił demon, po czym ponownie zarechotał, tym razem nieco głośniej.
- Będziesz tego żałował! - Syknął metaliczny, a następnie ruszył na krwawego księcia, gotów do walki.
- Niech więc tak będzie... - Samael wstał z tronu i wzbił się w powietrze.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tymczasem jeden ze strażników małej wioski na południe od Anubel potrząsnął drugim.
- Ktoś... Ktoś tu idzie!
Drugi obudził i spojrzał nietrzeźwo w stronę w którą pokazywał pierwszy. Rzeczywiście w ich stronę szła pewna dobrze znana niektórym para. Lodowa kobieta i wściekły ork, oboje oznaczeni błękitnymi i świecącymi jeszcze bardziej niż ostatnio runami zmierzali w ich stronę widocznie z czegoś zadowoleni.
- Stać! Nie wpuszczamy do wioski niezna... - zaczął dopiero co obudzony strażnik ale przerwał mu wielki lodowy sopel który przebił jego gardło i przybił do drewnianej palisady wioski.
- Alarm! Wezwać straże! To jedni z... - kobieta stała już przy nim, złapała go za gardło a ten zaczął stygnąć, cała ciecz w jego ciele zamarzła. Rzuciła trupa na ziemię i oboje weszli do wioski.
Rzuciło się na nich czworo strażników ale można się domyśleć jak skończyli, wyglądało na to że dojdzie tam po prostu do kolejnej rzeźni spowodowanej Kultem.

Gniotek szedł przez ciemny tunel nie wiedząc co czeka go na końcu. Czuł strach i gniew, czuł że coś stało się komuś kogo kocha, czuł że jeśli znajdzie winnego to złapie go za jego przeklęte ciało i rozerwie na drobne kawałki, będzie chełpił się jego cierpieniem aż ostatni fragment jego duszy zniknie w przestrzeni...
Ujrzał światło i ciało leżące na jego końcu, zaczął biec, już wiedział kto to. Nieruchoma Elisif leżała na ziemi a tuż przy niej stał jakiś człowiek w szacie, bił od niego chłód. Wiedział że ona nie żyje, nie wiedział skąd, ale po prostu to wiedział. Jego wściekłość i furia urosły w nim do ogromnych rozmiarów, nie myślał już o niczym innym niż o zemście. Przyspieszył jeszcze bardziej, słyszał śmiech tego człowieka. Zemsta... Złapię go i rozszarpię, niech ten su**nsyn poczuje prawdziwe cierpienie. Wbiegł do światła był już tuż obok niego, zamachnął się z całej siły i...

Obudził go krzyk Elisif. Leżał obok niej cały spocony, widział że łapie się za rękę i od wszystko zaczęło do niego docierać.
Wściekłość powoli z niego zaczęła ulatywać kiedy objął ją i przyjrzał się jej ręce, spoczywał na niej spory siniak.
- Przepraszam... - szepnął cicho ale czuł że w jego głosie nie było słychać smutku, miał wrażenie że to raczej resztki tego co czuł przed chwilą wymieszane ze świadomością tego że to nie była rzeczywistość. Mimo że to tylko zamglony sen jeszcze nigdy nic nie wzbudziło w nim takiej wściekłości i emocji, a on wiedział czemu.
- Nic się nie stało... - mruknęła cicho Elisif wtulając się w niego. - Co ci się śniło?
- Nie ważne, to tylko koszmar. - odparł zamykając oczy i próbując pozbyć się reszty gniewu i żądzy zemsty... Zemsta, tak, to wszystko wina zemsty...
- Po koszmarach ludzie budzą się wystraszeni a nie wściekli... Możesz mi powiedzieć...
- To nic wielkiego, po prostu głupi koszmar, śpij, obiecuję że to się nie powtórzy.
- Na pewno? - zapytała niepewnie.
- Tak, to tylko głupi sen...
Ale wiedział że jest inaczej, wiedział co go spowodowało i wiedział że z samego rana musi spotkać się z Masilem.

///Ja skończyłem, jak coś pisz kiedy przewijać.///

Avatar darcus
///Jak skończymy to tutaj to można przewinąć.///
Zarówno kobieta, jak i ork, nie zdawali sobie sprawy choćby w najmniejszym stopniu z pewnego nietypowego, przynajmniej dla osób o ich cechach, faktu. Mianowicie, byli śledzeni. Istota, która obserwowała ich z bezpiecznej odległości i ukrywała się niezwykle dobrze w cieniach nocy postanowiła jednak się ujawnić. Gdy szósty z zaatakowanych strażników wioski padł, kobieta należąca do lodowego kultu poczuła, jak ktoś, lub coś, łapie ją za rękę. W tym momencie odczuła tak ogromne gorąco i towarzyszący mu ból, jakby dotknęła samego słońca. Temperatura powędrowała wgłąb jej ciała, podróżując przez żyły i nieuchronnie zbliżając się wprost do serca...

Avatar Omeg12
- A jakiego dowodu pragniesz?

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Łookej.///
- Dosyć! - wrzasnęła kobieta i w tym momencie całe "połączenie" zostało przerwane. Doszło do niewiarygodnego wybuchu i na całą okolicę spadł grad lodowych sopli o długości metra przebijając się przez dachy domów i wbijając się we wszystko na co natrafiły. Im coś lub ktoś był bliżej mroźniej pary tym dotkliwiej został podziurawiony. Co ciekawe kiedy któryś z sopli trafiał kobietę lub orka po prostu kruszył się na ich ciele. Runy kobiety niebezpiecznie wybuchły błękitnym blaskiem który byłby wstanie oślepić. Ork spojrzał na nią przez chwilę nie wiedząc skąd ten nagły wybuch ale nie wyglądało żeby się tym jakoś szczególnie przejął.

Avatar darcus
- Jednoznacznego. Jak mam ci na słowo uwierzyć, że nasz mistrz nie żyje? Nikt tutaj tak naprawdę cię nie zna... - Rzekł z lekka pretensjonalnie asasyn.

Sople lodu będące najbliżej tajemniczej postaci zwyczajnie wyparowały. Ów istota, którą najwyraźniej para spostrzegła, przypominała człowieka, a konkretnie mężczyznę, pod którego skórą w niewytłumaczalny sposób płonął potężny ogień, którego światło przedostawało się na zewnątrz. W jakiś sposób płomienie nie robiły postaci najmniejszej krzywdy, zdawały się jednak kumulować w jej oczach, które wyglądały jak dwie iskry w ciemności. Oddech mężczyzny był niczym odgłos powietrza wypływającego z pieca, a z jego ust wydobywały się kłęby dymu. Ognista postać rozłożyła ramiona i wydobyła z siebie wrzask potępionego, a z jego ust, niczym ze smoczego pyska, wydostały się płomienie, które utworzyły wokół niego i lodowej dwójki magiczną barierę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ork uśmiechnął się szyderczo i uderzył z całej siły w ziemię. Od miejsca uderzenia rozeszła się fala lodu zamrażająca wszystko po drodze. Był to lód na tyle potężny i na tyle magiczny że bez problemu zamrażał ogień. A nawet jeśli ogień przeciwnika nie był zwyczajny - co jest bardzo przewidywalne - to i tak nie dało się lodu tak po prostu roztopić, był to bardziej chłodny tytan a niżeli zwykły lód. Ork starał się zamrozić całą barierę razem ze wszystkim w środku a tymczasem kobieta nagle cała zamarzła i rozsypała się na drobne kawałeczki które zniknęły w ogromie lodu wytwarzanego przez orka. To starcie musiało wyglądać efektywnie zwłaszcza że widział je Adanos który teraz wyglądał przez drzwi jednej z dalszych dużych chat. Upewnił się że cała trójka jest zajęta i szybko zaczął wyprowadzać kilkadziesiąt osób z ów chaty i prowadzić ich do drugiej bramy co chwilę zerkając na walkę i gotowy do ewentualnej obrony.

Avatar darcus
Z jakiegoś dziwnego powodu lód, choć nie roztopił się, nie zdołał zniszczyć ani bariery, ani ognistego mężczyzny. O ile ta pierwsza porządnie zachwiała się pod wpływem uderzenia zimna, o tyle oponent orka pozostał niewzruszony. Lód przemieszczający się po ziemi nie zdołał w żaden sposób przebić się przez 'tarczę' gorąca, która rozciągała się w promieniu około metra od ciała ognistego człowieka. Ten zaś, dysząc ciężko, postąpił powoli naprzód, a tam, gdzie stawały jego nagie stopy, lód, choć potężny, powoli topił się.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ork teraz uderzył oboma rękoma i kolejna fala z dwukrotną siłą rozeszła się po całej barierze, chłód narastał naciskając co raz mocniej na barierę, wydawało się że używanie mocy przez orka nie osłabia go, a raczej wzmacnia jeszcze bardziej, jego runy robiły się co raz jaśniejsze.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku