///Ja przewinę za jakiś moment.///
W końcu nastała noc a Gniotek widząc że nie ma zbyt wielu klientów zawołał jednego z asasynów.
- Słuchaj, mógłbyś iść na dół po gnolla żeby zastąpił mnie na noc? Nie zapowiada się żadna większa impreza więc wolę się trochę wyspać.
Zaraza zdążył już dawno zasnąć w górach a jego gadzi przyjaciel dawno wrócił do wioski. Spał sobie smacznie kiedy nagle usłyszał grzmot tak potężny że poczuł aż zatrzęsło się wszystko dookoła niego. Wstał zszokowany i szybko odsunął się bo obok niego przetoczył się głaz i zleciał na dół do doliny między górami. Wstał szybko i spojrzał w stronę smoka pewien że on się wściekł i rozwala okolicę. W tym momencie ujrzał że smok nie jest sam. Tuż obok niego pojawił się nowy
gość.
To co przeraziło Zarazę to jednak nie był wygląd demona, a jego wielkość gdyż był tych samych gabarytów co obserwowany przez niego gigantyczny
smok.
Ukrył się za niewielkim głazem i obserwował ich, myślał czy nie podkraść się bliżej by podsłuchać co będą mówić ale w tym momencie odezwał się demon głosem tak potężnym że wywoływał drganie gór.
- A więc wciąż tu jesteś. - powiedział wyniośle demon.
- Tak jak myślałem, na tym świecie istnieją istoty mej potęgi, co nie znaczy że nie byłbym wstanie cię pokonać. - w równie silnym głosie smoka było słychać nagromadzony gniew i siłę które trawił go ot tak długiego siedzenia bezczynnie.
- Wątpię. Ale nie jestem tutaj po to by to sprawdzać. Ludzie z którymi współpracuję mają dla ciebie propozycję.
- Ludzie? Zawiodłem się, nie wiedziałem że ktoś twej siły może pracować z ludźmi... Żałosne małe istotki...
- To nie zwykli ludzie, to organizacja znacznie silniejsza niż jakieś miasta i królestwa. Istnieje duża szansa że to oni wkrótce będą jedynymi rozdającymi karty przy stole przyszłości, a ty, możesz mieć w tym udział.
- I co oni niby mogą mi ofiarować?
Głaz za którym krył się Zaraza zatrząsł się i zleciał na dół, jeźdźca odsunął się szybko pobiegł za dość spory pagórek.
- Moc oczywiście, istoty takie jak ja czy ty są potężne i mogły by żyć znacznie dłużej niż większość śmiertelników, niszczyć wiele tysięcy istnień. Ale co nam to da? Lepiej stanąć po stronie wygranych, wesprzeć ich a potem usiąść na tronie i być jedną z istot od której zależy życie wszystkich! - Demon czuł się mocno zainspirowany samą ideą.
- Mówisz o swojej potędze, a nawet nie znam twojego imiona. - zapytał smok.
- Rzeczywiście, nie jestem smokiem, dla was imiona nie mają znaczenia, ja jednak chcę, by moi wrogowie, moje ofiary, drżały jak tylko usłyszą mój głos! Jak usłyszą moje imię! Moje imię brzmi Marduk i już wkrótce będę władać razem z całym potężnym Kultem Firnu nad całą to marną przestrzenią śmiertelników!
- Wydajesz się bardzo zadowolony ze swojego miejsca. - już po głosie smoka Zaraza poczuł że ta potężna istota nie przyłączy się do nich. - Ja jednak was nie potrzebuję, nie potrzebuję nikogo, mogę istnieć tu sam, karmić się życiami tysięcy, nie potrzebuję do tego jakiegoś słabego Kultu!
- Rozumiem. Ich władca spodziewał się że możesz nie przystąpić do naszego planu.
- Nie obchodzi mnie on, odejdź zanim zatopię me zęby w twoim marnym służalczym ciele!
- Powiedział mi też jedno. Jeśli ty sam się nie zgodzisz... To mam zabrać twoją duszę! - Marduk podskoczył złapał smoka za gardło i skoczył w niego wbijając potężną istotę w górę po drugiej stronie doliny. Góry zatrzęsły się, a ta w którą uderzył smok zawaliła się wywołując lawiny. Smok zionął ogromną ilością ognia w twarz Marduka a ten odleciał i uderzył plecami o dolinę wywołując trzęsienie ziemi. Zaraza wiedział że jeśli ta walka potrwa zbyt długo to całe góry legną w gruzach, każde uderzenie, każdy wrzask któregoś z walczących wywoływał zapadanie się gór, lawiny i trzęsienia ziemi . Czego by jednak nie chciał, nie był wstanie nic z tym zrobić, mógł mieć tylko nadzieję że obaj zabiją się nawzajem. Wstał i ruszył pędem w dół gór mając nadzieje że zdąży ostrzec wioskę gadów zanim tysiące głazów zasypią jego zwłoki.