- Owszem. Krishna jej pomoże, ma swoje sposoby. Nadal jednak będzie potrzebowała opieki, jak każde dziecko w tym wieku. Wyjątkowej opieki. Można by rzec, miłości. - Przerwał na chwilę i zastanowił się.
- Chciałaś wiedzieć, kim ona jest. Skąd to całe zło w niej. Powiem ci więc. Nazywamy ją 'dzieckiem śmierci', ale to tylko prozaiczny pseudonim wymyślony dawno temu przez kogoś, kto nie rozumiał jeszcze do końca tego zjawiska. Gorgoron urodziła się dokładnie tyle lat temu, na ile wygląda, w małej wsi na południu, przy granicy Myrthany z Varantem. Wtedy wydawało się, że jest zupełnie zwyczajnym dzieckiem, że jej 'przypadłość' nigdy się nie objawi. - Westchnął.
- Niestety, jej rodzina nie była typowym przykładem szczęśliwego domu. Ojciec był niezwykle agresywny, często katował i gw**cił matkę. Aż pewnego razu Gorgoron, która nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co się działo, zapragnęła, by on przestał to robić. I wtedy stało się. Po prostu. Znaleziono go rozsmarowanego po wewnętrznej ścianie domu. Potem wydarzenia rozwinęły się szybko. Matka z powodu strachu i przesądów porzuciła Gorgoron, a ona sama, znaleziona później przez wiejskich znachorów, została uznana za córkę diabła i zaniesiona do miejsca kultu, w celu złożenia jej w ofierze. - Cedrik zamilkł na chwilę, by zlustrować twarz Elisif, jakby czytając z niej ekspresje, po czym kontynuował.
- Ona... Przestraszyła się. A mieszkańcy wioski skończyli jako papka. Niedługo potem ją znaleźliśmy. Wyobrażasz sobie, żeby kilkudniowe niemowlę mogło z zimną krwią zamordować tylu ludzi? Bo ja nie. Nigdy bym nie dopuścił do siebie myśli, że to jej wina. Jest przeklęta, ale ma też wielki dar. Przez te lata pod naszą opieką intensywnie nad sobą pracowała. Tłumiła w sobie pragnienie mordu, rządzę krwi. Aż w końcu jej się udało. Mogła wrócić do w miarę normalnego życia, poradziłaby sobie. Tymczasem twój przyjaciel nazywa ją potworem tylko dlatego, że wasze przybycie tutaj zbiegło się w czasie z magicznym wydarzeniem w pobliżu? - Prychnął.
- Może i nie jest zwyczajna, ale wciąż jest dzieckiem. Ona potrzebuje być przez kogoś kochana, tylko tyle. Posłuchaj, mogę ją zabrać z powrotem do siedziby Kręgu. Tam będzie bezpieczna, znajdzie się też parę osób, które się nią zajmą. Ale ta cała nasza 'hodowla dzieci śmierci' jest jak sierociniec. Znajduje się tam o wiele więcej dzieci, które nie przeszły jeszcze etapu poskromienia swoich zdolności i to im poświęca się najwięcej uwagi. To już nie jest odpowiednie miejsce dla Gorgoron, a ona zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego chciała zostać z tobą. Byłaś pierwszą osobą od lat, która pomimo, że wiedziała, z kim ma do czynienia, nie odtrąciła jej. Nie zmuszam cię do niczego i zrozumiem, jeśli nie zechcesz zatrzymać jej u siebie. Ale chcę, żebyś zarówno ty, jak i twoi koledzy, zdała sobie sprawę, że Gorgoron nie jest żadnym potworem. Jest zwykłym dzieckiem, dotkniętym przez los. To wszystko. - Zakończył poważnym tonem.
- Nie mamy wyboru. Ani ty, ani my. Wiedząc, czy nie wiedząc, złamałeś prawo międzywymiarowe. Dogadasz się z nami, albo będziemy musieli usunąć ten wymiar razem z zawartością. I to nie jest moje widzimisię... - Powiedziała niechętnie kobieta, krzywiąc się z lekka.
Zdzichu pokiwał w zamyśle głową, ukradkiem podwędził butelkę ginu i ruszył do podziemi, w sobie tylko znanym celu.
Vita zaś ziewnęła i przymknęła oczka.