Właściciel
Po krótkim spacerze dotarły do ogrodu i stanęły przez drzewem zasadzonym przez Masila.
- To tutaj... Tylko jak to szło... - zamyśliła się Elisif próbując sobie coś przypomnieć.
- O... Widzę że ktoś mnie odwiedził. - powiedziało spokojnie drzewo, brzmiało na zadowolone.
- Tak... Muszę się dostać do Masila...
- Ach tak... No wiesz... Oficajnie... Nie czekaj... Oficjalie... Trudne słowo...
- Oficjalnie?
- No tak! Tak więc Ofijacnie nie znam żadnego Masila... Ja, nazywam go inaczej...
- Tak wiem... Tylko jak brzmiała ta kwestia... - Elisif wpadła teraz w głębokie zamyślenie.
- Krasnolud? No tak, oni lubią grzebać w takich miejscach. A więc? On chciał żebyś coś mi przekazał? Może jakieś ostrzeżenie?
Spróbował wejść w umysł Sana, aby mógł zobaczyć wszystko z jego perspektywy.
Właściciel
- Moje korzenie mówią mi... Że twój dotyk jest bardzo... Nie miły... Przestań, dobra? - powiedziało wolno i spokojnie drzewo.
Elisif tymczasem nic nie mówiła wciąż starając sobie coś przypomnieć.
- Sól? Co ma sól do miejsca gdzie byłeś? Czy chodzi o szkatułkę? No dalej, wysil się!
Właściciel
- Przywykłem... - powiedziało cicho drzewo. - Większość ludzi nie potrafi... Nie rozumieją że nie tylko oni czują...
- Już mam! - zawołała po chwili Elisif. - "Chcę udać się do ogrodu z którego pochodzisz i pomówić z Nad Ogrodnikiem." - wyrecytowała.
- No tak... Dobrze powiedziane... - w tym momencie coś błysnęło i przed drzewem pojawił się portal. - Ruszajcie się... Nie każdy zdąży na swoje jabłko... Czy coś... - zakończyło wolno drzewo a Elisif weszła w portal.
- No trudno... - westchnął Masil. - Jak sobie przypomnisz to mów, a na razie możesz oddać mi już szkatułkę, czas zobaczyć co kryje. - powiedział wyciągając ręce w jego stronę.
Właściciel
Oboje znalazły się w tym samym pomieszczeniu w którym przed momentem wylądował Kaziu. Ognista kobieta spojrzała na nie i uśmiechnęła się miło.
- Witamy w Masilium, jaki jest wasz cel wizity?
- Eee... - Elisif lekko zamurowana rozejrzała się po czym utkwiła swój wzrok w kobiecie. - My ten no... - widząc że kobieta nie ma na sobie ubrania odwróciła wzrok lekko zawstydzona. - Chciałyśmy zobaczyć się z Masilem. - zakończyła patrząc w drzwi i rumieniąc się.
- Byłyście umówione na wizytę?
- Nie...
- Dobrze, poinformuję pana Masila że macie do niego sprawę. Wasze imiona?
- Elisif i Gorgoron. - odparła Elisif.
- Rozumiem. - w tym momencie wyciągnęła z szafki wbudowanej w stolik jakąś kulę i zaczęła ruszać po niej dłońmi.
- Hmm... - teraz Masil wpadł w zamyślenie. - Bóg oszustwa tak? Założę się że ma to jakiś związek wierzeniami tego ludu który tam żył... Co znaleźliście w tych ruinach? Szkatułka chyba nie leżała tak po prostu na ziemi prawda?
W tym momencie coś zadrżało w kieszeni maga, wyjął z niej małą kulę która świeciła się teraz mocno na pomarańczowo. Masil stuknął w nią dwa razy palcem.
- Co się dzieje?
- Pani Elisif i nieco młodsza Gorgoron chcą się z panem spotkać. - Kaziu z Masilem usłyszeli dochodzący z kuli głos kobiety którą spotkał na początku.
- Teraz? - zdziwił się. - No dobra, przenieś je do mnie.
- Oczywiście. - zakończyła i kula zgasła. Masil schował ją z powrotem do kieszeni. - A więc? - teraz spojrzał w stronę goblina.
- Pan Masil zaprasza was do siebie. - powiedziała kobieta wskazując na drzwi po jej prawej.
Elisif stała chwilę niepewnie po czym podeszła do drzwi i przeszła przez nie.
Postanowił więc użyć wibracji powietrza do przekazu informacji.
- Jak ci idzie? - zapytał w miarę głośno
Właściciel
Masil słuchał tego przez dłuższy czas z uwagą.
- Hmm... To by miało poniekąd sens... Ten bóg... Lirlyk tak? Miał pilnować tej szkatułki w zamian za zapamiętanie... Słono się za to płaci... I mówił że oni już dawno odkryli sposób na otwarcie takich przedmiotów? Będę musiał się nad tym głębiej zastanowić, bo chyba wiem o co może chodzić.
W tym momencie Elisif wraz z Gorgoron pojawiły się tuż obok nich.
- Ach Elisif! Witaj. - uśmiechnął się patrząc w jej stronę. - A to jest... ? - zapytał spoglądając na Gorgoron.
- Masil, to Gorgoron, Gorgoron, to Masil, można go nazwać "dobrym przyjacielem rodziny".
- Tak, coś w tym jest. - odparł Masil.
Właściciel
- No dobrze, a więc co cię tu sprowadza Elisif?
- Na początek chciałam zapytać kim jest ta kobieta.
- Mówisz o Helianie? Ach, to ognisty atronach, udało mi się znaleźć księgę mówiącą o tym jak zmienić wygląd przywołanego stworzenia od groźnych po przyjazne tak jak ona.
- Ale po co?
- Potrzebowałem kogoś kto będzie pilnował by nie właził mi tu ktokolwiek kto tylko znajdzie sposób by się tu przedostać, a normalny ognisty atronach raczej nie byłby zbyt przyjaznym wyjściem. Więc trochę pokombinowałem no i mam. Czyż nie jest wspaniała?
- A czemu nie nosi ubrań?
- No sama pomyśl, jest zrobiona z ognia, spłonęłyby. Oczywiście istnieją ognioodporne stroje ale nie miałem czasu by się tym zająć, po za tym to atronach! Nie potrzebuje ich.
- Może i masz rację. - odparła Elisif wciąż nie pewnie.
- No dobrze, ale zgaduję że to nie był twój główny cel żeby się ze mną spotkać?
- Oczywiście że nie. Słuchaj, potrzebuję zdobyć kilka dość nietypowych przedmiotów i wydaje mi się że możesz być kimś kto może mi z tym pomóc.
- O co dokładnie chodzi?
Tutaj Elisif pokrótce opisała wszystkie przedmioty które potrzebne są do stworzenia ostrza nie wspominając jednak o nim samym.
- Cholera, po co ci to wszystko? To nie przedmioty które znajdzie się w pierwszym lepszym sklepie.
- Emm... Potrzebuję... Coś stworzyć.
- Elisif nie pomogę ci nie wiedząc CO chcesz zrobić, to nie w moim stylu.
- Myślałam że ufasz mi na tyle żeby móc mi pomóc w...
- Nie wpadaj we własne sidła. W tym momencie wychodzi na to że to TY mi nie ufasz skoro nie chcesz powiedzieć do czego ci to wszystko.
- Słuchaj jeśli nie chcesz pomóc mogę znaleźć kogoś innego...
- Droga wolna. Jeśli spotkasz idiotę który pomoże ci zdobyć to wszystko bez wiedzy do czego ci to wygrasz życie.
- Nie mogę tego tak po prostu powiedzieć bo...
- Dosyć! - wybuchnął w końcu Masil. - Debilizmem było przychodzić do mnie skoro nawet mi nie ufasz, nie wiem też jak w takim razie możesz spać z kimś kogo znam znacznie dłużej niż ty! Kaziu! Idziemy! mam lepsze rzeczy do roboty niż marnowanie mojego czasu na rozmowy z kimś kto oczekuje ode mnie nie wiadomo czego za nic. Nie jestem organizacją dobroczynną! - wrzasnął odwrócił się na pięcie i ruszył wzdłuż plaży.
- Masil! Czekaj!
- Nie przychodź do mnie nigdy więcej z prośbą skoro nawet nie potrafisz mi zaufać! - krzyknął Masil nie odwracając się. - Najlepiej nie przychodź w ogóle!
Elisif stała tak jeszcze chwilę po czym usiadła na piasku i zakryła twarz dłońmi.
- To nie ma sensu... Nie nadaję się do tego zadania...
- No to pięknie... A jaki to konkretnie język?
Właściciel
Elisif teraz podniosła głowę i spojrzała w tamtą stronę, po chwili zorientowała się że to Gorgoron.
- Gorgoron?! Co ty robisz! Co... Co się stało?! - zawołała i pobiegła do nich. - Przestań! Zostaw go!
Masil mając wolne ręce zaczął miotać falami zaklęć ognia, wody a także próbował zamrozić napastniczkę.
Właściciel
- Gorgoron! Wracaj! - zawołała Elisif patrząc w miejsce gdzie zniknęło to coś, co powstało z dziewczynki.
- Co to do cholery było?! - krzyknął Masil. - wstając powoli i rozglądając się za Kaziem by zobaczyć czy wszystko z nim w porządku.
- To była... Sama nie wiem, nie spodziewałam się że może tak nagle zmienić się i... Chyba podrażniły ją twoje słowa.
- Nie mam za nic w świecie pojęcie gdzie ty ją znalazłaś, ale radzę ci zmienić znajomych. To COŚ mogło mnie zabić!
- To wcale nie coś tylko ona! - zawołała Elisif. - Słuchaj... Potrzebuję twojej rady.
- Już ci coś powiedziałem.
- Tak wiem, ale to... Ta moja prośba kiedy tutaj przybyłam, ma coś wspólnego z ludźmi którzy... Mają coś wspólnego z tą dziewczynką...
- Rozumiem że na spotkanie z Mardukiem też już jesteś umówiona, tak?
- Daj mi się wypowiedzieć... - Elisif wciągnęła głośno powietrze po czym powiedziała mu wszystko. O ludziach których spotkała, o misji na którą ją wysłali, o dziewczynce w której od początku było coś niepokojącego oraz o księdze i w końcu o samej broni.
- Nie rozumiem, czemu zlecili to akurat tobie? Wydaje mi się że takimi ważnymi sprawami zawsze zajmował się twój brat, mam rację?
- To samo pomyślałam! Ale najwyraźniej mieli jakieś powody... Nie wiem, to wszystko jest dla mnie dziwne.
- Ja bym im na twoim miejscu nie ufał. Nie wspominają ci o tym że Gorgoron może zmienić się w krwiożerczego potwora i zacząć mordować. Chcą żebyś stworzyła dla nich jakąś niezwykle potężną broń która może zmienić praktycznie los nas wszystkich. Sprawdzałeś w ogóle czy on może przeczytać zawartość tej księgi? Może wysłali ciebie bo sami nie mogą tego zrobić?
- No... W sumie to nie...
- Tak myślałem. I na dodatek ta sytuacja z twoim bratem, nawet nie powiedział ci w końcu jakim sposobem ten koleś go przekonał.
- Też było to dla mnie dziwne...
- Radziłbym ci się z nimi spotkać zanim zrobisz cokolwiek więcej, żądaj wyjaśnień, to może być zwykła manipulacja. "Strażnicy równowagi" - zakpił Masil. - Ile razy to ja już słyszałem od magów że "Ode mnie będą zależeć losy tego świata!" po czym kończyli w pierwszej jaskini z ścierwojadami. Ale lepiej by było żebyś nie szła na to spotkania sama, znajdź sobie ochroniarza.
- Ale kogo?
- No nie wiem, przydałby ci się jakiś mag... Najlepiej dobry...
- Masil, wiem że chodzi ci o ciebie?
- Co? Nie no nie ale skoro sama zaproponowałaś...
- Daruj sobie.
- No dobra, wiesz jak wezwać tego typa co to ich reprezentuje?
- Na pewno mogłam go powiadomić przez Gorgoron ale... - tutaj spojrzała w wodę.
- Nic więcej?
- Chyba nie... Nie wiem, mam mętlik w głowie, muszę chwilę pomyśleć.
- W takim razie polecałbym udać się do mojej wieży, jest tam znaczniej wygodniej niż tutaj.
- Niech będzie.
- W takim razie powodzenia - powiedział do Sana
- Wiesz może coś o tym kolego? - spróbował spytać konstrukt
Właściciel
- Tak mi się wydaje, - odparł Oghren. - że trochę sobie na misję poczekamy. Poza tym ty to żeś chyba nigdy nie słyszał o Chmielowej Gwardii!
Konto usunięte
- Nie jestem stąd, więc nie, nie słyszałem
Właściciel
- Tak myślałem! - parsknął Oghren. - W podziemnej fortecy w której się urodziłem, w Orzammarze, istniała kiedyś specjalna jednostka krasnoludów. Kiedy dochodziło do momentu kiedy mroczne pomioty były zbyt blisko któregoś z naszych tuneli i normalni wojownicy nie mogli tego przypilnować, wysyłano Chmielową Gwardię. Oczywiście, mroczne pomioty rzadko dało się w ogóle przypilnować, ale czasami sięgało to poziomu krytycznego. Wtedy więc zbierano najlepszych wojowników którzy przez okres bez walk spędzali prawie cały czas w Karczmarz pijąc wszelakiej maści alkohol, głównie piwo i wysyłano ich do walki. Plotki mówią że ludzie ci mogli być spokrewnieni z jednym z przodków, Grogykiem który jest patronem Gwardii. Chmiel i ogólnie alkohol w chwilach potrzeby, tak jak Gorgykowi dodawały siły i odwagi, wpadali w pijany szał dzięki któremu wytrzymywali dużo więcej na polu walki a ich siła zwiększała się i potrafili w pojedynkę powalić dorosłego Ogra! To naprawdę wielkiej masakry na dodatek mogli doprowadzić członkowie Chmielowej Gwardii którzy dodatkowo ćwiczyli swoje umiejętności berserkera, ach! To dopiero byli wojownicy! Tutaj w Myrthanie się takich nie spotyka.
Masil westchnął i zawołał.
- Kaziu! Wyłaź! Potwór już sobie poszedł!
- Nie nazywaj jej tak! - krzyknęła Elisif.
- Powiedz mi, czy się mylę?
- Ona potrafi być miła! Śmieje się, jest jak każda dziewczynka!
- Dopóki nie zacznie mordować? Słuchaj, dajesz się manipulować, troll też potrafi być miły a potem bam! I jesteś częścią zupy.
Elisif nie odparła nic, westchnęła tylko lekko zmęczona już myśleniem nad tym.
- No rusz się Kaziu! Dam ci coś dobrego!
W pierwszej chwili zamarł tylko w przerażeniu, nic nawet nie myśląc. Dopiero po paru sekundach zaczął niejako ogarniać sytuację.
- Co... co teraz? - spytał w końcu
Bosh'tet - słowo to pasowało wręcz idealnie do obecnej sytuacji. Davis wstał i - o ile był do tego zdolny - podbiegł do Sana i sprawdził jego stan.
Właściciel
- Ach za długo by opowiadać. - odparł Oghren. - Powiem tylko że nie były zbyt przyjazne dla reszty kontynentu i cholernie trudno było je wyplenić. W zasadzie to pewnie wciąż gdzieś pałętają się pod ziemią. Zresztą trochę o tym wiem, w końcu towarzyszyłem osobie która zabiła Arcydemona! Ich przywódcę! Co to była za walka! - mówił rozkoszując się wspomnieniami.
- No dalej Kaziu! Upiekę ciasteczka! A jak nie chcesz jeść to pewna ognista pani opowie ci bajkę na dobranoc! - Masil improwizował starając się wyciągnąć go tylko z krzaków.
Konto usunięte
- Arcy-demona? brzmi jak by magowie byli w to jakoś zamieszani
Prze chwilę rozważał ucieczkę, ale wciąż miał resztki honoru. Wyciągnął miecz i rzucił nim w Konstrukt, w miarę możliwości próbując trafić w rękę.
Właściciel
- No chodź, już sobie poszło! - zawołał Masil machając ręką żeby do nich podszedł.
- Nigdy się nie zagłębiałem dokładnie jeśli chodzi o pochodzenie tego stwora, ale z tego co się orientuję to rzeczywiście to chyba była sprawka magów. Zresztą w końcu nie bez powodu zamykają ich w wieżach, nie?
Konto usunięte
- W moich stronach większość magów pozabijaliśmy , w czasie rebelii
Właściciel
- W takim razie w porównaniu do was, nie jesteśmy aż tak radykalni. - odparł Oghren.
Właściciel
- Co? Przecież ten potwór nawet cię nie dotknął! - zawołał Masil.
Elisif wciąż spoglądała na Masila zła za to jak nazywa Gorgoron ale powstrzymała się przed kolejną uwagą.
W sumie powinienem był to przewidzieć - przyznał przed sobą. Widząc, że fizyczne ataki dają dosyć marne efekty, spróbował zamiast tego ataku telepatycznego.
Konto usunięte
- No cóż , ja tam nie wiem czy było to aż tak radykalne, w końcu eksperymentowali na populacji i ogólnie byli do dupy władcami, wybaczcie słownictwo
Przyglądał się scenie z niedowierzaniem. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie był w stanie rozwiązać problemu ani siłą, ani nadprzyrodzonymi mocami. Spróbował telepatycznie kogoś zawołać, albo chociaż wykryć, czy ktokolwiek jest w pobliżu.
Właściciel
- Magowie władcami? Sami magowie? No to sobie nieźle wymyśliliście... - mruknął Oghren.
Masil przewrócił oczami i podszedł do krzaka schylając się nad nim.
- No i? Co ci się niby stało? - zapytał.
Konto usunięte
- No bez urazy ale kiedy ktoś pstryknięciem palca potrafi spalić całą wioskę to raczej nie dziwota że zostali władcami
Właściciel
- Dziwne, u nas jakoś sobie radzili z takimi problemami, no i na pewno nie musieli się wszystkich pozbywać. Magia bywa przydatna, ale co ja wiem, jestem wojownikiem.
Masil westchnął zmęczony już tym.
- To tylko paznokieć, nie bądź baba! Dasz radę chodzić! Idź umyj się w jeziorze i po problemie.
Konto usunięte
- Przydatna do palenia wsi, torturowania populacji, nie moralnych eksperymentów i ogólnego zachowania które pokazuje że komuś brak jakiej kol wiek ludzkiej przyzwoitości