Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A no tak, o nim też zapomniałem wspomnieć. To demon... Jak można w sumie było się domyśleć. Spotkałem go w zasadzie na samym początku. Wydawał się w porządku, nie miał takich wygórowanych ambicji i poczucia wyższości nad innymi. W zasadzie to chciał tylko zacząć robić coś ciekawego, cokolwiek. Z tego co mi powiedział życie w tym wymiarze jest cholernie nudne jak się nie lubi straszyć kogoś, walczyć lub pożerać dusz. Chciał żebym go zabrał, mówił że bez niego sobie nie poradzę bo nie znam drogi. Prosił mnie że jeśli mi pomoże to ja pomogę mu się wydostać. No i tak jakoś wyszło. Jak przeszedłem przez cały wymiar żywy, a on jest tutaj, w Karczmie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No tak. Byłem tam dość długo bo po pierwsze z przewodnikiem czy nie przedostanie się przez cały ten wymiar raczej nie jest zbyt proste, a i Skwarek nie jest wstanie zapamiętać wszystkiego. Po drugie demony chcące rozerwać cię na kawałki to nie jedyne co tam żyje. Często słychać tam głosy, propozycje, z czasem już nie wiadomo czy to ktoś mówi czy może to podświadomość "No dalej, odpocznij, jesteś zmęczony". Tam czas płynie inaczej Darcus, nie czujesz go, może ci się wydawać że jesteś tam przez zaledwie kilka minut a tak naprawdę mogło minąć nawet kilka godzin. Powiedzmy sobie szczerze, sam jak się odzyskałem świadomość tutaj to byłem zszokowany ile czasu minęło.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To wymiar demonów, przynajmniej tak jest powszechnie nazywany. W zasadzie trudno mi powiedzieć czy to tak naprawdę oddzielny wymiar czy po prostu część jakiegoś innego, mnie jako przywoływacza interesowały na początku tylko koordynaty, a nie sam wymiar, a że większość ksiąg wspominała o tym miejscu to i tego się trzymałem. Większości nekromantów i tego typu ludzi nie interesuje wymiar, tylko jego zawartość.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ehmm w zasadzie to tak i nie... No bo w sumie jakie to poświęcenie skoro stoję tu cały i zdrowy? A co do tego czy się udało... No cóż, niby tak, bo Marduk już nam w tym momencie nie zagraża i mamy z nim spokój... A nie, bo daje nam spokój tylko dlatego że jest z powrotem w naszym świecie i zajmuje się czymś znacznie ważniejszym. Nie do końca tak to planowałem no ale cóż...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie dokładnie. Ale z tego co zdarzyło mi się usłyszeć to chodziło chyba o jakichś lodowych magów, ale nie mam pojęcia w czym rzecz. - wzruszył ramionami.

Avatar
Konto usunięte
- Karczmarzu,Karczmarzu

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Słucham? - zwrócił się w stronę Alberta.

Avatar
Konto usunięte
- O hej szefie nie zauważyłem cię tam, ehm niezręczna sytuacja chciałem się dowiedzieć .......... czekaj dlaczego odpowiedziałeś na moje wołania ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Gniotek spojrzał na Alberta.
- No tak, zapomniałem że część ludzi jest nowa. Tak więc ta Karczma należy do mnie Albert, więc jakbyś mnie gdzieś szukał to najprawdopodobniej będę tutaj. No ale mniejsza, czego potrzebujesz?

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Degant na przyszłość opisuj co robi twoja postać żeby uniknąć takich głupich sytuacji jaka tutaj zaszła///

Avatar
Konto usunięte
- Aha rozumiem, no cóż chciałem się zapytać czy karczma oferuje jakieś jedzenie w stylu zupy, kotleta czy kanapki........
Wtem Albert spostrzega Darcusa
- Kto to jest ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ach, no tak wy się pewnie jeszcze nie poznaliście. Albert, to Darcus, mój stary dobry przyjaciel, to on dowodzi tymi na dole. Darcus, to Albert, przybył z dość daleka i jest chirurgiem, jest członkiem Złotej Gildii. A co do jedzenie Albert, to oczywiście że mam, w końcu to Karczma, nie? Powiedz czego potrzebujesz i zaraz to załatwię.

Avatar
Konto usunięte
- Miło poznać pana, panie Darcus i
Zwrócił się w kierunku Abraxasa
- Może być jakaś kanapka z mięsem, i oczywiście bardzo ważne pytanie ile będzie się należeć ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A nie gadaj głupot. - powiedział Karczmarz. - To moje pierwsze zamówienie odkąd wróciłem na swoje, zresztą i tak pewnie jeszcze nie udało ci się załatwić tutejszej waluty. Zaraz się tym zajmę. - Teraz zwrócił się w stronę Darcusa. - No tak, zapomniałem. Jakiś czas temu dostałem od Elisif szlaban żebym w razie zagrożenia nie bawił się w bohatera bo jeszcze mi się coś stanie... Przystałem jako tako na to głównie dlatego że sam już miałem trochę dosyć podróżowania po mojej "wycieczce" do Marduka. No ale przecież nie mogłem mieć związanych rąk nie? Dlatego postanowiłem że stworzę Złotą Gildię, wiesz, my przyjmujemy zadania od ludzi z problemami, oni nam płacą i wszyscy są szczęśliwi. A kiedy przyjdzie co do czego rozbuduję się i będę miał ludzi których mogę w razie czego po coś wysłać. Mamy parę opcji i pomysłów, ale o tym powinieneś pogadać z Michaelem, powinien siedzieć na dole, on ci to lepiej wytłumaczy ode mnie, poza tym tak jak widzisz. - uśmiechnął się na samą myśl o tym. - mam tutaj klienta! - zawołał i nucąc coś wesołego rytmicznych krokiem wszedł do kuchni.

Avatar
Konto usunięte
- Miły człowiek z tego Abraxasa co nie, panie Darcus?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Dziesięć minut później Karczmarz wrócił z kanapką z wieprzowiną i szklanką wody i postawił oba przed Albertem.
- O to i twoje zamówienie. Trochę mi to zajęło bo w kuchni tyle rzeczy mi nie pasowało... No ale mniejsza, poprzekładałem wszystko tak, że wygląda prawie jak w starej Karczmie za czasu jak jeszcze tu pracowałem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To... Jakby go nazwać... Dość nietypowy koleś... Ale myślę że sam powinieneś z nim pogadać.

Tymczasem przez ten czas na kontynencie elfów - albo raczej na tym co z niego zostało. - zdążyło się sporo wydarzyć. Lekarze - choć w połowie składu - wrócili z potrzebnymi robakami do wioski. Tamtejsi uzdrowiciele podziękowali i wzięli się za próbę stworzenia lekarstwa. Tymczasem paladyni narzekając że za mało ekspedycja robi w tym momencie w końcu pożegnali wioskę i ruszyli w dalszą drogę.

Avatar
Konto usunięte
- Dziękuje i będę się już zbierać, nie chcę wam przeszkadzać
Albert bierze kanapkę,szklankę wody i idzie do podziemi

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jasne rób jak chcesz. - powiedział Gniotek do Darcusa odprowadzając Alberta wzrokiem. - Ja i tak muszę ogarnąć kuchnię, Elisif jest na górze jakbyś jej szukał.

Przywódca wyznaczony na czas trwania ekspedycji przez paladynów siedział teraz w niewielkim obozie i przyglądał się mapie całego kraju. Do jego namiotu wszedł jeden z paladynów niższej rangi.
- Sir.
- Hmm... Przydałoby się rozejrzeć też w tych lasach po drodze... Może i elfy nie żyją... Ale legendy o świątyniach które można tam znaleźć... A co? - potrząsnął głową i spojrzał na paladyna. - Co się stało?
- Reszta ekspedycji do nas wróciła.
- Świetnie! - zawołał zwijając mapę, chowając za pas i wychodząc przybywającym na spotkanie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Na razie jakoś to idzie. Kiedy czekaliśmy na was zdążyliśmy rozejrzeć się po ruinach elfickiego miasta na zachodzie, ale nic tam nie znaleźliśmy, wydaje nam się zresztą że ktoś musiał tam wcześniej być i wszystko ograbić, może jakaś miejscowa grupa bandytów? Kto wie, pewnie sporo ludzi może się tu teraz szlajać. Ale podejrzewam że większość szuka po miastach albo w tych lasach kilka kilometrów stąd. Ponoć przodkowie elfów budowali tam naprawdę zachwycające świątynie. - zdał raport paladyn. - I w zasadzie poza tym to nic ciekawego, cholernie tutaj pusto, czekaliśmy aż wreszcie do nas dołączycie.

Darcus usłyszał głos Elisif.
- Można wejść!

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Darcus! - Elisif zadowolona widząc brata wstała od biurka podeszła do niego i objęła go. - Nareszcie wróciłeś. - odsunęła się trochę i uśmiechnęła.
Jeśli Darcus się rozglądał mógł "ujrzeć" że Skwarek o którym wspominał Gniotek siedział teraz wciśnięty w kąt i spał chrapiąc cicho. A Gorgoron prawdopodobnie wciąż też znajdowała się gdzieś w pokoju.

- Tak wiem. - odparł szybko paladyn choć w jego głosie można było usłyszeć nutkę smutku. - No dobra, nie wiem jak wy ale my jesteśmy zwarci i gotowi, planowaliśmy udać się jak najszybciej w głąb kraju, ciekawi nas co się stało ze stolicą...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No trochę. - uśmiechnęła się Elisif. - Rozmawiałeś już z Gniotkiem?

- Ogólnie doszedłem do wniosku że najlepiej by było gdybyśmy się rozdzielili, w okolicach jest pełno małych wiosek czy obozów gdzie są potrzebujący, a kiedy trzymamy się w grupie i tak większość ludzi nie ma co robić. Gdybyśmy się rozdzielili każdy mógłby się czymś zająć, poszło by to sprawniej.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tak, w szczególności dla niego, sporo go ominęło, ale z tym sobie jakoś poradzi, bardziej mnie interesuje czemu ciebie tyle czasu nie było?

- W takim razie przydałoby się żebym się z nim zobaczył. - odparł ów paladyn.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dalej nie wiem jak ty dajesz sobie radę z tym wszystkim. - westchnęła Elisif siadając z powrotem przy biurku. - Ja bym się chyba załamała.

- Nie, na razie to chyba tyle. - odparł paladyn.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No cóż... Nie było tak źle, sporo czasu tłumaczyłam Gniotkowi co go ominęło i zajmowałam się córkami. Oczywiście zajmowałam się też pewnym "zadaniem" dla tak zwanego Kręgu Pierścienia, w zasadzie to przez to jest tu ona. - powiedziała wskazując Gorgoron i uśmiechając się.

Tymczasem głęboko pod podziemiami pustyni dwójka małych człowieczków, goblina i krasnoluda wciąż przemierzali podziemia w poszukiwaniu szkatułki. Same tunele i pomieszczenia były ogromne jednak nie było w nich praktycznie nic z wyjątkiem całych dziesiątek tysięcy znaków na ścianach. Krasnolud przystawał praktycznie co chwilę próbując wszystko odczytać i klął że jego notatki zostały na górze a kartki które miał w kieszeni były całe rozmoknięte i nie nadawały się do użytku.
- Na wszystkie grzybowe piwa! Będę musiał tutaj później wrócić i to wszystko spisać...
Szli tak już drugą godzinę jednak krasnolud był tak zafascynowany i zajęty tym wszystkim że nie odczuwał ani trochę zmęczenie czy pragnienia.
- Tak! Przypomniało mi się co znaczy ten znak! - zawołał wskazując na jeden z ogromnej liczby znaków bardzo podobny to kilku innych będących obok. - On znaczył "wzrok"! w porównaniu do tego który chyba mówił coś o pustej duszy czy coś... Jakie to jest wspaniałe! - krzyknął jakiś setny raz podczas tej wędrówki.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Też mam taką nadzieję. - odparła Elisif. Skwarek ruszył się niespokojnie przez sen i uderzył głową w szafkę, co jednak nie wytrąciło go ze spania.

- Co? - krasnolud jakby dopiero teraz przypomniał sobie że goblin w ogóle istnieje. - Ach tak... Szkatułka, no dobra myślę że możemy trochę przyspieszyć, zajrzę tutaj później. - i zaczął iść teraz nie co szybciej ale mimo to spoglądając co chwilę na znaki po drodze jakby bojąc się że mu uciekną.

Paladyni więc spotkali się z resztą ekspedycji i razem doszli do wniosku że szybciej będzie jeśli podzielą się na dwie grupy. Jedna część (ta w której dowództwo objął nowo wybrany paladyn udała się zachodnią częścią kraju a druga (dowodzona przez Sana udała się wschodnią). Obie grupy po rozejrzeniu się po drodze i pomocy komu się da mieli spotkać się w starej elfickiej stolicy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Teraz? - spojrzała na nią zdziwiona Elisif po czym zwróciła się do Darcusa. - No tak... Tak to już z nimi jest, no dobra, w takim razie będę musiała się przejść. - wstała z krzesła i podeszła do szafy przeglądając ją - A ty Gorgoron? Masz iść ze mną? Albo czy chcesz iść ze mną?

krasnolud zignorował go idąc dalej, w pewnym momencie bo dłuższym monotonnym podróżowaniu tym samym tunelem zauważyli ogromnie długie schody idące w dół, tuż przed nimi skończyły się nagle znaki, poza tym w zejściu w pewnym momencie kończyły się pochodnie.

Kiedy część ekspedycji dowodzona przez Sana dotarła bram stolicy gdzie mieli czekać na drugą połowę. Po kilku godzinach jeden z kilku paladynów którzy poszli za Sanem wstał spoglądając na zachód i zawołał.
- Hej ludzie! Chyba reszta wraca! Chwila... Na Innosa...
Teraz on i ludzie którzy spoglądali w tamtą stronę ujrzeli że owszem wracała ekspedycja... Ale nie w postaci kilkudziesięciu ludzi którzy tam poszli a zaledwie dziesięciu. Wszyscy z daleka wyglądali na ociężałych, szli powoli, widocznie ranni i zmęczeni. Dwóch paladynów idących z tyłu podpierało się ramionami gdyż jeden z nich miał ogromnych gabarytów sopel lodu wbity w nogę i nie ruszał nią. Inny z kolei, idący prawie z przodu nie ruszał w ogóle ręką, unosiła się sztywno jakby próbował się nią osłonić przed czymś. Jedyny paladyn z przodu wyglądał w miarę na zdrowego, zaledwie kilka świeżych ran na twarzy i ubytków zbroi - jak na przykład brak lewego naramiennika.
- Ludzie! - zawołał ten sam paladyn który na początku ich zobaczył. - Oni są ranni! Trzeba im pomóc! Zawołajcie Sana i lekarzy!

Avatar Omeg12
//Czy moja postać widzi tą całą scenę?//

Hej, panie magiczny głosie? Wyraźnie czuję kamień gdzieś w pobliżu. Mam powiedzieć o tym reszcie? - Davis spróbował się skontaktować z konstruktem.

Avatar Omeg12
W takim razie został na miejscu, obserwując sytuację ale nie angażując się w jej rozwój.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No cóż... - pomyślała Elisif wyciągając swoje ostrze i zakładając je pod rękaw. - Może mógłbyś pójść ze mną, jak myślisz Gorgoron?

Krasnolud widząc co się stało - i gdzieś w głębi duszy spodziewając się tego. - pokręcił głową i ruszył biegiem w dół schodów za goblinem.

Paladyn idący z przodu zatrzymał się i pokazał reszcie żeby też się zatrzymali, wyglądał na zmęczonego i usiadł na kamieniu obok.
- Nareszcie... - westchnął. - Bałem się że nigdy was nie znajdziemy...

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku