Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud spojrzał na niego i kopnął go w stopę.
- Nie ma spania! Idziesz ze mną!

Avatar
Konto usunięte
// Coś mam zrobić ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
///A dobra, nie zauważyłem twojego odpisu :L. sory.///

Krasnolud złapał go za ramiona i siłą postawił na ziemi.
- To wcale nie bolało więc skończ się wydurniać i ruszaj się! - mówiąc to schował parę notatek i jakiś mieszek do plecaka który następnie założył na plecy i wziął swoją kuszę. Następnie podniósł łopatę i podał ją goblinowi. - Masz, jak coś, będziesz kopał.

Strażnik już miał powiedzieć jaki ten pomysł jest głupi ale nagle coś mu się przypomniało.
- Rzeczywiście chyba kogoś takiego widziałem, z tego co pamiętam ruszył w stronę bramy. Kilka razy powtarzał słowo "sam". Wydaje mi się że chyba serio chciał pobyć chwilę sam ale co ja wiem.

Avatar
Konto usunięte
- Dziękuje za informacje
Ruszył w stronę karczmy, może nie wiele się dowiedział ale to może będzie wystarczyć na tę chwilę

Avatar Gniotek7
Właściciel
Abraxas siedział wciąż w tym samym miejscu i przeglądał coś w książkach i zapisywał w notatkach.

Avatar
Konto usunięte
- Popytałem po mieście i mam dobre i złe wieści, a teraz trzeba odpowiedzieć na nie wypowiedziane pytanie retoryczne które wynika z tego

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mógłbyś nie kombinować tylko po prostu powiedzieć gdzie on jest?

Avatar
Konto usunięte
- Strażnik go widział jak szedł w stronę bramy, podobno powtarzał słowo "Sam"

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ja wiedziałem że współpraca z nim może spowodować jakieś niechciane niedopowiedzenia. - westchnął Karczmarz. - Słuchaj, udaj się do tego lasu i poszukaj go, nie wspominał mi nic o wychodzeniu poza miasto więc brzmi mi to na coś dziwnego. Postaraj się znaleźć jego lub jakieś jego ślady. W lesie może uda ci się trafić na moją córkę więc możesz ją o niego spytać. Jak na nic nie trafisz to po prostu wracaj, nie zostanie nam wtedy nic poza czekaniem.

Krasnolud przewrócił oczami i zabrał od niego łopatę.
- Dobra zapomnij o kopaniu. - oparł łopatę o ścianę po czym podał goblinowi jakieś małe drewniane pudełko. - Masz, żebyś mi potem nie marudził że jesteś głodny. - mruknął. - Po czym kilka podobnych pudełek leżących tu i ówdzie zapakował do plecaka. Zostało jeszcze kilka butelek wody i jakiegoś alkoholu i stał gotowy patrząc na goblina. - To jak? Możemy wreszcie iść?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Pudełko dość proste do otwarcia (bo niczym nie zablokowane) skrywało w sobie równo ułożone małej wielkości świetnie pachnące kosteczki sera. Krasnolud tymczasem ruszył w stronę wyjścia z pomieszczenia kierując się wgłąb ruin.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud ruszył wzdłuż kanionu rozglądając się po ruinach. W którymś momencie zagłębili się w miejsce gdzie zaczynała się raczej jaskinia a kończył kanion. Cały czas przyglądał się mapie i rozglądał po budynkach.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud w końcu stanął przed pewnym naprawdę dużym wejściem do jednego z budynków posiadającym dwa spore okna.
- To tutaj. Z tego co udało mi się dowiedzieć tutaj znajdowała się posiadłość przywódcy tego ludu. - mówiąc to pomaszerował po schodach do budynku.

Avatar
Konto usunięte
- W każdej innej sytuacji zapytałbym cię dlaczego twoja córka jest w lesie a nie z tobą, ale dzięki tobie mam gdzie spać więc po prostu zrobię co mam zrobić
Poszedł w stronę wyjścia

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud rozglądał się po pomieszczeniu.
- Sprawa jest prosta, trzeba rozejrzeć się za ukrytymi przejściami, znakami czy czymś takim. Oczywiście to raczej nie będzie łatwe skoro nikt z jego ludu miał na nie nie trafić. Ale po tylu latach może to być lepiej widoczne.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Gniotek uśmiechnął się ale nie odpowiedział ponieważ Albert już wyszedł to ten wrócił do swojego poprzedniego zajęcia.
Tymczasem Michael ze swoją maską w ręku szedł za Kate trzymającą Vitę na rękach do jednej z wiedźm.
- Wasz las wygląda na taki co skrywa wiele tajemnic. - zagadnął.
- Bo to prawda, jest tutaj wiele istot o których większość ludzi nawet nie ma pojęcia. Wielu idiotów z miasta myśli że żyją tutaj tylko dziki, jeże i stuknięta obrażona córka Karczmarza.
- Obrażona córka Karczmarza?
- A myślisz że jak ludzie wyobrażają sobie czemu dziewczyna w moim wieku spędza prawie cały czas w lesie? "Pewnie ojciec nie chciał jej dać kasy na nowe buty więc strzeliła focha i poszła szukać jakiegoś bogatego grubego świniaka który by ją wychowywał". Banda nadętych ignorantów. Większość ludzi nie potrafi zrozumieć że kogoś po prostu bardziej interesuje i zachwyca natura w prawdziwej swojej postaci a nie zakurzone budynki zrobione z martwego drewna, to nie dla mnie. Gdybym nie miała mojej rodziny w mieście to pewnie nigdy bym tam nie chodziła.
- I co ty tu właściwie jesz?
- Jest tu pełno dobrych lub mniej dobrych roślin. Poza tym wiedźmy często przywożą z innych miejsc dużo dobra i robią te swoje potrawki.
- A mięso? - zapytał i wydawało się mu że na samo to słowo Kate przeszły ciarki.
- Nie, nie ma opcji. Jestem jak to miastowi nazywają "Sałato żerna", nie jadam mięsa.
- Mhmm... - zamyślił się Michael zastanawiając się ile lat w zasadzie nie miał już niczego w ustach, no może poza trawą i ziemią z poranka.

W którymś momencie cegła po prostu odpadła z od ściany i widać było że za nią jest tylko lita pustynna skała.
- Jeśli rzeczywiście tajemne pomieszczenie miałoby być otwierane za pomocą cegły to byłoby to trudne, te miasto jest już naprawdę stare.
Samo pomieszczenie było długą ciągnąca się salą z filarami po bokach i na końcu wielkim kamiennym tronie. Po bokach były wejścia do jakichś innych pomieszczeń. Nie było nigdzie ani drewna na okna, ani drzwi, niczego, tylko cegły i skały i pomieszczenia. Po bokach od tronu stały dwa posągi ludzi ze skrzyżowanymi rękoma, nie mieli twarzy.
Krasnolud łaził w te i we wte oglądając każdy filar każdy fragment ściany ale nie mógł na nic trafić.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud pokręcił głową i wrócił do szukania tajemnic przejść czy czegoś takiego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud w międzyczasie zdążył w miarę dokładnie przejść przez pomieszczenia. Stał teraz na środku sali zastanawiając się.
- Cholera, przecież to nie może być takie... - w tym momencie spojrzał na goblina. Podskoczył i pobiegł do tronu. - To mogłoby mieć sens. - położył plecak na ziemi i wyciągnął z niego jakąś żółtą miksturę. Wypił całą jej zawartość aż miało się wrażenie że lekko promieniuje. Schował butelkę do plecaka a następnie zaczął przesuwać ogromny kamienny tron. Pod tronem lub za tronem nie znajdował się jednak żaden przycisk czy właz a jakiś dziwny znak prezentujący głowę lisa otoczoną dwoma kręgami.
- Co za beznadzieja! I na co mi ten znak?! - zawołał wkurzony krasnolud. Jednak po chwili coś mu się przypomniało. Podszedł do swojego plecaka i zaczął czegoś szukać. - Moment, gdzieś już widziałem ten znak.

Kate bez słowa więcej spoglądała od czasu do czasu na Vitę patrząc czy wszystko z nią w porządku.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud wyjątkowo zignorował działania goblina przeglądając właśnie jakieś swoje notatki.

Kate jakby odruchowo zaczęła lekko bujać ją rękoma do snu.

Avatar
Konto usunięte
Albert jak już wyszedł z Podziemi, to ruszył w stronę lasu
Mam nadzieje że lasy tutaj nie są cholernie groźne, mam także nadzieje że nie ma wiedźm, znaczy się to chyba logiczne skoro magia jest tutaj akceptowana to nie widzę dlaczego widźmy miały by istnieć

Avatar Gniotek7
Właściciel
W międzyczasie kiedy Albert chodził po lesie w poszukiwaniu Michaela on z Kate właśnie dotarli do chatek wiedźm.
- Mógłbyś poczekać tutaj z Vitą? Zajrzę zobaczę czy w ogóle jest w domu. One często gdzieś znikają. - mówiąc to wysunęła ręce z dzieckiem do Michaela. Ten niepewnie dopiero po chwili wziął Vitę na ręce przyglądając się jej. Kate zapukała do drzwi a następnie nie słysząc odpowiedzi weszła do środka. Michael akurat rozglądał się po lesie. W tym momencie ujrzał w oddali jakieś błękitne światło. Przyglądał się mu z zaciekawieniem kiedy nagle usłyszał głośny krzyk Kate. Spojrzał w stronę chatki.
- Co się stało? - zawołał.
- Ona... Ona... - próbowała coś wyjąkać ale nie mogła.
Michael już miał iść w stronę chatki ale ostatecznie spojrzał jeszcze raz w stronę błękitnego światła. Teraz to już nie było tylko światełko. Teraz to była osoba w kapturze spod którego wystawał tylko szyderczy uśmiech. W dłoni trzymał pochodnię z mocnym błękitnym płomieniem.
- Ona nie żyje! - wreszcie wykrztusiła z siebie Kate.
W tym momencie osoba puściła pochodnię i zniknęła. Ogień upadł na ziemię i zaczął się w niezwykłym tempie rozprzestrzeniać. W tym momencie z głębi lasu w stronę chatki poleciały dziesiątki lodowych sopli. Michael w ostatniej chwili odwrócił się odwracając plecami i chroniąc przy tym Vitę. Kilka sopli wbiło mu się w plecy. Cała masa w drewniany domek a część rozbiła okna i wleciała do środka. Można było usłyszeć wrzask i odgłos upadku na ziemię. Michael jak najszybciej wbiegł do chatki a ogień zaczął powoli pochłaniać okolicę zbliżając się do domku. Albert był na tyle blisko że ujrzał w oddali ogrom błękitnego płomienia.

Avatar
Konto usunięte
- Serio ku*wa mać SERIO ?!
Już miał się odwrócić i biec w przeciwną stronę kiedy sobie przypomniał że w tym lesie jest mała dziewczynka i córka jego pracodawcy, więc nie dość że ch*jowym by było zostawić ją na śmierć w ogniu
(Znając jego szczęście mała jest gdzieś tam blisko płomieni) Więc zrobił coś na prawdę głupiego, a mianowicie pobiegł w stronę płomieni, znaczy się nie w nie ale mniej więcej w ich stronę

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael wpadł z dzieckiem do środka i położył ją szybko na fotelu. Następnie zerwał sobie sople z pleców co spowodowało krwawienie. Rozejrzał się za Kate. Leżała przy ścianie z wbitym głęboko soplem w ramię. Michael podbiegł do niej.
- Żyjesz?
- Co to do cholery było... - jęknęła Kate.
- Ktoś był na zewnątrz, ktoś kto nie bardzo chciał żebyśmy tu byli. Musimy się stąd jak najszybciej zmywać.
- Strasznie boli...
- Domyślam się ale nie ma opcji żeby tu zostać. Zaraz wszyscy spłoniemy.
- Zaraz... Jak to spłoniemy?
- Ogień, na zewnątrz jest ogień. - powiedział po czym rozejrzał się za jakimś sznurem. Kiedy znalazł wreszcie zdjął z siebie kurtkę, położył na niej Vitę i przy pomocy sznurka stworzył coś w rodzaju improwizowanego nosidełka które założył na plecy. Następnie wziął Kate na ręce i wyszedł z chatki którą właśnie zaczął pochłaniać ogień. Rozejrzał się dookoła widząc że z wydostaniem się stąd będzie raczej problem.

Avatar
Konto usunięte
// Ah wiem że odpisałeś ale co się dzieje ze mną ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
///No to twoja postać nie to powinieneś wiedzieć co robisz :L///

Michael widząc ruszające się drewno niepewnie się odsunął. Jednak usłyszał głos Kate.
- To Vita... Zaufaj jej... - mówiła a krew powoli acz w dużych ilościach sączyła się z jej ramiona w którym wciąż tkwił sopel.
Michael więc podszedł do konara.

Avatar
Konto usunięte
Albert biegł z całych swoich sił przed siebie, unikał ognia jak tylko mógł, jednak nie do końca wiedział dlaczego biegł w płomienie, oczywiście jest to wyjaśnienie że w końcu może być tam dziecko a kręgosłup moralny ma, ale jak się dłużej nad tym zastanawiał to bardziej dochodził do wniosku że nic innego poza zginięciem w płomieniach raczej nie zrobi, ale wciąż biegł dalej i tak już pobiegł za daleko,

Avatar Gniotek7
Właściciel
Albert czuł że nie jest to zwykły płomień. Poza swoim innym wyglądem miało się wrażenie że nie parzy, ale mrozi, jednak z taką siłą że od razu odczuwało się ból.
W momencie kiedy sterowane drzewo odłożyło ich stanęło w płomieniach które szybko je całe pochłonęły. Ogień rozprzestrzeniał się z taką prędkością że pochłonął już cały środek lasu. Michael postawił Kate na ziemi.
- Dasz radę iść?
- Postaram się. - mówiąc to oparła się o jego ramię a ten ruszył w stronę wyjścia z lasu. W tym momencie ujrzał Albera.
- Hej ty tam! - zawołał i pomachał lewą ręką w jego stronę. W międzyczasie wolną ręką zerwał fragment swojej koszuli i owinął sobie w okół głowy zostawiając tylko widoczne oczy. Musiał chronić swoją twarz przed takim mrozem.

Avatar
Konto usunięte
Szybko zwrócił się w stronę z której dobiegał głos i tam podbiegł

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dobrze że jesteś Albert, musimy się stąd jak najszybciej zbierać.
- Wiedźmy... - powiedziała cicho Kate. - Trzeba ostrzec wiedźmy.
- Poszukam ich, wy wracajcie do miasta. - powiedział zdejmując z pleców Vitę i podając ją Kate.
- Przecież nie wiesz gdzie ich szukać.
- W chatce była mapa, pokazuje gdzie one mieszkają. - odparł odwracając się, zdejmując szmaty i zakładając powolnie maskę, musiał przypasować najpierw sporą ilość elementów.
- Ale chatka spłonęła...
- Mogło coś z niej zostać. Albert, zabierz je do miasta. Ja poszukam tych wiedźm, i tego drania który do podpalił.
Kate chciała coś jeszcze powiedzieć ale najwyraźniej na dawała rady. Przez ogień i opary unoszące się z niego zaczynało się robić strasznie zimno. Michael położył sobie szmatę na ramionach i poklepał Alberta po ramieniu.
- Dasz radę, do miasta, wrócę jak tylko je znajdę. - powiedział i pobiegł w głąb lasu omijając płomień.
Kate stała tak ledwo na siłach z Vitą w rękach.
- On ma rację, wracajmy do miasta. Oby mu się udało. Tak wiele dla mnie znaczą... - mówiąc to ruszyła do przodu ale upadła na kolana, była zmęczona a opary najwyraźniej w jakiś sposób osłabiały organizm. - Mógłbyś pomóc? - zapytała Kate wstając powoli po czym podniosła rękę tak jakby chciał żeby wziął ją za ramię. W drugiej ręce wciąż trzymała Vitę i kołysała ją lekko starając się ją uspokoić. - Spokojnie, zaraz będziemy w domu...

Avatar
Konto usunięte
Chwycił jej ramię i próbował pomóc jej wstać

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate wstała i oparła się na nim.
- Chodźmy lepiej zanim spłoniemy. - powiedziała.
Rzeczywiście lodowy ogień był już niebezpiecznie blisko.

Avatar
Konto usunięte
Zaczął iść tak szybko jak tylko mógł, w stronę miasta
Kto wie może jeśli przeżyje , a bóg istnieje, to może mi wybaczy brak wiary w niego

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael dostał się do chatki w której właśnie zapadał się dach. Zerwał połowę mapy która ocalała ze ściany i szybko wybiegł. Chwilę po tym cały domek runął i pochłonął go ogień.

Albert idąc przez las ścigany przez płomień czuł że słabnie, tak jakby same opary wydobywające się z ognia osłabiały organizm. Czuł ogromne pragnienie położyć się i zdrzemnąć. Nie wiem jak ów bohater sobie z tym radził widać jednak było że Kate nie bardzo potrafi to powstrzymać.
- Ja... Ja chyba muszę odpocząć...

Avatar
Konto usunięte
Ku*wa ku*wa ku*wa ku*wa KU*WA MAĆ
- Nie nie nie nie nienienienieninienienienie
Starał się uciągnąć ją i siebie jak tylko mógł , przy okazji drugą ręką sięgnął pod swój płaszcz może ma coś co mu pomoże, kto wie może mam tam schowaną strzykawkę z Adrenaliną

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kate mimowolnie była co raz słabsza, starała się utrzymać na nogach ale było to dość trudne.
W tym momencie Albert ujrzał że jest już przy wyjściu z lasu, widział w oddali światło między drzewami.

Avatar
Konto usunięte
Albert przyspieszył na tyle ile mógł przyspieszyć w stronę światła

Avatar Gniotek7
Właściciel
Przez to że on przyspieszał Kate nie bardzo miała jak całkowicie zasnąć. W końcu po dłuższym męczeniu wydostali się z lasu a ogień jakby zatrzymał się na ostatnich drzewach nie wychodząc w ogóle za las. Kate padła na ziemię i zaczęła powoli odzyskiwać zmysły. Kiedy spojrzeli w stronę lasu ujrzeli że praktycznie cały las od ich strony płonął. Co widać było już od strony miasta.

Michael biegł najszybciej jak potrafił do najbliższego zaznaczonego miejsca na mapie, co wcale nie znaczyło że było to blisko. Widząc już na horyzoncie jaskinię zaznaczoną na mapie miał wrażenie że przez chwilę tuż przed nim się ktoś pojawił a po chwili już leżał na ziemi.
- Nie ma co się spieszyć. Już za późno. - usłyszał czyiś głos. Obrócił się na plecy i spojrzał w stronę właściciela. Była to ta sama osoba która wcześniej trzymała pochodnię, a następnie wznieciła ogień. Był to z całą pewnością jeden z tych przez których to wszystko się wydarzyło.
- Ty! Kim ty do cholery jesteś? - zapytał wstając z ziemi i przyglądając się mu.
- Nie jesteś stąd. Nie wiesz zbyt wiele o nas. - powiedział po czym się po chwili zastanowił. - Nie wiesz zbyt wiele o nich. W zasadzie to nikt wiele o nich nie wie. Dowiedzenie się kim jestem nie pomoże ci w rozwiązaniu twojej zagadki. Przysłali mnie ludzie którzy mają znacznie ciekawsze poglądy niż którakolwiek z organizacji. Bractwo Trujących Ostrzy, Zentra, Mroczne Bractwo, Asasyni. Te wszystkie wielkie grupy miały różne poglądy, działały nieco inaczej, byłem w nich wszystkich. Jednak żadna z nich nie potrafiła dać mi tego czego szukałem. Nikt nie potrafił zaspokoić moich poglądów. Dopóki nie pojawili się Oni. Tak... "Lodowi magowie", "Zimne dranie", każdy kto o nich ostatnio słyszał nazywał ich inaczej. Asasyni też kiedyś byli skrytą organizacją, dalej utrzymują że są. Ale najwyraźniej słabo im to wychodzi. Bractwo Trujących Ostrzy? Zentra? Te organizacje już dawno upadły. A Mroczne Bractwo żyje sobie gdzieś tam w Tamriel nie rozumiejąc jak wiele świata jest jeszcze poza ich kontynentem. Oni, to są ludzie którym można pomóc. To są ludzie którzy mogą pomóc rozwinąć skrzydła, to są ludzie którzy zdradzą ci sekrety i których nie wie. To są ludzie którzy naprawdę potrafili istnieć przez setki lat bez wiedzy kogokolwiek. Wkrótce nadejdzie moment w którym ludzie otworzą oczy i zrozumieją że ci z kim walczą są znacznie silniejszy od was. Bo co wy wiecie o nich? Tylko tyle że lubią chłód, wiele to wam nie da. - przez cały monolog nie schodził mu z twarzy jego chytry uśmiech mordercy. - A co Oni wiedzą o was? Znacznie więcej niż ci się wydaje. Nie musisz stawiać po stronie przegranych. Przybywając tutaj miałem dwa zadania. Pierwsze zostało wykonane, drugie stoi przede mną. Kult z którym to marne miasto próbuje walczyć ma dla ciebie propozycję. Jesteś inny niż te mieszczańskie szczury, widziałeś więcej, wiesz więcej. Masz znacznie dalej idące plany niż którykolwiek z nich, dołącz do Nich, a dadzą ci możliwości o jakich Anubel nigdy nie będzie mogło nawet śnić. Spójrzmy prawdzie w oczy, nie minie dużo czasu zanim ich miasto runie, nawet orkowie nie mogą bronić ich wiecznie. W momencie kiedy reszta miast chcąca się sprzeciwić nam, kogo w tym momencie uważają za króla płonie błękitnym ogniem. Nie minie dużo czasu zanim Anubel zostanie ostatnią lokacją która myśli, że może walczyć z nimi. Nas nie pokonają, jesteśmy wszędzie, a zwłaszcza ja. Raz podpalam lasy, a raz zupełnie przypadkowo dostarczam zatrute jedzenie wysoko postawionemu paladynowi który całkiem przypadkowo przewodzi ekspedycją chcącą pomóc elfom, nie wspominając już o dowodzeniu całym miastem.
W międzyczasie ogień zdążył ich obu otoczyć tak, że nie było innej drogi wyjścia niż skoczyć prosto w płomienie.
- A więc Michael? Po czyjej stronie wolisz stać? Upadającego miasta? Czy Kultu który ma tyle asów w rękawie że nigdy nie będzie musiał wyciągać ich wszystkich?
- Zamordowaliście kobiety, które uratowały mi życie. Gdyby nie one już bym nie żył, a teraz to one nie żyją...
- Ach tak, te durne omszałe staruchy. Już tyle razy uratowały komuś życie a nie potrafiły uratować samych siebie nawet przez chwilę. Za dużo pomagały Miastu, więc trzeba było się ich pozbyć. Naprawdę chcesz opłakiwać kogoś, kogo nawet nie znałeś?
- Gdyby nie one już bym nie żył. Myślisz że pomogę komuś kto je zabił? Nigdy.
- Ach szkoda. W takim razie jeden przeciwnik więcej. Kto wie, może dajesz jakąś setną procenta szans więcej dla Miasta? No trudno. W takim razie możesz przekazać miastu ostrzeżenie. Obserwujemy was, i każdego kto będzie zgrywał bohatera zmieni się w lodowy posąg. A właśnie, przypomniało mi się że mam się zając pewną grupą... - mówiąc zaczął stawać się przeźroczysty, po chwili całkiem zniknął. W tym momencie w lesie można było poczuć mocny zimny powiew wiatru. Widać było że dziwny magiczny ogień zaczyna od niego w jakiś sposób gasnąć. Po chwili w lesie nie było żadnego ognia. Ani żywej istoty.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią