Konto usunięte
Głęboko wzdycha
- Jeśli istnieje,ten stary zgred w przestworzach znany również jako bóg, to stanowczo mnie nie lubi
Właściciel
- Na wszystkich bogów... - Kate spoglądała na wyniszczony las który było dobrze widać kiedy od dziwnego wiatru ogień zniknął. - Wszystkie istoty które żyły w tym lesie... Mam nadzieję że... - dziewczyna przytuliła Vitę mocno i spoglądała zrozpaczonymi oczami w stronę lasu który wyglądał na martwy.
Konto usunięte
- Świetnie miejsce ,gdzie mógłbym zdobyć składniki za darmo, poszło z dymem
Konto usunięte
Albert ,na dźwięk płaczu który wydawał się nosić w sobie krzyk tysiąca dusz, zmienił wyraz twarzy z takiej która mówiła "WAL SIĘ BOGU JESTEM NIEZNISZCZALNY"(Oczywisty wynik nagłego skoku Adrenaliny i faktu że uszedł jakimś cudem w jednym kawałku z tego wszystkiego), na taki który mówił "To nie wróży nic dobrego" no ale ani Kate ani Vita nie zauważyły tego, głównie dlatego że Albert miał przez ten cały czas swoją maskę na sobie, jak o masce mówiąc
Hmmmm Chyba będę musiał znaleźć nowe rośliny do maski te tracą już swoją wonność
Właściciel
Kate przeszył dreszcz i jeszcze mocniej objęła Vitę. W tym momencie cała trójka ujrzała idącego w ich stronę Michaela.
- To było ostrzeżenie. - powiedział kiedy był już wystarczająco blisko. - Oni wrócą.
- Ostrzeżenie?! - krzyknęła zrozpaczonym głosem Kate. - Kto ostrzega kogoś spalając cały las?!
- Oni. - odparł i ruszył w stronę miasta.
Kate nie wiedziała co powiedzieć.
- Wracaj z nim. - powiedziała patrząc na Alberta. - Ja muszę chwilę pomyśleć...
Konto usunięte
Nie za bardzo wie co powiedzieć więc po prostu wraca do miast i Karczmy
W co ja się wplątałem ?
Właściciel
Michael przeszedł przez bramę miasta a strażnicy przyglądali się mu.
- Co tam się wydarzyło? - zapytał go jeden ale Michael nie odpowiedział, inny odpowiedział mu szeptem.
- To pewnie jeden z nich. Widziałeś? Polazł do lasu jak nic się nie działo. Wraca i nagle las cały spłonął. Mówię ci, on współpracuje z tymi lodowymi typami.
- Taa, to ma sens. - potwierdził drugi.
Tymczasem Adanos właśnie zmierzał w stronę jednej z wsi która ponoć została zaatakowana przez ludzi króla. Strasznie martwiła go aktualna sytuacja i chciał zobaczyć czy mógłby jakoś pomóc.
Właściciel
Adanos rozejrzał się zdziwiony za właścicielem głosu i ruszył szybko w stronę skąd go słyszał.
Konto usunięte
Albert pewnym krokiem szedł w stronę karczmy, jak tam wszedł to natychmiastowo poszedł do podziemi,
Właściciel
Adanos zaciekawiony podszedł trochę bliżej.
- A kim ty właściwie jesteś? - zapytał przyglądając się kobiecie.
Albert tymczasem spotkał tam Michaela rozmawiającego z rozjuszonym Gniotkiem.
- Gdzie ona jest? - zapytał. W jego oczach było widać ogień.
- Siedzi przed lasem, jak ich opuszczałem był z nią Albert. - mówiąc to spojrzał w stronę drzwi. - Ale widzę że już tu jest. W takim razie pewnie siedzi tam sama z dziewczynką.
- Jasna cholera. - mruknął Karczmarz. - Będzie trzeba poinformować ludzi żeby starali się ograniczać opuszczanie miasta. Dobra robota Albert, wolę sobie nie wyobrażać co mogłoby się stać gdybyś ich nie znalazł.
Michael kiwnął głową i usiadł przy stole zastanawiając się nad czymś. Przynajmniej tak to wyglądało.
Konto usunięte
- W jakich kol wiek innych okolicznościach prawdopodobnie bym dostał awans i podwyżkę, ale pochwała musi wystarczyć
usiadł przy stole
Właściciel
Gniotek pomyślał chwilę.
- Gdyby tylko w naszej gildii były teraz jakieś stanowiska to może byś coś dostał. A złoto jak zarobimy, to wierz mi, dostaniesz go wystarczająco. Dobra, jakbyście mnie szukali będę w Karczmie. - i mówiąc to ruszył do wyjścia.
Adanos zamknął oczy i westchnął jakby wspominał dawne czasy.
- To było dawno temu. I ciekawi mnie czemu nigdy wcześniej o was nie słyszałem. Hmm?
Gniotek wszedł do Karczmy i chyba już miał powiedzieć coś do Axa kiedy nagle usłyszał krzyk Elisif z góry. Domyślając się czemu krzyknęła pobiegł do pokoju. Wciśnięta w ścianę na łóżku siedziała Elisif ściskając kołdrę. Dokładnie tuż po drugiej stronie pokoju na ziemi siedział Skwarek.
- Skwarek! - zawołał Gniotek - przecież mówiłem ci żebyś nie wyłaził spod łóżka!
- Spod łóżka? - jęknęła Elisif. - Kto to... Co to w ogóle jest?
- Sorki Ab. - powiedział cicho Skwarek - Ale po tak długim czasie musiałem rozruszać kości.
- Ach no tak. - teraz zwrócił się do Elisif. - Kiedy wróciłem z wymiaru chyba zapomniałem was sobie przedstawić. Słuchaj Elisif, to jest Skwarek, to demon. W zasadzie gdyby nie on to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali. A ty Skwarek powinieneś wiedzieć że to jest Elisif, czyli kobieta której raczej nie powinieneś straszyć.
- Sory. - mruknął jeszcze raz.
- Ale czemu... Czemu w ogóle on siedzi u nas pod łóżkiem?
- Ehm.. No ten... - pomyślał Karczmarz zastanawiając się w sumie nad tym. - Nie miałem czasu żeby mu znaleźć coś lepszego. Ale teraz tak sobie myślę że mógłbym go przenieść do podziemi. Znajdę mu tam dla niego jakieś miejsce. Co powiesz na to żebyśmy pogadali wieczorem? Chciałem coś jeszcze załatwić. Coś ważnego.
- No dobra. - odparła Elisif spoglądając wciąż to na demona to na Abraxasa. - Rozumiem że on tutaj zostanie?
- Dobrze by było jakby ten jeden dzień jeszcze tutaj został. No chyba że masz coś przeciwko...
- Niech zostanie, jakoś się dogadamy.
- To świetnie. - powiedział Gniotek i obracając się do wyjścia z ciekawości spojrzał na chwilę w stronę Gorgoron. - Taak... Będziemy musieli porozmawiać. - i wyszedł.
Kiedy zszedł na dół podszedł do lady.
- Słuchaj Ax. - powiedział i westchnął głęboko jakby czekał na coś naprawdę długo. To chyba czas żebym wrócił do swojej pracy. - skończył i uśmiechnął się.
Konto usunięte
Zaczął rozglądać się za Oghrenem,Elfką której imienie nie może sobie przypomnieć w tej chwili, oraz Meriokiem, ta trójka wydaje się najbardziej godna zaufania więc warto wiedzieć że nie jest sam w podziemiach gdzie ktoś mógłby go zajść od tyłu i poderżnąć mu gardło
Nie powiem w zakresie paranoi chyba przesadziłem, ale wciąż warto z kimś pogadać
Właściciel
Mam lepsze rzeczy do roboty niż rozglądanie się za nieznanymi frakcjami. - uśmiechnął się Adanos. - Ale do rzeczy, czego właściwie ode mnie oczekujecie?
- Czy ona musi tak na mnie patrzeć? - zapytał niepewnie Skwarek. - Jestem nie groźny.
Elisif dopiero teraz przypomniała sobie o Gorgoron. Spojrzała w jej stronę.
- Jeśli Gniotek mówi że on jest niegroźny, to prawdopodobnie tylko dlatego że właśnie tak jest...
- Święte słowa! - zawołał Skwarek klaszcząc w ręce.
- Co nie znaczy że całkowicie ci ufam. - dokończyła Elisif.
- Dzięki. - odparł Abraxas, westchnął głęboko i stanął za ladę.
Rozejrzał się dookoła siebie. Poczuł coś dziwnego, niczym żołnierz powracający do domu po wielu latach. Przesunął ręką po ladzie i uśmiechnął się szeroko. - Tak... To jest to czego mi brakowało...
Elfki nie było w podziemiach. Oghren tymczasem siedział z Mariokiem przy stole i siłowali się. Oghrenowi udało się po chwili wygrać.
- Trzeci raz z rzędu! - krzyknął śmiejąc się krasnolud. - Jesteś mi winien piwo!
- Później to załatwię. Będziemy musieli zagrać potem w Hearthstone, to będzie świetne!
- To ta gra karciana o której wcześniej wspominałeś?
- Owszem, poczekaj aż ci to pokażę! Szczęka ci opadnie!
Konto usunięte
Wstał i podszedł do dwójki
- Widzę że dobrze się bawicie , i przy okazji dobrym jest że nie macie widocznie kaca
Właściciel
- Witaj Albert! - zawołał Mariok widząc go.
- Kaca? - zdziwił się Oghren. - Po tylko jednej beczce piwa? Dobra słuchajta, wy tu sobie pogadajcie a ja idę się przewietrzyć. Ile można tu siedzieć, nie? - zapytał uśmiechając się krasnolud po czym udał się do wyjścia.
- Cóż, podejrzewam że mogłem mocno wyjść z wprawy po takim czasie. - odparł Adanos. - Poza tym nie odszedłem tylko dla tego że zostałem do tego zmuszony. Człowiek musi od czasu do czasu szukać nowego hobby, moim aktualnie jest pomaganie ludziom z okolicznych miast którzy zaczynają mieć kłopoty. Ale jeśli wasze cele choć trochę się z tym pokrywają to może uda nam się jakoś dogadać.
Elisif położyła się z powrotem cała i wtuliła się w kołdrę wciąż przyglądając się Skwarkowi który podrapał się po uchu po czym wskoczył na fotel.
- Więc... - zaczął ostrożnie dobierać słowa jakby bał się że Elisif zacznie rzucać w nie wszystkim co jej wpadnie w ręce. - Mogę ten... Posiedzieć sobie tutaj... Czy może... Mam wrócić pod łóżko?
- Wolałabym cię widzieć jeśli o to chodzi. - odpowiedziała. - Nie lubię jak ktoś siedzi tuż pode mną. Zostań tutaj.
- Dzięki! - zawołał Skwarek i wtulił się w fotel.
Karczmarz poczuł nareszcie że jest na swoim miejscu... W Karczmie... Jako Karczmarz. Chyba niczego ostatnio mu nie brakowało jak tego. Oparł się o ladę i rozejrzał uważnie po wszystkich w Karczmie.
- Tak... - powiedział szeptem sam do siebie. - To jest mój dom.
Właściciel
- Coś wam to kiepsko idzie patrząc po tym co robi ostatnio ten cały kult. - odparł Adanos.
W tym momencie do Karczmy z podziemi wszedł Oghren, widząc Karczmarza na swoim miejscu wyglądał na wyraźnie ucieszonego.
- Gniocie! - zawołał podchodząc. - Widzę że wróciłeś na stare śmieci.
- No w końcu trzeba było. - opdowiedział mu uśmiechając się. - A ja widzę że za to ty wreszcie wyszedłeś z podziemi.
- A no. Postanowiłem że muszę się trochę przejść. Kto wie, może znajdę jakiegoś smoka do ubicia czy coś. Słuchaj, skoro wróciłeś do siebie to mam jedną sprawę.
- W czym rzecz?
- Och to nic ważnego. Słuchaj, słyszałeś kiedyś o Krystalicznym Grogu? - zapytał jakby mówił o jakimś wielkim tajemniczym skarbie, chociaż znając Oghrena to on mówi w ten sposób raczej o każdym alkoholu.
- Nie wydaje mi się. - powiedział Abraxas zastanawiając się co chodzi krasnoludowi po głowie.
- Och. Słuchaj, brakuje nam tu czegoś w tym stylu. Elfy i krasnoludy wiele razy próbowały ze sobą współpracować co jednak prawie zawsze kończyło się nie porozumieniem, walką czy też nawet wojną. Rzadko coś z tego wychodziło. Aż pewnego dnia jednemu ze sojuszy udało się połączyć swoje siły i stworzyli coś, co nazwali Krystalicznym Grogiem. Połączyli oni lekki i wytrawny sposób w jaki elfy tworzą swoje niezbyt mocne alkohole wraz z potężnym krasnoludzkim grogiem produkowanym z zwykłego grogu oraz krwi jaskiniowych smoków. Właśnie z tego nieco nie spodziewanego połączenia powstał Krystaliczny Grog który nie jest zbyt mocny, a jednak smakuje tak świetnie jak niewiele z alkoholi. Gdyby w Karczmie sprzedawałbyś coś takiego... Mówię ci, nie znam nikogo kto spróbowałby tego i i powiedziałby że mu nie smakuje. Ma to też oczywiście związek z tym że jest on dość rzadki w tych stronach ale wierz mi. Nie pożałowałbyś takiego nabytku.
Gniotek słuchał go w milczeniu przypominając sobie przy okazji że musi spisać menu bo z poprzednim stało się nie wiadomo co.
- Brzmi nieźle, pytanie tylko skąd miałbym to zdobyć, skoro jest taki rzadki.
- O to się nie martw, ostatnio do miasta przybył nie jaki elf imieniem Haasa'io. Z tego co wiem to spędza czas na targu sprzedając różne elfickie wina i takie sprawy. Wśród tego ma też całkiem pokaźny zapas Krystalicznego Grogu. Może mógłby też załatwić ci go więcej.
- Pomyślę nad tym. Rzeczywiście przydałoby się coś nowego.
- Świetnie! - krasnolud klasnął w dłonie. - W takim razie ja idę się przewietrzyć. Wrócę wieczorem i zobaczymy co uda ci się załatwić.
- Jasna sprawa. - odparł Gniotek a Oghren wyszedł z Karczmy.
Krasnolud siedzący w tym czasie przez cały ten czas siedzący przy swoich notatkach drgnął i z całej siły uderzył się otwartą dłonią w swoje pomarszczone czoło.
- Jaki ja byłem głupi! - krzyknął po czym wstał i wybiegł z budynku.
Lekarze którzy przez cały ten czas biegali w po bagnach w poszukiwaniu schronienia teraz wreszcie zgubili zmutowane błotne węże mieli problem, bo sami też się zgubili.
- Jak myślisz gdzie jest reszta? - zapytał jeden drugiego wciąż drżąc ze strachu po widoku tych stworów.
- Nie mam zielonego pojęcia. Ale raczej ich prędko nie znajdziemy, może trafimy na ich po drodze, lepiej rozejrzyjmy się za tymi robalami o których wspominały elfy.
- Naprawdę masz ochotę ich teraz szukać?
- Nie, nie mam. Ale i tak nie mamy wyjścia. Co, wolisz szwędać się po okolicy i srać w gacie? Jak już tu jesteśmy, co prawda zgubieni, to może przynajmniej wykonajmy swoje zadanie.
- No... No dobra. - odparł niechętnie pierwszy i zaczęli przyglądać się ziemi w poszukiwaniu robali.
Konto usunięte
- No Meriok mam nadzieje że dobrze wam się spało kiedy ja szukałem podejrzanego typa po lesie, co się skończyło tym że uratowałem jakąś dziewczynę i córkę naszego szefa z wyżej wymienionego lasu który spłonął w niebieskich płomieniach
Właściciel
//mAriok, nie meriok. ;-;///
Goblin spojrzał na niego jak na wariata.
- Ha! I to niby my za dużo wypiliśmy! - w tym momencie jednak nagle mu się coś przypomniało i spoważniał. - Zaraz, córkę szefa? Mówisz o tej ładnej młodej dziewczynie co to szwenda się po lesie?
Konto usunięte
- Możliwe, znaczy się wyciągnąłem dwie osoby ze lasu jakąś kobietę o jasno brązowych włosach, i jakieś dziecko, w tej chwili mam problem z powiedzeniem która z nich jest córką szefa,
Właściciel
- To na pewno ta dziewczyna. - odparł Mariok. - Jak ją raz widziałem to na dziecko to ona nie wyglądała... - teraz goblin ściszył głos. - Wiedziałeś że ona potrafi zmieniać się w zwierzęta?
Adanos spojrzał na nią.
- Trochę kiepskie to wasze pojęcie równowagi. Więc z czym wy niby walczycie?
Krasnolud wybiegł z sali przywódcy i ruszył wzdłuż ruin. W końcu stanął przed jakąś świątynią. Przyjrzał się jej. Tuż nad wejściem znajdował się wyryty w ścianie identyczny znak jak pod tronem.
Konto usunięte
- O czyli jest magiem, okej tego nie wiedziałem, magia jest wszędzie w tej okolicy, huh dziwne uczucie
Właściciel
- W krainach z których pochodzę nie nazwali by kogoś takiego magiem. Jedyne osoby które potrafiły tam coś takiego to druidzi. Ale zaczynam mieć wrażenie że w tych stronach działa to kompletnie inaczej. - odpowiedział.
Konto usunięte
- Nie uwierzysz jak bardzo czuje to samo tylko z moimi rodzimymi stronami
Właściciel
- Tak, słyszałem plotki że pochodzisz z kontynentu gdzie raczej nie lubicie magii. Zresztą w sumie z tego co słyszałem to w ojczyźnie Oghrena jest tak samo.
Konto usunięte
- Nie wiem jak u krasnoludów ale moi ludzie mają dobre powodu do tego uwierz mi
Właściciel
- Podejrzewam że raczej nie ma innych powodów by nie lubić magii. - odparł goblin drapiąc się po uchu.
Adanos uśmiechnął się lekko.
- Jestem już tak długo śmiertelny że zacząłem na to wszystko patrzeć nieco inaczej. Zbyt wiele osób w tym momencie potrzebuje tutaj pomocy żebym teraz ich zostawił. Dzięki za zaproszenie, ale po tylu wiekach bycia bogiem nadszedł czas na coś bardziej przyziemnego. Może kiedy ten cały kult zniknie, albo zaczniecie dostrzegać jak wielkim jest zagrożeniem, wtedy być może się do was dołączę. Póki co... - mówiąc to wyciągnął z kieszeni coś co przypominało zegar ale nie było na nim cyfr a jakieś dziwne znaki a wskazówek było z siedem i każda ruszała się w jakiś na pierwszy rzut oka chaotyczny. - Za pół godziny paladyni nasłani przez króla dotrą do jednej z wsi z której nie zostanie nic... No chyba że niespodziewanie znajdzie się tam osoba trzecia. - zaśmiał się cicho i nie oglądając się ruszył dalej.
- Ten znak! To ten sam co pod tronem! A to może znaczyć tylko jedno! - zawołał i wbiegł do budynku.
Konto usunięte
- No w sumie, ale może lepiej zejść z tego tematu bo się bałagan z tego zrobi
Właściciel
Adanos odwrócił się strącając jej rękę.
- Jeśli dalej będziesz mnie zatrzymywać zginą niewinni ludzie... A no tak, ciebie to nie obchodzi. - powiedział chłodno.
Krasnolud stał teraz na środku wielkiej sali przypominającej jakąś świątynie. Tak jak w poprzednim budynku była tu droga po środku a po jej bokach filary. Między filarami a ścianami znajdowały się jakieś wystające kamienne płyty które prawdopodobnie służyły za krzesła. Na końcu drogi po środku stał posąg... Ale kiedyś, teraz zostały już po nim tylko obie nogi, reszty nigdzie w okolicy nie było widać.
- Tak! - zawołał i podbiegł do stóp jakby miał gdzieś że tylko one zostały z posągu. Ukląkł przy pozostałościach dzieła które prawdopodobnie było co najmniej w skali dwa do jednego. Wyjął ze swojego plecaka dłuto i zaczął tłuc w jeden z palców.
Właściciel
Adanos wyraźnie już zmęczony skrzyżował ręce.
- No dalej.
- Tylko stopa? To jest AŻ stopa! - mówiąc to odłączył od posągu duży palec od lewej stopy, podniósł go i wybiegł z budynku kierując się z powrotem do sali tronowej.
Właściciel
- Czegoś nie rozumiem. Skoro tak świetnie sobie radzicie i będziecie istnieć zawsze... To po co wam ja?
Krasnolud usiadł przed znakiem z palcem w ręku i teraz zaczął szukać czegoś w swoich notatkach.
- Może i tak. - odparł Mariok. - Magowie raczej nie lubią jak się źle o nich mówi.
Konto usunięte
- Mało kto lubi kiedy się o nim mówi źle
Właściciel
- Ta - przyznał goblin - Coś w tym jest.
Adanos westchnął.
- No dobra, czy opcja "przemyślę twoją propozycję" ci wystarczy? Czy macie jakieś magiczne rytuały z dobieraniem ludzi o konkretnej porze konkretnego dnia?
Konto usunięte
- No ale Oghren wspominał coś o jakieś grze karcianej Heartstone tak ?