Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Było w skrzyni, to niby coś ważnego?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A co niby jeszcze ciekawego możesz mi zaoferować?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Co to takiego? - zapytał denerwując się rechotem tego jełopa.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jeśli rzeczywiście ten artefakt zadziała i mój miecz będzie potężniejszy to przyda się też zbroja. Dobra, wezmę je. I tak nie zamierzałem zbierać tych monet. - uśmiechnął się Wojna.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jasne. - mruknął Wojna, zajrzał do skrzyń czy na pewno jest tam to co powinno. Jeśli było to zabrał skrzynie, przywiązał do konia i ruszył w stronę świątyni po Głód.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna zsiadł z konia i wszedł do świątyni.
- I tak każdy z was wie że te wasze drewniane kije można przeciąć mieczem. Cześć Głód, załatwiłem już wszystko.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Chodź na zewnątrz to ci wszystko pokażę. - odparł Wojna i ruszył pokazując ręką w stronę wyjścia.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna zdjął skrzynie od konia i otworzył jedną z nich pokazując zawartość.
- Załatwiłem nam części zbroi, trzeba je tylko złożyć. No i mam coś czym wzmocnię swój miecz. - mówiąc to pokazał zdobyty artefakt.

Avatar
Konto usunięte
Zwrócił w ich stronę
- Wygląda jak bym przegapił dość ciekawą historię

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dowiedziałem się od dziwnego demona jak się tym zająć. Ale lepiej jak udamy się z tym do któregoś z orkowych miast. Mam dość siedzenia na tym całkowitym pustkowiu. - odparł.

- Pieprzyć historię! - zawołał Oghren. - przegapiłeś pół beczki całkiem dobrego piwa!
- Coś w tym jest. W sensie w beczce. W sensie że jest w połowie pełna.
- Albo w połowie pusta.
- Nie bądźmy pesymistami.
- Racja, naleję nam więcej. - zakończył Oghren i napełnił swój kufel i kufel Marioka piwem i znowu zaczęli pić.

Avatar
Konto usunięte
- A ja podziękuje, jak już mówiłem kiedy pije alkohol złe rzeczy sie dzieją

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Przecie to paradoks! Po piwie nie może dziać się nic złego! Toż to czyste dobro! - zawołał krasnolud i zachwiał się na krześle. Widać że nie byli dalecy od snu.
Gniotek tymczasem głośno ziewnął i wstał od stołu zabierając wszystkie notatki które miał przy sobie.
- Ja idę spać, słuchaj Albert, fajnie by było jakbyś ich przypilnował żeby wszystkiego nie zdemolowali. Dobra?

Avatar
Konto usunięte
- Ależ oczywiście postaram się żeby burdelu totalnego nie zrobili

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dzięki. Do jutra. - odparł Karczmarz i ruszył w stronę Karczmy.

- To też sprawka tego demona, według niego "opiekował się nim". Ale to w jakim stanie go znalazłem... Mniejsza, ważne że jest z powrotem mój.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Niestety, nie widziałem go. No dobra, to jak zbieramy się wreszcie? Mam dosyć tych pustynnych ciemności.

Avatar
Konto usunięte
- Dobra chłopaki słyszeliście Abraxasa, mam nadzieje że nie sprawicie mi w tym kłopotów

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ale zarówno Mariok jak i Oghren zdążyli już wypić całą beczkę i teraz spali głęboko.

I tak minęła noc.

Z samego rana Michael jak tylko się obudził poczuł że jest mu niedobrze. Czuł że musi odetchnąć świeżym powietrzem. Zanim większość miasta wstała ten wylazł z Karczmy i ruszył w stronę lasu. Czuł że traci zmysły. Miał wrażenie że się dusi, nie mógł oddychać. Wiedział że to z wielu powodów. Miał dość swojego ciała, swojego umysłu, brzemię szaleństwa nie dawało mu spokoju. A teraz zaczynał już nie wytrzymywać samego siebie. Zagłębił się w lesie. Nie przeszkadzał mu ból i sińce obijania się o drzewa, nie przeszkadzało mu kiedy dzik stratował go gdyż ten podszedł zbyt blisko, wstał i ruszył dalej. Przeszkadzał mu on sam, jego ciało, to co przeżył. Nie był elfem którego kiedyś znał, nie mógł tak po prostu umrzeć, miał coś do zrobienia. Ale nie dawał rady, chciał oddychać, chciał mówić, chciał myśleć. Chciał tego wszystkiego jednak w taki sposób w jaki robią to normalni ludzie, bez wspomagaczy, bez organów których normalni ludzie nie posiadają. Czuł że stoi nad przepaścią szaleństwa i nie ma opcji żeby się zatrzymać. W pewnym momencie kiedy jego ubranie było już mocno obdarte przez roślinność nie widząc nic Michael zerwał z siłą swoją maskę. Od razu jego oczy zaczęły schnąć, stracił węch, nie czuł nic. Z jego skóry wystawały jakieś dziwne druty, kable i pełno innych elementów łączących go z maską którą teraz ciągnął za sobą po ziemi. Tracił siły, bez maski był jak człowiek bez skóry. Umierał, ale czuł się lepiej. Czuł że jest bliżej wolności. Ale to było za mało. Ostatnimi siłami rozerwał swoją kurtkę, słyszał że Atlas coś do niego mówi ale on miał to gdzieś. Był już blisko, czuł że śmierć razem z wolnością czeka tuż za tym drzewem, był blisko. Biegnąc uderzył z impetem głową w gałąź drzewa i zemdlał.

Krasnolud który poprzedniego dnia męczył się z goblinem obudził się dzisiaj nieco wcześniej i teraz siedział przy swoich notatkach i czegoś szukał czekając aż goblin się obudzi.

Karczmarz tymczasem obudził się kilka godzin później na fotelu w swoim pokoju. Łóżko było zajęte przez Elisif i kojarzącą mu się skądś dziewczynką więc nie miał wyjścia. Po pobudce i ubraniu udał się do pokoju Michaela. Zastał tam otwarte drzwi i zdemolowane wnętrze, widać było że coś się stało, zaniepokoiło go to. Udał się pędem na dół gdzie zastał śpiących Oghrena i Marioka oraz Alberta.
- Świetnie, przynajmniej nic nie zniszczyli. Słuchaj Albert, Michael gdzieś zniknął, mógłbyś popytać w mieście czy ktoś go nie widział? Jego pokój jest zdewastowany i lepiej by było żeby ktoś wiedział gdzie on jest.

Michael obudził się po jakimś czasie. Nie wierzył w to, był pewien że po tym co zrobił już nic nie powstrzyma go przed śmiercią. A jednak żył, więcej, mógł oddychać, bez maski. Nie wierzył też w to że jego oczy je rozpłynęły się bez wsparcia maski. Otworzył powoli oczy upewniając się że ich nie stracił. Leżał na jakimś starym łóżku gdzieś w jakiejś ciemnej grocie. Czuł że od boku ogrzewa go ciepło ognia. Spojrzał w tamtą stronę. Ujrzał młodą dziewczynę siedzącą do niego tyłem i robiącą coś przy stole.
- Ja żyję? - zapytał bardzo cichym głosem nie będącym już wspieranym przez maskę. Dziewczyna podskoczyła na krześle wystraszona, spojrzała w stronę Michaela.
- Niemożliwe, a ja nie wierzyłam że magia wiedźm jest wstanie ci pomóc. - odparła uśmiechając się.
- Musiałem mieć farta... Gdzie jestem?
- Znalazłem cię w lesie, nawiasem mówiąc nie wyglądałeś zbyt dobrze więc zabrałam cię do wiedźm. To one cię uleczyły, przynajmniej na tyle na ile to było możliwe, powiedziały że od wielu lat nie widziały nikogo tak zniszczonego jak ty.
- Coś w tym jest... - odparł cicho Michael.
- Interesowało je imię kogoś kto dał radę przeżyć w takim stanie tyle czasu.
- Michael, jestem Michael.
- Ucieszą się. - stwierdziła dziewczyna.
- A ty jak się nazywasz? - zapytał przyglądając się jej.
- Kate. - odpowiedziała krótko.
- Co za je**ny przypadek. - zauważył Michael.
- Byłoby lepiej gdybyś nie używał tutaj wulgaryzmów, obok siedzi dziecko.
Michael podniósł lekko głowę i rzeczywiście ujrzał dziecko siedzące na starym fotelu przy ścianie.
- A ona jak się nazywa?
- Vita.
- Wyglądasz na dość młodą jak na dziecko.
- Nie. - zaśmiała się Kate. - To nie moje dziecko, moja mama ją znalazła i akurat się nią teraz opiekuję.
- Twoja mama? - zapytał myśląc czy chodzi o którąś z wiedźm.
- Elisif, mieszka w mieście.
Teraz Michael połączył fakty.
- Ciekawa z was rodzinka.
- Znasz ją?
- Znam ją, znam Abraxasa, znam wiele osób.
- Ciekawe.
- Ja chyba jeszcze trochę odpocznę, jeśli to nie problem.
- Jasne że nie. Wiedźmy mówiły że musisz sporo odpocząć zanim staniesz na nogi.
- To dobrze. - odparł i z powrotem poszedł spać rozmyślając o tym z czego musiały skorzystać te wiedźmy, skoro przeżył...

Avatar
Konto usunięte
- Eh tak tak oczywiście,
Powoli wstał, zdjął maskę,przetarł oczy, założył ją z powrotem, wziął torbę i zaczął powoli, dosyć ospałym krokiem wychodzić z podziemnej bazy "Gildii"

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz widząc że Albert wykona jego polecenia usiadł przy dużym stole i wziął jakąś książkę do ręki.

Krasnolud oblał goblina kuflem zimnej wody żeby go dobudzić.
- Wstawaj! Mamy szkatułkę do odnalezienia!

Avatar
Konto usunięte
Kiedy w końcu wyszedł z podziemi, ruszył w stronę wyjścia karczmy, a kiedy wyszedł z Karczmy wtedy podszedł do pierwszego strażnika jakiego zobaczył
- Mam pytanie,czy widział pan człowieka w dziwnej masce z kościaną ręką ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Strażnik spojrzał na niego jak na wariata.
- Emm... Nie... Raczej nie, ale lepiej spytaj strażników o okolicach straganów, tam zazwyczaj spotyka się najdziwniejszych ludzi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Skończ bredzić, pamiętasz? Mamy coś do znalezienia. A ja nie po to siedzę tu tyle lat żeby teraz ominąć taką okazję!

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Słuchaj no knypku, najpierw to TY wszystko powiesz mi na temat tego, co wiesz od swojego pana na temat szkatułki. Bo to co ja mam w książkach to tylko plotki i niepewności. A może ten twój władca wie coś czego ja nie wiem.

Avatar
Konto usunięte
- Hm dziękuje za informacje i za to że zatrzymałeś swoje myśli dla siebie
Ruszył w stronę Targowiska
Ech mam przeczucie że to będzie dłuuuuugi dzień

Avatar Gniotek7
Właściciel
Na targowisku było kilku strażników oraz pełno osób próbujących coś kupić/sprzedać za dobrą cenę.

- Myślisz że w tych starych ruinach nie ma nic więcej niż ta mityczna szkatułka? Przybyłem tutaj żeby poznać ich wierzenia! Gdyby tylko ludzie poznali jakich ciekawych bogów oni wyznawali! Pamiętasz tą osobę wczoraj która wmawiała ci że może spełni każde twoje marzenie? Z opisu i zachowania strasznie przypomina Boginię Oszustwa, Lethero, była ona zresztą córką bogini Snu co w sumie ma jakiś sens. Bogowie żyją tak długo jak ktoś w nich wierzy i ich czci, a wiesz co to oznacza? Że być może jest ktoś kto wciąż wyznaje wierzenia tego ludu i wciąż wierzy w Lethero. A co jeśli... Co jeśli ten lud wcale nie wymarł? Co jeśli on gdzieś się ukrywa? W tych ruinach? Od lat staram się dowiedzieć jakim cudem ten lud skrywa wciąż tak wiele tajemnic, i od lat do wieczór przychodzi tu ta sama kobieta, zawsze. To nie może być przypadek. W tych ruinach Coś jest, a ja chcę dowiedzieć się wszystkiego.

Avatar
Konto usunięte
Podszedł do jednego z strażników
- Mam pytanie, czy widział pan może dosyć podejrzanie wyglądającego typa w masce ? A i jeszcze uściślę że jedna z rąk tego jegomościa jest pozbawiona mięsa i skóry i jest prawdopodobnie poruszana przez jakiś typ magii

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cóż, zakładając że ta szkatułka rzeczywiście istnieje, pomyśl tylko. Musi być naprawdę dobrze ukryta skoro jej nie znaleziono. Więc jeśli szkatułka znajduje się w jakimś sekretnym pomieszczeniu, to na pewno będzie w nim coś poza nią! Może zwykłe skarby, może jakiejś prastare pisma. A może... A może pozostali członkowie tej prastarej cywilizacji! W takim miejscu może być praktycznie wszystko!

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Myślisz że gdybym wiedział to bym siedział tutaj i z tobą rozmawiał? Oczywiście że nie! Problem w tym że to pomieszczenie trzeba znaleźć. Słuchaj no, pamiętasz co ten twój pan wspominał o tej szkatułce? Może coś podejrzewa? Cokolwiek?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Podziemia są dość logiczne. Ale szkielet? Skąd wziął się pomysł szkieleta? Że niby ten człowiek który dostał szkatułkę miałby... W sumie, w sumie to nie takie głupie. - odparł i zaczął przeglądać jakieś notatki w poszukiwaniu czegoś.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Według legendy o tej szkatułce kiedy przywódca tego ludu dostał go od Przybyszów z Nieba powiedzieli mu żeby nie otwierał jej póki ludzkość nie będzie na to gotowa. Kiedy nadszedł dziki lud chcący podbić miasto ten ponoć ukrył się gdzieś ze szkatułką. Gdyby tak o tym pomyśleć, podejrzewam że wybrałby miejsce o którym nawet jego lud nie wiedział. Może jakieś ukryte pomieszczenie pod jego posiadłością? To wydaje się realne.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku