Właściciel
Elfka pomyślała chwilę po czym uścisnęła jego rękę.
- Chirurg? Tutaj? Zazwyczaj leczeniem zajmują się kapłani.
Paladyn który siedział przy stoliku zamyślony spojrzał w stronę tego dziwnego gościa siedzącego przy ladzie i gadającego z Karczmarzem.
- Z tego co kojarzę historię tego miejsca to przyzywanie CZEGOKOLWIEK zazwyczaj nie kończy się zbyt dobrze.
Elisif bez słowa chwyciła rękę Victorii.
Konto usunięte
- No nie jestem z tych stron, na rodzimym kontynencie z powodu pewnych wydarzeń,magia nie jest mile widziana, więc głównie musieliśmy używać nauki żeby polepszyć nasze życie , albo przynajmniej część z nas
Właściciel
- Zastanawia mnie w takim razie co kogoś takiego jak ciebie sprowadza tutaj? - zapytała.
Elisif najpierw spojrzała za siebie żeby się upewnić że jej tam nie ma, po czym spojrzała ponownie na dziewczynkę. Przypomniała sobie w jakich okolicznościach ją poznała i postanowiła nie drążyć. Podeszła do nich i usiadła obok dziewczynki.
Krasnolud stał teraz dwa metry od goblina przyglądając się mu z założonymi rękami.
- Powiedz no mi. Kto cię wychował na takiego wrednego gnojka?
W tym momencie do "siedziby" Złotej Gildii wszedł Michael. Ominął większość i skierował się do Gniotka. Karczmarz widząc go cicho szepnął.
- Jak ty to zrobiłeś? Jak ją namówiłeś?
- Powiedzmy że mam dar do rozmawiania z wyjątkowo ludzkimi osobami. - powiedział przypominając sobie rozmowę z Atlasem. - Ale to tylko drobnostka. Słuchaj, muszę coś załatwić w mieście, gdybyś coś potrzebował to wrócę za jakiś czas.
- No dobra. Ja i tak postaram się załatwić parę rzeczy do naszej "bazy".
- To dobrze. - odparł Michael. - To do zobaczenia. - zakończył i wyszedł bez słowa więcej z siedziby.
Karczmarz oparł się o krzesło i zaczął przyglądać się elfce i Albertowi.
- Jak on to zrobił? - zapytał sam siebie.
- A może by tak podłożyć mu owieczkę z chilli w środku? - podpowiedział jaszczurolud Zarazie kiedy ten siedział zamyślony na kamieniu.
- To działa tylko na zielone durne smoczki mieszkające w jaskini tuż pod miastem. Czyli na żadne, takie smoki nie istnieją.
- To ja już nie wiem.
- Spodziewałem się że będzie trudno. Ale patrząc że straciłem moją moc jeźdźca a ten smok zyskał moc jednego z najsilniejszych nekromantów jacy istnieli, to mam problem.
- Jak on to właściwie zrobił?
- Co?
- No jak zabrał jego moc.
- Nie wiem, wchłonął duszę? Pożarł w całości? Nie mam bladego pojęcia. Nawet gdybym wiedział to nic mi nie da. Na razie pozostaje mi tylko czekać i obserwować, może znajdę jakiś słaby punkt.
Konto usunięte
- Nie ma co ukrywać i tak moim zdaniem ta cała operacja zakończyła się fiaskiem, ale do rzeczy, ja i moja grupa należą do ....... no do wojska, i zostaliśmy wysłani tutaj ponieważ mieliśmy odnaleźć kogoś kto mógłby przetłumaczyć pewną księgę
Niestety nie mogę jak i nie muszę przyjmować tego podarku . Zapłacę . Tak nakazuje mi honor .
Właściciel
- Twoja grupa? - zapytała elfka. - Jakoś nie widziałam nigdzie w okolicy kogoś takiego jak ty.
Elisif chwyciła księgę i przyjrzała się jej. Spojrzała na dziewczynkę w poszukiwaniu jakichś śladów potwierdzenia na jej twarzy.
Krasnolud westchnął, miał już serdecznie dosyć.
- Słuchaj uważnie, albo w tym momencie ty i twój pusty łeb przypomnicie sobie co tu do cholery robisz i kto cię przysłał, albo załatwię ci takie siniaki że nigdy nie zapomnisz spotkania ze mną! - wrzasnął krasnolud.
Zaraza wraz z jaszczurem spojrzeli na siebie zdziwieni.
- Też to widziałeś? - zapytali obaj na raz.
- Kto to był? - zapytał Zaraza myśląc czy może to jakiś tutejszy.
- Właśnie miałem się o to ciebie pytać. - odparł jaszczurolud.
- To było cholernie dziwne... - mruknął zwracając swój wzrok po raz kolejny na smoka.
Konto usunięte
- No cóż jak mówiłem operacja zakończyła się fiaskiem,okazuje się bowiem że pewna choroba z naszych stron,na którą dodam nasi ludzie wykształcili dość dobrą odporność,jest cholernie śmiertelna i wywołała epidemie w mieście,krótko mówiąc moja grupa stała się popularna i to szybko więc zostali tam i teraz próbują to cholerstwo wyleczyć
Właściciel
- Czyli płynęliście tyle czasu i to z chorobę tylko po to żeby przetłumaczyć jedną księgę? - zdziwiła się elfka.
- Tak właściwie to co jest tu zapisane? - zapytała Elisif.
- Nie ma mowy! Najpierw gadanie, potem ściąganie! - zawołał krasnolud.
Konto usunięte
- Trzeba pamiętać że w naszych stronach ta choroba to nic wielkiego, Inna sprawa ta księga widzisz została odnaleziona w czasie wykopalisk pewnej wieży, i od czasu kiedy pierwszy raz naukowcy ją otworzyli cała stolica nie może zasnąć, pierwszy tydzień to były tylko koszmary, w następnym tygodniu w ogóle nie dało się zmrużyć oka,
Właściciel
- Czyli mówisz że teraz przynieśliście tę chorobę nam? - zapytała elfka.
Elisif popatrzyła chwile na nie po czym otwarła księgę.
- Jaką znowu szkatuł... Zaraz... - krasnolud w tym momencie podszedł szybko do półki na której stały jakieś książki. - Myślałem że nikt inny nie wpadł na ten sam trop co ja. Ciekawe... To znaczyłoby że może ma to jakiś sens... Tak... Nawet całkiem duży sens... - W tym momencie obaj usłyszeli odgłos dzwonków. - Szlag by to trafił! - ściszył teraz swój głos. - Dobra słuchaj, wypuszczę się stąd a nawet pomogę ci szukać tej cholernej szkatułki. Tylko siedź teraz cicho, osoba która powoduje te odgłosy może wydawać się przyjazna ale taka nie jest. I jeśli zaczniesz słyszeć jakieś głosy, nie zgadzaj się na nic co proponują. Pamiętaj, wydają się przyjazne, ale w rzeczywistości takie nie są. To kłamcy, gorsi niż krasnoludy. NIE, UFAJ, IM. - powiedział pod koniec. Teraz podniósł swoją kuszę i kucnął przy oknie.
Konto usunięte
- To nie było zamierzone ,jak już mówiłem ta choroba w naszych stronach to nic wielkiego tylko drobny kaszel,i spokojnie z tego co wiem to kwarantanna zadziałała, i teraz lekarz z naszej grupy zajmuje się leczeniem chorych
Właściciel
- No dobra, ale co z ludźmi tutaj? Też się zarazimy?
Elisif zastanowiła się chwilę.
- Wy wiecie co jest dalej napisane? Czy ona się jeszcze nigdy nie... "otwarła" przy was?
Krasnolud siedział bez słowa. Odgłos dzwonków zaczął się co raz bardziej zbliżać. W końcu był już pod oknem. Goblin w tym momencie zaczął słyszeć głos w swej głowie. Był to głos dorosłej kobiety, który wydawał się tak przyjazny że od razu robiło się ciepło na sercu i miało ochotę pójść się przytulić.
- Gdzie jesteś... Jestem tutaj by ci pomóc... Mogę spełnić twoje największe pragnienia... Wszystkie pragnienia... - ostatnie słowa słyszał tak jakby ktoś stał już obok i szeptał mu je do ucha. Krasnolud podrapał się palcem po uchu a następnie ponownie zastygł. - Wystarczy że mnie zawołasz...
Konto usunięte
- Jak mówiłem Kwarantanna zadziałała więc tylko ludzie w tamtym porcie się zarazili ,więc nie ma się czego obawiać
Właściciel
- No to to dobrze. Po tym co się tu działo jestem pewna że nie potrzebujemy więcej problemów... Co widać po mojej skórze.
- Ciekawe czy osoba która chciała zdobyć to pismo o tym wie... - pomyślała Elisif.
- Ty cholerny idioto! Mówiłem ci żebyś się zamknął! - powiedział głośnym szeptem, jeśli ona tutaj przyjdzie to sprawi tylko kłopoty! Słuchaj do cholery, jeśli tylko ona tutaj przyjdzie, to wtedy nigdy w życiu nie zdobędziesz tej szkatułki, a wtedy nawet jak przeżyjesz spotkanie z nią, to twój pan zamieni cię w popiół. Więc zamknij się do cholery!
- Widzę że masz kłopoty... - goblin ponownie usłyszał jej głos. - Powtórz jeszcze raz... Gdzie jesteś mały...
Konto usunięte
- Chyba jest parę rzeczy o których nie wiem? Ponieważ myślałem że............to był twój naturalny kolor skóry
Właściciel
- Co? To? - elfa spojrzała na niego zdziwiona po czym zaśmiała się głośno. - Wierz mi na słowo, kiedyś byłam znacznie ładniejsza. To co teraz widzisz, to wina tych cholernych krasnoludów.
- To raczej nie jest szczególnie ważne... - odpowiedziała cicho Elisif przewracając puste kartki książki.
- Poczekaj do jasnej cholery! - powiedział cicho zdenerwowany krasnolud. - Wierz mi, jeśli jeszcze raz wrzaśniesz tak jak przed chwilą to jedyne co będzie się dało ściągnąć z tego uchwytu to twoje zwłoki. Na wszystkie brody, zamilknij wreszcie a kiedy ona pójdzie to uwolnię cię, pomogę znaleźć tę cholerą szkatułkę i obsypię cię słodyczami!
- Jestem już prawie przy tobie... Jeszcze tylko raz... - mówiła się w jego głowie kobieta.
Tymczasem zaczęło się już ściemniać więc Michael wrócił do Karczmy i podszedł do Axa.
- Gniotek mówił że mogę u ciebie wynająć pokój. - skłamał Michael, w rzeczywistości Karczmarz nic o tym nie wspominał. Wszystko wiedział od Atlasa.
Konto usunięte
- Czemu mam wrażenie że najbardziej otwartą umysłowo na inne rasy osobą w tym pomieszczeniu jestem ja, człowiek z wyspy gdzie żyją biali ludzie i jeszcze bardziej biali ludzie
Właściciel
- Nie zdziwiłabym się. Zwłaszcza patrząc po osobach które tu siedzą. - mruknęła elfka.
Konto usunięte
- Ehh No cóż mam nadzieje że nasza współpraca nie zostanie zakończona przez bandę gości z ostrymi przedmiotami
Właściciel
- Mamy po co przyszłyśmy, więc możemy wracać. - odparła Elisif ucieszona że to zaproponowała.
- No dalej malutki... Jak będziesz cicho to cię nie znajdę... Nie spełnię bez tego twoich marzeń... - słyszał wciąż jej głos.
- Pamiętaj - mruknął krasnolud. - wszystko co ona mówi to same kłamstwa.
- Obojętne. - odpowiedział Michael. - Byleby było cicho.
- Tak zazwyczaj kończy się większość historii frakcji, prawda? - pomyślała elfka.
Właściciel
- Ale myślałam że... - ucichła Elisif nie wiedząc co powiedzieć.
- Dasz radę mały, wyobraź sobie ile dostaniesz słodkości jak tylko wytrzymasz. - powiedział cicho krasnal.
- No daleeej... Musisz mnie pokierować... Inaczej ci nie pomogę...
Michael zbyt długo się na wszystko przygotowywał by nie być przygotowany. Wyjął złotą monetę z kieszeni i położył na jego ręce po czym wziął klucz i ruszył w stronę pokoju.
Właściciel
- Ale... - próbowała wymyślić jakiś argument ale na nic nie mogła wpaść. - Ta książka jest mi bardzo potrzebna...
Krasnolud zasłonił mu dłonią usta.
- Jeśli zaraz się ktoś nie odezwie niestety będę musiała odejść z moimi wszystkimi czarami... - krasnolud słyszał jej głos równie dobrze jak goblin, jednak wiedział zbyt wiele o niej żeby się dać nabrać. Po chwili głos i dzwonki ustały. Krasnolud usiadł na ziemi i odetchnął ze spokojem.
Michael w tym momencie udał się do swojego pokoju i położył na łóżku.
Konto usunięte
- W moich stronach jeszcze jest broń palna
Właściciel
- No dobra. -westchnęła Elisif. - Ludzie którzy mnie wysłali po to pismo mówią, że dzięki niemu odnajdą pewną potężną broń, która jest im potrzebna.
Krasnolud nie miał już ochoty się więcej denerwować więc położył się na podłodze i zamknął oczy w zamyśleniu.
- Z tego co słyszałem krasnoludy też coś produkują, ale nigdy mnie to szczególnie nie interesowało. - odparła elfka.
Właściciel
- W zasadzie to nie wiele o nich wiem, osoba z którą rozmawiałam mówiła że są... Jak to się nazywało... A tak, Kręgiem Pierścienia.
Konto usunięte
- No miałem w sumie na myśli że ta broń jest produkowana na skalę przemysłową i jest główną bronią naszej armii
Właściciel
Wojna tymczasem wraz z Głodem właśnie weszli do świątyni. Poczekali do momentu aż większość kapłanów Beliara pójdzie spać. Teraz mieli szansę spokojnie nie postrzeżenie zabrać szpon.
Właściciel
///degant nie musisz mi przypominać że mam odpisać, zazwyczaj sam to zauważam///
- Nigdy nie uważałam technologii za zbyt dobry pomysł, zwłaszcza że ani ludzie, ani krasnoludy nie są gotowi na używanie tego w dobry sposób. - odparła elfka.
- W zasadzie to nie do końca wiem jak wyglądał... Nosił czarny kombinezon a jego twarz zasłaniała maska. - odparła Elisif.
Wojna zadowolony zrobił kilka kroków w stronę Szponu.
- Tak jak je pamiętałem. Jestem pewien że gdybym nie zdobył mojego miecza jako Wojna, to pewnie od dawna dzierżyłbym właśnie to ostrze.
Konto usunięte
- Przepraszam cię, w takim razie to czego mamy używać żeby nie zostać wybitym do nogi przez plagi,mutanty i magów
Właściciel
Elisif spojrzała na nich.
- Jesteś pewna że chodzi o tą samą osobę? Czemu niby w takim razie miałby mnie po nią wysyłać?
Wojna przyjrzał mu się z zaciekawieniem.
- Skoro wiesz kim jestem, to czy naprawdę myślisz że wystraszą mnie twoi koledzy? Daruj sobie, to jeden z tych momentów kiedy staram się zdobyć coś, bez wszczynania wojny. Czemu chcesz mi to utrudnić?
Właściciel
Elisif spojrzała wykrzywiając usta.
- I co ja mam niby zrobić... - nie rozumiała.
- Hmm jakoś wątpię żeby to rzeczywiście pomogło mi lepiej niż zabieranie tego szponu... Co o tym myślisz Głód?
- Szczerze? Rób jak chcesz ja nigdy nie miałem żyłki do biegania za jakimiś potężnymi artefaktami.
- A gdyby tak wziąć Szpon a potem pójść do tamtego kolesia? O ile w ogóle on istnieje... Słuchaj Głód zrobimy tak, ty zostaniesz tutaj w okolicy i będziesz pilnował czy przypadkiem ktoś nie wpadł na pomysł żeby przenieść ten miecz. Ja udam się w miejsce o którym wspominał ork. Dobra?
- Ech... I tak chyba nie mam nic lepszego do roboty, pobuduję zamki z piasku czy coś.
- No dobra. - powiedział Wojna i nie czekając dłużej wyszedł ze świątyni, następnie skierował się na południe.
Właściciel
Teraz dopiero Elisif przypomniało się że Darcus kiedyś jej o tym wspominał. Elisif dotknęła krwi palcami po czym przyłożyła je do języka.
Wojna bez słowa wszedł w do groty.