Karczma pod Historią

Avatar
Konto usunięte
// Czyli sam mam się GM'ować ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
/// Nie lubię tego słowa. Po prostu pisz co robi twoja postać, jak będzie potrzebna reakcja jakiejś postaci którą steruję to ją wykonam. ///

Avatar
Konto usunięte
Albert ruszył w stronę ratusza żeby zawiesić swoje ogłoszenie na tablicy która znajdowała się przed nim,na skrawku papieru który zmierzał przybić ,znajdowała się informacja o tym że w mieście znajduje się chirurg który będzie świadczył usługi zainteresowanym,oczywiście za opłatą jednak ta będzie dość mała i przystępna nawet dla tych biedniejszych, jednak niskie ceny nie były wynikiem dobroduszności Alberta tylko faktem że najprawdopodobniej w tutejszym szpitalu większości pracują magowie,więc nawet jeśli znalazłby tam pracę to taką która by mu się jeszcze mniej opłacała niż ta z ogłoszenia które zapisał,kiedy w końcu znalazł ratusz podszedł szybko do tablicy przed nim, zrobił to co miał zrobić, i prawie że natychmiastowo zwrócił się w stronę karczmy i ruszył tam

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif spojrzała w stronę dziewczynki.
- Słyszysz to?

Masil kucnął przed goblinem i położył mu ręce na ramionach.
- Słuchaj, jestem w stu procentach pewien że twoje umiejętności i sprawność idealnie nadają się do tej misji. Nie znam w tym momencie nikogo kto byłby do tego lepszy. - po części Masil chciał upewnić goblina, z drugiej strony jednak nie kłamał, nie znał nikogo równie małego i zwinnego a nigdy nie lubił impów które niektórzy magowie tak wielbią.

Karczmarz uśmiechnął się lekko.
- To nawet lepiej. - powiedział cicho po czym odwrócił się w stronę ludzi w Karczmie i odezwał się głośno tak żeby wszyscy go dokładnie słyszeli. Na tyle głośno że było go nawet słychać trochę poza budynkiem. - Słuchajcie ludzie i nieludzie. Mam dla wszystkich tu obecnych pewną opłacalną i zyskowną propozycję. Poszukuję sprawnych i przydatnych osób które chciałyby w dobrym towarzystwie zaznać przygód, podróży, a także przy tym dobrze zarobić. Jeśli ktoś jest chętny, albo chce się więcej dowiedzieć, niechaj mówi. W razie gdyby ktoś był nie pewny wkrótce zostanie wywieszona kartka na której będzie wszystko podane. Jeśli ktoś z was jest chętny, lub zna kogoś kto byłby chętny niech jak najszybciej go poinformuje! - po skończeniu odwrócił się z powrotem w stronę Axa. - Jestem słaby w przemówieniach, ale chyba nie było tak źle.
W tym momencie jego ramieniem potrząsnął Oghren.
- Stary, powiedziałbym ci coś w stylu "Masz mój topór", ale chyba już to gdzieś słyszałem. Więc powiem ci po prostu że możesz na mnie liczyć, zresztą jak zawsze kiedy chodzi o rozwalenie paru głów. - uśmiechnął się krasnolud.
- Czułem że będziesz chętny. - odparł Gniotek.
Po chwili zastanowienia odezwał się Mariok.
- Czy ta twoja drużyna karczmarnych wojowników będzie od czasu do czasu odwiedzać miejsca pełne złota i nie spotykanych nigdzie indziej stworzeń?
- Póki ci nie wiem, ale możliwe. - odpowiedział Karczmarz.
- W takim razie piszę się na to. Może i jestem cholernie bogaty, ale większość złota zostawiłem w banku w Orgrimmarze.
- Świetnie. - usiadł na stołku przy ladzie. - Mam nadzieję że ktoś jeszcze się zgłosi, ale dam im czas.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie słyszysz? Coś jakby w rodzaju śpiewu.

- Świetnie. - Masil wstał na równe nogi. - Według ksiąg i badań które do tej pory udało mi się odkryć są dwa najbardziej prawdopodobne miejsca gdzie ów lud mógł mieszkać. - Jedno z nich to wyspy znajdujące się na morzu pomiędzy Tamriel a Starym Kontynentem. Jednak jest to trochę mniej prawdopodobne bo w opowieściach i legendach nie ma nic o tym żeby armia wrogów przed którą ukrył się władca ze szkatułką przypłynęła na statkach. Z drugiej strony w sumie mogli ich zaatakować jacyś ich sąsiedzi. Jednak druga opcja najbardziej mi pasuje. To stare miasto znalezione gdzieś na pustyni niedaleko za morzem od strony Varantu. Jedna z legend nawet mówi że te pustynie były kiedyś ze sobą połączone jeszcze zanim na tych terenach znajdowały się morza. Chociaż to mało prawdopodobne. W każdym razie nie to nas interesuje. Kawałek za Varantem znajduje się niewielki kontynent na którym nie żyje zbyt wiele poza jakimiś koczowniczymi i dzikimi ludami. Na pustynie nikt nie chodził od czasów Teuroka Grubego, czyli orkowego naukowca, w co wciąż trudno mi uwierzyć. Który badając przeszłość jakiegoś ludu żyjącego dawno temu na Varancie odkrył ów kontynent a potem pozostałości Starego Miasta znajdującego się w sporym kanionie. Wszystkie legendy i historie idealnie pasują do miasta i terenu opisanego przez Teuroka. - rozgadał się Masil który wpadł w swoją pasję i gadanie i zapomniał że mówi do goblina który sporo mógł nie zrozumieć. - Mam nadzieję że częściowo za mną nadążałeś? - upewnił się mag.

- W zasadzie to konkretnych wypraw jeszcze nie ustaliliśmy - odparł Karczmarz. - ale póki co się rozkręcamy. Jak jeszcze trochę odpocznę i uwolnię cię od siedzenia za ladą to jakbyś nie miał nic do roboty to zawsze możemy się jakoś dogadać.

Avatar
Konto usunięte
Albert mniej więcej dotarł do karczmy kiedy gniotek był w momencie wspominania zarobku,więc szybko podszedł do niego
- Przepraszam pana,ale zasłyszałem że zbierasz pewną grupę osób na jakieś wyprawy, więc pomyślałem że może by się wam przydał jakiś medyk

Avatar
Konto usunięte
- Szczerze, znając moje szczęście to raczej nie będę zajęty przez parę najbliższych dni więc ......

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cóż, w zasadzie, przyda się ktoś kto zna się na alchemii czy leczeniu. Więc jeśli rzeczywiście jesteś chętny to pewnie. W tym momencie każdy może się przydać. - odpowiedział Karczmarz zadowolony że zgłosił się ktoś więcej.

Avatar
Konto usunięte
- Świetnie, a tak przy okazji nazywam się Albert
Wysunął rękę do karczmarza

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Skąd ten odgłos się w ogóle bierze? - zapytała Elisif.

- Nie, oczywiście że nie. Spróbuję stworzyć portal którym przeniesiesz się bezpiecznie w okolicę kanionu.

- Jak uważasz. - odparł Karczmarz po czym uścisnął rękę Albeta. - Ja jestem Abraxas, dla przyjaciół Gniotek. - W tym momencie ujrzał kątem oka elfkę o której wcześniej zdążył już coś usłyszeć. Wpadł my do głowy pomysł, podszedł powoli do stolika przy którym siedziała. - A ty? Słyszałem trochę o tobie, nie chciałabyś się dołączyć?
- Gniotek! - zawołał Oghren. - Nawet sobie nie żartuj, ta baba popłakała się bo nie chciała nikogo zabijać! Na nic nam się nie przyda.
- Cicho bądź Oghren, nie potrzebne mi w tym momencie twoje zdanie. Mogłabyś nam się przydać. - zwrócił się z powrotem do niej.
- Na nic nam się nie przyda! - powtórzył krasnolud. Nawet muchy by nie skrzywdziła! Ale to dlatego że by nie potrafiła! Ha ha! - zaśmiał się głośno.
- Zamknij się próbuję...
- Niech gada śmiało - mruknęła elfka. - Tacy jak on potrafiliby wymordować całe wioski z uśmiechem na twarzy. gdyby w nagrodę dostali skrzynkę ze złotem... Nie znają cierpienia takiego jak my.
- Nic o mnie nie wiesz głupia czarna elfko - odparł Oghren. - największa różnica między nami polega na tym że ja potrafią zadbać o siebie.
- Dobra, Oghren, do cholery zamknij się wreszcie. - Karczmarz mocno się wkurzył, czekał chwilę patrząc czy krasnolud wreszcie się przymknął. - Posłuchaj elfko - oparł ręce o stolik przy którym siedział. - z nim na pewno da się dogadać wystarczy że... - W tym momencie ona napluła mu na dłoń.
- Nie będę współpracować z takim sku*wysynem jak on. Zrozum to.
Abraxas wstał i wytarł rękę o spodnie.
- No dobra, jakbyś zmieniła zdanie to...
- Prędzej zdechnę. - odcięła się.
Karczmarz mruknął coś niezrozumiałego do samego siebie i ruszył w stronę podziemi asasynów.
- W takim razie kto chce do nas dołączyć niech idzie za mną.
Oghren z Mariokiem ruszyli za nim od razu.

Avatar
Konto usunięte
Albert poprawił maskę i ruszył za nimi

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Idziemy to sprawdzić? - zapytała dziewczynki patrząc w ciemny tunel.

- Oczywiście że tak. Weźmiesz swój kamień dzięki któremu do tej pory mogłeś tutaj wracać.

Karczmarz poprowadził ich przez podziemia asasynów do pomieszczenia które od wymienionych dostał. Pokój był już znacznie czystszy niż na początku. Wciąż brakowało wielu mebli i ogólnie w pokoju było lekko ciemno gdyż oświetlało je póki co tylko trzy pochodnie przyczepione do ścian. Na środku stał spory drewniany stół a dookoła niego cztery stare krzesła. Na podłodze przy ścianie siedział Michael.
- Dobra, to jest nasze główne pomieszczenie, na razie nie wygląda zachwycająco ale z czasem się to zmieni. - odezwał się Karczmarz do reszty. - Skoro już tu jesteście musicie kogoś poznać, to jest Michael. Mój doradca, on pomoże nam rozbudować nasze stowarzyszenie.
- Właśnie, to jak się będziemy nazywać? - zapytał Mariok - Ludzie z ciemnej sali?
- Oficjalnie, Złotą Gildią. Nieoficjalnie...
- Czarną Rękawicą. - przerwał mu Michael który właśnie wstawał. - Ponieważ każda frakcja musi mieć swoje mroczne sekrety, prawda?
- Dobra, możecie się rozgościć, jakbyście mieli pytania, to zadawajcie mi albo Michaelowi, wkrótce pojawi się tu więcej mebli i będzie znacznie wygodniej. Aha, dobrze by było żebyście nie przeszkadzali reszcie ludzi mieszkających w tych podziemiach. A jeszcze lepiej, jakbyście o nich nie mówili. - dokończył Abraxas po czym podszedł do Michaela. - Co o nich myślisz?
- Spodziewałem się że znajdziesz kogoś więcej... Ale póki i tak tu niema za wiele miejsca, to może być.
- Chciałem zwerbować jeszcze pewną elfkę, ale przez Oghrena wiele z tego nie wyszło. Nie da rady jej namówić.
- Ja z nią pogadam. - powiedział po czym ruszył w stronę wyjścia.
- Czekaj, mówiła że...
Michael się do niego odwrócił.
- Zaufaj mi. - odparł i ruszył w stronę Karczmy.
Karczmarz stał tak przez chwilę zamyślony po czym usiadł przy stole i zaczął rozmyślać.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- W takim razie chętnie zobaczę skąd ten odgłos. - powiedziała i ruszyła w stronę skąd się wydobywał.

- Musisz chwilę poczekać. Muszę stworzyć portal i przygotować się w razie pewnych ewentualności. Możesz w międzyczasie odpocząć, czy pobiegać dookoła drzewa. Wolna wola. - powiedział uśmiechając się Masil i ruszył do jednej z półek z książkami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dziwne... - mruknęła Elisif nie przestając iść przez siebie. - Jak myślisz, od kogo pochodzi ten głos?

Masil wziął jedną księgę z półki i zaczął czegoś szukać. W którymś momencie szybkim truchtem poszedł do skrzyni leżącej pod drzewem, otwierając skrzynię postarał się posłuchać co mówi goblin szukając w międzyczasie w skrzyni jakiegoś przedmiotu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mi wydaje się... Dziwnie znajomy... Ale to pewnie złudzenie. - powiedziała cicho zastanawiając się nad sensem śpiewanych słów.

Masil w końcu znalazł jakiś papier ze znakiem teleportacji. Typowy zwój dla mieszkańców Starego Kontynentu. Zwój jednak nie miał żadnego znaku który mógłby sugerować gdzie on przenosi. Masil poszedł z zwojem do stołu, podniósł swój kostur opierający się o ów stół i zaczął rzucać bez słów jakieś zaklęcia co jakiś czas zaglądając do księgi.

Wojna tymczasem wraz z Głodem siedział na sporym pustynnym kwadratowym kamieniu który był pewne pozostałością jakieś świątyni czy miasta.
- To kiedy przyjedzie ten twój przyjaciel? - zapytał Głód wyraźnie znudzony już siedzeniem na pustyni.
- Niedługo. Spokojnie... - mruknął Wojna które równie mocno nudziło już marudzenie Głodu.
W tym momencie piasek kilkadziesiąt metrów przed nimi poruszył się, usłyszeli zgrzyt jakiegoś mechanizmu. Piasek zaczął zsypywać się do podłużnej dziury która wciąż się poszerzała. Po chwili była już zupełnie kwadratowa. W tym momencie usłyszeli odgłos pędzącego stada zwierząt. W tym momencie z dziury wybiegł Kroth-gar a tuż za nim orkowie których zabrał ze sobą. Kiedy ujrzał Wojnę i Głód zatrzymał się a gestem ręki również swoich ludzi.
- Nie spodziewałem się ciebie w tym miejscu. - powiedział poważnie Kroth-gar, po czym zsiadł z warga podszedł do Wojny i razem uścisnęli się po przyjacielsku. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Owszem, z tego co widzę tunele dalej sprawne. - odparł Wojna, w tym momencie wejście za nimi zaczęło się powoli zamykać odsłaniając metalowe wejście oznaczone krasnoludzkimi wzorami.
- A no działają. Wciąż bawi mnie że przez te wszystkie lata ludzie ich nie odkryli. Gdyby nie one nigdy nie zdążylibyśmy na czas.
Prócz Kroth-gara również jego ludzie wyglądali na zadowolonych, jakby znali Wojnę od dawna.
Głód przyglądał się im w zaciekawieniu.
- A właśnie, to jest, jak mogłeś się domyśleć, Głód, mój braciszek. - uśmiechnął się Wojna.
Kroth-gar skinął do niego głową na co ten odpowiedział to samo.
- O dobra, ale założę się że nie czekałeś na mnie na środku pustyni bez powodu?
- Oczywiście że nie. Słuchaj. Jest pewna delikatna sprawa.
- Jaka?
- Potrzebuję żebyś powiedział mi gdzie przechowujecie Szpon Beliara.
Kroth-gar wciągnął powietrze.
- Większość ludzi do tej pory nie jest pewien kto go ukradł z grobowca bezimiennego. - uśmiechnął się Kroth-gar. - W zasadzie to po co ci ta wiedza? Przecież twoje ostrze ma znacznie większą moc.
- Miało. Rada upadła i straciliśmy większość swojej mocy.
- No to nie wesoło.
- Owszem, co prawda, ostrze dalej jest potężne, ale to nie to co kiedyś. Potrzebuję czegoś czym mógłbym go naładować. A Szpon Beliara wydaje się idealnym rozwiązaniem.
- Może i tak, dobrze wiesz ile znam się na magii. Ale skąd przyszedł ci pomysł do głowy że wiem gdzie jest przechowywany?
- Dobrze wiesz że ja wiem że ty wiesz. Znam cię zbyt dobrze, ktoś taki jak ty musi wiedzieć coś takiego.
- No dobra, wiem. Ale orkowi kapłanie niezbyt się ucieszą jak im go zabierzesz.
- Przecież Beliar od dawna gryzie piach.
- No tak, ale jest jeszcze Śniący.
- Odrobiłem się lekturę. Z tego co wiem to przez Darcusa i Karczmarza ma raczej mniej władzy od Beliara. Od długiego czasu nie ma żadnych śladów mrocznych ataków sił zła z jego strony. - zaśmiał się Wojna. - Mniejsza, kapłani to i tak kapłani, wiele z tego Szponu użytku nie będą mieli.
- A może i racja. No dobra, pokażę ci gdzie leży ich świątynia, ale jak coś, to nic o tym nie wiem, tak?
- Jasna sprawa.
- No to za mną. - powiedział Kroth-gar i ruszył powoli w stronę świątyni, a Głód, Wojna i ludzie Kroth-gar tuż za nim

Avatar
Konto usunięte
Zwrócił się do Oghrena
- Ty tesz masz wrażenie że ten cały Michael jest jakiś podejrzany

Avatar Gniotek7
Właściciel
Oghren spojrzał na Alberta.
- Owszem, widziałeś jego dłoń? To były same kości! Samiusieńkie kosteczki!

Elisif z zainteresowałem wciąż szła przed siebie, im głębiej była tym coraz bardziej się niepokoiła

Masil chwilę później skończył i zadowolony odezwał się do goblina.
- Zrobione. - podszedł do niego i wręczył mu zwój i oraz jego kamień teleportacji. - Tu masz swój kamień którym powrócisz jak wykonasz zadanie. A tutaj zwój który przeniesie cię na teren starożytnego miasta. Teraz słuchaj uważnie. Chodząc po mieście musisz uważnie rozglądać się za zejściami do podziemi oraz jakimiś mechanizmami. Podejrzewam że pomieszczenie w którym ukrył się władca tego ludu znajduje się gdzieś głębiej pod miastem w sekretnym pomieszczeniu. Musisz szukać bardzo uważnie. - Masil wyjął teraz z kieszeni małą białą błyszczącą ścierkę, starając się żeby jej nie zmiąć. - W razie gdybyś trafił na jakieś niebezpieczeństwo użyj tego. - podał mu ją razem z kamieniem oraz zwojem. - Kiedyś ją ściśniesz staniesz się niewidzialny, taka ścierka niewidka. No i najważniejsze. Kiedy już uda ci się odnaleźć szkatułkę, która prawdopodobnie będzie w okolicy jakiegoś szkieleta oraz będzie wyróżniać się tak bardzo jak to możliwe. Pamiętaj żeby nie jej nie otwierać. Nie wiemy co tam się znajduje. Chwycisz ją szybko i użyjesz swojego kamienia. I błagam cię, bądź ostrożny, możesz tam napotkać praktycznie wszystko. Czy wszystko zrozumiałeś?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif spojrzała bez słowa na dziewczynkę żeby zobaczyć co o tym myśli.

- Przemyślałem to, wystarczy że przerwiesz zwój na pół. Wtedy cię przeniesie. - odpowiedział Masil uśmiechając się.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Myślisz że to dobry pomysł tam wchodzić? - zapytała bardzo cicho Elisif.

W momencie kiedy zwój został przerwany goblin zniknął zostawiając po sobie tylko szczątki zwoju.
Chwilę po tym pojawił się na pustyni tuż przy zejściu to ogromnego kamiennego kanionu. W głębi widać już było wystające z ścian starożytne domy będące częścią miasta do którego miał się udać.

Avatar
Konto usunięte
- Ta ,szczerze to nie jego ręka mnie na to naprowadziła

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif spojrzała wystraszona w stronę pomieszczenia z którego wydobywał się wcześniej głos.

Większość budynków w skałach wyglądało z zewnątrz tak samo. Zrobionej z piaskowej skały, bez szyb w oknach i bez drzwi w przejściach. Praktycznie w każdych kilkunastu metrach znajdowała się choć jedna ściana, lub choć jedno okno pokazujące że miasto mimu tylu lat trzyma się nawet dobrze. W jednym z okien jednak - takim które wystawało bezpośrednio ze skały a nie z widocznej ściany budynku wydobywało się żółte światło od ognia. Co robi ogień w opuszczonym miejscu?

- A co konkretnie? - zapytał krasnolud. - Jest w nim wiele dziwnych rzeczy.

Avatar
Konto usunięte
- Mam wrażenie że tu nie pasuje, ale ahh..... ehhh żę nie jest stąd , ale nie tak jak ty czy ja tylko...... czasami żałuje że nie jestem magiem bo oni zazwyczaj na takie tereny nauki idą

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Pewnie przybył z daleka. Kontynenty się zazwyczaj mocno od siebie różnią. Z jego jest pewnie tak samo. - odparł Oghren.

Elisif cofnęła się o kilka kroków i przełknęła ślinę.

W mieście panowała głęboka cisza. Jednak kiedy zaczął zbliżać do okna z którego dochodziło światło. Zaczął słyszeć że ktoś nuci jakąś wesołą piosenkę. Z głosu brzmiał jak krasnolud.

Avatar
Konto usunięte
- Nie nie to nie to , Trudno to określić ale ....... to tak jakby nie był z "tego świata"

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif cofnęła się o kilka kroków.

Problem polegał na tym że okno jest trochę za wysoko żeby mógł spojrzeć przez nie bez próby wdrapania się na okno albo podsadzenie się czymś.

Oghren podrapał się po głowie.
- Nie bardzo rozumiem o co ci chodzi.

Avatar
Konto usunięte
- Trudno to wyjaśnić ehm. ........ A już wiem jak to mniej więcej wyjaśnić, wiesz skąd pochodzą demony?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif przyglądała się im nie wiedząc czy podchodzenie jest bezpieczne. Właściwie nie wiedziała co zrobić.

Po chwili udało mu się dostać do okna. Kiedy przez nie spojrzał uznał krasnoluda siedzącego do niego tyłem przy drewnianym stole i przeglądającym jakieś księgi i nucąc coś po krasnoludzkiemu. Na stole obok stosu książek i jakichś notatek leżała drewniana fajka.
Prócz tego na ścianie była zawieszona pochodnia. A po lewej stało drewniane łóżko z materacem oraz mała szafka nocna. Sam krasnolud siedział ze swoja długą białą brodą w pozłacanym ubraniu. Siedział boso a jego buty leżały pod oknem, co po dłuższym spoglądaniu przez okno było mocno czuć.

- No... Z wymiaru demonów. - odparł krótko Oghren.

Avatar
Konto usunięte
- Więc Michael pochodzi też z jakiegoś wymiaru ,tylko nie naszego

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif tylko spojrzała na nią ale po jej minie widać było że nie ma pojęcia.

Krasnolud gwałtownie spojrzał w stronę goblina.
- A kim ty na siedemset bród jesteś?
W tym samym momencie goblin poczuł okropny smród wydobywający się z buta. Przy tym od razu zbierało się na wymioty.

- W zasadzie... To wszyscy pochodzimy z jakichś wymiarów. To coś nadzwyczajnego? - zapytał krasnolud.

Avatar
Konto usunięte
- Tyle że jest tutaj , on jakoś przeszedł między wymiarami

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif przełknęła ślinę i zrobiła kilka powolnych kroków w przód wchodząc do pomieszczenia.

Krasnolud podszedł i z impetem wyrwał swojego buta spod głowy goblina.
- Goblin?! Tutaj?! - zawołał krasnolud po czym rzucił buta za siebie i chwycił kuszę opierającą się o stół, wycelował w goblina. - Gadaj co tutaj robisz!

- Czyli chodzi ci o to że... - do Oghrena właśnie dotarło o co chodzi, najpierw zrobił duże oczy, a potem uśmiechnął się i parsknął machając ręką. - Nie... To nie ma sensu, przecież wszystkie gobliny, elfy czy ludzie pochodzimy stąd. Jakim cudem mógłby przyjść z innego wymiaru?

Ów osoba tymczasem weszła na górę Karczmy i nie rozglądając się usiadła obok elfki. Od razu zaczął mówić coś po elficku, ale nie po uproszczonym z którego korzystało wiele elfów a także uczyło się go sporo ludzi. Ale tej pierwotnej, starożytnej wersji, w której już nawet niektóre elfy nie potrafiły mówić. Mówił płynnie, jakby uczył się tego języka od urodzenia. Elfka spojrzała na niego na początku zdziwiona, po chwili zaczęła mu odpowiadać. W końcu zaczęli płynnie rozmawiać.

Tymczasem lekarze wysłani przez ekspedycję w poszukiwaniu robaków dotarli na coś, co chyba kiedyś było bagnami.
- Myślicie, że o to może chodzić? - zapytał jeden z nich, idący na przodzie.
- Chyba tak, widzicie te drzewa? Podobne rosną raczej tylko w okolicach podmokłych terenów. - odparł mu inny.
W tym samym momencie inny, odezwał się drżącym głosem.
- Słuchajcie... Chyba to tutaj... Spójrzcie tam... - powiedział cicho.
Reszta spojrzała na niego a potem w stronę w którą spoglądał. Ujrzeli bagiennego węża, ale innego niż te które spotykało się w Myrthanie. Był prawie dwa razy większy, z ciemniejszymi łuskami, a jego skóra miejscami świeciła się na zielono. Spoglądał w ich stronę.
- Chyba powinniśmy się oddalić. - powiedział ten drugi.
W tym momencie wąż pokazał swe uzębienie, wydał z siebie głośny ryk i zaczął niezwykle szybko pełzać w ich stronę. Lekarze rzucili się do ucieczki zagłębiając się w bagna.

Tymczasem Wojna, Głód oraz orkowie dotarli do świątyni położonej na pustyni. Dookoła było tylko kilka kamiennych chatek należących do kapłanów.
- Dobra Wojna, to jest ta świątynia, gdzieś w środku powinien być szpon. Ja z moimi ludźmi zawracam, jest szansa że nikt jeszcze mnie nie widział.
- Niech ci będzie. Chodź Głód, mamy coś do zdobycia. - powiedział i ruszył w stronę świątyni.
Kroth-gar tymczasem zawrócił i udał się w stronę stolicy.

W międzyczasie wykopaliska na terenie starej wieży Xardasa szły bardzo dobrze. Cała wieża została rozłożona i przeniesiona na bok, a wszystkie z niej złożone na stosy lub do skrzyń i wozów. Teraz ludzie wreszcie wzięli się na rozkopywanie ziemi, w poszukiwaniu miejsca, z którego przybył smok.

- Zarus... Chyba znalazłem to czego szukałeś... - odezwał się cicho jaszczurolud prowadzący Zarazę do doliny między górami w której ponoć miał ukrywać się smok.
- Co? Co tam jest? - zapytał zdyszany jeźdźca wspinając się na szczyt na którym jaszczur już stał.
- Twój smok.
- Co? - kiedy Zaraza to usłyszał znacznie przyspieszył i już po minucie dotarł do jaszczura. Teraz zmęczony spojrzał w stronę doliny. A ujrzał tam To. Dolina między wielkimi górami było ogromna, a smok... Wcale nie dużo mniejszy.
- Dziwne że tak samo osób ujrzało to monstrum lecące w tą stronę...
- On taki nie był... Musiał... Musiał... - teraz Zarazie wpadło coś do głowy. - Musiał pochłonąć moc Xardasa... Razem z nim... - powiedział Zaraza i zamilkł. Nie wiedział co powiedzieć. Czuł że smok jest potężny. Ale spodziewał się, że poradzi sobie z Tym nekromantą. Usiadł powoli na ziemi spoglądając na spokojną bestię, i zaczął się zastanawiać, co teraz.

Avatar
Konto usunięte
- Takim cudem jakim to robią demony, magowie i inne istoty o wystarczającej sile magicznej

Avatar Bearson
Do karczmy wszedł pewien elf, był on wysoki, miał fioletowe oczy i długie blond włosy. Był ubrany w starą czarno-zieloną kurtkę i poszarpane brązowe spodnie, jego buty wyglądały jakby wyjęto je psu z gardła. Podszedł do lady i rzekł - Karczmarzu, nalej mi piwa! -

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią