Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jak to co? Oczywiście że krasnoludy. - odparł kierując ku niemu wzrok. Kilku paladynów spojrzało po sobie.

- Ach no tak. Franek! Kaziu! Możecie już wyjść, magowie sobie... Emmm... Poszli. - zawołał Masil wiedząc od kogo pochodzą odgłosy.
Michael dopiero teraz zauważył wszech ogarniający syf i krew.
- Coś mnie ominęło?
- Masz szczęście że nie wysłałeś prośby o rozmowę dziesięć minut wcześniej bo prawdopodobnie twój...
- Telefon.
- Tak, twój telefon skończyłby jako kostka lodu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Demon? - zdziwił się elf.
- Czemu mielibyśmy wierzyć w te bzdury? - prychnął inny elf opierający się o długi łuk. - Krasnoludy zawsze nas nienawidziły, na pewno zrobiły to świadomie.

Masil spojrzał na Michaela.
- Poczekaj tu chwilę. - powiedział po czym ruszył w stronę skąd dobiegał płacz.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie próbuj przekonać mnie. Radziłbym się raczej zająć tymi którzy planują atak na góry. - odparł elf.

Masil stanął teraz jak sparaliżowany. Nie spodziewał się tego. Nie wiedział co powiedzieć.
- Ja... Przykro mi... - to było jedyne co dał radę wykrztusić.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jasne pewnie się ukrywają ze strachu przed odwetem. Zresztą to ich nie powstrzyma, dostaną się tam choćby mieli wyłamać te wielkie wrota.

Michael powoli podszedł do nich. Przez maskę nie widać jednak było co o tym myśli.Po chwili jednak rozejrzał się i odszedł na kawałek.
Masil przyklęknął obok Kazia i objął go lekko ramieniem. Nie miał pojęcia co w takiej sytuacji zrobić. Co za dziwactwo, jestem potężnym magiem który stworzył własny wymiar, a nie wiem co zrobić kiedy komuś umrze przyjaciel... - pomyślał Masil i zamknął na chwilę oczy. Nie chciał tego widzieć jednak nie zamierzał też opuszczać goblina.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Powiedzmy sobie szczerze. Jeśli jest szansa na zatrzymanie ich to jak najszybciej. Jeśli zbiorą wystarczającą ilość swoich i ruszą w drogę to ich nie powstrzymacie. Chyba że siłą. - ostatnie słowa wypowiedział z nutką gniewu. - Ale to wasz problem. - powiedział i ruszył w stronę jednej z chatek w wiosce.
Jeden z paladynów podszedł do Sana.
- I co teraz?

Masil zastanawiał się przez chwilę.
- Co mu się w ogóle stało? Przecież chwilę przed przybyciem tych zimnych drani widziałem jak biegaliście swobodnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Proponowałbym żeby każdy udał się na odpoczynek. Potrzebujemy kogoś kto będzie nas teraz nami dowodził. - zaproponował jeden z paladynów opierający się o bramę.

- Słuchaj Michael mam do ciebie sprawę... - poczekał chwilę jednak mu nie odpowiedział. - Michael? - rozejrzał się, jednak nigdzie go nie widział.

Michael tymczasem był już daleko od wymiaru i przemierzał las w poszukiwaniu swojego celu.

Orkowie natomiast zdążyli się rozejść po mieście i byli gotowi do bronienia. Ich wargi natomiast zajmowały się spożywaniem tego co zostało z paladynów. A zbroje z nich zostały zgromadzone na stosie przed obozem i był pilnowany przez kilkunastu orków. Kroth-gar był gotowy do wyjazdu gdyż musiał wracać na pustynię żeby coś załatwił. Jednak wolał poczekać aż ludzie wyjdą z podziemi żeby mieć pewność że wszystko jest w porządku.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Paladyni i reszta ludzi też w końcu się rozeszli żeby odpocząć.

Kiedy większość ludzi już wreszcie wyszła z podziemi Oghren ruszył do Karczmy zobaczyć czy można już zamówić coś do picia.

Avatar
Konto usunięte
Wśród tych ludzi był Albert,który postanowił że wróci do karczmy żeby przemyśleć sprawy

Avatar Gniotek7
Właściciel
Mariok, goblin o którym na czas walki świat zapomniał przyglądał się bramie miasta od strony lasu z zaciekawieniem.
- Hmm... Z jednej strony widziałem ludzi... Z drugiej strony są tam orkowie. Cholera, po czyjej stronie stoi to miasto? Czy trafiłem na jedno z tych miast gdzie zanika granica stron? - gadał jak zwykle sam do siebie goblin zastanawiając się. - Zrobię tak, pójdę tam i zobaczę kto się na mnie rzuci. Jeśli nikt, to może dowiem się wreszcie gdzie ja do cholery wylądowałem. - zdecydował Mariok po czym dumnym krokiem wyszedł z lasu kierując się w stronę bramy.
Dwóch orków którzy aktualnie jej pilnowali przyglądali mu się jednak nic nie powiedzieli.
- Dzień dobry panowie. - powiedział uśmiechając się goblin i wkroczył do miasta.

W mieście tymczasem co raz bardziej się uspokajało. Ludzie którzy stracili z jakiegoś powodu dom mieli zebrać się na rynku w celu znalezienia im tymczasowego mieszkania. Skrzynie z niebezpieczną substancją zostały już zabrane i schowane w bezpieczne miejsce.

Oghren usiadł przy ladzie w Karczmie i spojrzał na Axa.
- Zostało wam tam coś dobrego? Jakiś browar? Jeśli tak to dawaj, trza uczcić dobrą walkę. - wydawał się wyraźnie zadowolony że armia paladynów nie rozerwała ich na strzępy.

Gniotek natomiast otwarł oczy leżąc na swoim łóżku w Karczmie. Poczuł bowiem że Elisif nie leży lecz siedzi.
- Powinnaś odpoczywać póki Kate zgodziła się opiekować Vitą oraz nikt nie oczekuje od ciebie ratowania miasta. - stwierdził uśmiechając się.
- Musisz mi coś obiecać. - odparła Elisif, w jej głosie słychać było powagę.
- Tak? - teraz Karczmarz się podniósł i zaczął jej się przyglądać.
- Obiecaj że już nigdy nie będziesz ruszał na żadne wyprawy ratunkowe które będą ci zagrażać.
- Nie rozumiem o co ci chodzi.
- Choćby ta twoja wyprawa do wymiaru demonów, to było strasznie niebezpieczne.
- Przecież wiem, ale nie zamierzałem siedzieć i patrzeć jak ty chorujesz a ten cholerny demon siedzi sobie bezkarnie i robi co chce.
- Ja wiem. Tylko przez cały ten czas nie robiłam prawie nic tylko się martwiłem. Nawet nie wiesz jak się bałam, że nigdy nie wrócisz, a jak wróciłeś... Jak wyglądałeś? Pamiętasz to? Czy byłeś całkowicie opętany?
- Czyli mam cię nie bronić ponieważ boisz się o mnie? A myślisz że jak ja się czuję? Mam siedzieć z założonymi rękami? Tego oczekujesz?
- Chcę żebyś nie ryzykował dla mnie tak bardzo. Żadnych wypraw przeciwko demonom, nie rób czegoś co będzie grozić twojemu życiu. Bo co się stanie jeśli pewnego dnia sam tam gdzieś zginiesz? Co mi to da nawet jeśli uda ci się mnie uleczyć, uratować, cokolwiek? Obiecaj mi to.
- Czyli mam siedzieć i co? Patrzeć jak umierasz?
- Nie wiem, znajdź kogoś kto robiłby to za ciebie. Znajdź coś dzięki czemu nie będziesz musiał ryzykować dla mnie swojego życia. Takie życie dla mnie jest ciężkie, choroba nie robi mi nic w porównaniu z tym że myślę że ty możesz być gdzieś tam i umierać dręczony przez jakieś potwory czy demony. Po prostu nie potrafię tak żyć.
- A jeśli nikogo nie znajdę?
- Wtedy umrę, albo oślepnę, cokolwiek będzie mi grozić, trudno. Nie mogę przeżyć myśli że mógłbyś zginąć przede mną, czuję że bym sobie z tym nie poradziła. Nie chcę bohatera, chcę ciebie...
Abraxas westchnął. To nie było łatwe zwłaszcza że już teraz wiedział że nie da rady spełniać tego do końca swojego życia. Że w końcu będzie musiał gdzieś tam iść. Ale postara się - pomyślał. - postara się dopilnować obietnicy tak długo jak to będzie możliwe. Jeśli przez to Elisif będzie szczęśliwsza.
- Obiecuję. - powiedział a Elisif westchnęła głęboko po czym położyła się z powrotem.
- Dziękuję. - odparła, w oczach stanęły jej łzy.

- Ty naprawdę jesteś geniuszem. - powiedział Michael słuchając tego co mu powiedział.
- Wiem.
- A więc? Kiedy mam ruszać do miasta?
- Jeszcze trzeba poczekać, oficjalnie Karczmarz nie wpadł jeszcze na swój genialny pomysł. Ale już niedługo.

Avatar
Konto usunięte
Kiedy Albert wszedł do karczmy zajął miejsce koło Oghrena
- Co teraz ... hmmmm - mruknął do siebie Albert

Avatar Gniotek7
Właściciel
Krasnolud wyciągnął z kieszeni kilka srebrnych monet i położył na ladzie.
- Znalazłem trochę przy jednym z paladynów. Jak można brać pieniądze na walkę? Znaczy, nie żebym marudził, tylko to trochę dziwne. - gadał chwilę po czym wziął duży łyk ze swojego kufla. Po chwili oparł się o ladę i spojrzał na lekarza. - A tyś gdzie był cały ten czas? Gdybyś widział co za walka cię ominęła!

Avatar
Konto usunięte
Nagle Albert obrócił głowę w stronę krasnoluda
- Ty jesteś Oghren...... tak? A gdzie byłem, pomagałem jak mogłem w podziemiach

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Na zewnątrz nie było potrzebne więcej pomocy, może to i racja. Widziałeś tych wszystkich orków? Skąd ta banda się wzięła!

Avatar
Konto usunięte
- Orków? ...... to tak się nazywają te zielone giganty ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tylko mi nie mów że o nich wcześniej nie słyszałeś! - zawołał krasnolud i wziął głęboki łyk z kufla. - Niektórzy mawiają że na pustyni jest ich tylu że sam piach myśli czy się nie wyprowadzić!

Avatar
Konto usunięte
- W moich stronach nie ma orków, elfów ani krasnoludów, jedynym powodem dlaczego wiedziałem czym był ten kawał niewychowanego łajna ,który tutaj przyszedł i ja go operowałem jest fakt że jeden z marynarzy na statku był elfem, a kapitan Krasnoludem

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tak, elfy potrafią mocno wkurzyć. Noszą się jakby byli panami świata. A teraz widzisz, wystarczył jeden wybuch i większość z nich się kuli pod jakimiś drzewami! - zawołał i dopił swojego browara.

//no tak, zapomniałem odpisać.///
Masil siedział jeszcze obok niego przez chwilę bez słowa.
- Musimy go pochować. Przecież nie może tutaj tak leżeć.

Avatar
Konto usunięte
-Może tak ,ale jako medyk muszę potrafić oddzielić odosobniony przypadek od epidemi jeśli wiesz o co mi chodzi

Avatar Gniotek7
Właściciel
Oghren zamilknął teraz i wziął się za dopijanie piwa.

Masil wstał i poszedł po łopatę która leżała obok jednej z szafek z książkami.

Avatar
Konto usunięte
Albert wrócił do rozmyślania

Avatar Gniotek7
Właściciel
Masil chwycił łopatę po czym wrócił pod drzewo i bez słowa zaczął kopać dół.

- Właściwie to czy ktokolwiek poza mną wie że tu jesteś?
- A czy tamten jeleń się liczy? - odparł Atlasowi Michael z uśmiechem.
- Dobrze wiesz o co mi chodzi.
- Nie, nikt.
- Nie powiedziałeś nawet własnemu synowi? - zapytał Atlas, w jego głosie było czuć sarkazm.
- Nie przypominaj mi o tym su**nsynie, posiadł znacznie więcej cech po ojcu Sam niż po niej samej. - odparł ponuro Michael.
- Och wyluzuj już. Czy zawsze kiedy ktoś poruszy jej temat to musisz być taki poważny?
- Możliwe że ty tego nie rozumiesz, w końcu jesteś tylko cholerną maszyną. Nie ważne jak mocno A'juan by cię nie dopracował nigdy nie będziesz rozumiał ludzkich uczuć tak dobrze.
- I kto to mówi? - zapytał Atlas, Michael tylko kiwnął głową.
- Może i racja. Różnica polega na tym że ja nim kiedyś byłem, ty nie.
- Zawsze to powtarzasz, a w sumie niewiele różnisz się od człowieka.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda? Nie wierzę że ktokolwiek kto mnie zna jest wstanie o mnie jeszcze powiedzieć "To jest człowiek".
- A Hunter? - podsunął Atlas.
- To zupełnie inna sprawa. - mruknął Michael.
- A to niby dlaczego?
- Bo ona ze wszystkich osób które znałem rozumie mnie najlepiej i najgorzej jednocześnie.
- To nie jest logiczne.
- Zupełnie jak ja. - odparł Michael po czym obaj krótko się zaśmiali. Potem ponownie nastała cisza.

Tymczasem drzwi Karczmy otwarły się i stanął w nich Mariok.
Nieco niższy od krasnoluda, przeciętnie zielony goblin z czarnym irokezem na głowie. Jego zbroja wyglądała na mocno używaną ale wciąż wytrzymałą. Cała zbroja była zrobiona z ciemnego metalu oraz miała podorabiane kawałki futra i skór. Cała zbroja była stworzona typowo w orkowym stylu. Ponadto na lewym naramienniku spoczywała zwierzęca czaszka a w prawy wbite było kilka strzał, które jednak po dłuższym przyglądaniu wyglądały jak wbite specjalnie, jako ozdoba.
Goblin zmrużył tylko oczy widząc krasnoluda i człowieka przy ladzie po czym podszedł do niej i spojrzał zastępcy Karczmarza w oczy i powiedział.
- Zanim cokolwiek się tutaj wydarzy, krótka piłka. Przymierze czy Horda? - zapytał Mariok nie spuszczając wzroku z jego oczu mrużąc je lekko.

Avatar
Konto usunięte
Albert odwrócił się w stronę nowego przybysza i mu się dobrze przyjrzał, oczywiście wciąż z swoją maską na twarzy
- Z mojej dość niewielkiej wiedzy to żadna z wymienionych

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jeśli zadajesz takie pytanie to albo jesteś po stronie Przymierza i się boisz, albo rzeczywiście nie wiesz co to znaczy. Ale to niemożliwe żeby ktokolwiek mieszkający w Azeroth nie wiedział co to znaczy. Więc się boisz tak? Albo to po prostu zasadzka. - rozejrzał się ciekawy kto pierwszy rzuci się na jego gardło.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dobra koniec żartów. - powiedział Goblin i sięgnął po swoją spluwę na plecach. - Jesteśmy w Kalimdorze czy we Wschodnich Królestwach?

Avatar
Konto usunięte
Albert łapie za swoją torbę i wyciąga z niej swój puginał

Avatar
Konto usunięte
Albert mierzy wzrokiem goblina (chociaż w sumie on sam nie do końca wie czym jest napastnik) ściskając mocniej swoją broń

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Straże? - parsknął goblin. - Czy wyglądam na kogoś kto boi się straży? Mniejsza, ta cała twoja Myrthana, gdzie to jest? To jakaś wyspa w okolicy Wschodnich Królestw? Na Pandarię to nie wygląda chociaż kto wie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cholera. To jest niby tutejsza mapa? Niemożliwe. Gdzie jest w takim razie Azeroth?

Avatar
Konto usunięte
Albert wstał z krzesła i również zaczął przyglądać się mapie

Avatar
Konto usunięte
- Mógłbym coś dopowiedzieć na ten temat ale nie przyniesie to nic nowego "nihil novi" , ale mam pytanie do ciebie
Zwrócił się w stronę goblina
- Zabrzmi to niegrzecznie ale czym jesteś ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Goblin zastanowił się chwilę.
- Czy to możliwe że wyje**ło mnie tak mocno? - zapytał raczej sam siebie Mariok po czym spojrzał na Alberta. - CZYM jestem? Zdecydowanie, może i jestem poza Azeroth, ale ludzie tutaj są tacy sami. - mruknął goblin i schował z powrotem swoją broń na plecy. - Jestem goblinem, gdyby nie my technologia Hordy zatrzymałaby się na totemach i wilkach. Niektórzy nazywają nas gnomami Hordy ale to raczej obraza. Porównywać nas do tych małych wąsatych gnojków... A, bym zapomniał. Wyceluj we mnie jeszcze raz a rozwalę ci łeb. - powiedział Mariok po czym usiadł na krześle. - Zakładając że ci wierzę. - goblin wskazał na Axa palcem i zmrużył oczy. - A nie do końca to prawda. Ale zakładając, w takim wypadku dobrze będzie jak nalejesz jakiegoś dobrego piwa.

Avatar
Konto usunięte
- Spokojnie ja wyciągnąłem swoją broń bo ty pierwszy wyciągnąłeś swoją, a poza tym pytałem się czym jesteś bo nigdy goblina nie widziałem

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie no to jest niemożliwe. - mruknął goblin i wziął łyk piwa. - Wy wszyscy sobie żartujecie nie? Zaraz zza rogu wyjdzie zadowolony tauren i zawoła "Jesteś w ukrytej wizji"?

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią